Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Patronujemy
 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Konfrontacja
 
Katalog - dodano
 Wiedźma naczelna (wyd.2)
- Olga Gromyko
 Nigdy nie zapomnieć
- Michel Bussi
 Samolot bez niej
- Michel Bussi
 Nie puszczaj mojej dłoni
- Michel Bussi
 Mama kłamie
- Michel Bussi
 
- skomentowano
 Plus/minus
- Olga Gromyko
 Plus/minus
- Olga Gromyko
 Zapisane w kartach
- Anne Bishop
 Ciężko być najmłodszym
- Ksenia Basztowa, Wiktoria Iwanowa
 Sopel cz.1
- Paweł Kornew
 

Ludziologia, czyli dzień z życia bakterii - Romuald Pawlak

Opowiadanie ze świata Miłka i jego przyjaciół


Jak zwykle, wszystkiemu winien był Kaladyn.
Kronikarz za nic nie chciał przyznać, że ludzie interesują go równie mocno, co mieszkańcy Czarnego Lasu oraz ich życie. No i trochę racji miał. Regularnie pisywał Kronikę Czarnego Lasu i był dobrze zorientowany w tym, co, gdzie i komu piszczy.
Jednak w wolnych chwilach zajmował się ludziologią. Czyli nauką o ludziach, ich rzeczach i sprawach. Kiedyś wyznał to w sekrecie Miłkowi. A teraz, gdy rozmowa zeszła na jesienne zbiory owoców w Czarnym Lesie, znów wspomniał ludzi. I ich maszyny.
- No dobrze, ale co ci to daje? Ta wiedza? – spytał Syczek.
Siedzieli skupieni wokół kamienia przy wejściu do kronikarskiej norki. Płaski kawałek skały pełnił rolę wielkiego stołu, pełnego naczyń z sokiem, budyniem i rewelacyjnym koktajlem poziomkowym, który popijali przez słomki. Słońce prażyło, lekki wiaterek przeczesywał ich futerka i można było sobie leniwie porozmawiać. Sam kronikarz, Syczek, Tupetka i Miłek mieli ochotę o czymś ciekawym podyskutować, a dzisiejsze spotkanie stało się dobrym pretekstem, aby uczynić to w szerszym gronie. Do towarzystwa przyłączyli się także Namolka, siostra Tupetki, oraz kilkoro Kibaków, przez co powstał całkiem spory klub dyskusyjny. I to w bardzo w właściwym miejscu, bo tu słowo było cenione.
– Do czego potrzebna ci ta wiedza o ludziach, Kaladynie? – powtórzył młody Kibak, wiercąc się na trawie, bo pod spodem robaki drążyły sobie tunele, a on wszystko to słyszał.
- Żeby wiedzieć – odparł Kaladyn, bawiąc się piórem, które uznał za stosowny rekwizyt w ręku poważnego dziejopisa. Widząc jednak, że Syczkowi nie wystarcza ta odpowiedź, wyjaśniał dalej: - Wiesz, że ludzie kręcą się po Czarnym Lesie, prawda?
Rzeczywiście tak było. W pobliżu norek na skarpie ludzie pojawiali się rzadko, prędzej przebiegł pies albo zbłądził jakiś pijak. Jednak w innych miejscach Czarnego Lasu można było spotkać ludzi nie tak przyjaznych jak Dragoneliusz Poducha, który choć był człowiekiem, to starał się pomagać.
- No. A skoro tak, trzeba poznać ich sprawy i zwyczaje – ciągnął Kaladyn. Upił łyk swojego koktajlu i odstawił kubek na kamień. – Żeby być przygotowanym.
- Na co? – spytała Tupetka. Dotąd nie wydawała się specjalnie zainteresowana rozmową na temat ludzi. Rozglądała się po zgromadzonych, błądziła spojrzeniem po koronach drzew, gdzie hałasowały ptaki, nieświadome toczącej się niżej poważnej dyskusji. No i strofowała spojrzeniem najmłodszych uczestników dyskusji, którzy chcąc lepiej słyszeć, wciskali się łokciami w plecy dorosłych.
- Na wszystko – odparł poważnym tonem Kaladyn, patrząc na nią z uśmiechem. Tupetka z letnią zieloną apaszką na szyi wyglądała bardzo ładnie. – Bo jak nie wiesz, czego się spodziewać, to musisz być przygotowana na wszystko.
I tu kronikarz zaskoczył wszystkich. Wstał, poszedł do norki i przyniósł stamtąd… telefon komórkowy. Miłek, który miał przykre doświadczenia z tym ludzkim przedmiotem, trochę zbladł, aż Tupetka musiała go chwycić za łapkę i pogłaskać.
- To jest telefon komórkowy – oznajmił Kaladyn. – Każdy człowiek taki posiada.
- Ale co można zrobić takim telefonem? – spytał Syczek. Wziął do łapki to małe czarne, zaokrąglone na krawędziach pudełko i przyglądał mu się uważnie. Nagle nacisnął jakiś guziczek z boku i telefon rozłożył się jak rozkwitający kwiat. Syczek stłumił jęk strachu i szybko odłożył pudełko na kamień, obok Kaladyna.
- Obudzić – z niechęcią mruknął Miłek, pokonując nagłą chrypkę w gardle. Doskonale pamiętał historię z poprzedniego lata, kiedy to Tupetka udekorowała jego norkę zepsutym telefonem. Ten w nocy nagle zadzwonił. Wyrwany ze snu, przerażony Miłek zerwał się i wybiegł przed norkę tak pechowo, że uderzył głową w pień rosnącego obok drzewa, nabijając sobie potężnego guza i tracąc przytomność.
- Rozmawiać – poprawił go Kaladyn, Uśmiechnął się do Miłka uspokajająco. On też pamiętał tamtą historię. Ba, on ją opisał, zamieniając banalną jarzębinę na prawdziwego Jarzębinowego Potwora! Teraz jednak na stole nie leżał żaden demon czy inny potwór. Aby to zademonstrować, kronikarz wziął telefon z kamienia i nacisnął jakiś guzik.
- Witamy w centrum informacyjnym kra rak tak – rozległo się przez głośniczek. – Stan twojego konta wynosi…
Kaladyn zaczął pospiesznie naciskać inne guziki, bo pojął, że wybrał nie ten, który zamierzał. Telefon pisnął i zamilkł.
- Zmęczył się – szybko wyjaśnił kronikarz, widząc zaniepokojone spojrzenia zgromadzonych. – Czasem trzeba dać mu odpocząć. Ale to wynalazek dobry na wszystko. Na przykład, kiedy wybuchnie pożar. Można zadzwonić na straż pożarną. Przyjadą i zgaszą ogień. – I ostrożnie odłożył telefon na kamień przed sobą.
Na twarz Syczka wypłynął dziwny grymas. Zauważył nieśmiało:
- Ale ja nie pamiętam, żeby komuś paliła się norka!
Miłek uśmiechnął się pod nosem i spojrzał na czarne pudełko, po czym chwycił salaterkę z budyniem o smaku konwaliowym.
- Do norki nie przyjadą – wyjaśnił cierpliwie kronikarz, choć przemknęła mu myśl, że ludziologia nie jest jednak tak prostą nauką jak myślał, skoro trudno się tłumaczy innym jej reguły. – Ale do ludzkiego domu tak. A telefon się przydaje także przy innych okazjach.
- Na przykład? – dociekał Syczek, który nagle stał się najważniejszym rozmówcą Kaladyna. – Kiedy zawali się norka, jak w zimie Boroboszowi, to przyjedzie straż i odbuduje?
Kaladyn przecząco pokręcił głową. Dobrze, że nie mógł zobaczyć miny Miłka. Za to Tupetka ją spostrzegła. Pod stołem dała ukochanemu lekkiego kuksańca w bok. Nie należało się naśmiewać z cudzej pasji.
Nagle na Kaladyna spłynęło olśnienie. Jak przystało na prawdziwego kronikarza, któremu muzy dyktują słowa.
- Nie. Ale jak masz telefon, to możesz dzwonić tu, albo tam – zaczął, żywo gestykulując łapkami, żeby to wszystko pokazać. – Wyobraź sobie taką sytuację: ty jesteś na brzegu Szemranki i obserwujesz, czy nie kręci się ktoś obcy, a Skorosz dowodzi z norki i śle posiłki, albo każe ci czekać, rozumiesz?
To wyjaśnienie dotarło do Syczka. Rodzina Kibaków miała obowiązek zapewnić mieszkańcom Czarnego Lasu bezpieczeństwo, a to oznaczało ciągłe patrolowanie jego granic. Z szacunkiem popatrzył na telefon.
- Ale trzeba go nosić i nie zapomnieć – mruknął z powątpiewaniem. Bo jak na Kibaka przystało, był bardzo praktyczny.
Kaladyn skinął głową. Tak, to była jedna z niedogodności, które sam zauważył.
- I karmić go bakteriami, takimi, o! – Pomajstrował przy klapce telefonu i pokazał im dwie małe bakterie, wyglądające jak proste ogonki młodych Kibaczątek. – Ale za to możesz dzwonić gdzie i kiedy chcesz. No chyba że ci bakteria zdechnie.
Syczek patrzył na kronikarza wielkimi oczyma. Nic już nie powiedział. Wizja telefonu komórkowego, który trzeba karmić, ale za to pozwala on rozmawiać będąc daleko od siebie, dała mu do myślenia. Za to Mursik, najmłodszy z Kibaków, głośno westchnął i łakomie spojrzał na czarne pudełko w Kaladynowej łapce.
I na tym ta pierwsza (ale nie ostatnia) rozmowa o ludziach i ich sprawach się zakończyła, bo słońce zaczęło się chylić ku horyzontowi, a poza tym wyczerpali temat, zjedli budyń i wypili cały koktajl poziomkowy. Ale umówili się na następną rozmowę o ludziach.
Tak właśnie narodziło się kółko dyskusyjne w Czarnym Lesie.
Na koniec wypada dodać, że wkrótce po tej rozmowie mieszkańcy Czarnego Lasu zaczęli chodzić z telefonami komórkowymi przy pasie. Pięknie wyrzeźbione z drewna przez Mursika, poczernione sadzą, nadawały im powagi.
Trudno się przez nie rozmawiało, bo jak rozmówcy nie było widać ani słychać, to telefon nie miał zasięgu. Zaś biedny Mursik nie nadążał z produkowaniem bakterii i wiele telefonów wciąż było głodnych. Ale za to wszyscy mieli poczucie, że podążają z postępem. Poza Miłkiem, który swój telefon trzymał w szafie.
Dumny z siebie Kaladyn mógł napisać w kronice – specjalnie zdjętym z honorowej półeczki piórem – że nie wszystkie ludzkie wynalazki są złe, do czego zdołał przekonać mieszkańców Czarnego Lasu. Podkreślił to zdanie grubą linią, żeby nikt go nie przeoczył.
Co prawda pióro zrobiło paskudnego kleksa, ale przecież sam kronikarz nie uważał, że wszystkie wynalazki są dobre. A gdy zaraz potem przestało pisać, to nawet zaklął w myślach. Lekko poirytowanym gestem potarł nos.
Do licha! Bakteria piórowa też potrzebowała nakarmienia. Będzie musiał ją zamówić u Mursika.
A kolejka do niego sięgała już tygodnia. I czym będzie pisać, jak przyjdzie mu zanotować coś naprawdę ważnego?









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2008-03-20 (1938 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej