Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Patronujemy
 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Front burzowy (wyd.III)
 
Katalog - dodano
 Wyczarowanie światła
- V.E. Schwab
 Fandom
- Anna Day
 Przebudzenie Lewiatana
- James S. A. Corey
 Przepaść
- Michelle Paver
 Spętani przeznaczeniem
- Veronica Roth
 
- skomentowano
 Sztylet ślubny
- Aleksandra Ruda
 Marzyciel
- Laini Taylor
 Idiota skończony
- Antologia
 Plus/minus
- Olga Gromyko
 Plus/minus
- Olga Gromyko
 

''Moja Lady Jane'' - Cynthia Hand, Brodi Ashton, Jodi Meadows



Rozdział 1

EDWARD



Król, jak się okazało, umierał.
– Ile mi zostało? – spytał mistrza Boubou, królewskiego lekarza. – Kiedy umrę?
Boubou otarł spocone czoło. Nie lubił przynosić władcom złych wieści. W jego fachu czasem kończyło się to na szafocie. Albo gorzej.
– Pół roku, może rok – skrzeknął. – Najwyżej.
A niech to wszyscy diabli – pomyślał Edward (ale nie powiedział na głos; był w końcu królem, a królowi to nie przystoi). Prawda, chorował od kilku miesięcy, ale przecież miał tylko szesnaście lat. Nie mógł być umierający. Przeziębił się i tyle. Może i wyjątkowo długo zmagał się z kaszlem, może zbyt często ściskało go w piersi i męczyła go gorączka, może cierpiał migreny i nieco za często doznawał zawrotów głowy, może i dopadał go jakiś dziwny absmak, ale żeby zaraz umierać?
– Pewien jesteś? – spytał.
Boubou kiwnął głową.
– Przykro mi, Wasza Wysokość. To krztusica.
Krztusica? Oj, niedobrze.
Edward zdusił napad kaszlu. Od razu poczuł się gorzej, zupełnie jakby jego płuca usłyszały diagnozę doktora i postanowiły skrócić własne męki. Widywał chorych na krztusicę, którzy nieustannie kasłali w obstrupiałe, poplamione krwią chustki, chwiali się na nogach i drżeli. Zwykle szybko umykali z salonów po z trudem wydyszanych przeprosinach, by nie gorszyć dam swą powolną i bolesną śmiercią.
– Jesteś… pewny? – powtórzył pytanie.
Boubou pogmerał palcami przy kołnierzu.
– Mogę zaaplikować Waszej Wysokości mikstury uśmierzające ból i upewnić się, że będzie Waszej Wysokości wygodnie aż do ostatniego dnia, ale… tak, jestem pewien.
Koniec. Cześć pieśni. Finito. To straszne.
– Ale… – Ale przecież tyle jeszcze chciał w życiu zrobić. Po pierwsze: pocałować dziewczynę, najlepiej jakąś ładną, a jeszcze lepiej „tę jedyną”. I kto wie, może nawet z języczkiem (to ta nowomodna technika całowania, którą dopiero co wymyślono we Francji). Chciał wyprawiać wielkie, pełne przepychu bale, w czasie których mógłby się popisać swoimi umiejętnościami tanecznymi. Chciał w końcu pokonać mistrza broni na miecze, bo tylko nauczyciel szermierki Łomot zapominał mu się podkładać podczas sparingów. Chciał zwiedzić swoje królestwo i w ogóle podróżować po świecie. Chciał upolować jakąś wielką bestię i powiesić jej łeb nad kominkiem. Chciał się wspiąć na Scaffel Pike, wejść tak wysoko, jak to tylko możliwe w Anglii, i spojrzeć z góry na rozciągający się u jego stóp krajobraz, a następnie powiedzieć sam do siebie: władasz wszystkim, co opromienia słońce.
Ale najwidoczniej nie dokona żadnej z tych rzeczy.
Przedwczesna – tak opiszą jego śmierć. Król Edward zmarł w kwiecie wieku. Król Edward zmarł tragicznie. Już słyszał wyśpiewywane przez minstreli ballady o wielkim królu, który odszedł zbyt szybko.

Legł w grobie król Edward, co wykaszlał płuca,
Przynajmniej charkaniem ciszy nie zakłóca.
– Chcę opinii drugiego lekarza. Lepszej od twojej. – Spoczywająca na oparciu tronu ręka Edwarda zacisnęła się w pięść. Zadrżał, gdy nagle owionął go chłód, i szczelniej otulił się obszytą futrem szatą.
– Ma się rozumieć, Wasza Wysokość – zgodził się Boubou, wycofując się do wyjścia.
Edward spostrzegł strach w oczach doktora i przez chwilę nosił się z myślą wtrącenia go do lochu. Był w końcu królem, a król zawsze dostawał, czego chciał, a nie przyjmował tego, czego nie chciał. W tej chwili bardzo nie chciał umierać. Przesunął palcami po złotym sztylecie u pasa, a Boubou cofnął się o krok na ten widok.
– Wasza Wysokość, jest mi niewymownie przykro – wybełkotał w podłogę starzec. – Błagam, niech Wasza Wysokość nie zjada posłańca.
Edward wydał z siebie ciężkie westchnienie. Nie był swoim ojcem, który rzeczywiście mógłby w takiej sytuacji zmienić się w lwa i pożreć nieszczęśnika za dostarczenie złych wiadomości. Edward nie odziedziczył zdolności ojca. Czym od zawsze czuł się rozczarowany.
– Możesz odejść, Boubou – powiedział po prostu.
Lekarz odetchnął z ulgą i ruszył do drzwi jak wystrzelony z katapulty, zostawiając Edwarda samego w obliczu nadchodzącej śmierci.
– A niech to wszyscy diabli… – mruknął pod nosem ekwiwalent dzisiejszego „cholera”. Krztusica to wyjątkowo niekrólewski sposób na rozstanie się z życiem.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2017-07-14 (79 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej