Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Przybysz
 
Katalog - dodano
 Dystrykt Warszawa
- Rafał Babraj
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Diabeł wcielony
- Donald Ray Pollock
 Ale z naszymi umarłymi
- Jacek Dehnel
 Jednookie walety
- antologia
 
- skomentowano
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 Magia niszczy
- Ilona Andrews
 Harda horda
- antologia
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

Księga strachu #3

Strzeż się gwiazd, w dymie się kryj - Łukasz Orbitowski


Niebo nad szpitalem wyglądało jak zadymione szkło. Matkę zastałam nieprzytomną, nikogo przy niej nie było, ale na szafce przy łóżku pojawiła się metalowa, płytka miska, obok stał stojak na kroplówkę, a jeszcze dalej przepierzenie, oddzielające żywych od umarłych. Zajrzałam. Pokręcona staruszka, która stroiła sobie ze mnie żarty, kpiła już na tamtym świecie. Wydawała się o połowę mniejsza niż za życia. Miała palce jak dziecko, tyle że pomarszczone.
Po prostu poszłam. Zwaliłam plecak przy nieprzytomnej matce i powlokłam się przed siebie, bez celu, korytarzem spowitym trupim światłem. Mijający mnie lekarze mieli woskowe twarze, poważne, szklane oczy, a pacjenci, leżący w otwartych pokojach, odwracali się, unikając mojego spojrzenia. Wpadłam na pielęgniarkę, która gnała gdzieś z kubkiem kawy, ofuknęła mnie, a ja odskoczyłam. Jej ciało, którego dotknęłam przez moment, było chłodne. Nie lodowate. Chłodne.
Przystanęłam przy wyjściu, brzuch mnie rozbolał, zaczęłam wyć. Musiała być siódma, bo pojawili się robotnicy, było ich około dziesięciu. Zwaliści, mrukliwi, podpici i śmierdzący, weszli bocznym wejściem i dalej, w dół, po schodach.
— Dobudowują nam poziom w piwnicy — wyjaśnił młody lekarz, który wyszedł przed budynek na papierosa. — Będzie tam oddział dziecięcy, przeniesiemy ten ze skrzydła. — Przesłał mi dziwne spojrzenie. — Nie zimno pani? Długo pani tu czeka?
Chciało mi się wymiotować. Toaleta na parterze była zajęta albo zamknięta. Nowo poznany doktor skierował mnie na pierwsze piętro i stał, obserwując, jak idzie mi wspinanie się po schodach. Szło świetnie, ale ledwo skręciłam, znikając z jego pola widzenia, osunęłam się na kolana i zwymiotowałam. Bolało, zamroczyło mnie, próbowałam złapać oddech i zwymiotowałam znowu. Przed oczyma wirowały płatki sadzy, czułam też zapach smoły i ciemności, tak, w tamtej chwili byłam pewna, że ciemność cuchnie mokrym mięsem.
— Dobrze się pani czuje? Halo! Halo! Co z panią jest?
— Nie, na pewno nie czuje się dobrze.
— Skąd wiesz?
— Jeśli ktoś wymiotuje na półpiętrze, z reguły nie ma się najlepiej.
— Ale mamy dziwne czasy. Więc może to i dziwna dziewczyna. Jak gwiazdy.
— Gwiazdy i dym.
— Co dalej?
— Wybacz, ale naprawdę nie wiem. Dobrze się pani czuje? Halo! Halo! Co z panią?
Uniosłam głowę, płatki sadzy uleciały do sufitu. Na półpiętrze przede mną znajdowały się otwarte drzwi, a w drzwiach stało dwóch facetów w lekarskich kitlach, podobnych i różnych zarazem. Pierwszy miał starannie przystrzyżone włosy, gładziutką twarz i smukłe, prawie kobiece dłonie. Drugi wysmarował się brylantyną — półdługie kudły opadały na kark — miał kilkudniowy zarost, a pod oczyma głębokie cienie. Uśmiechnął się.
— Chodź do nas — powiedział.
— No, już, już — ponaglił drugi.
— Naprawdę nie ma się czego bać.
— Jestem doktor Ciało — powiedział ten nieogolony i wskazał na drugiego — a to doktor Krew.
Spróbowałam wstać, ale zsunęłam się po ścianie, na spoconych dłoniach. Tamci patrzyli na mnie uważnie. Zawołałam więc, że lepiej będzie, jeśli to oni przyjdą i mi pomogą; potem pójdę z wami gdzie chcecie, kochani doktorkowie, Ciało i Krew.
— Nie da rady. Nie możemy wyjść. Ale możemy przyjąć cię u nas, jeśli tylko zrobisz parę kroków — powiedział doktor Krew.
Popełzłam na czworakach, omijając plamę wymiocin, i zasmuciłam się myślą, że nawet to mi w życiu nie wyszło. Sadza powróciła, tym razem opadając mi na płuca; bardziej się czołgałam, niż pełzłam, wpiłam paznokcie w próg, a Ciało i Krew pochwycili mnie jednocześnie. Jeden starannie otarł mi twarz, drugi poklepał mnie po ramieniu.
— No i widzisz, dziewczyno? Wszystko będzie dobrze. Dalej, dalej, pokażemy ci twój pokój.
— Najpierw do mnie, do mnie mówię — złościł się doktor Krew.
Wyzwoliłam się z uścisku, wyrwałam Ciału chusteczkę i sama wytarłam sobie usta. Wyglądali na parę błaznów. Tak, już wiem, to dom wariatów. Mają tu oddział dla szalonych i ci dwaj są pacjentami.
— Chwila, chwila. Wydaje mi się, że nie jesteście żadnymi lekarzami. Czemu nie możecie wychodzić? Może jakiś prawdziwy lekarz wam zabronił?
Ciało się skrzywił, a Krew roześmiał.
— Chodź. Zobaczysz, niedługo dowiesz się wszystkiego.
— Nie masz racji. Pokaż jej — wtrącił się Ciało.
Doktor Krew poprawił okulary.
— Jeśli nie mam racji, to ty jej pokaż.
Dreszcz przeszedł po twarzy doktora Ciało. I zaraz zmienił się w cierpki uśmiech. Ciało odsunął swojego kolegę w głąb korytarza — korytarz był pomalowany w pastelowe kolory, na ścianach wisiały widoczki w ciasnych ramach — przesunął mnie, tak by zrobić sobie miejsce. Zacisnął dłoń w pięść, polizał knykcie i szybkim ruchem przyłożył do podłogi na zewnątrz. Rozległ się syk. Doktor Ciało oderwał rękę, podsunął mi pod nos. Wyraźnie widziałam szybko ciemniejące bąble po oparzeniach. Korytarzem już pędził doktor Krew z miską zimnej wody.
— Nie możemy stąd wychodzić, bo spłoniemy żywcem. Świat nas podpali — Doktor Ciało robił dobrą minę do złej gry. — Chodź już z nami. Może, powtarzam: może jakoś cię tu uleczymy.
— Gwiazdy i dym, gwiazdy i dym — powtarzał doktor Krew.


Fragment udostępniła Agencja Wydawnicza Runa








Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2007-11-01 (1578 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej