Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Patronujemy
 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Cienie spoza czasu
 
Katalog - dodano
 Wędrowiec
- Suren Cormudian
 Bestie i ludzie
- Jacek Piekara
 Eliza
- Roxana Wojtas-Tabiś
 Wyprawa Błazna (wyd.M)
- Robin Hobb
 Roar
- Cory Carmack
 
- skomentowano
 Zapisane w kartach
- Anne Bishop
 Ciężko być najmłodszym
- Ksenia Basztowa, Wiktoria Iwanowa
 Sopel cz.1
- Paweł Kornew
 HEL 3
- Jarosław Grzędowicz
 Evna
- Siri Pettersen
 

''Światy Dantego'' - Anna Kańtoch



Duchy w maszynach


Stojąca na peronie kobieta nie wyglądała na martwą.
To była pierwsza rzecz, na jaką ludzie zwracali uwagę, spotykając kogoś nieznanego – nie: czy jest brzydki, czy ładny; nie czy budzi zaufanie, czy też wręcz przeciwnie. Najważniejsze pytanie brzmiało, czy nieznajomy jeszcze żyje.
Kobieta miała rumieńce, a jej oczy błyszczały, więc Noel zbliżył się ostrożnie. Gdy chwyciła go za ramię, uścisk ciepłej dłoni rozwiał ostatnie wątpliwości.



Za siedmioma stopniami


Klątwa, tak Ewa nazywała to, co przytrafiało jej się raz do roku w dzień urodzin. Niezbyt dobre określenie, ale lepszego nie znalazła. Niech więc będzie klątwa. Jej ojciec nazwał to dowcipem, wtedy, tamtego jesiennego dnia, gdy jako świeżo upieczona studentka po raz pierwszy i ostatni w życiu wypłakiwała mu się na ramieniu.
Nie przejmuj się, Ewcia, to tylko idiotyczny żart. Najlepiej w ogóle o tym nie myśl, a temu dowcipnisiowi na pewno się znudzi.
Dokładnie tak powiedział, a ona – już wystarczająco dorosła, by pewne rzeczy dostrzegać i rozumieć, pojęła, że ojciec nie chce o tym mówić. Nie chce, bo czuje się wystraszony i bezradny. Gdyby Ewa drążyła dalej temat, runąłby mit wesołego spryciarza, który potrafi rozwiązać każdy problem. Ewa kochała ojca, więc wzięła udział w jego grze.
Masz rację, tato. Tak, już mi lepiej. Dzięki wielkie. Jasne, nie będę więcej przejmować się tym idiotą. To jakiś kompletny kretyn. Skoczę do sklepu, mam dziś ochotę na lody, kupić ci coś przy okazji?
W głębi duszy wiedziała oczywiście, że to nie jest dowcip. A nawet gdyby był, to żart tak drobiazgowo zaplanowany i cierpliwie powtarzany także budziłby w niej lęk. Jeśli zaś nie dowcip, to co? Tajne działania wywiadu albo jakiejś innej sekretnej organizacji zmierzające do tego, aby wykończyć ją psychicznie. Rozpisany na kilkadziesiąt lat program w stylu Big Brothera. Kosmici badający reakcje wybranej grupy ludzi.
Żadne z tych wyjaśnień nie miało sensu.



Okno Myszogrodu


Wreszcie nadejdzie wyczekiwana chwila. W wieczór deszczowy, wietrzny i jakby stworzony do złodziejskich poczynań, prześlizgnę się przez zakładową bramę i ścigany cmentarnym dudnieniem gromów wejdę na ostatnie piętro, gdzie swą siedzibę ma Kostrzewski. Przyniesioną z domu lampę naftową postawię na stoliku, przy którym nie tak dawno profesor częstował mnie herbatą, i usiądę obok. Ach, jakże dłużyć się będą pozostałe do północy godziny – a raczej jakże dłużyłyby się, gdybym w istocie nie wiedział już, co mnie czeka. Czy śledził będę upływające minuty, czy może, pogrążony w rozmyślaniach, stracę w pewnym momencie rachubę czasu? Nie wiem, nawet moja żelazna samokontrola i świadomość wagi mych uczynków zawodzą czasami. Pewien jednak jestem, że gdy nadejdzie właściwy moment, z napiętymi nerwami policzę uderzenia wielkiego zakładowego zegara. Jedno, drugie, trzecie… dziewiąte… jedenaste, dwunaste.
Uniosę lampę naftową i spojrzę na Myszogród – nienaruszony i wciąż piękny jak zabawka najbogatszego i najbardziej rozpieszczonego z dzieci. Przez chwilę czujnym wzrokiem badał będę myszy, biegające po ulicach maleńkiego miasta w swoich zwierzęcych sprawach, stające czasem słupka i patrzące na mnie oczami jak czarne guziki.
- Żywe, wciąż żywe - szepnę, a potem zrobię to, co planowałem już tylokrotnie. Przejdę przez okno w przeszłość.



Cmentarzysko potworów



Pięć nocy, które obejmowała moja umowa. Byłem pewien, że jestem potrzebny przez pięć kolejnych nocy, i dlatego wciąż czułem się w miarę bezpieczny. Nie przyszło mi do głowy, że oszukano mnie już na samym początku, właśnie po to, by uśpić moją czujność. A przecież dowód miałem pod samym nosem, bo Lisa zginęła rankiem czwartego dnia. Zadanie zostało wykonane i teraz byłem po prostu świadkiem, którego należało się pozbyć.
Zamiast w panikę wpadłem w odrętwienie. Otaczał mnie miękki, lepki kokon, który wytłumiał uczucia, stępiał przerażenie i nie pozwalał uświadomić sobie w pełni, co się dzieje. To było dobre, jak silny zastrzyk przeciwbólowy, i jednocześnie złe, ponieważ nie umiałem myśleć – mój umysł wciąż bezsensownie wracał do tych samych zdań.
Zdumiewające, jacy ludzie potrafią być naiwni.
Jaki ja potrafiłem być naiwny.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2015-08-27 (292 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej