Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Patronujemy
 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Raz wiedźmie śmierć
 
Katalog - dodano
 Wyczarowanie światła
- V.E. Schwab
 Fandom
- Anna Day
 Przebudzenie Lewiatana
- James S. A. Corey
 Przepaść
- Michelle Paver
 Spętani przeznaczeniem
- Veronica Roth
 
- skomentowano
 Sztylet ślubny
- Aleksandra Ruda
 Marzyciel
- Laini Taylor
 Idiota skończony
- Antologia
 Plus/minus
- Olga Gromyko
 Plus/minus
- Olga Gromyko
 

Rozmowa z Magdaleną Kozak



 FB: „Nocarz” i „Renegat” bardzo wciągnęły mnie te książki, a teraz mam okazję rozmawiać z ich autorką. Bardzo mi miło, że przyjęłaś moje zaproszenie.
Czytając o Tobie w internecie jakoś nie zdziwiło mnie, iż strzelasz, skaczesz ze spadochronem, uprawiasz sporty walki. Mogłabyś zdradzić skąd jednak w Tobie takie zainteresowania? Czy już „będąc małą dziewczynką” miałaś takie ciągotki?


MK: A ja z kolei dziękuję za zainteresowanie i za zaproszenie. :)
A teraz historia, smętna i żałosna, ale z happy endem. Otóż będąc małą dziewczynką nosiłam okulary ze szkłami jak denka od butelek. I ciągle mi kazali uważać na wuefie, a najlepiej to nic nie robić, żebym przypadkiem nie przewróciła się i żeby szkło z rozbitych cyngli nie wbiło mi się do oka. Siedziałam więc grzecznie w domu, uczyłam się na samych piątkach, czytałam mnóstwo książek. I tylko gdzieś w kąciku ukradkiem strugałam sobie łuk i strzały zamiast tych bezsensownych lalek, którymi raczono grzeczną dziewczynkę. Brrrr, co za los. Kiedy więc dorosłam i samodzielnie zawładnęłam własnym życiem, zrobiłam sobie laserową korektę wzroku i zaczęłam brykać co sił. Musiałam sobie odkuć te stracone lata, a wiadomo, czym się kończy nadkompensacja ;)

FB: zachwyciła mnie informacja o sakramentalnym „tak”, które zabrzmiało kilka tysięcy kilometrów nad ziemią. Skąd taki pomysł? Mogłabyś co nieco o tym opowiedzieć?


MK: Ojeeeej, proszę, znowu? Nie, tylko nie to... Może rzucę jakimś linkiem albo co... Ciągle mnie o to pytają a ja już nie mam pomysłów, jak to opisywać za każdym razem inaczej. A jak zrobię „kopiuj-wklej” to będzie przecież strasznie nieeleganckie... Następne pytanie proszę, szybko!

FB: Życie prywatne nadzwyczaj barwne i jak widać wzbudzające sporą ciekawość. ;) A co z zawodowym?
Jak sama siebie określiłaś: jesteś lekarzem z wykształcenia, zarabiająca na życie przeprowadzaniem badań klinicznych na eksperymentalnych lekach. Z pewnością przydało to się podczas pracy nad książkami.


MK: Przysięgam, że żadne elementy życia zawodowego nigdy nie przedostaną się do moich książek ani też nie zostaną ujawnione jakimkolwiek mediom, prasie, radiu, telewizji, tym samym żadne tajemnice służbowe nie zostaną naruszone (czyta Pan to, Szefie?)

FB: Później podeślemy odpowiednie fragmenty odpowiednim osobom. ;)
Pytanie z pewnością zadawano Ci już wielokrotnie, ale skąd pomysł na pisanie i to jeszcze o wampirach? Dodatkowo zmilitaryzowanych.


MK: Pomysł na pisanie, hmmmm... To jest raczej przymus pisania, takie grafomańskie uzależnienie, ssie cuś człowieka, ssie i się nie odczepi, póki się nie wypisze. Czy to się potem nadaje do publikacji, to już inna sprawa. Na szczęście istnieją selekcjonerzy tekstów i jakby co to do nich proszę mieć pretensje ;)
A jeżeli chodzi o wampiry, to fajne są. Takie mrrrhoczne... No właśnie, mrrrhoczne. Osobiście miałam już dosyć tych melodramatycznych Drakul co to się nietoperzą po nocach, by spektakularnie wbijać kły w białe, dziewczęce szyje a potem łkać nad swym przeklętym losem. No bo ile można, toż to XXI wiek mamy, najwyższy czas unowocześnić się trochę, nie tylko strojem ale i mózgownicą. Owszem, niekoniecznie musi to być taki współczesny wampir Gienek, który czarny płaszcz z purpurowym podbiciem oddał na Caritas a teraz popyla w bojówkach moro z różowym. „Joł, ziom! Kopsniesz krwi?” Chociaż, właściwie, to czemu nie, może i byłby fajny ten Gienek też. Ale mnie by się osobiście bardziej podobał jakiś taki w miarę przytomny wampirzy komandos. Czemu komandos, to chyba jasne. Patrz w moje CV, powyżej.

FB: „Nocarz” i „Renegat” to książki, w których prócz sporej wiedzy medycznej pokazałaś, iż posiadasz także sporo informacji dotyczących uzbrojenia, taktyki? Skąd je czerpałaś?


MK: Tu stwierdzę wymijająco, że nie do końca rozumiem pytanie. Znaczy: kto mnie uczył strzelać, skakać itepe? Oj, Pani, toż to wymienić nie idzie, po pierwsze miejsca nie ma tutaj aż tyle, po drugie większość chłopaków należy do tajne łamane przez poufne i co, rozpruję ich teraz wszystkich, z imienia i nazwiska? Publicznie? :)

FB: Obie Twoje książki osiągnęły bardzo dużą popularność. Warto wspomnieć o nominacji do Zajdla 2006. „Nocarz” został wydany po czesku. Masz wielkie grono wielbicieli. Własne forum. Czy spodziewałaś się takiego odzewu?


MK: Na tak postawione pytanie nijak nie wypada udzielić innej odpowiedzi, niż skromne, grzeczne: ależ skąd, no kto by się spodziewał, ach jej... I taka też odpowiedź została tu niniejszym umieszczona 

FB: Kiedy kontynuacja? Czy tytuł „Nikt” nadal obowiązuje? Ja sama chętnie się dowiem jak dalej potoczą się losy Jerzego Arleckiego.


MK: „Nikt” jest już napisany, ale kiedy ukaże się w księgarniach to tylko Fabryka Słów raczy wiedzieć. Tekst oddałam na początku lutego i teraz czekam na zmiłowanie się redakcji. Przeciętnie trwa to około pół roku, więc pod koniec wakacji powinien być już na półkach, ale czy tak się stanie? Sama chciałabym wiedzieć.

FB: A co z książką o której kiedyś wspominałaś, czyli z „Fioletem”? Kiedy można jej wyglądać w księgarniach? Nie znalazłam jej niestety jeszcze w zapowiedziach na ten rok.


MK: „Fiolet”, czyli odzwierciedlenie mojej wielkiej spadochroniarskiej miłości do powietrza, ukaże się... Kiedy się ukaże. Muszę go napisać jeszcze raz, od początku, w całości i z większym doświadczeniem warsztatowym. Podejrzewam, że zajmie mi to kolejny rok. Plus jeszcze potem obróbka wydawnicza... Ech, wygląda na to, że życie pisarskie polega głównie na czekaniu. A kiedyś, jako czytelnik, złorzeczyłam na tych podłych autorów, że tak się lenią i przetrzymują nas w niepewności. Los bywa złośliwy, czyż nie?

FB: Mogę tylko przytaknąć i czekać, aż minie rok a później „trochę roku” … ;) Ale obiecuje nie złorzeczyć. Zwłaszcza, że „Nikt” być może ukaże się wcześniej. Oby dużo wcześniej. To taki mały apeli do Fabryki. ;)
Widzę, że uczestniczyłaś w tym roku w Pyrkoniw i bardzo mocno się tam udzielałaś jako specjalistka od spraw wampirzych oraz znająca „miejsce i rolę” kobiety. ;)
Czym dla Ciebie są spotkania z czytelnikami?
Jak myślisz, dlaczego wielu pisarzy ich unika?


MK: Spotkania z czytelnikami są dla mnie źródłem ogromnej satysfakcji. Mogę zobaczyć „na żywo” ludzi, którzy przeczytali moje książki i wysłuchać ich autentycznych relacji. A to bardzo motywuje do kolejnych wysiłków.
Pytasz, czemu wielu pisarzy unika spotkań z czytelnikami. Nie zgodzę się z takim postawieniem sprawy. Na Pyrkonie było powyżej trzydziestu gości i wiem o przynajmniej kilku osobach, które powiększyłyby to grono, gdyby zostały zaproszone. Hmmm, czy to można nazwać unikaniem?

FB: No tak. O tym nie pomyślałam.
Na koniec tradycyjne już pytanie o ulubionych autorów. Czego oczekujesz od dobrej książki, a co w kiepskiej najbardziej Cię drażni?


MK: Nie mam ulubionych autorów, sprawdzonych lektur. Książka spodoba mi się albo nie – to wszystko. Nie mam „checklisty”, żebym sobie odhaczała: o, proszę, fajny bohater, jest plusik. Ciekawy wątek, następny punkt. Oooo a tutaj brak tak zwanej oryginalnej kreacji świata: minus albo nawet dwa minusy... A potem podliczamy punkty i sprawdzamy: spełniono nasze oczekiwania czy nie.
Staram się nie narzucać z góry autorowi, co też biedak ma zrobić, żebym się poczuła zadowolona ;) Przecież literatura, a nawet powiem szerzej: sztuka jest zależna od nastroju i doświadczeń osobistych odbiorcy, okoliczności odbioru, itepe itede, nie znajdzie się więc złotej recepty na dostarczenie niezawodnej satysfakcji. Bywa, że po latach czytam z niekłamanym uznaniem coś, co kiedyś nudziło mnie niemożebnie. I odwrotnie - wracam do zachwycającej niegdyś lektury i ziewam: co mi się w tym w ogóle podobało?
Staram się więc nie przeprowadzać podziału na książki „dobre” i „kiepskie”. Bo to nie ma sensu, moim zdaniem. Są takie, które w danej chwili mniej lub bardziej mi się podobają, ot i wszystko.

FB: Masz rację. Bywa, że do książki musimy dorosnąć, bądź z niej wyrastamy.
Bardzo Ci dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów, literackich, zawodowych i sportowych. :)


MK: Dziękuję również, zwłaszcza za cierpliwość :)



Z Magdaleną Kozak rozmawiała Zuna.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2008-04-09 (2105 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej