Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Droga do skarbu
 
Katalog - dodano
 Coś
- John W. Campbell
 Zmierzch Bogów
- Michał Gołkowski
 Czara Cieni
- Frances Hardinge
 Śpiew kukułki
- Frances Hardinge
 Cała Orsinia
- Ursula K. Le Guin
 
- skomentowano
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Rozdziobią nas Loki, wrony
- Kevin Hearne
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

Pies i klecha. Przeciwko wszystkim. - Łukasz Orbitowski, Jarosław Urbaniuk

Rok 1987


​​​​Jeśli mieszkanie porucznika Enki miało w sobie coś cha­rakterystycznego, to chyba błyszczący lakier, odchodzą­cy szerokim płatem od meblościanki. Najwięcej miejsca zajmował tu sam porucznik Enka, rozwalony na niskim łóżku. Jego włochata pierś wznosiła się i opadała, a wraz z nią drobna kobieca dłoń, której właścicielka spała spo­kojnie, twarzą do ściany. Na stole stała butelka po winie Klosterkeller, obok - dwa kieliszki, jeden pusty a drugi wprost przeciwnie. Żaden obraz czy zdjęcie nie mąci­ły bieli ścian, za to żyrandol ozdabiały damskie majtki, stanik zaś zwisał skromnie ze stopy samego gospodarza. Gdyby zły duch, poltergeist na przykład, wymiótł stos gazet spod telewizora i sam telewizor, kieliszki z winem, oraz gospodarza z towarzyszką, przykleił lakier w meblościance, można by odnieść wrażenie, że mieszkanie oddano do użytku wczoraj i czeka na właściciela, który uszanuje je bardziej niż porucznik Enka.
Enka miał zmartwienie - nie pamiętał bowiem, co wczoraj powiedział taksówkarzowi. Wiedział dosko­nale, że wyszedł od Rudego grubo przed dziesiątą, do­brze wstawiony, wiedział, że wsiadł do białego polone­za, a taksówkarz przypominał z profilu Karola Marksa (Enka utrzymywał, że Marks miał wyłącznie profil, z którejkolwiek strony by nie spojrzeć nie oglądać). Po­rucznik Enka przywitał się grzecznie i powiedział: „do mnie, czyli na Aleję Pokoju”, zawahał się i zmienił zda­nie: „nie, pojedzie pan na...”.
No właśnie - na tym kończyła się wiedza poruczni­ka Enki. Nie wiedział, jakie słowo padło i co wydarzyło się potem. Nie miał pojęcia, o której wrócił i w czyim to­warzystwie. Rozmyślał tak chwilę, podniósł się i nachylił nad śpiącą. Włosy zasłaniały twarz dziewczyny, porucz­nik Enka zastanawiał się właśnie, czy powinien je odgar­nąć, gdy zadzwonił telefon.
- Enka - wymamrotał Enka do słuchawki.
- Zbieraj się do nas - głos Gruli brzmiał zbyt rześko jak na wczesną porę - ale już, na raz, dwa, trzy. Dzwo­nili
- Sam się zbieraj - poradził mu porucznik Enka.
- Stary szaleje. Z góry zadzwonili - wyjaśnił Grula. - Dostaję hyzia, więc nie marudź i rusz tyłek. Przecież...
Dziewczyna obróciła się.
- Jeśli chcesz mnie pocałować w dupę, adres znasz, a ja ci wyjaśnię, gdzie moja dupa się znajduje - rzekł słodko porucznik Enka. - Nie dziś. Nie teraz. Mam...
Jasne pukle zsunęły się, odsłaniając przepełnioną mi­łością twarz dziewczęcia. Oczy porucznika Enki rozsze­rzyły się gwałtownie.
- Rozumiem - powiedział.
- To dla mnie zaszczyt, panie ministrze - powiedział miękko, a Grula zakaszlał po drugiej stronie kabla.
- Co tam się wyrabia, Zbyszek?
- Zaraz będę, panie ministrze - porucznik Enka od­łożył słuchawkę i rzucił w stronę dziewczyny: - Musimy się zbierać!
W czasie, który wystarczył porucznikowi Ence do wskoczenia we wranglery, czarną koszulę i wojskową kurtkę, dziewczyna zdążyła założyć majtki i zapiąć sta­nik. Enka popchał ją do przedpokoju, przed drzwiami wręczył kłąb ciuchów i nim zdążyła otworzyć usta, już stali na korytarzu, a Enka zamykał drzwi.
- Zbyszku, oszalałeś? - jednocześnie próbowała utrzymać ubrania i chwycić się Enki. Jej głos brzmiał co­raz głośniej: - To ty myślisz, że tak można, tak po prostu, że mnie i ciebie...? Tak wyrzucić po prostu? Co? Że ja...
Porucznik Enka ujął jej twarz w dłonie.
- Kochanie - powiedział, patrząc jej prosto w oczy. - Kiszczak, rozumiesz? Tyle tylko ci powiem – pocałował ją w czoło i powtórzył - Kiszczak.
Maślany wzrok odprowadzał porucznika Enkę, który skręcił na schody i pognał z dziesiątego piętra, skacząc po trzy stopnie.

- Grula, czyś ty zwariował?
Nad głową Gruli, grube litery układały się w napis Uczciwość i sumienność wizytówką, służb mundu­rowych. Ścianę przecinała gęsta pajęczyna pęknięć zie-lonawego tynku. Chudy młodzieniec przy biurku obok przerwał pisanie, popatrzył na Enkę i natychmiast skulił się nad maszyną. Pokój wypełnił dźwięk klawiszy, w któ­re młodzieniec stukał jednym palcem.
- Dbam o ciebie - oświadczył Grula.
- Nie chcę myśleć, co by się podziało, gdybyś prze­stał dbać - Enka opadł na krzesło. - Co tu się wyrabia? Ledwo szósta minęła...
Podbródek Gruli zafalował nad kołnierzem flanelo­wej koszuli.
- Przypomnieli sobie o tobie - rzekł. - Ikony.
- Nie wiem, co to są ikony. Wiem, co to jest wolne.
- Ikony. Kanał przerzutowy, maszyny drukarskie, sukces w walce ze „sprzedawczykami ojczyzny”. No, człowieku, nie pamiętasz?
- Przypomnieli sobie?
- Pamiętali cały czas.
- Powiem ci coś, Grula - wyszczerzył się porucznik Enka. - Nauczę cię nowego słowa. Słowo brzmi uprzej­mość. Uprzejmy człowiek odbiera telefony, nieuprzejmy, nie. Uprzejmy człowiek zaiwania przez miasto z kogutemi przez chodnik, a cham śpi dalej. Uprzejmy czło­wiek, koniec końców, dowiaduje się, że ktoś mu robi ła­skę za to, że jest taki miły, zamyka mordę i słucha.
- Pojedziesz pod Płock - uśmiechnął się Grula.
- Podobno im dalej na północ, w listopadzie, tym piękniej - rozmarzył się Enka i nagle spoważniał. - Co właściwie się dzieje?
- Jest delikatna sprawa - Grula podniósł się i zaczął spacerować po pokoju. Miał spodnie „piramidy” i ma­rynarkę tak szarą, że pozazdrościłyby jej myszy. - Może uda się coś z awansem zrobić. Za długo tu tkwimy, nie? No, w każdym razie jest trup.
- Trup - powtórzył porucznik Enka.
- Ksiądz.
- Ksiądz - mruknął Enka. - No proszę, coś nowe­go.
- Wikary, konkretnie. Martwy. Paskudna sprawa. Nasz konsultant...
- Kupiony?
- Wikary? No skąd?
- Znów mi z wikarym wyjeżdżasz, biskup kupiony, nie? - prychnął Enka. - Konsultant mówię.
- Ksiądz.
- Ksiądz wikary?
- Ksiądz konsultant.
- Pieprzyć to - Enka odgiął głowę. - Jaki znowu ksiądz?
- Czeka w drugim pokoju - wyjaśnił Grula. - Profe­sorek. Mądra głowa. Pojedziecie razem.
Porucznik Enka pogłaskał się po brodzie, wydął war­gi, jakby chciał splunąć. Popatrzył poważnie na Grulę, a Grula zgarbił się i usiadł.
- Potrzebują kogoś błyskotliwego - wyjaśnił spokoj­nie Grula. - No i padło na ciebie, więc nie wiem, o co się wku... Ja, co? - roześmiał się porucznik Enka. - Mam gacie pełne radosnego kału i tylko marzę o tym, by zapieprzać na drugi koniec Polski z jakimś klechą i zboczeńcem, by rozgrzebać francowaty zgon niemniej francowatego syna Watykanu.
- Ksiądz - mruknął Enka. - No proszę, coś nowe­go.
- Wikary, konkretnie. Martwy. Paskudna sprawa. Nasz konsultant...
- Kupiony?
- Wikary? No skąd?
- Znów mi z wikarym wyjeżdżasz, biskup kupiony, nie? - prychnął Enka. - Konsultant mówię.
- Ksiądz.
- Ksiądz wikary?
- Ksiądz konsultant.
- Pieprzyć to - Enka odgiął głowę. - Jaki znowu ksiądz?
- Czeka w drugim pokoju - wyjaśnił Grula. - Profe­sorek. Mądra głowa. Pojedziecie razem. Porucznik Enka pogłaskał się po brodzie, wydął war­gi, jakby chciał splunąć. Popatrzył poważnie na Grulę, a Grula zgarbił się i usiadł.
- Potrzebują kogoś błyskotliwego - wyjaśnił spokoj­nie Grula. - No i padło na ciebie, więc nie wiem, o co się wku...
Ja, co? - roześmiał się porucznik Enka. - Mam gacie pełne radosnego kału i tylko marzę o tym, by zapieprzać na drugi koniec Polski z jakimś klechą i zboczeńcem, by rozgrzebać francowaty zgon niemniej francowatego syna Watykanu.


Fragment udostępniło Wydawnictwo Fabryka Słów








Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2007-11-06 (1653 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej