Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Trucizna
 
Katalog - dodano
 Ziemia złych uroków. Tom I
- Jacek Kloss
 Lucyfer
- Jennifer L. Armentrout
 Heroina
- Mons Kallentoft
 Czarownica
- Małgorzata Lisińska
 Tropiciel
- Małgorzata Lisińska
 
- skomentowano
 Diabelski Młyn
- Aneta Jadowska
 Artefakt
- Maggie Furey
 Zamęt Nocy
- Patricia Briggs
 Toń
- Marta Kisiel
 Sztylet ślubny
- Aleksandra Ruda
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

''Real'' - Katy Evans



– REMY! REMY! REMY! REMY! – rozlega się coraz głośniejsze skandowanie.
– Chcecie więcej Remy’ego? – pyta tłumu mężczyzna z mikrofonem, na co wokół nas rozbrzmiewa jeszcze większy krzyk. – W takim razie w porządku! Dajmy dziś Remingtonowi „Tajfunowi” Tate’owi lepszego przeciwnika!
Na ring wchodzi kolejny mężczyzna.
Nie jestem w stanie więcej znieść – moje ciało jest zbyt przeciążone emocjami. Właśnie dlatego rezygnacja z seksu przez tyle lat nie jest zbyt dobrym pomysłem. Jestem tak podniecona, że gdy odwracam się i mówię Mel, że idę do łazienki, ledwie mogę normalnie mówić, czy nawet poruszyć nogami.
Kiedy zbiegam szerokim przejściem między siedzeniami, z głośnika dobiega donośny głos.
– A teraz, panie i panowie, wyzwanie naszemu mistrzowi rzuca Parker „Terror” Drake!
Tłum ożywa, a w następnej chwili słyszę niesamowicie mocne uderzenie.
Opierając się chęci, by obejrzeć się i zobaczyć, co się stało, skręcam za róg i kieruję się prosto do łazienki. Wtedy ponownie rozlega się głośny głos prezentera:
– Jasny gwint, to było szybkie! Mamy nokaut! Tak, panie i panowie! Nokaut! I to w rekordowym czasie, nasz mistrz, Tajfun! Tajfun, który właśnie zeskakuje z ringu i… gdzie ty, do cholery, idziesz?Tłum szaleje, aż do lobby wykrzykując „Tajfun! Tajfun!”, po czym milknie, jakby wydarzyło się coś nieoczekiwanego.
Zastanawia mnie ta dziwna cisza, gdy za moimi plecami rozlegają się głośne kroki. Ciepła dłoń chwyta mnie za rękę. Jej dotyk elektryzuje mnie, gdy z zaskakującą siłą obraca mnie w swoją stronę.
– Co do… – Zdezorientowana gwałtownie nabieram powietrza, po czym wbijam wzrok w męską pierś, a potem w lśniące, niebieskie oczy. Moje zmysły szaleją. Jest tak blisko, że jego zapach przeszywa mnie niczym zastrzyk adrenaliny.
– Twoje imię – mówi gardłowo, dysząc i wpatrując się we mnie dzikim wzrokiem.
– Uhm, Brooke.
– Brooke jaka? – pyta ostro, a jego nozdrza drgają.
Jego zwierzęcy magnetyzm jest tak silny, że mam wrażenie, jakby odebrał mi głos. Wkroczył w moją osobistą przestrzeń, zajmując ją całą, pochłaniając ją, pochłaniając mnie i zabierając mi cały tlen. Nie rozumiem, w jaki sposób moje serce jeszcze bije, ani tego, w jaki tu stoję – drżąc z pożądania, całkowicie skupiona na tym jednym miejscu, w którym jego dłoń dotyka mojej skóry.
Drżąc z wysiłku uwalniam rękę i ze strachem patrzę na Mel, która z szeroko otwartymi ze zdumienia oczami stanęła za jego plecami.
– Brooke Dumas – mówi Mel, po czym – ku memu upokorzeniu – z radością podaje mu numer mojej komórki.
Jego usta wyginają się w uśmiechu, a oczy napotykają mój wzrok.
– Brooke Dumas. – Właśnie zerżnął moje imię. Na moich własnych oczach. I na oczach Mel.
Pożądanie wzbiera między moimi nogami, gdy czuję, jak przy tych dwóch słowach jego język skręca się szorstko, a głos staje się grzesznie mroczny – niczym rzecz, którą naprawdę pragniesz zjeść, a nie powinnaś. Jego oczy płoną, kiedy wpatruje się we mnie niemal tak, jakbym należała tylko do niego. Jeszcze nigdy nikt tak na mnie nie patrzył.
Robi krok do przodu i wilgotną dłonią obejmuje mój kark, a mój puls szaleje, kiedy zniża głowę i w szybkim, suchym pocałunku dotyka moich ust. Mam wrażenie, jakby mnie naznaczał. Jakby przygotowywał mnie do czegoś wielkiego. Czegoś, co może zmienić i zrujnować moje życie.
– Brooke – mówi znacząco, z niskim pomrukiem tuż przy moich ustach, po czym odsuwa się z uśmiechem. – Jestem Remington.


* * *



Doprawdy nie mam pojęcia, co jest takiego złego w tym, by Remy trochę odpoczął. Niektórzy z moich znajomych lekkoatletów wpadali w depresję po zakończeniu zawodów. Kto wchodzi tak wysoko, musi też zejść w dół, a neuroprzekaźniki czasami nieco wariują.
– Słuchaj, istnieją granice wysiłku, jakiemu poddawane jest ciało, a szczególnie w przypadku jego wysiłku. No i co, że opuścił walkę? Też mi coś. Po kilku dniach odpoczynku jego siła prawdopodobnie wzrośnie i w Denver skopie wszystkim tyłki.
Nie odpowiadają, tylko przyglądają mi się w milczeniu. Wiem, że wszyscy zastanawiają się, co się, do cholery, dzieje między nami, gdyż Remington jest wobec mnie bardzo zaborczy. Z gniewem patrzy na Pete’a, kiedy ten ze mną rozmawia, a nawet na Rileya, gdy ten kilka godzin temu zaoferował, że pomoże mi z bagażem. Remy zamiast niego chwycił moją walizkę i zapytał, czy naprawdę nie ma nic innego do roboty.
Tak, wydają się zdesperowani, by wiedzieć, co łączy Remingtona i mnie. Ale ponieważ ja sama tego nie wiem, zdaje się, że wszystkim nam pozostaje się nad tym zastanawiać.
Wzdycham na tę ciszę i odwracam się, by wrócić na miejsce. Wtedy zauważam, że Remy bacznie mi się przygląda.
Kiedy patrzy, jak idę w jego stronę, w jego oczach pojawia się coś bardzo męskiego. To mroczne, zaborcze spojrzenie, które sprawia, że przechodzi mnie dreszcz. Przypominają mi się cztery noce spędzone w apartamencie prezydenckim, który Remy zamknął przed całym światem. Czuję się jak w Pięknej i Bestii. Tyle, że ja z własnej woli zamknęłam się z moją bestią, która całowała mnie do utraty zmysłów, a to on jest tą piękną istotą, która torturuje mnie pożądaniem.
Na samo wspomnienie z moich ust niemal wyrywa się jęk. Dłoń Remy’ego przesuwająca się po mojej szyi. Jego półotwarte oczy, kiedy na mnie patrzy. Nasze urywane oddechy. Jego usta, gorące i wilgotne, całujące mnie. Całuje tylko moje usta, szyję i uszy. Liże i smakuje, budząc w moim ciele tysiące odczuć.
Pamiętam mój jęk. Pamiętam jego uśmiech, kiedy słyszy ten dźwięk i to, jak poważny się staje, gdy powraca do smakowania mnie i zapamiętale ssie moje wargi, po czym skubie i próbuje skórę na mojej szyi. Pamiętam jego napierające na mnie ciało i pulsowanie między nogami, gdy czułam jego potężną erekcję. Nasze języki – gorące, z desperacją liżące i smakujące się nawzajem. Pragnę go tak bardzo, że nie mogę myśleć o niczym innym. Wydaje mi się, że zeszłej nocy jęczałam „Proszę…”, lecz byłam tak odurzona pożądaniem, że sama nie jestem pewna. Wiem natomiast, że czasami – kiedy jego oddech jest szaleńczo szybki – robi przerwę i bierze zimny prysznic.
Zawsze jednak wraca, mając na sobie ściągnięte sznurkiem spodnie lub seksowne bokserki, po czym znów otacza mnie swoim potężnym ciałem i czystą opiekuńczością tylko po to, by kolejny raz pochylić głowę i bez końca poddawać mnie torturom. Długimi, powolnymi pociągnięciami języka pieprzy moje ucho. To samo robi z moimi ustami. Liże i smakuje moją szyję. Obojczyk. Podnieca mnie tak bardzo, że zęby szczękają mi w nagle zimnym, jak mi się wydaje, powietrzu. Podniecenie spływa mi po udach. Moje sutki stają się twarde jak diamenty. Doprowadza mnie do takiego stanu, że najmniejsze muśnięcie jego ust wyrywa jęk z głębi mnie, jakby mnie właśnie posiadł.
Postępuje ze mną tak niespiesznie, że czuję się jak nastoletnia dziewica, chociaż zdecydowanie nią nie jestem.
Jednak czuję się jego, związana z nim tak, jak robią to zwierzęta. Czuję, jakby już mnie złapał i uwięził, a teraz jedynie przygotowywał, pozostawiając mnie gotującą się we własnych sokach, z niecierpliwością oczekującą, aż spróbuje mnie po raz pierwszy.
Naprawdę nie jestem już w stanie tego znieść i nawet teraz jestem mokra.
Nie rozmawiamy wiele, gdy wiążemy się w jego sypialni. Wyczuwam, że ostatnio zamknął się w swojej jaskini i całkowicie to rozumiem. Wczoraj nawet nie pozwolił mi wyjść. Trzymał mnie w łóżku jak bezwolną niewolnicę swoich pocałunków.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2016-06-01 (261 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej