Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Wieczny Grunwald
 
Katalog - dodano
 Dystrykt Warszawa
- Rafał Babraj
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Diabeł wcielony
- Donald Ray Pollock
 Ale z naszymi umarłymi
- Jacek Dehnel
 Jednookie walety
- antologia
 
- skomentowano
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 Magia niszczy
- Ilona Andrews
 Harda horda
- antologia
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

Pierwszy krok - Adam Przechrzta

Szary-w-Bieli


Norman wiele razy słyszał głosy, jednak nigdy nie były tak natarczywe jak teraz. „Pospiesz się!” – szeptały. „Ratuj Alijah!”
Norman wiedział, że nie może w czasie alarmu wychodzić z kryjówki, lecz dziś działo się coś dziwnego. Nagle usłyszał cienki dziewczęcy pisk. To krzyczała Alijah. Chłopak z zaciętą miną zerwał ze ściany kuszę i otworzył drzwi komnaty. Korytarz zasłany był ciałami martwych żołnierzy i potworów. Wokół unosił się smród krwi i fekaliów. Norman odruchowo pomacał, czy kotek nadal tkwi pod jego koszulą, i zaczął biec w kierunku gniazdka Alijah. Już z odległości kilkudziesięciu metrów usłyszał głuchy łoskot walących się ścian. Mur wokół drzwi do kryjówki siostry pokryty był dziurami po strzaskanych cegłach. Jakaś istota o wielu mackach, wisząca w powietrzu nad zwłokami gwardzistów, rozbijała ścianę, chcąc wedrzeć się do środka. Norman, krzyknąwszy rozpaczliwie, wystrzelił parę bełtów w potwora. Stwór nagłym skokiem znalazł się przy chłopcu, jedna macka owinęła się wokół jego dłoni, miażdżąc ją w powolnym uścisku. Po chwili pogardliwe smagniecie posłało chłopaka pod przeciwległą ścianę. Norman dławił się krzykiem, leżąc w kałuży własnej krwi i moczu.
- Uciekaj! – zawołał, wyjmując zdrową ręką kotka. - Uciekaj – wyszeptał.
Szary-w-Bieli wyczuł wroga. Czuł ból niedorostka ze swojego stada i strach drugiego szczenięcia za ścianą. Po raz pierwszy sięgnął do umysłu Stada i poczuł żądzę krwi. Umysł Stada podpowiedział mu, jak zrobić to, czego domagał się instynkt - bronić szczeniąt i zabić wroga. Szary-w-Bieli rozpoczął przyrodzoną jego gatunkowi przemianę. Kiedy przywołana z nienazwanej otchłani istota odwróciła się, czując niebezpieczeństwo – było już za późno. Rozjuszony wonią strachu szczeniąt, które znalazły się w niebezpieczeństwie, Szary-w-Bieli zaatakował. Pół tony stalowych, niewrażliwych na magię mięśni kierowanych przez mózg, który nie znał znaczenia słowa „strach”, runęło na wroga.
- Zabij go! – załkał Norman. – Zabij je wszystkie!
Szary-w-Bieli zrozumiał przekaz. Sięgnął zmysłami do członków stada dwójki szczeniąt, którzy walczyli o życie, i ruszył zabijać.

* * *

Adrienne de Sarnac otworzyła z trzaskiem drzwi swojego schronienia i z mieczem w ręku wypadła na korytarz.
- Moje dzieci! – krzyknęła.
Broczący krwią z wielu ran sierżant Picard bez ceremonii trzasnął królową w głowę rękojeścią miecza i wrzucił z powrotem do kryjówki. Wokół leżały przemieszane trupy żołnierzy i potworów.
- Raport! – Usłyszał w myśli.
- To ty, Lucien? – zapytał. – Co z szefem?
- Nieprzytomny – odparł major Lucien Luneville. – Melduj!
- W pałacu totalna jatka. Obroniliśmy gniazdka Rudej i Thomasa, nie wiem, co z dzieciakami. Straciłem kontakt. Przyślijcie tu szybko kogoś, bo jestem na wykończeniu, a przed chwilą Wiewióra wyrwała się ratować dzieci, ledwo ją spacyfikowałem.
- Wysyłam ekipę do ciebie i do gniazdek dzieciaków! Czemu wybiegła? Odebrała coś?
- Nie wiem – mruknął Picard. – Nie powinna nic słyszeć, nawet jeśli któreś wzywało pomocy, ale ona zawsze miała talent do magii... Co u was? – zapytał.
- Szef nieprzytomny, nie wiem, czy z tego wyjdzie, Tancerka nie żyje, prawie trzydziestka naszych też... Z centurii imperialnych marines została ledwie garstka...
- O w mordę – wyszeptał gwardzista. – O w mordę...

* * *

Norman i Alijah leżeli na dywanie wtuleni w potężne cielsko Szarego-w-Bieli. Obok siedziała przy stole para królewska i Luiza de Sarnac.
- Czy on się z tego na pewno wykaraska? – spytała jeszcze raz królowa.
- Na pewno! – stwierdziła krótko Luiza. - Kto jest jego zastępcą?
- Lucien Luneville – mruknął Thomas.
- Zróbcie go szefem. Adam i tak wyjedzie, gdy tylko wyzdrowieje.
- Nie może nas teraz przecież zostawić… – zaczęła władczyni.
- Może i zostawi! Jak myślisz, kto się zajmie tym przyjemniaczkiem, który to wszystko zorganizował?! No i została jeszcze Tancerka...
- Ale ona nie żyje...
- Tym bardziej powiększa się dług do spłacenia. Nie sądzę, żeby dużo czasu zajęło mu dojście do wniosku, że atak był skierowany głównie na niego i że Tancerka uratowała mu życie, wkładając jego ochronny uniform. W zamian dała mu coś, co wytrzymało nawet magię Nieumarłych...
- Zrobiła to specjalnie?
- A jak myślisz, dziewczyno?! On dla bezpieczeństwa połączył ich węzłem krwi, a z tego, co wiem, złożyła mu Przysięgę Życia. Kiedy w takiej sytuacji umiera jedno z partnerów, jednocześnie umiera drugie. Gdyby czegoś z tym nie zrobiła, Adam umarłby razem z nią. Ale musiała się spodziewać śmierci... Chyba że nie całkiem umarła – Luiza de Sarnac zachichotała przebiegle.
- Co?!
- Nieważne, to tylko luźne dywagacje...
- Może jednak wytłumaczysz? – poprosił zimno Thomas de Sarnac.
Luiza zmierzyła go wściekłym spojrzeniem, ale po chwili pierwsza spuściła oczy.
- No tak, pirata boli, że nie mógł pomachać trochę mieczem, i będzie się teraz złościł na starszą kobietę... – powiedziała.
- Królewska marynarka wojenna to nie piraci, no i niezbyt wyglądasz na staruszkę – wycedziła zjadliwie Adrienne do Luizy, patrząc na jej gładką cerę bez zmarszczek i po mistrzowsku wyeksponowane piersi w ponętnym dekolcie.
- Dobrze, już dobrze. – Machnęła ręką księżna. - Książę de Rizal już raz zabił Tancerkę, a raczej Marikę de Charny. A przynajmniej tak mu się zdawało, kiedy wypiła jego truciznę...
- Co?! – ryknął władca, podrywając się z miejsca. - Ja tego kundla...
- On już nie żyje – stwierdziła obojętnie Luiza. - Adam go przesłuchał i udusił. Chyba się zdenerwował, bo zrobił to powoli...
- Skąd wiesz?
- Odczytałam jego umysł. Taki magiczny skan był konieczny, aby go zbadać – zapewniła pospiesznie. - W każdym razie Marica umarła, jednak jej ciało... A może zresztą nie do końca umarła? – zastanowiła się. - Nieważne, kiedy Adam wyjedzie, odsunie od was zagrożenie. Ktokolwiek was tutaj zaatakował, skieruje uwagę na niego.
- Ale przecież nie tylko Adam został zaatakowany.
- Niezależnie od tego, kto jest naszym wrogiem, przez co najmniej rok będzie zbierał moc na podobny wyczyn, przez ten czas będziecie bezpieczni. Ten Luneville, czy jak mu tam, spokojnie wystarczy. No i generał de Montbach – zachichotała.
- Czyli Adam ma rok na wyjaśnienie sprawy? – spytała Adrienne. - I przez ten czas nie będzie silniejszych ataków?
- Tak i tak – odparła Luiza. - Poza tym jest jeszcze ten bydlak. – Wskazała leżące zwierzę. - To śnieżny tygrys. Całkowicie odporny na magię, choć sam ma wrodzone zdolności magiczne.
- Czy on jest... łagodny? – W głosie Adrienne de Sarnac wyraźnie było słychać obawę. – No, bo dzieci chyba lubi...
- Łagodny?! – parsknęła kpiąco. – Ten tygrys to jedno z najgroźniejszych stworzeń na świecie. Jest krwiożerczy, bezlitosny i niczego się nie boi, ale uważa was za członków swego stada, więc będzie was bronił – dodała niechętnie. - To niesłychanie rzadki okaz. Że też on mi nic o nim nie powiedział...
- Kto?
- Adam. Muszę go spytać, gdy się ocknie. Może wie, gdzie jest takich więcej? – Zamyśliła się, patrząc zazdrośnie na tygrysa.

* * *

- Boję się spać w swoim pokoju, wujku – powiedziała Alijah, obejmując Adama.
Dziewczynka siedziała mu na kolanach, patrząc na leżącego przy kominku tygrysa.
- Od jutra Norman przeniesie się do sypialni tuż obok, wystarczy, że otworzysz drzwi i będziesz mogła z nim pogadać – odparł pułkownik de Sarnac. - No i jest jeszcze kocur...
Nie miał zamiaru opisywać dziewczynce środków ostrożności, jakie podjęto po ostatnim ataku.
- To znaczy? – spytała.
- Jeśli chcesz, to go zapytam, czy chciałby spać w twoim pokoju.
- Tak! – krzyknęła radośnie księżniczka.
- Szary-w-Bieli! – zawołał Adam.
- Polować? – zapytał z nadzieją tygrys.
- Może... Chcesz spać przy legowisku Alijah? Ona boi się złych.
Umysł zwierzęcia eksplodował morderczą wściekłością.
- Szary-w-Bieli głupi kot! Źli przestraszyli Kotkę, zranili Słyszącego!
- Nie wiedziałeś wtedy jeszcze, jak polować – uspokoił go Adam. – Teraz już umiesz. Przypilnujesz Kotki i Słyszącego?
- Szpon-w-Sercu mądry – powiedział z uznaniem tygrys. - Źli przyjdą ranić szczenięta, Szary-w-Bieli zapoluje. Szpon-w-Sercu pozwoli polować na złych. Kotka chuda, potrzebuje mięsa – zakończył chytrze.
Adam de Sarnac wybuchnął śmiechem.
- Co on powiedział, wujku?
- Mówi, że chętnie będzie spał w twoim pokoju. Jeśli ktoś przyjdzie cię skrzywdzić, to go zabije, przyniesie ci jego mięso i będziesz mogła się najeść...
- Uroczy pomysł – oceniła z ponurym uśmiechem Adrienne de Sarnac.
Alijah z piskiem radości rzuciła się w stronę tygrysa. Szary-w-Bieli trącił ją delikatnie nosem, mało nie zwalając z nóg.
- Lubię go! – zawołała.
- Możesz polować na złych – zezwolił Adam.
- Pytać i polować? – upewnił się kocur.
- Jak przyjdą słabo-źli – pytać, potem polować, mocno-złych – zabijać od razu!
- Teraz polować na złych?
- Później. Teraz pilnuj szczeniąt.
- Szary-w-Bieli czuje złych. Polować! Szary-w-Bieli mały kotek, głodny – przymilał się tygrys.
- Źli daleko? Niebezpieczni?
- Blisko, nie ma niebezpieczeństwa – przyznał kocur niechętnie.
- Niedługo zapolujemy – obiecał Adam.
- Mało złych – stwierdził smętnie zwierzak. – Zabijać razem?
- Tych złych będziesz mógł zabić sam.
- Szpon-w-Sercu hojny, dobry – powiedział z zadowoleniem tygrys.

* * *

Kohorta ciężkiej imperialnej piechoty wykonywała na placu skomplikowane manewry. Widząc nadchodzącego ambasadora, trybun Marek Tulliusz krótką komendą zakończył ćwiczenia.
- Witam, ekscelencjo – Skłonił się uprzejmie.
- Bez ceremonii, Marku – roześmiał się ambasador.
- Czy bardzo zbłądzę, panie, jeśli domyślę się, że masz dla mnie jakieś rozkazy?
- Cóż znowu – wykręcił się zapytany. - Cesarz jest z ciebie zadowolony, bardzo zadowolony.
- To skąd te uzupełnienia? – Tulliusz wskazał głową żołnierzy. - Nie mówiąc o magach i nowym sprzęcie.
- Broń, której używałeś, okazała się kiepska, więc dostałeś nową. – Wzruszył ramionami ambasador. - Straciłeś też żołnierzy... Magowie zawsze się przydadzą, szczególnie gdyby ponownie doszło do walki z tym plugastwem.
- Zgodzili się na zwiększenie kontyngentu?
- Po tym, czego dokonałeś w sali tronowej, mógłbym ściągnąć tu nie kohortę, a legion.
- Jestem żołnierzem, nie dyplomatą – warknął Marek Tulliusz. - Jeśli cesarz pragnie zacieśniać kontakty z Francją, niech to robią politycy! I mówię ci to wprost, Gnejuszu Domicjuszu!
- Nikt od ciebie nie żąda, abyś bawił się w politykę.
- Nie?
- Nie! – stwierdził dobitnie ambasador. - Jesteś mieczem w ręku cesarza. Od myślenia są inni! Jesteś tu, bo cesarz tak chce, bo uznał, że teraz czas na miecze, a nie na politykę!
- Niezależnie od tego, co się stało, oni nam nie zaufają – powiedział, uspokajając się z wolna, oficer.
- Naprawdę? – zapytał z ironią Domicjusz. - A może idź do królowej i poproś ją o zmianę traktatu handlowego na naszą korzyść – zaproponował. – Zobaczymy, czy ci odmówią...
- Nie zrobię tego! – wysyczał trybun czerwony ze wzburzenia.
- A więc jednak wątpisz?
- Może... może by spełnili moją prośbę – przyznał. - Ale to nie jest prawdziwe zaufanie. Przepaści, która nas dzieli, nie da się tak łatwo zlikwidować.
- Obyś się nie zdziwił – mruknął ambasador.


Fragment udostępniło Wydawnictwo Fabryka Słów








Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2007-11-06 (1646 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej