Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Wielki Guslar wita obcych!
 
Katalog - dodano
 Noc bez gwiazd
- Peter F. Hamilton
 Cynobrowe pola
- Aleksandra Radlak
 Księga czarownic
- Deborah Harkness
 Szczury Wrocławia. Kraty
- Robert J. Szmidt
 Twarzą w twarz
- Agata Suchocka
 
- skomentowano
 Wiedźmie opowieści
- Olga Gromyko
 Pierwsze słowo
- Marta Kisiel
 Diabelski Młyn
- Aneta Jadowska
 Artefakt
- Maggie Furey
 Zamęt Nocy
- Patricia Briggs
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

''Lord Wieży'' - Anthony Ryan



Raport Verniersa



Wychowano mnie w luksusach. Ale nie mam poczucia winy, w końcu nie wybiera się rodziców. Nie wstydzę się też dzieciństwa spędzonego w dobrobycie, wśród licznych służących i najlepszych nauczycieli, którzy dbali i kształtowali mój utalentowany i zawsze spragniony wiedzy umysł. Historia mojej młodości nie jest zatem opowieścią o bohaterskiej walce z przeciwnościami, z niesprawiedliwością losu. Urodziłem się w rodzinie o szlacheckim rodowodzie i znacznym majątku, otrzymałem edukację na najwyższym poziomie, po czym dzięki wpływom mojego ojca zostałem umieszczony na dworze i choć moi lojalni czytelnicy wiedzą, że żałoba i boleść nie były mi obce, to nie zaznałem ani jednego dnia wysiłku fizycznego przez całe trzydzieści sześć lat mego życia, poprzedzające wydarzenia tu opisane. Gdybym wiedział, że podróż do Zjednoczonego Królestwa, gdzie miałem zacząć swą pracę nad kompletną i pozbawioną wszelakich uprzedzeń historią tej straszliwej, acz fascynującej krainy, położy kres mojej ignorancji w dziedzinie ciężkiej pracy, deprecjacji, upokorzenia i tortur, zapewniam was, że chętnie wyskoczyłbym za burtę i podjął wysiłek dotarcia do domu wpław, pokonując mile pełnych rekinów wód.
Widzicie, w dniu, w którym zdecydowałem się spisać tę opowieść, nauczyłem się bólu, przyswoiłem lekcję wykładaną batem i pałką, metaliczny smak własnej krwi, wypluwanej z ust wraz z zębami, i zarazem nauczyłem się oporu. Nauczyłem się być niewolnikiem. Tak mnie bowiem nazywano i tym byłem, i w żadnym wypadku, w żadnych okolicznościach, bez względu na to, co mówią inni, nie byłem bohaterem.
Volariański generał był młodszy, niż się spodziewałem, tak samo i jego żona, moja nowa właścicielka.
– Nie wygląda na uczonego, serce – zakpił, oglądając mnie, wsparty na poduszkach swojej kanapy. – Za młody trochę.
Odziany był w jedwabne szaty w czerwieni i czerni, miał długie kończyny i muskularną sylwetkę, jak przystało na żołnierza o pewnej renomie, zdumiał mnie brak jakichkolwiek blizn na jasnej skórze jego nóg i rąk. Nawet twarz generała była gładka, pozbawiona wszelakich śladów wojennego rzemiosła. Niejednokrotnie widywałem wojowników rozmaitych nacji i ten pierwszy nie miał żadnych blizn.
– Wzrok ma jednakowoż bystry – mówił dalej generał, zauważywszy moje baczne spojrzenie. Natychmiast spuściłem oczy, szykując się już na nieuniknione cięcie bata nadzorcy. Pierwszego dnia mej niewoli widziałem, jak pojmany sierżant Gwardii Królestwa został oćwiczony i wytrzewiony za to, że spoglądał gniewnie w stronę młodszego oficera Wolnej Kawalerii. Szybkom sobie przyswoił tę lekcję.
– Szlachetny mężu – odezwała się małżonka generała głosem przenikliwym, acz kulturalnym. – Przedstawiam ci Verniersa Alishe Somerena, Cesarskiego Kronikarza przy dworze cesarza Alurana Maxtora Selsusa.
– Czy to aby na pewno on, serce moje? – Generał zdawał się szczerze zainteresowany, po raz pierwszy od chwili gdy wkroczyłem do jego wspaniale urządzonej kajuty. A była naprawdę duża jak na pomieszczenie na statku, zdobiły ją dywany i arrasy, stoły zastawiono winem i owocami. Gdyby nie łagodne kołysanie, jakie czułem pod stopami, równie dobrze mógłbym znajdować się w pałacu. Generał wstał i zbliżył się do mnie, wpatrując się uważnie w mą twarz.
– Autor „Pieśni złota i pyłu”? Kronikarz Wielkiej Wojny o Suwerenność? – podszedł bliżej i powąchał mnie, a nozdrza zadrgały mu odrazą. – Cuchnie jak każdy inny alpirański pies. I patrzy stanowczo zbyt butnie.
Cofnął się i skinął leniwie na nadzorcę, ten zaś wymierzył mi cios, którego się spodziewałem, mocne uderzenie w plecy kościaną rękojeścią bata. Wymierzone z wypraktykowaną efektywnością. Zdusiłem krzyk bólu za zaciśniętymi zębami. Krzyki uznawane były za odzywanie się, a odzywanie się bez pozwolenia za przestępstwo karane śmiercią.
– Mężu, proszę – odezwała się żona, w jej głosie zadźwięczała nuta irytacji. – Był kosztowny.
– O, nie wątpię. – Generał uniósł dłoń i niewolnik pospieszył napełnić jego kielich winem. – Nie obawiaj się, szlachetna małżonko. Dopilnuję, by jego rozum i dłonie pozostały nietknięte. Bez nich nie byłoby z niego pożytku, czyż nie? A więc, bazgrolący niewolniku, jakżeś znalazł się tutaj, w naszej nowo pozyskanej prowincji, mm?
Odpowiedziałem szybko, mruganiem pozbywając się łez bólu, bowiem opieszałość była zawsze karana.
– Zbierałem materiały do nowej historii, panie.
– O, wspaniale. Jestem miłośnikiem twej sztuki, nieprawdaż, serce moje?
– W rzeczy samej, mężu. Sam jesteś uczonym.
Wychwyciłem coś w jej głosie, gdy wypowiedziała słowo „uczony”, nuta była słaba, ale słyszalna. Pogarda, uświadomiłem sobie. Nie szanuje tego człowieka. A jednak ofiarowuje mu mnie.
Nastąpiła chwila ciszy, po której generał przemówił ponownie, w jego głosie zabrzmiały ostrzejsze tony. Usłyszał zniewagę, lecz postanowił ją zignorować. Kto tu tak naprawdę rządzi?
– A co było przedmiotem twych badań? – spytał. – Tematem tej nowej historii?
– Zjednoczone Królestwo, panie.
– A, czyli wyświadczyliśmy ci przysługę, nieprawdaż? – zaśmiał się, rozbawiony własnym żartem. –Dając zakończenie.
Znów się roześmiał i upił nieco wina, unosząc brwi w wyrazie aprobaty.
– Wcale niezgorsze. Zanotuj, sekretarzu.
Łysy niewolnik wysunął się z kąta, unosząc pióro nad pergaminem.
– Rozkaz dla zwiadowców: winnice mają pozostać nietknięte, zmniejszyć o połowę wywóz niewolników w regionach winnych. Powinno utrzymać się ten poziom umiejętności w lennie... – przerwał, spoglądając na mnie z oczekiwaniem.
– Cumbrael, panie – podpowiedziałem.
– Właśnie, Cumbrael. Nie mogę powiedzieć, by to miano było miłe dla ucha. Zamierzam po powrocie zaproponować Radzie całkowitą zmianę tej nazwy.
– Trzeba być członkiem Rady, by składać przed nią wnioski, mężu – zwróciła mu uwagę żona. Tym razem w jej głosie pogardy nie było, ale zauważyłem, jak generał ukrył spojrzenie pełne wściekłości w głębi kielicha.
– Gdzieżbym teraz był, gdyby nie twoja gotowość do przypominania mi, Fornello – mruknął. – A więc, historyku, gdzie mieliśmy okazję przyjąć cię do rodziny?
– Podróżowałem z Gwardią Królestwa, panie. Król Malcius zezwolił mi towarzyszyć jej podczas misji w Cumbraelu.
– Czyli byłeś tam? Na własne oczy widziałeś moje zwycięstwo?
Zdusiłem wartki strumień prawdziwie straszliwych obrazów i dźwięków, które nawiedzały moje sny od tamtego dnia.
– Tak, panie.
– Wygląda na to, że twój dar jest więcej wart, niż się spodziewałaś, Fornello. – Pstryknął palcami na sekretarza. – Pióra, pergamin i kajuta dla historyka. Niezbyt wygodna, nie chcę, żeby przysypiał, podczas gdy powinien spisywać swoją bez wątpienia wymowną i poruszającą relację z mojego pierwszego wielkiego zwycięstwa w tej kampanii. – Znów się do mnie zbliżył, uśmiechając z upodobaniem. Był to uśmiech dziecka, które dostało nową zabawkę. – Spodziewam się przeczytać ją rano. Jeśli nie, zabiorę ci jedno oko.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2016-11-26 (243 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej