Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Carrie
 
Katalog - dodano
 Szare Płaszcze: Rubież
- Marcin A. Guzek
 Saga Mrocznej Phoenix
- Stuart Moore
 Dystrykt Warszawa
- Rafał Babraj
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Diabeł wcielony
- Donald Ray Pollock
 
- skomentowano
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 Magia niszczy
- Ilona Andrews
 Harda horda
- antologia
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

Krawędź żelaza, t.1 - Miroslav Žamboch

Love story według Koniasza


- Nie jest pan zainteresowany?
Stała trochę bojaźliwie kawałek od mojego stołu. Z pewnością nie widziała dobrze mojej twarzy, inaczej by mnie nie zaczepiła. Nie mogła być dużo starsza ode mnie, ale rzemiosło dziwki jest ciężkie i szybko się przy tym starzeje. Miała białą spódnicę z brudną lamówką, wysoki gorset unosił duże piersi dziewczyny aż do ramion. Musiała dopiero co przyjść, ponieważ w farbowanych kręconych włosach błyszczały krople wody. Pełne wargi nie potrzebowały szminki, mimo to podkreśliła je tanią nieprzyzwoitą czerwienią.
- Ile? – spytałem.
Zawahała się.
- Dwa złote.
Wiedziałem, że ponad dwukrotnie zawyższyła normalną taksę ulicznych dziwek, ale nie przeszkadzało mi to. Nie chciałem dzisiaj być sam.
- Na całą noc. Za trzy złote. – Podbiłem ofertę, zanim zdążyła powiedzieć „nie”.
Wyszliśmy z gospody. Wciąż padało, niebo było pokryte ołowianą zasłoną, w powietrzu unosiła się wszechobecna, przenikająca do szpiku kości wilgoć. Pod nogami chlupotało nam błoto. Dziewczyna podciągnęła spódnicę, żeby jej nie zabrudzić. Zauważyłem, że ma na nogach porządne buty z cholewami. Tutejszy klimat nie sprzyjał noszeniu trzewiczków.
- Mam klitkę przy ulicy obok, zaprowadzę pana – powiedziała z wahaniem i wzięła mnie pod rękę.
Widziałem jej wzrastające niepewność i strach. Chyba nie zachowywałem się jak typowy klient.
- Zakwaterujemy się gdzieś na mieście.
Nie protestowała.
U ulicznego sprzedawcy kupiłem prosty parasol z nawoskowanego papieru i podałem dziewczynie. Byłoby mi nieprzyjemnie, gdyby całą drogę mokła. Pewnych resztek dobrego wychowania człowiek pozbywa się na ostatku.
Znalazłem pensjonat w kupieckiej dzielnicy, gdzie się zameldowaliśmy. Facet za ladą, co prawda, przyglądał się nam podejrzliwie, ale kiedy spojrzałem wrogo, bez dalszych wymówek dał mi klucz od pokoju.
- Niech pan spłonie w piekle – wycedziłem do niego, odchodząc.

Zanurzyłem się w gorącej wodzie. Nad powierzchnią unosiła się para, w wielkim ceramicznym piecu huczał ogień. Na suficie zbierała się woda i kapała z powrotem do basenu. Miejscowi ludzie walczyli z zimnym klimatem najróżniejszymi sposobami, a kąpiele były ich największym osiągnięciem. Gdzieś napełniali je gorącą wodą wypływającą bezpośrednio z ziemi. Przyłapałem się na tym, że rozmyślam o tysiącu złotych. Te pieniądze bardzo by mi się przydały. Mógłbym sobie kupić miejsce na łodzi, wydostać się z Kontynentu, uciec z zasięgu ojca. Może nawet wytargowałbym więcej… Przeszły mnie ciarki. Właśnie rozważałem zabójstwo za pieniądze. Dwa lata zmieniły mnie bardziej niż myślałem, śmierć stała się dla mnie czymś wprost naturalnym. A własne życie postrzegałem jako coś niejasnego, odległego, pokrytego szarym woalem. Odpędziłem nieprzyjemne myśli i oddałem się kojącemu dotykowi gorącej wody. Z przyzwyczajenia sprawdziłem, gdzie mam broń – miecz i nóż leżały na krawędzi basenu niedaleko mojej prawej ręki. Dziewczyna przyszła zawinięta w lnianą tkaninę i szybko wśliznęła się do wody.
Podsunąłem jej brzozową rózgę, szczotkę i mydło.
- Wydaje się panu śmieszne, że się wstydzę? – zapytała niepewnie.
- Nie.
Nie kłamałem. Uświadomiłem sobie, że cieszę się, iż byłem w łaźni pierwszy i nie musiałem pokazywać swego chudego, pokrytego bliznami ciała. Jej ciało było o wiele ładniejsze.
- Przyjechał pan z daleka?
Myła się i jednocześnie przyglądała mi się spod oka.
- Tak. Ktoś bardzo uparcie mnie śledzi, a ja staram się zatrzeć za sobą ślady.
- Jest pan wykształcony, prawda?
- Po czym to poznałaś?
- Mówi pan jak uczeni ludzie.
Uświadomiłem sobie, że przestałem używać miejscowego dialektu. Mam dobre ucho do języków i po dwóch, trzech dniach łatwo dostosowuję się do miejscowej gwary. Tylko czasem, kiedy jestem zmęczony, zapominam się.
- Studiowałem na uniwersytecie.
- A jak się pan tu znalazł?
Graliśmy w prastarą grę: kobieta, która słucha, i mężczyzna, który mówi. Nie przeszkadzało mi to. A może rzeczywiście ją interesowałem?
- Jeden człowiek uwiódł dziewczynę, względem której miałem poważne plany, a ja próbowałem mu się przeciwstawić. Dlatego musiałem uciekać.
- Był silniejszy od pana?
- Coś w tym stylu.
Byłem dla niej dobry. Spała teraz w łóżku, na jakie nigdy nie mogła sobie pozwolić, wełniana kołdra ześliznęła się dziewczynie aż do pasa. Z obnażonymi piersiami i bez makijażu wyglądała dużo młodziej i bezbronnie. Siedziałem na krześle, piłem wino i rozmyślałem. O przeszłości i przyszłości. Ojciec był typem człowieka odnoszącego sukcesy, któremu wszystko się udaje. Najlepszy żołnierz, świetny polityk, jeden z pierwszych wielmożów cesarstwa. Ale najlepiej radził sobie z kobietami. Nie miał zahamowań i kiedyś w jego skrzydle pałacu spotkałem nawet królową. Była dość późna godzina, więc wizyta z całą pewnością nie miała pretekstu politycznego. Kochał ryzyko, a strach przed tym, że wszystko się wyda, był dla ojca jak wisienka na torcie. Nie lubił mnie, wydawało mu się, że jestem jedynym dowodem jego niedoskonałości. On był przystojny, ja brzydki, on atletyczny i silny, ja wychudły i kościsty. On czarujący, wręcz dusza towarzystwa, ja poświęcałem się raczej książkom. On miał niesłabnące ambicje związane z handlem i mocarstwem, ja wolałem studiować albo incognito włóczyłem się między ludźmi. Łączyła nas jedna rzecz –zainteresowanie szermierką i walką. Czasem trenował mnie osobiście, po to, by pokazać, jak marnym jestem zawodnikiem. Sprawił, że sam o sobie zacząłem tak myśleć.
Dziewczęta kręciły się wokół mnie jak wokół każdego młodego, bogatego szlachcica, lecz sam dobrze zdawałem sobie sprawę, co jest przedmiotem ich zalotów, dlatego niezbyt się nimi interesowałem. Dopiero pewnego dnia, podczas jednej ze swoich wypraw na targowisko, gdzie przysłuchiwałem się, w jakich językach mówią przyjezdni, i starałem się ich uczyć, spotkałem dziewczynę, która zaciekawiła mnie od pierwszego wejrzenia. Nie wiedziała, kim jestem, i mimo to jej się podobałem. Ale ojciec już miał plany związane ze mną. Chciał mnie wykorzystać jak figurę na szachownicy mocarstwa i ożenić z właściwą kobietą. Wtedy po raz pierwszy sobie uświadomił, że nie zdoła mną manipulować tak, jak innymi ludźmi, więc zdecydował się podejść mnie sprytem. Uwiódł tę dziewczynę i postarał się, żebym ich razem przyłapał. Nie ocenił mnie właściwie. Dziś pewnie zareagowałbym inaczej, ale wtedy nie myślałem. Mimo że tysiące razy przegrałem w pojedynkach na treningach, mimo że tysiące razy leżałem na ziemi poniżony i zhańbiony, zaatakowałem ojca od razu w parku. Nie dałem mu szansy. Pamiętam strach w jego oczach, kiedy siedział w kałuży własnej krwi na ścieżce usypanej z białego żwiru, a kawałek dalej w kurzu walało się jego ucho i kawałek nosa. Po raz pierwszy w życiu przegrał. Już wtedy uświadomiłem sobie, że albo muszę go zabić, albo odejść. Uciekłem, bo nie przyszło mi do głowy, że będzie mnie prześladować tak długo. Podjąłem wtedy złą decyzję.

Dziewka zamruczała coś przez sen, odwróciła się na bok i naciągnęła kołdrę na ramiona. W ciągu ostatnich dwóch lat nie przeczytałem ani jednej książki, nie odwiedziłem żadnego miejsca, które byłoby interesujące, nie widziałem nic ładnego. Wciąż się ukrywałem i starałem zgubić prześladowców. Za każdym drzewem widziałem zabójców, w każdym cieniu szpiclów. Moja pierwsza poranna i ostatnia wieczorna myśl dotyczyły broni. Powoli, ale nieuchronnie zaczynałem wariować. Dopiłem resztkę wina. Na zewnątrz zaczynało świtać. Siedziałem w obskurnym pokoju, piłem tanie wino, w moim łóżku spała uliczna prostytutka, a mimo to odbierałem tę sytuację jako coś najprzyjemniejszego i najładniejszego, co mnie ostatnimi czasy spotkało. Po cichu zacząłem się ubierać. Nie chciałem obudzić dziewczyny, nie chciałem rozmawiać. Noc, wino i moja długa samotność sprawiły, że czułem się z nią dobrze, bałem się, że przerwę ten czar trzeźwym porannym spotkaniem. Na nocnym stoliku zostawiłem sakiewkę, a w niej trzy złocisze.


Fragment udostępniło Wydawnictwo Fabryka Słów








Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2007-11-08 (1655 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej