Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Krąg
 
Katalog - dodano
 Dynia i jemioła. Nietypowe historie świąteczne
- Aneta Jadowska
 Nemezis
- James Swallow
 Pęknięta korona
- Grzegorz Wielgus
 Szablon
- Agnieszka Sudomir
 Czerwona opcja
- Siergiej Niedorub
 
- skomentowano
 Diabelski Młyn
- Aneta Jadowska
 Artefakt
- Maggie Furey
 Zamęt Nocy
- Patricia Briggs
 Toń
- Marta Kisiel
 Sztylet ślubny
- Aleksandra Ruda
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

''Zaskoczona'' - Anna Kowalik

Wyróżniona praca konkursowa


Co mnie podkusiło, ale no co? Jest tyle łatwiejszych zawodów. Bezpieczniejszych! Mogłam być górnikiem, policjantem, strażakiem albo nawet saperem. Miałabym z tego tyle przyjemności, rozwijałabym się i czułabym, że żyję. Ale nie… przyszło mi do głowy żeby zostać wychowawcą w podstawówce…
- Psze pani?! A daleko jeszcze? -€“ to Tomek. Mój ulubieniec.
- Nie Tomeczku, za chwilę dotrzemy na szczyt.
Szlak wił się między sosnami, droga była trudna, ale najkrótsza jaką wskazywała nawigacja w smartfonie. A najkrótsza oznaczała najszybszy powrót na dół i święty spokój.
- Psze pani!
- Słucham Tomku?
- A już nic.
Szliśmy już od dobrej godziny i obserwowałam na twarzach całej klasy lekkie zmęczenie, co wiązało się z tym, że narastało ich zniecierpliwienie. Tymczasem droga stawała się coraz bardziej kręta i wyboista. Drzewa pomimo tego, że gęstniały były coraz bardziej ogołocone z wszelkich śladów życia. Niektóre wręcz wydawały się jakby były… spalone. Otaczała nas coraz większa cisza, nie było słychać ptaków, nigdzie nie przebiegała żadna wiewiórka ani nawet komar nie planował dostać się do mojej krwi. Wszystko wyglądało wręcz posępnie.
- Psze pani?!
- Tak?
- Boję się…
- Ty się boisz?! A tydzień temu podpalić sobie spodnie na matematyce to się nie bałeś?
Tomek spuścił głowę i poszliśmy dalej. I gdy nawigacja wciąż wskazywała jeszcze kilkaset metrów do szczytu nagle na naszej drodze wyrósł ogromny głaz. Na samym środku szlaku. Ok., nie będę mówiła, że jestem specjalistką od kamieni, nie licząc tych szlachetnych, które chciałabym oglądać na moim palcu, ale tak czy inaczej od razu stwierdziłam, że coś tu nie gra. Kamień miał dziwny kolor, porastało go coś na kształt trawy, co jednak mi osobiście przypominało delikatne włosy, a co najważniejsze, gdy lekko go dotknęłam okazało się, że wcale nie jest twardy. Nim się spostrzegłam podbiegł do niego Tomek i wykonał kopnięcie niczym Robert Lewandowski w reprezentacji Polski. Czyli oczywiście nie trafił i wylądował na ziemi. Jednak szybko się pozbierał i ponowił atak, tym razem skutecznie. To co się stało… słowo daję, szybciej bym uwierzyła w zamach w Smoleńsku niż w coś takiego. Skała się poruszyła, urosła, odwróciła i buchnęła płomieniem ognia tuż nad naszymi przerażonymi głowami. Głaz okazał się być ogromnym, przerażającym smokiem, którego ten smarkacz Tomek kopnął centralnie w cztery litery. Wszyscy rzuciliśmy się do panicznej ucieczki.
- Psze pani? A musimy biec parami?
- Nieee! Nie musicie!
Krzyczałam ile miałam sił w płucach i biegłam na złamanie karku. Smok rozpostarł gigantyczne skrzydła, uniósł wysoko paszczę i ponownie zionął ogniem w naszą stronę. Poczułam się tak, jak tamtego dnia, gdy przesadziłam z czasem w solarium i myślałam, że zamienię się w pieczonego kurczaka. Niestety, po chwili wykonałam manewr znany z wszystkich tandetnych horrorów. Przewróciłam się o korzeń i zamiast szybko wstać, ogarnąć się i biec dalej zaczęłam po prostu przeraźliwie krzyczeć. Smok doskoczył do mnie w ułamku sekundy i chwycił mnie za ramię swoimi wielkimi niczym miecze zębami. Zaczął mocno szarpać a jedyne na co mnie było stać to tylko przeciągłe:
- Niee! Nieee!
I wtedy nagle poczułam uścisk w drugim ramieniu. Coś ciągnęło mnie w drugą stronę. To Tomek! Ten mały, przebrzydły Tomek wrócił aby mnie ratować!
- Psze pani! -€“ krzyczał ciągnąc mnie za rękaw.
Zaczęłam napierać z całej siły, aby uwolnić się z uścisku smoka, który wypuszczał na mnie z nosa kłęby dymu śmierdzące stuletnią siarką.
- Psze pani!! -€“ ponownie mocne pociągnięcie i udało się! Smok puścił, a ja runęłam w drugą stronę uderzając o coś z całej siły.
Gdy otworzyłam oczy byłam przyklejona do szyby i patrzyłam na parking pełen autokarów i piękny krajobraz wijących się w oddali szczytów górskich.
- Psze pani!!!
Prawie podskoczyłam na dźwięk tego głosu i odwróciłam się szybko w stronę, z której dochodził. Siedziałam w autobusie a cała klasa wpatrywała się we mnie dziwnym wzrokiem. Na przedzie jak zwykle stał Tomek.
- Słucham Tomeczku?
- Psze pani?! Kiedy pójdziemy zwiedzać góry?









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2013-11-27 (725 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej