Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Funky Koval. Bez oddechu
 
Katalog - dodano
 Rycerz Kielichów (wyd.3)
- Jacek Piekara
 SI
- Stepan Wartanow
 Zawiść
- John Gwynne
 Czerwone zegary
- Leni Zumas
 Ahsoka
- E. K. Johnston
 
- skomentowano
 Artefakt
- Maggie Furey
 Zamęt Nocy
- Patricia Briggs
 Toń
- Marta Kisiel
 Sztylet ślubny
- Aleksandra Ruda
 Marzyciel
- Laini Taylor
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

''Syn'' - Lois Lowry



1



Dziewczyna wzdrygnęła się, gdy na górną część twarzy nałożyli jej pozbawioną oczu skórzaną maskę i oślepili. Uznała, że to groteskowe i niepotrzebne, ale nie protestowała. Tak nakazywała procedura. Wiedziała o tym. Jedna z naczyń opisała jej to podczas posiłku miesiąc temu.
– Maska? – spytała wówczas zdumiona, niemal chichocząc, gdy to sobie wyobraziła. – A po co mi maska?
– No, tak naprawdę to nie maska – sprostowała siedząca po lewej młoda kobieta i nabrała kolejną porcję chrupiącej sałatki. – Tak naprawdę to przepaska na oczy – wyszeptała. Nie powinny rozmawiać ze sobą na ten temat.
– Przepaska? – spytała zdumiona, po czym za-śmiała się przepraszająco. – Jak widzisz, nie potrafię normalnie rozmawiać, ciągle tylko powtarzam twoje słowa. Ale po co ta przepaska?
– Nie chcą, żebyś widziała produkt, kiedy z ciebie wychodzi. Kiedy go rodzisz. – Kobieta wskazała swój wydęty brzuch.
– Ty już produkowałaś, prawda? – spytała.
Tamta przytaknęła.
– Dwa razy.
– Jak to jest?
Już wypowiadając te słowa, wiedziała, że to niemądre pytanie. Miały przecież wykłady, oglądały diagramy, udzielono im instrukcji. Ale z drugiej strony nic z tych rzeczy nie może się równać z relacją kogoś, kto przeszedł cały proces. A skoro i tak już złamały zakaz rozmów, czemuż by nie spytać.
– Za drugim razem łatwiej. Nie bolało aż tak bardzo. – Kiedy nie odpowiedziała, kobieta spojrzała na nią pytająco. – Nikt ci nie mówił, że to boli?
– Mówili o „dyskomforcie”.
Druga dziewczyna parsknęła sarkastycznie.
– No dobra, dyskomfort, skoro tak chcą to nazywać. Za drugim razem dyskomfort jest mniejszy. I nie trwa aż tak długo.
– Naczynia? Naczynia! – Z głośnika rozległ się surowy głos matrony. – Proszę, kontrolujcie swoje rozmowy. Znacie zasady!
Dziewczyna i jej towarzyszka posłusznie umilkły, pojmując, że słyszano je przez mikrofony wbudowane w ściany jadalni. Kilka innych dziewcząt zachichotało. Pewnie też czuły się winne. Miały tak niewiele tematów do rozmów. Łączył je tylko proces – ich praca i misja. Ale po surowym ostrzeżeniu szybko zajęły się czymś innym.
Zjadła kolejną łyżkę zupy. Posiłki w dormitorium rodzicielek były zawsze obfite i pyszne, bardzo pilnowano właściwego odżywiania naczyń. Oczywiście dorastała w społeczności, więc nigdy nie brakowało jej jedzenia, co dzień dostarczanego do domostwa jej rodziny.
Kiedy jednak w wieku lat dwunastu przydzielono ją do rodzicielek, całe jej życie się zmieniło. Odbywało się to stopniowo. Zajęcia szkolne – matematyka, fizyka, prawo – dla jej grupy stały się mniej wymagające. Rzadziej poddawano ją testom, wymagano mniej lektur. Nauczyciele nie zwracali na nią uwagi.
Program lekcji poszerzono o zajęcia z odżywiania i zdrowia, więcej czasu poświęcano też ćwiczeniom na świeżym powietrzu. Dietę uzupełniano specjalnymi witaminami. Przebadano jej ciało, poddano testom i przygotowano na czas, który spędzi tutaj. Po upływie ponad roku uznano, że jest gotowa. Wówczas polecono jej opuścić rodzinne domostwo i przenieść się do dormitorium rodzicielek.
Przenosiny z jednego miejsca w drugie w społeczności okazały się bardzo łatwe. Nie miała żadnego własnego dobytku – ubrania dystrybuowano i czyszczono w centralnym magazynie strojów, podręczniki zamawiała szkoła (w następnym roku posłużą komuś innemu). Rower, na którym jeździła do szkoły przez ostatnich parę lat, zabrano do remontu; potem trafi do innego, młodszego dziecka.
Ostatni wieczór w rodzinnym domostwie uczczono szczególnym posiłkiem. Jej brat, starszy o sześć lat, przeniósł się już na szkolenie w Departamencie Prawa i Sprawiedliwości, widywali go tylko na publicznych zgromadzeniach; stał się kimś obcym, toteż w ostatniej kolacji uczestniczyli tylko we trój-kę: ona i komórka rodzicielska, która ją wychowała. Trochę wspominali; przywoływali zabawne wydarzenia z jej wczesnego dzieciństwa (jak wtedy, kiedy wrzuciła buty w krzaki i wróciła ze świetlicy na bo-saka). Śmiali się, a ona podziękowała im za lata wychowania.
– Czy wstydziliście się, kiedy przydzielono mnie do rodzicielek? – spytała.
Ona sama w skrytości ducha liczyła na coś bardziej prestiżowego. Po przydziale brata, gdy miała zaledwie sześć lat, wszyscy byli bardzo dumni. Do prawa i sprawiedliwości trafiali wyjątkowo inteligentni uczniowie. Ale ona do nich nie należała.
– Nie – odparł ojciec. – Ufamy ocenie członków komisji. Wiedzą, gdzie sprawdzisz się najlepiej.
– A rodzicielstwo to bardzo ważna funkcja – dodała matka. – Bez rodzicielek by nas tu nie było!
Potem życzyli jej powodzenia w przyszłości. Ich życie także miało się zmienić: przestawali być rodzicami, teraz przeniosą się w miejsce, gdzie mieszkają bezdzietni dorośli.
Następnego dnia poszła sama do dormitorium połączonego z oddziałem rodzicielek i wprowadziła się do przydzielonego jej pokoiku. Z okna widziała szkołę, do której chodziła, i strefę rekreacyjną. W dali połyskiwała rzeka, wyznaczająca granicę społeczności.
W końcu, kilkanaście tygodni później, gdy już się zadomowiła i znalazła sobie kilka przyjaciółek, wezwano ją na inseminację.
Denerwowała się, bo nie wiedziała, czego oczekiwać, ale po zakończeniu procedury poczuła ulgę: odbyła się szybko i bezboleśnie.
– To wszystko? – spytała zaskoczona, na znak technika wstając zza stołu.
– Wszystko. Wróć za tydzień. Wówczas przebadamy cię i dostaniesz certyfikat.
Zaśmiała się nerwowo. Wolałaby, żeby w teczce z instrukcjami, którą dostała po przydziale, dokładniej wszystko wyjaśniono.
– Co oznacza certyfikat? – spytała.
Technik zbierający sprzęt inseminacyjny wyraźnie się śpieszył. Pewnie w kolejce czekały też inne.
– Kiedy będą pewni, że zarodek się zagnieździł – wyjaśnił niecierpliwie – dostaniesz certyfikat naczynia. Coś jeszcze? – spytał, obracając się do wyjścia. – Nie? W takim razie możesz odejść.

Zdawało się, że działo się to tak niedawno, a teraz, dziewięć miesięcy później, leżała z przepaską na oczach. Dyskomfort pojawił się kilka godzin wcześniej, z przerwami; teraz przerwy zniknęły. Posłuszna poleceniu oddychała głęboko. Nie było łatwo: niczego nie widziała, skóra pod maską nagrzała się nieprzyjemnie.
Spróbowała się odprężyć. Wdech, wydech, nie zważaj na dyskom… Nie, pomyślała. To ból. Prawdziwy ból. Zbierając wszystkie siły, jęknęła cicho, wygięła plecy i pozwoliła pochłonąć się ciemności.
Na imię miała Klara. Właśnie skończyła czternaście lat.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2015-11-07 (338 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej