Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Królowa Ciemności
 
Katalog - dodano
 Żółte ślepia
- Marcin Mortka
 Lanny
- Max Porter
 Pułapka Tesli (wyd.2)
- Andrzej Ziemiański
 Port Cieni
- Glen Cook
 Notebook
- Tomasz Lipko
 
- skomentowano
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Rozdziobią nas Loki, wrony
- Kevin Hearne
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

Astralnia - Zuzana Minichova



Szczęście w grze

Tmarek od początku wiedział, że musi to zrobić, choć popełni potworny błąd. Tylko że na ekranie widział, jak walczy o życie Wenda, dziewczyna z piaskowożółtymi włosami, z którą jeszcze wczoraj rozmawiał. W rogu ekranu pojawił się mały tekst. A jeśli to pszczoły właśnie pytają o pozwolenie na zabicie? Zoony wyciągnął rękę po pilota.
Tmarek krzyknął:
– Nie waż się!
Robot powoli odwrócił się i wstał. Gdy spojrzał w oczy Tmarka, jego ciało ścisnął lodowaty pancerz.
– Jak śmiesz mówić MNIE, co mogę, a czego mi nie wolno?! Już dawno nie rozkazywał mi żaden człowiek! – Stalowy głos zadudnił w pomieszczeniu nieskrywanym gniewem. – Już dawno nikogo nie słuchałem! Od czasu, jak mnie zdradziliście!
– Nie zabijesz jej – powiedział Tmarek, udając spokój.
Robot też przeszedł na normalny ton:
– Ja ich nie zabijam. Ani pszczoły. Ja tylko pozwalam miastu, żeby wymierzała przynajmniej część kary, do której ma prawo.
Czas uciekał i bieg Wendy zmienił się w przerywane kuśtykanie u kresu sił... Tmarek zdecydował się. Wystarczy jeden jedyny skok... W powietrzu śmignęła metalowa ręka. W następnej chwili ciało Tmarka uderzyło plecami o ścianę i runęło na podłogę. Robot przez kilka cennych ułamków sekundy zawahał się, potem wysłał krótką sekwencję rozkazów i rzucił się ku leżącemu.

Astralna przewodniczka

Kochać się z astralką znaczy czuć w żyłach morze bijące siłą życia. Zawrót głowy jak od latania i nieznośne ciśnienie, które pompuje w całe ciało głębia rowu morskiego. Rozgarnąć łuski myśli, jakby składały się tylko z piany, którą zmyje kolejna fala...
Pociemniało mu w oczach i nagle poznał wspomnienia i marzenia Ma-dwa. Przez parę sekund bezskutecznie próbował złapać oddech. Po chwili obrazy zaczęły blednąć i większość z nich zniknęła, ale to, co zostało, w zupełności by wystarczyło, żeby zapisać pozostałe wolne strony w dzienniku osobistym. Myśli kapitana zalała euforia poznania. Zatruło ją podejrzenie, które wpadło do jego świadomości niczym kropla atramentu do przejrzystej wody. Co jeśli to samo stało się z jego wspomnieniami?
Myślał, że astrale nie potrafią tej chwili przeżyć w inny sposób... Dzielą się wszystkim. Wszystkim. Ma-dwa z trudem stłumiła swój krzyk w jego ramionach. Wciąż obejmowała go kurczowo. Takie tajemnice prowadzą nas do miłości i zguby – powiedziała do niego w duchu, a on to doskonale rozumiał.
Idiota. Chciałem zdobyć wszystko i wszystko straciłem – mówił do siebie i wiedział, że już nic nie da się z tym zrobić. Nie jesteś pierwszym żółtodziobem, który wierzył, że ma w rękach los bogów i ludzi.
Milczeli – co jeszcze mogli sobie nawzajem powiedzieć? Trzymał ją w ramionach, dlatego że w tym momencie nic innego nie przychodziło mu do głowy. Nie miał najmniejszej ochoty zmieniać pozycji, a tym bardziej wstać i stawić czoła następstwom swojej klęski. Gładził jej włosy, chociaż w teraz on sam o wiele bardziej potrzebował ukojenia.
Milczeli i rozkoszowali się ostatnimi chwilami ciepła. Obydwoje wiedzieli, że przyszłość będzie bezlitosnym oceanem zimna.
[...] – Co tam robił?!
– Jeszcze się państwo pytacie! Przecież to oczywiste!
– Naruszył nietykalność astrali! Bogowie nas ukarzą, wszyscy zginiemy!

Drogą krwi

Nie wtrącamy się w związki ludzi. Tylko interesujemy się nimi. Jednego to lekko inspiruje, inny stara się naprawdę zrozumieć... Ale wyprowadzać moralne oceny, jak by to na naszym miejscu robili ludzie? Bez sensu. Bezcelowo.
Każdy żyje z kogoś. Takie jest prawo natury. Norbert żyje z Cal, a ja dla odmiany piję krew Norberta. Łańcuchy pokarmowe funkcjonują bez względu na sentymenty.
Norbert korzysta z nas. Chociaż jest regularnym uczestnikiem szalonych libacji, rano nigdy nie ma bólu głowy. Koledzy zazdroszczą mu tego, a on wtedy mówi: „To sprawa prawidłowej przemiany materii.”. Tymczasem krew czyścimy mu my. Długie godziny wzmożonej pracy całego kręgu... Troszczymy się nawet o drobne infekcje, zanim przerodzą się w cięższe, utrzymujemy łagodną równowagę organizmu, regulujemy poziom hormonów... Chcemy otrzymać nad ranem potrawę najwyższej jakości.
Tylko podczas country-cross zwiększamy hormony stresu, żeby miał słodką krew, a my dostatecznie dużo energii do najcięższych zadań fizycznych. Country-cross to jedna z niewielu gier, które zachowały się jeszcze z czasów przed adaptacją. Przeniknąć jak najdalej do świata zewnętrznego, znaleźć bezpieczne miejsce i złożyć tam jajka... Coś jak zawody z elementem losowym, które rozstrzygnie dopiero jury w postaci natury.

Myriostejskie święto deszczu

Haljinn ułożyła się na powstałym błocie. Zlepione włosy przypominały delikatne korzonki. Patrzyłem, jak zmiany fizjologiczne zaczynają odbijać się na jej wyglądzie. Haljinn przeobrażała się na moich oczach. Zniekształcona przez wodę skóra wsysała deszcz niczym gąbka, pęczniała i traciła kształt.
[...] – Kairell... – wyszeptała. – Co... co to za hałasy?
– Nie wiem – odparłem najbardziej przekonującym tonem. – Może gdzieś grzmi. – Dziesiątki kilometrów od nas lądowały łodzie kosmiczne.
– Pewnie... halucynacje. Ja... już tego nie potrafię rozróżnić... – Oddalała się. Bez bólu, pogodzona z losem. Na jej twarzy błąkał się delikatny uśmiech. – Nowe życie... cudowne... Kairell... – czytałem z jej warg. – Wiesz, że będę miała wspaniały czerwony kwiat? – Ostatni raz spojrzała wprost na mnie, a potem nieodwołalnie zamknęła oczy. Wciąż mnie trzymała, ale uścisk powoli słabł. W końcu jej ręka została bezwładnie w mojej dłoni, nadal ciepła i nienaturalnie pulsująca. Nasiona wysysały wszystkie soki z ofiary, żeby nazbierać jak najwięcej sił do stadium wegetacji.
Krople wody wsiąkały w piaszczystą ziemię, w skórę, która jeszcze przed chwilą należała do Haljinn, i uderzały w moje czoło w regularnym rytmie, odmierzając czas, który stracił sens.
[...] Nawet jej nie pochowałem. Jej by na tym nie zależało.
Na czym zależałoby Haljinn?
Może na tych kilku idealistach, którzy śpią zahibernowani w kopule i śnią o tym, że uda im się zmienić świat. Mam iść i obudzić ich prędzej, niż zrobi to jutro komputer? Chyba nie będę zbyt dobry w przekazywaniu złych wiadomości, choć może lepiej już ja, jako jeden z tych, którzy właśnie wylądowali i w kotle myriostejskiej atmosfery wypróbowują sprawdzone recepty na klimat.br>Deszcz ustał, a chmury zaczęły rzednieć. Zielone listki pod nogami odbijały delikatne światło. Deptałem po nich i myślałem, że z ubitej ziemi wyskoczą kolejne i kolejne i na kwitnącym płaskowyżu nikt nie rozpozna, gdzie stawiałem kroki.Życie nie zna żalu, to tylko my, ludzie. Żegnaj, Haljinn. Szedłem przez budzący się cud, a słońce piło moje łzy.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2007-10-04 (1683 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej