Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Dopóki nie zgasną gwiazdy
 
Katalog - dodano
 Nikt nie idzie
- Jakub Małecki
 Epoka diamentu
- Neal Stephenson
 Kroniki Jaaru. Tajemne imię
- Adam Faber
 Hajmdal. Księżyce monarchy
- Dariusz Domagalski
 Alyssa i czary
- A.G. Howard
 
- skomentowano
 Diabelski Młyn
- Aneta Jadowska
 Artefakt
- Maggie Furey
 Zamęt Nocy
- Patricia Briggs
 Toń
- Marta Kisiel
 Sztylet ślubny
- Aleksandra Ruda
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

''Pół króla'' - Joe Abercrombie



WIĘKSZE DOBRO



Srogi wiatr wiał tego wieczoru, gdy Yarvi dowiedział się, że został królem… a raczej półkrólem.
Gettowie nazywali taki wiatr szukającym, bo znajdował każdą szczelinę i dziurkę od klucza, z jękiem zaganiając okrutny ziąb Matki Wód do ludzkich siedzib, nawet gdy w paleniskach buzował ogień, a domownicy siedzieli zbici w gromadę.
Szarpał okiennicami wąskich okien w komnatach Matki Gundring i stukał okutymi żelazem drzwiami o framugę. Drażnił płomienie, które syczały i trzaskały ze złością, rzucając szponiaste cienie wiązek ziół na ściany i oświetlając migotliwym blaskiem korzeń w sękatych palcach Matki Gundring.
– A to?
Przypominał zwykłą grudkę ziemi, ale Yarvi już go znał.
– Korzeń czarnojęzycznicy.
– W jakim celu minister po niego sięga, mój książę?
– Minister ma nadzieję, że nigdy nie będzie musiał go użyć. Ugotowany w wodzie rozpuszcza się i nie ma smaku, ale to najstraszniejsza trucizna.
Matka Gundring odłożyła korzeń.
– Ministrowie czasem są zmuszeni sięgać po mroczne rzeczy.
– Ministrowie zawsze powinni szukać mniejszego zła – powiedział Yarvi.
– I ważyć większe dobro. Pięć prawidłowych odpowiedzi na pięć pytań. – Matka Gundring z aprobatą pokiwała głową i Yarvi zarumienił się z zadowolenia. Stara minister Gettlandu nikogo nie chwaliła bez powodu. – A podczas egzaminu zadania będą łatwiejsze.
– Podczas egzaminu… – Yarvi nerwowo potarł zniekształconą dłoń kciukiem zdrowej.
– Zdasz.
– Nie ma takiej pewności.
– Rolą ministra jest nieustannie wątpić…
– …i zarazem sprawiać wrażenie pewnego – dokończył za nią.
– A widzisz! Dobrze cię znam. – To była prawda. Nikt nie znał go lepiej, nawet jego bliscy. Zwłaszcza oni. – Nigdy nie miałam bystrzejszego ucznia. Zdasz za pierwszym podejściem.
– I przestanę być księciem Yarvim. – Ta myśl sprawiła, że poczuł ulgę. – Nie będę miał rodziny ani sukcesji.
– Staniesz się Bratem Yarvim, a twoją rodziną będzie Ministerstwo. – Blask ognia podkreślił zmarszczki wokół oczu Matki Gundring, gdy się uśmiechnęła. – Twoją sukcesją będą zioła i księgi, i mądre słowa. Będziesz zapamiętywał i doradzał, leczył i mówił prawdę, zgłębiał tajniki życia i umiał w każdym języku otwierać drzwi przed Ojcem Pokojem. Tak jak ja bezustannie próbuję to robić. Nie ma szlachetniejszego zadania, bez względu na bzdury, jakie plotą na placu ćwiczeń głupcy, którym mięśnie dławią rozum.
– Trudniej ich ignorować, gdy się stoi na tym placu razem z nimi.
– Ha! – Splunęła w ogień. – Gdy zdasz egzamin, będziesz tam musiał chodzić tylko po to, żeby łatać łby porozbijane
w zbyt ostrych zabawach. A w końcu przejmiesz moją laskę. – Ruchem głowy wskazała zwężające się ku dołowi insygnium z elf-metalu pełnego wypustek i nacięć, które stało oparte o ścianę. – Pewnego dnia zasiądziesz przy Czarnym Tronie jako Ojciec Yarvi.
– Ojciec Yarvi. – Chłopak nerwowo obrócił się na stołku. – Nie jestem dość mądry. – Tak naprawdę chciał powiedzieć, że nie jest dość odważny, ale nie był dość odważny, aby się do tego przyznać.
– Mądrość można zdobyć, mój książę.
Podniósł lewą dłoń do światła.
– A ręce? Czy je też można zdobyć?
– Brak ci ręki, ale otrzymałeś od bogów bardziej niezwykłe dary.
– Masz na myśli to, że ładnie śpiewam? – prychnął.
– Między innymi. A także twój bystry umysł, empatię i siłę… tyle że taką, która czyni z człowieka wspaniałego ministra, a nie wspaniałego króla. Pobłogosławił cię sam Ojciec Pokój. Zapamiętaj raz na zawsze: silnych mężczyzn jest co niemiara, a mądrych niewielu.
– Może dlatego kobiety są lepszymi ministrami.
– I lepiej parzą herbatę… przeważnie. – Głośno siorbiąc, upiła łyk z kubka, który przynosił jej każdego wieczoru, i raz jeszcze pokiwała głową z aprobatą. – Parzenie herbaty jest jednym z wielu niezwykłych talentów, jakie posiadasz.
– Oto dzieło godne bohatera. Przestaniesz mi schlebiać, gdy z księcia stanę się zwykłym ministrem?
– Będę cię chwaliła, gdy na to zasłużysz, a gdy nie, twoje siedzenie jeszcze lepiej zaznajomi się z moim butem.
Yarvi westchnął.
– Niektóre rzeczy nigdy się nie zmienią.
– Zabierzmy się lepiej do historii. – Matka Gundring wzięła jedną z ksiąg z półki. Osadzone w grzbiecie kamienie błysnęły czerwienią i zielenią.
– Teraz? Muszę wstać tak wcześnie jak Matka Słońce, żeby nakarmić twoje gołębie. Miałem nadzieję, że będę mógł się wyspać, zanim…
– Pozwolę ci się wyspać, kiedy zdasz egzamin.
– Na pewno nie.
– Masz rację. – Pośliniła palec i zaczęła przewracać kartki z szelestem wiekowego papieru. – Powiedz mi, mój książę, na ile odłamków elfy rozbiły Bóstwo.
– Na czterysta dziewięć. Czterystu Małych Bogów, sześciu Wielkich Bogów, pierwszego mężczyznę i pierwszą kobietę oraz Śmierć, która strzeże Ostatnich Wrót. Ale to chyba pytanie do modło-tkacza, a nie do ministra.
Matka Gundring cmoknęła z niezadowoleniem.
– Minister powinien posiąść całą wiedzę, bo kontrolować możemy jedynie to, co jest nam znane. Wymień sześciu Wielkich Bogów.
– Matka Wód i Ojciec Ziemi, Matka Słońce i Ojciec Księżyc, Matka Wojna i…
Przerwał mu głuchy stuk drzwi, które otworzyły się gwałtownie. Do komnaty wdarł się podmuch i płomienie paleniska drgnęły niespokojnie – tak jak Yarvi – rzucając zniekształcone błyski na setki słojów i butelek na półkach. Jakaś postać niezdarnie wspięła się po schodkach. Wiązki ziół zakołysały się za nią jak wisielcy.
To był stryj Yarviego, Odem. Mokre od deszczu włosy oblepiały mu bladą twarz, a pierś unosiła się ciężko. Spojrzał na bratanka szeroko otwartymi oczami i otworzył usta, ale nie dobył się z nich żaden dźwięk. Nawet osoba pozbawiona daru empatii zorientowałaby się, że przyniósł złe wieści.
– O co chodzi? – wydukał Yarvi ze ściśniętym gardłem.
Stryj padł na kolana i oparł dłonie na brudnej słomie na posadzce. Nisko pochylił głowę i ochrypłym głosem wypowiedział tylko dwa słowa:
– Najmiłościwszy panie.
I Yarvi pojął, że jego ojciec i brat nie żyją.


* * *



Bohatersko walczył z opadającymi powiekami. Zeszłej nocy prawie nie zmrużył oka, podobnie jak w poprzednie, odkąd na głowę włożono mu królewski diadem. Cienie w zimnych czeluściach komnaty sypialnej ojca roiły się od strachów, a zgodnie z pradawną tradycją nie miała drzwi, które mógłby zaryglować, jako że król Gettlandu stanowi jedność ze swoim krajem i ludem i niczego przed nimi nie ukrywa.
Tajemnice – i drzwi sypialni – zarezerwowane były dla większych szczęśliwców niż królowie.
Rząd dumnych mężczyzn w wojennym rynsztunku i dumnych kobiet z wypolerowanymi kluczami – także tych, którzy za życia króla Uthrika byli dla niego utrapieniem – powoli przesuwał się przed Yarvim i Laithlin, załamując ręce, wciskając matce i synowi żałobne podarunki i wychwalając wspaniałe uczynki żegnanego władcy. Rozpaczali, że Gettland już nigdy nie będzie miał takiego monarchy, ale zaraz się reflektowali i z głębokimi ukłonami mówili do Yarviego „najjaśniejszy panie”, w głębi ducha knując, co zyskają na tym, że na Czarnym Tronie zasiądzie ten jednoręki słabeusz.
Matka jedynie od czasu do czasu syczała do syna:
– Wyprostuj się. Jesteś królem. Nie przepraszaj. Jesteś
królem. Popraw klamrę peleryny. Jesteś królem. Jesteś k r ó l e m. J e s t e ś k r ó l e m. – Jak gdyby próbowała to wmówić jemu, sobie i całemu światu.
Prawdą było, że Morze Drzazg nie znało kupca sprytniejszego od niej, lecz Yarvi się obawiał, że w tej kwestii nawet ona nie zdoła nikogo przekonać.
Czekali, aż przygasły płomienie, a z rzeźbionego smoka na dziobnicy zostały jedynie żarzące się węgle i popiół. Wreszcie pierwsza brudna smuga świtu dotknęła chmur, zalśniła w miedzianej kopule Sali Bogów i obudziła krzyki morskich ptaków. Dopiero wtedy Laithlin klasnęła w dłonie i niewolnicy ze szczękiem łańcuchów zaczęli sypać ziemię wokół tlącego się jeszcze stosu. Yarvi patrzył, jak nowy kopiec powoli rośnie obok kurhanów stryja Uthila, którego pochłonął sztorm, dziada Brevaera i pradziada Angulfa zwanego Kopytem. Szereg porośniętych trawą pagórków ciągnął się wzdłuż wybrzeża i ginął w oddali między wydmami, sięgając coraz głębiej w mroki dziejów, do czasów, nim Ta, która wszystko zapisuje, powierzyła kobiecie sekret liter i ministrowie zaczęli więzić imiona zmarłych w swoich wielkich księgach.
Matka Słońce wysunęła oślepiające oblicze zza horyzontu i ogniście zabarwiła morze. Wkrótce odpływ miał zabrać wyciągnięte na piach łodzie o smukłych kadłubach, które potrafiły się oddalać równie szybko, jak się pojawiały. Teraz czekały gotowe zabrać wojowników do Vansterlandu, aby rozpruli ziemie Grom-gil-Gorma w akcie zemsty.
Stryj Odem wspiął się na szczyt wzniesienia i zacisnął dłoń na rękojeści miecza. Jego życzliwy uśmiech zmienił się w srogą minę wojownika.
– Już czas – oznajmił.
Yarvi wstał, minął stryja i wysoko podniósł ojcowski miecz. Przełknąwszy strach, ryknął najgłośniej, jak potrafił:
– Ja, Yarvi, syn Uthrika i Laithlin, władca Gettlandu, składam przed wami przysięgę! Klnę się na słońce i księżyc. Ślubuję przed Tą, która osądza, i Tym, który pamięta, i Tą, która wiąże węzeł. Niech mój brat i ojciec, i wszyscy przodkowie, którzy tu spoczywają, będą moimi świadkami. Niech Ten, który nad nami czuwa, i Ta, która wszystko zapisuje, będą moimi świadkami. Niech wszyscy tu obecni będą moimi świadkami. Niech stanie się to moim łańcuchem i wewnętrznym cierniem. Pomszczę zabójców ojca i brata. Przysięgam!
Zebrani wkoło wojownicy uderzyli obuchami toporów o żelazne hełmy, pięściami o malowane tarcze i buciorami o Ojca Ziemi na znak, że go popierają.
Stryj Odem zmarszczył brwi.
– To poważna przysięga, najjaśniejszy panie.
– Może jestem tylko w połowie mężczyzną – odparł Yarvi, z trudem chowając miecz w wyściełanej owczą skórą pochwie – lecz przysięgę potrafię złożyć całą. Wojownicy to cenią.
– Są synami Gettlandu – wtrącił Hurik. – Przede wszystkim doceniają czyny.
– A ja uważam, że przysięga była wspaniała. – Isriun podeszła bliżej. Wiatr rozwiewał jej żółte włosy. – Godna króla.
Yarvi cieszył się, że ona tu jest. Pragnął zostać z nią sam. Wtedy mógłby znowu ją pocałować i na pewno tym razem bardziej by się postarał. Tymczasem mógł jedynie się uśmiechnąć i połowicznie unieść swoją półrękę w niezdarnym geście pożegnania.
Pocałunki musiały zaczekać do następnego spotkania.
– Najjaśniejszy panie… – Nawet wiecznie suche oczy Matki Gundring, którym niestraszny był dym ani wiatr, zaszły łzami. – Niech z pomocą bogów sprzyjają wam aura i oręż.
– Nie martw się – odparł. – Całkiem możliwe, że uda mi się przeżyć.
Jego rodzona matka nie uroniła ani jednaj łzy, za to jeszcze raz poprawiła mu klamrę peleryny i powiedziała:
– Postępuj jak król. Mów jak król. Walcz jak król.
– Jestem królem – stwierdził, choć miał wrażenie, że brzmi to jak kłamstwo. – Jeszcze sprawię, że będziesz ze mnie dumna – dodał ze ściśniętym gardłem, ale nie wiedział, jak tego dokona.
Ruszył, dyskretnie prowadzony przez stryja, który trzymał dłoń na ramieniu bratanka. Wojownicy podążyli w ślad za nimi szeregami lśniącej stali. Yarvi jeszcze raz obejrzał się za siebie i zobaczył, jak matka chwyta Hurika za kolczugę i szarpie go ku sobie.
– Strzeż mojego syna, Huriku – usłyszał jej zdławiony głos. – Tylko on mi został.
To powiedziawszy, Złota Królowa zawróciła do miasta w otoczeniu gwardzistów, sług i licznych niewolników, a Yarvi pomaszerował przez bezbarwny świt ku okrętom. Las masztów kołysał się na tle nieba. Młody król próbował naśladować chód ojca, który zawsze ochoczo wyruszał na wojnę, ale nogi uginały się pod nim, bolało go gardło i piekły oczy, a serce przepełniały wątpliwości. W powietrzu wciąż unosił się zapach dymu.
Ojciec Pokój, łkając, został wśród popiołów, a Yarvi ruszył prosto w żelazne objęcia Matki Wojny.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2015-03-13 (407 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej