Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Patronujemy
 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Rok po końcu świata
 
Katalog - dodano
 Przeklęci święci
- Magie Stiefvater
 Wyczarowanie światła
- V.E. Schwab
 Fandom
- Anna Day
 Przebudzenie Lewiatana
- James S. A. Corey
 Przepaść
- Michelle Paver
 
- skomentowano
 Sztylet ślubny
- Aleksandra Ruda
 Marzyciel
- Laini Taylor
 Idiota skończony
- Antologia
 Plus/minus
- Olga Gromyko
 Plus/minus
- Olga Gromyko
 

''Wybraniec'' - Roxana Wojtas-Tabiś



Prolog



Pan Tomasz siedział na stołku z założonymi rękami, wyglądał na bardzo zamyślonego. Pracował w tej małej bibliotece od bardzo dawna. Kochał to miejsce wypełnione kurzem i cudownymi opowieściami. Nie było tu żadnej książki, której by nie znał. Dzieci uwielbiały starszego pana, który potrafił tak pięknie opowiadać o tajemniczych postaciach i ich przygodach. Tak naprawdę pan Tomasz nie był stary, ale tak się ostatnio czuł, kiedy patrzył na kolejne pokolenia dzieci odwiedzające jego bibliotekę. Zawsze było w niej gwarno i wesoło. Kiedyś posiadał rodzinę, ale teraz mieszkał sam w ogromnym domu z ogrodem. Miał nadzieję, że wszystko się zmieni po tym, jak napisał list i wysłał go do swojej siostrzenicy mieszkającej z mężem na Teneryfie. Każdego dnia z niecierpliwością wyczekiwał odpowiedzi wypatrując znajomego listonosza. Coraz więcej czasu spędzał w bibliotece, aby nie wracać myślami do bolesnych wspomnień. Towarzystwo młodych czytelników wpływało na niego zbawiennie, ponieważ oprócz książek, pan Tomasz kochał dzieci. Mogły przebywać u niego i jeść pyszne ciasteczka, które sam wypiekał. Stworzył tak niesamowity klimat, że spieszyły do niego prosto po szkole. Poznawały bajkowy świat elfów, robotów, księżniczek, czarownic. Patrząc na to całkiem zwyczajne miejsce – nikt nie mógł powiedzieć, że dzieci nie czytają książek. Niestety w tym tygodniu Pan Tomasz po raz pierwszy od lat zamknął bibliotekę na kilka dni. Był z tego powodu bardzo nieszczęśliwy, ale nie mógł przesuwać decyzji o remoncie lokalu w nieskończoność. Wilgoć i kurz zalegające wewnątrz mogły uszkodzić cenne zbiory. Powoli zabezpieczał ostatnie książki, a po zakończeniu pracy poczuł się ogromnie zmęczony. Było późno, ale mimo to postanowił chwilę odpocząć. Wreszcie, kiedy ponownie nabrał sił, wstał z krzesła i skierował się do wyjścia. W tym samym momencie przypomniał sobie, że zamierzał jeszcze przesunąć na środek małą szafkę, stojącą pod oknem. Zawrócił natychmiast, bo nie chciał przekładać tego na następny dzień. Na szczęście mebel nie był ciężki, łatwo przemieszczał się po parkiecie. Poszło szybciej, niż się spodziewał. Strzepywał kurz z rąk, kiedy zauważył odstającą deskę podłogową innego koloru. Dopiero teraz po tak wielu latach przypomniał sobie dlaczego ustawił szafkę dokładnie w tym miejscu. Energicznie jak na swój wiek podszedł pod ścianę. Zawzięcie próbował wepchnąć nieposłuszny kawałek drewna ponownie na swoje miejsce, ale bezskutecznie. Pan Tomasz bronił się z całych sił, aby nie zajrzeć pod podłogę. Dobrze wiedział, co tam znajdzie, a obiecał sobie nigdy tego nie wyjmować. Chciał raz na zawsze zapomnieć o koszmarze z przeszłości oraz chronić swoich bliskich. Ciekawość zwyciężyła jednak nad strachem. Delikatnie pociągnął deskę do góry. Odleciała z głośnym trzaskiem wraz z sąsiednią. Ukazał się mały schowek. Pan Tomasz trzęsącymi się dłońmi wyjął przedmiot leżący w środku. Była to zakurzona książka w pięknej, złocistej oprawie.


Rozdział 1



Piotrek usiadł na łóżku, przecierając zaspane oczy. Wreszcie doczekał się wspólnego wyjazdu w góry. Takie chwile w jego rodzinie należały do rzadkości. Rodzice mieli własną firmę, w której spędzali całe dnie, a nawet wieczory. Nigdy niczego im nie brakowało– wspaniały dom, ogromny ogród, drogie samochody i dwa świetnie wytresowane psy. Piotrek posiadał najnowszy sprzęt komputerowy, modne ubrania oraz wymyślne zabawki. Niestety zazwyczaj bawił się nimi sam lub z nianiami, które zatrudniano do opieki nad nim. Chłopak miał dziewięć lat, nie sprawiał kłopotów, dobrze się uczył, był wysportowany i ambitny. Bardzo pragnął młodszego brata, ale z czasem przestał pytać rodziców o rodzeństwo, przyzwyczaił się do samotności. Wiele razy obiecali mu wspólną wycieczkę, ale ciągle przekładali wyjazd. Tym razem wreszcie się udało. Tata Marek twierdził, że muszą wyjechać bardzo wcześnie, bo rankiem w górach nie ma ludzi i są przepiękne mgły. Piotrek szybko się ubrał, a kiedy z kuchni dobiegł hałas, pospiesznie udał się na śniadanie. Przy stole siedział już tata popijając czarną kawę. Był świetnie przygotowany do wycieczki. Zielona kurtka i spodnie, lornetka, masywne buty. Nikogo to nie dziwiło, bo zawsze dopracowywał wszystko w najmniejszych szczegółach.
– No… widzę, że sam wstałeś, a myślałem, że będę musiał cię siłą ściągać z łóżka. Mama mówiła, że jak cię budzi do szkoły to masz sen twardy jak kamień.
– Tato, wycieczka to co innego niż szkoła. Nie mogłem spać, a plecak zapakowałem już wczoraj wieczorem. Wszystkim powiedziałem, że jedziemy na wyprawę.
– W takim razie szybko zjedz śniadanie. Im wcześniej wyruszymy tym lepiej. Trasa, którą dla nas przygotowałem nie jest zbyt trudna, ale zmrok zapada w górach teraz wcześniej. Musimy zejść z powrotem zanim się ściemni .
Nie trzeba było powtarzać dwa razy. Piotrek z zapałem pochłaniał kanapki, wpychając ogromne kawałki do ust. Z ukosa spoglądał na mamę, która przygotowywała prowiant. Po kwadransie tata spojrzał na zegarek, dając pozostałym do zrozumienia, że czas śniadania właśnie minął. Sprawnie posprzątali naczynia ze stołu, zabrali przygotowane plecaki i ruszyli na dół, gdzie czekał zaparkowany samochód. Na zewnątrz było jeszcze ciemno i zimno. Piotrek z rozmarzeniem pomyślał o ciepłym łóżeczku, które musiał opuścić. Z drugiej strony wyprawa z rodzicami w góry była tego warta. Usadowił się szybko na tylnym siedzeniu. Zanim pan Marek na dobre rozgrzał silnik, Piotr już zasnął. Rodzice jechali w milczeniu, słuchając piosenek w porannej audycji radiowej. Nagle zadzwonił telefon, a po jego odebraniu twarz pana Marka wyraźnie się zasępiła. Ktoś zostawił wiadomość na poczcie głosowej. Chwilę toczył ze sobą wewnętrzną walkę. Wreszcie powiedział:
– Wiesz… nie chciałem cię martwić, ale nie mogę już tego dłużej ukrywać. Nie wiem co zrobić.
– O czym ty mówisz?– zaniepokoiła się pani Ola.
– O naszej firmie. Mamy poważne problemy finansowe i szczerze mówiąc nie bardzo widzę wyjście z tej sytuacji.
– Ostatnio mówiłeś, że jest już lepiej i, że to tylko chwilowe.
– Miałem nadzieję, że tak będzie. Niestety, otrzymuję ciągłe ponaglenia zapłaty. Odmówiono nam kredytu, na który bardzo liczyłem.
– Mamy jeszcze szansę?
– W zasadzie, musiałby zdarzyć się cud. Zastanawiam się jak spłacić dłużników . Nalegałem na wycieczkę, bo chciałem spędzić z wami ten dzień i nie myśleć o kłopotach. Może to nieodpowiedzialne z mojej strony wyjeżdżać właśnie teraz, ale mam dość wszystkiego.
– Szkoda, że wcześniej nie powiedziałeś mi prawdy. Wiem, że nie chciałeś mnie martwić, ale to także moja firma. Zaraz po przyjeździe zapoznasz mnie dokładnie z całą sytuacją, a póki co postarajmy się nie zawieść naszego syna, który z niecierpliwością czekał na wspólny wyjazd.
Zapadła cisza i każdy pogrążył się w swoim świecie. Radość z wycieczki bezpowrotnie uleciała. Piotrek smacznie chrapał, zupełnie nieświadomy problemów z jakimi borykali się jego rodzice.


Rozdział 2



Dojechali na miejsce szybko i bez korków. Świtało, gęsta mgła unosiła się nad drzewami rosnącymi w dolince, do której zmierzali. Piotrek obudził się natychmiast, gdy samochód zaparkował i tata zgasił silnik. Zabrali plecaki z prowiantem, ciepłe kurtki, po czym sprawdzili mapę. Wybrali niebieską trasę, aby dojść bez większego wysiłku do wyznaczonego schroniska. Tam zamierzali zjeść obiad i wrócić przed zmrokiem do samochodu. Rozkoszowali się niebywałym spokojem. Rzeczywiście na trasie nie było żadnych ludzi, a o to przecież chodziło. Piotrek czuł się szczęśliwy, mógł biegać do woli, rozmawiać z rodzicami, którzy wreszcie słuchali z zainteresowaniem tego co mówił, a przynajmniej tak mu się wydawało. W rzeczywistości bezmyślnie przytakiwali nie mogąc odpędzić przykrych myśli, chociaż bardzo się starali. Przeszli już dość długi kawałek drogi, kiedy usłyszeli dziwny odgłos. Stanęli, dokładnie nasłuchując. Po kilku minutach sytuacja się powtórzyła, nieprzyjemny dźwięk powrócił ze zdwojoną siłą.
– To chyba był grzmot, tak mi się wydaje.– powiedziała pani Ola.
– Niemożliwe, spójrz na niebo. Zresztą nieważne, chodźmy dalej.
– Mnie ten odgłos zaniepokoił. Zaczekajmy jeszcze chwilę, bo jeśli nadchodzi burza to musimy się gdzieś schronić.
– Według mnie to bez sensu, niepotrzebnie tracimy czas. Skoro się jednak upierasz zróbmy krótki odpoczynek.
Ku ich ogromnemu zaskoczeniu zerwał się gwałtowny wiatr, zupełnie nie wiadomo skąd. Zeszli z głównej ścieżki i schronili się pod niewielką skałą. Wiatr nie ustawał, pojawiły się czarne chmury, a potem usłyszeli ponownie tajemniczy odgłos, ale tym razem znacznie potężniejszy od poprzedniego. Byli przerażeni tak gwałtowną zmianą pogody. Zaraz potem doczekali się wielkiej ulewy. Równie szybko jak się zaczęła, tak też się skończyła. Ta krótka chwila wystarczyła jednak, aby wędrowcy zmokli od stóp do głów. Wiatr ustał, chmury zanikły, wszystko wyglądało jak poprzednio. Tata nie zamierzał rezygnować z wycieczki, ani słuchać kazań mamy o chorobie. Mimo przeciwności losu postanowili z Piotrkiem dotrzeć do schroniska zgodnie z wcześniejszym planem. Wędrówka stała się mniej przyjemna z uwagi na błoto powstałe po ulewie w niektórych miejscach. Piotrek maszerował z tyłu zatrzymując się co jakiś czas w poszukiwaniu kija, z którego chciał zrobić laskę. Wreszcie natrafił na wspaniały okaz wystający z ziemi. Z całych sił próbował go wyrwać, nie zwracając uwagi na oddalających się rodziców, którzy wyraźnie się o coś sprzeczali. Właśnie zamierzał ich dogonić kiedy usłyszał dziwny odgłos, zupełnie inny od tego, który pojawił się poprzednio i zwiastował burzę. Przystanął niepewnie, nasłuchiwał. Z początku cichy, dźwięk zaczął się nasilać. Chłopiec nie zastanawiał się długo, pobiegł w tamtą stronę. Zupełnie nie wiedział dlaczego to robi, przecież mógł się zgubić. Przyspieszył, energicznie odsłaniał gałęzie, gdzieś z tyłu dobiegało nawoływanie rodziców. Nie zwracał na to uwagi, znajdzie drogę powrotną bez problemu – pomyślał. W końcu dotarł do kolejnego wydeptanego szlaku prowadzącego do małej doliny. Odgłos był już bardzo blisko i wyraźnie dochodził od strony skał. Wytężył wzrok i zauważył coś na kształt dziury, a może małej jaskini. Pędem ruszył w tamtym kierunku, a następnie stanął jak rażony gromem.


Rozdział 3



Rodzice przeszli spory kawałek, zanim zauważyli zniknięcie syna. Zdezorientowani przystanęli i rozglądali się dookoła. W pewnym momencie pan Marek zauważył biegnącego pomiędzy drzewami Piotrka, który był już daleko i nie reagował na jego wołanie. Pociągnął żonę za rękę i natychmiast pobiegli za nim. Tata nie wiedział co się stało, poczuł przerażenie, które ścisnęło mu żołądek. Jego ukochany syn wyglądał jakby przed czymś uciekał. Ojciec biegł i cały czas wołał mając nadzieję, że chłopak wreszcie się zatrzyma. Strach dodawał mu sił , ale po chwili nie wiedział czy biegnie we właściwym kierunku. Gałęzie uderzały go w twarz, żona krzyczała potykając się o wystające korzenie. Nagle wybiegli na uczęszczany szlak, leżący w pięknej dolince. W oddali przy skałach zobaczyli syna. Stał osłupiały patrząc w otwór. Odetchnęli z ulgą, że nic mu nie jest, ale nadal nie rozumieli jego zachowania. Podeszli bliżej i stanęli zaskoczeni. We wnęce skalnej leżało malutkie dziecko, wierzgając gołymi nóżkami. Przestało płakać czując, że nie jest już samo.
– Co to maleństwo tu robi?!– pani Ola pierwsza odzyskała mowę.
– Mamusiu, wyrywałem patyk z ziemi i wtedy usłyszałem płacz. Pobiegłem za tym odgłosem i dotarłem do tej skały –odpowiedział Piotrek.
– Synku, czy ktoś tu jeszcze był oprócz ciebie, ktoś dorosły?
– Nie, nikogo nie widziałem.
– Dajcie mi proszę szybko kurtkę, trzeba okryć to dzieciątko. Piotruś, napędziłeś nam niezłego strachu. Nigdy więcej tego nie rób. Dobrze, że nic ci się nie stało.
Mama zabrała dziecko na ręce, okryła kurtką taty i nakazała natychmiastowy powrót do miasta. Maluch był dobrze odżywiony, a co najdziwniejsze, pomimo dotkliwego chłodu, nie był zmarznięty. Kobieta smutno pokiwała głową.
– Wygląda mi to na porzucenie. Dlaczego jednak ktoś zostawił to biedactwo tu, a nie w miejscu gdzie chodzą ludzie?. Przecież o tej porze w taką pogodę nie miało szansy przeżyć. Całe szczęście, że Piotruś tu dotarł.
– To nie jest noworodek, a poza tym jest zadbane, czyste, odżywione. Może jego rodzice są gdzieś w pobliżu? – powiedział pan Marek.
– Obyś miał rację. W takim razie rozejrzyjcie się, a ja popilnuję maleństwa.
Marek wraz z synem bardzo dokładnie sprawdzili teren poszukując opiekunów dziecka. Niestety nikogo nie napotkali po drodze. Nie mając innego wyjścia zdecydowali o natychmiastowym powrocie. Dziecko początkowo cicho kwiliło, a następnie wtuliło małą główkę w ciepłą kurtkę, która go otulała i zasnęło. Była to śliczna, rumiana dziewczynka wyglądająca na jakieś sześć miesięcy. Nie miała żadnych znaków szczególnych. Musiała jak najszybciej znaleźć się w ciepłym i bezpiecznym miejscu. Kiedy wreszcie dotarli do samochodu z piskiem opon ruszyli do najbliższego komisariatu. Dziecko nadal spało, zupełnie nieświadome, że stało się sprawcą zamieszania. Mama miała wystarczająco dużo czasu, aby dokładnie przyjrzeć się małej. Robiła to jednak stanowczo za długo. Już od dawna nie trzymała na rękach takiego maleństwa. Przysunęła się delikatnie do jej główki i wciągnęła w nozdrza cudowny zapach niemowlęcia. Pamiętała, że Piotruś pachniał podobnie i było to jedno z piękniejszych jej wspomnień. Bardzo pragnęła drugiego dziecka, ale praca w firmie sprawiała, że ciągle odkładała te plany na później. Nie miała czasu nawet dla ukochanego syna, a co dopiero mówić o niemowlaku. Zresztą, teraz doszły jeszcze dodatkowe kłopoty z firmą, które mogły całkowicie odmienić ich życie. Nagle dziewczynka uniosła powieki i spojrzała na pochyloną nad nią twarz kobiety. Jej oczy były wyjątkowo duże i miały niesamowitą barwę. Ola pamiętała doskonale, że w tym okresie powinny mieć jeszcze kolor niebieski. Dziecko nie mogło być starsze niż wstępnie określili, a może się mylili?. Nie przestawała wpatrywać się w małą, czuła w sercu narastające ciepło, spokój i miłość. Samochód gwałtownie zahamował co zmusiło ją do spojrzenia przed siebie. Dotarli na posterunek policji. Pan Marek cały czas narzekał na nieudany wypoczynek, zło otaczającego świata oraz życiowego pecha. Piotrek siedział cicho zastanawiając się nad nieoczekiwanym spotkaniem. Czuł się bardzo dziwnie, bo jego modlitwy wreszcie się spełniły –tylko w inny sposób, niż tego oczekiwał.


Rozdział 4



Pani Ola wchodziła na posterunek z mieszanymi uczuciami. Miała nadzieję, że to maleństwo miało kochających rodziców. Z drugiej strony fakty zdawały się temu zaprzeczać. Przy biurku siedział młody mężczyzna, który z zaciekawieniem spojrzał na wchodzących. Tata podszedł do niego zdecydowanym krokiem. Potem wyraźnie się zawahał zastanawiając się jak rozpocząć rozmowę. Uznał, że najlepiej powiedzieć od razu w czym rzecz.
– Dzień dobry. Wybraliśmy się na wycieczkę w góry i znaleźliśmy dziecko. Prawdopodobnie zostało porzucone przez swoich rodziców. Zresztą musicie to ustalić. Żona trzyma je na rękach, wygląda na zdrowe.
– Proszę chwileczkę poczekać. Muszę zadzwonić do przełożonego, bo zupełnie nie wiem co mam zrobić w tej sytuacji. Jestem tu nowy i po raz pierwszy mam do czynienia z taką sprawą.
Wyszedł do pokoju obok i widać było, że jest ogromnie zdenerwowany. W tym samym momencie dziecko zaczęło płakać, najwyraźniej chciało jeść. Mama starała się je uciszyć, ale wiedziała, że z głodem nie wygra. Młody policjant po chwili wrócił.
– Zawieziemy dziecko razem do szpitala. Należy sprawdzić czy stan jego zdrowia jest zadowalający. Mówili państwo, że przebywało w górach, z pewnością znacznie się wychłodziło.
– Wszystko rozumiem, ale my wystarczająco pomogliśmy. Wydaje mi się, że nie jesteśmy już potrzebni. Zmarnowaliśmy dostatecznie dużo czasu przeznaczonego na wycieczkę dla całej rodziny.– narzekał pan Marek.
– Bardzo mi przykro, ale powinni państwo wrócić ze mną do miejsca w, którym znaleźliście maleństwo. Możliwe, że jej mama zasłabła i znajduje się gdzieś niedaleko. Tylko wy wiecie gdzie to jest, więc niczego nie damy rady zrobić sami. Potem złożycie zeznania na komisariacie i będziecie wolni.
– Sprawdziliśmy z synem teren w pobliżu miejsca gdzie znaleźliśmy dziecko i nikogo tam nie było.
– Musimy mieć całkowitą pewność, sam pan rozumie to poważna sprawa. Nie wykluczamy też kwestii porwania, więc może na miejscu znajdziemy jakieś wskazówki.
– Takiej opcji w ogóle nie wzięliśmy pod uwagę.
Policjant zabrał płaszcz po czym natychmiast wszyscy opuścili komendę. Tata z ukosa spojrzał na żonę i nie mógł uwierzyć własnym oczom. Miała ten sam promienny wyraz twarzy kiedy urodził się ich syn. Uśmiechała się do opatulonego dziecka nucąc cicho kołysankę. Piotruś szedł koło taty z wystraszoną miną. Najwyraźniej wzmianka o porwaniu zrobiła na nim wrażenie.
– Tato, a po co ktoś porwał to dziecko?
– Na razie nie wiemy czy ktoś je porwał.
– No, ale jakby to zrobił to po co?
– Może dla okupu, z zemsty. Powody mogą być różne.
– Myślisz , że policjanci odnajdą jej rodziców?
– Na pewno, tylko musimy im trochę pomóc. Tak naprawdę to ona zawdzięcza ci życie. Jesteś bohaterem.
Piotruś uśmiechnął się szeroko, a tata z westchnieniem włączył silnik samochodu. Pojechali do pobliskiego szpitala.


Rozdział 5



Pani Kasia stała rozanielona na balkonie przepięknego domu. Patrzyła na swojego męża Karola z ogromną miłością. Dokładnie rok temu wzięli ślub i byli bardzo szczęśliwi. Rozmarzona przypominała sobie początki ich znajomości. Dwa lata temu za namową swoich przyjaciół przyjechała na Teneryfę, aby odpocząć od mrozów panujących w Polsce. Słoneczna wyspa zrobiła na niej ogromne wrażenie. Zapomniała o całym świecie oddając się w pełni błogiemu lenistwu. Na początku pobytu wykupiła wycieczki, na które z zapałem wstawała nawet o piątej rano. Różnorodność klimatu, życzliwość ludzi, ogromny wulkan Pico del Teide, tajemnicza wyspa Gomera wraz z endemicznym lasem zafascynowały ją bezgranicznie. Potem przyszedł czas na plażowanie oraz wieczorne wycieczki do przytulnych restauracji usytuowanych wzdłuż promenady nad oceanem. Tam właśnie niespodziewanie spotkała swojego przyszłego męża. Młody właściciel niewielkiej restauracji od razu zwrócił uwagę na śliczną dziewczynę . Sam też był Polakiem, więc godzinami słuchał opowieści o rodzinnym kraju. Na Teneryfę emigrował jego dziadek, który zamieszkał tu na stałe i założył liczną rodzinę. W jego domu dbano o tradycję, a wszystkie dzieci musiały uczyć się języka polskiego. Dlatego Karol doskonale mówił po polsku mimo, że ojczystego kraju swojego przodka nigdy nie widział. Rezolutna dziewczyna bardzo przypadła do gustu jego rodzicom i znajomym. Szybko stali się parą, a nie mogąc znieść nieznośnej rozłąki pobrali się po roku znajomości. Ślub wzięli w Polsce, ale postanowili na stałe zamieszkać na Teneryfie. Była to przecież wyspa szczęścia. Słoneczne południe, znacznie cieplejsze, z ubogą roślinnością i chłodniejsza północ z licznymi plantacjami bananów. Kasia już na początku zakochała się w tej wyspie, a teraz mogła cieszyć się jej pięknem na zawsze. Decyzja, którą podjęła nie była jednak łatwa. W Polsce zostawiła licznych przyjaciół, ciekawą pracę, nie znała tutejszego języka. Patrząc na to z drugiej strony nie miała własnego mieszkania, a po tragicznym wypadku rodziców, tutaj odnalazła spokój. Z opowiadań wynikało, że miała jeszcze wujka Tomasza, brata mamy, ale po poważnej kłótni zniknął nie podając nikomu nowego adresu. Nawet nie wiedział o jej narodzinach. Na tej przepięknej wyspie mogła zacząć wszystko od nowa. Karol, jej wspaniały mąż odziedziczył malutką restaurację, którą chciał prowadzić i udoskonalać. Pomoc żony stała się nieoceniona. Prowadziła rachunki, zatrudniła wyśmienitego kucharza i wprowadziła wiele nowatorskich rozwiązań .Czuli się tu szczęśliwi i spełnieni. Dzisiejszy dzień był dla nich wyjątkowy. Właśnie obchodzili pierwszą rocznicę ślubu. Wspólnie ustalili, że tego dnia zamkną restaurację i pojadą na wycieczkę objazdową po wyspie. Głównym punktem programu miał być wulkan, gdzie Karol oświadczył się swojej ukochanej . Na samym szczycie, po długiej przejażdżce kolejką i dwugodzinnym marszu podarował jej przepiękny pierścionek. Westchnęła wymownie na to wspomnienie. Karol dołączył do rozmarzonej żony, objął ją czule i ponaglił. Robiło się coraz cieplej, więc nadszedł najlepszy czas, aby wyruszyć dalej. Kiedy wreszcie znaleźli się w samochodzie mężczyzna poczuł wibracje telefonu komórkowego. Odebrał tylko dlatego, że dzwonił jego najlepszy przyjaciel.
– Cześć, przepraszam, że przeszkadzam w takiej chwili, ale wiem, że wybieracie się na wycieczkę po wyspie. Nadal macie w planie wulkan?
– Oczywiście, tego miejsca nie możemy pominąć.
– Słuchaj nie chcę cię denerwować, ale musicie wiedzieć. Odnotowano nieznaczne ruchy wulkanu. Nikt nie jest do końca tego pewien, ale odwołali wycieczkę na górę kolejką. Może przełożycie wasze świętowanie na inny dzień lub ominiecie wulkan.
– Zastanowimy się nad tym. Zaraz porozmawiam z Kasią. Słuchaj, dzięki za radę , ale muszę już kończyć.
– W takim razie miłego dnia i do zobaczenia jutro w restauracji.
Kasia wysłuchała męża, ale nie przejęła się radą ich przyjaciela. Co jakiś czas pojawiały się pogłoski o aktywności wulkanu, a nawet niebezpieczeństwie wybuchu. Takie ryzyko było wliczone w zamieszkiwanie na tym terenie. Zapewne był to kolejny fałszywy alarm. Nikt i nic nie popsuje im tego wyjątkowego dnia. Karol poczuł kolejne wibracje telefonu i w tym momencie usłyszał znajomy sygnał. Telefon się wyładował, ale on nie wrócił już po ładowarkę.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2015-11-06 (347 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej