Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Szlifierz umysłów
 
Katalog - dodano
 Zmierzch Bogów
- Michał Gołkowski
 Czara Cieni
- Frances Hardinge
 Śpiew kukułki
- Frances Hardinge
 Cała Orsinia
- Ursula K. Le Guin
 Stróże 2: Brudnopis Boga
- Jakub Ćwiek
 
- skomentowano
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Rozdziobią nas Loki, wrony
- Kevin Hearne
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

Alicja i Ciemny Las - Jacek Piekara



 Pozostała tylko przewrócona donica z fikusem, ziemia rozsypana na dywanie oraz złoty kolczyk - łezka z maleńkim brylancikiem pośrodku - leżący wśród szarobrązowych grud. Podniosłem go. Na haczyku zastygła zrudziała już kropla krwi.
- Alicjo... - powiedziałem w przestrzeń, a moje serce trzepotało jak skrzydła konającego ptaka.
Usiadłem na krześle i zapatrzyłem się w widok za oknem. W mroku granatowego nieba połyskiwały światła punktowców, jaśniała łuna bijąca od neonów wielkiego miasta. W tym wielkim mieście toczyło się pełną parą życie setek tysięcy ludzi. Kochali się, nienawidzili, kłócili i godzili, czasami ranili lub zabijali. Pili, brali narkotyki i uprawiali seks. Przesiadywali w hipermarketach, pubach, klubach, burdelach, teatrach i bibliotekach. Czasami pomagali innym, czasami ich niszczyli, emocjonowali się sportem lub polityką. Z moich okiem nie widziałem, rzecz jasna, wszystkiego, ale mogłem sobie wyobrażać, iż jestem czarodziejem obserwującym ludzkie mrowisko z komnaty umieszczonej na wysokiej wieży. To przed tym właśnie oknem tworzyłem bestsellerowe projekty, to tutaj pisałem słowa ważące wiele, wiele tysięcy złotych. I nigdy nie zapominałem, że wszystko zawdzięczam Alicji. Apartament w drogiej dzielnicy, pełne konto oraz wściekle czerwonego Chryslera Crossfire, stojącego w podziemnym garażu. Rozgłos (bo może trudno było jeszcze mówić o sławie), elitarne kluby i kobiety o zachęcających uśmiechach oraz jędrnych piersiach. To była ta najbardziej widoczna zmiana w moim życiu. Istnienie pięknej, błyszczącej otoczki. Ale stało się przecież coś więcej. Zyskałem poczucie własnej wartości, pewność siebie, zrozumiałem, że jestem w stanie wiele poświęcić dla kogoś, kto dał mi zaufanie, zrozumienie i przyjaźń. Ktoś mógłby powiedzieć, że wszystko zawdzięczałem jedynie sobie, własnemu talentowi, własnym przemyśleniom… Nic bardziej mylnego! Ja i talent byliśmy niczym, dopóki Alicja nie zdecydowała się zmienić mojego życia. Wtedy miała tylko czternaście lat. Wyzwoliła we mnie kogoś, kim zawsze chciałem być, obudziła, coś co spało, wskrzesiła coś, co umarło. Alicja dała mi tyle zaufania i miłości, że gdybym mógł podpalić świat, by ją ocalić, powinniście rozejrzeć się za azbestowymi skafandrami.
Ale w tej chwili nie było mi do żartów. Trzymałem w dłoniach kolczyk ze śladami krwi i wiedziałem, że ktoś musiał zerwać go z ucha Alicji. Na samą myśl o tym, co się wydarzyło, robiło mi się ciemno przed oczami. Jednocześnie wiedziałem, że pośpiech oraz raptowne, nieprzemyślane działania nie przyniosą niczego dobrego. Od trzech lat prześladowało mnie przeświadczenie, że za wszystko trzeba będzie jeszcze nie raz zapłacić. Związek z Alicją przypominał rosnący w nieskończoność debet na karcie kredytowej. Z jednym wyjątkiem - bank mówił: „Daj sobie spokój, chłopie”. A ja chciałem kredyt spłacać. Teraz, jak widać, nadeszła pora regulowania długów…
Podszedłem do biurka i podniosłem słuchawkę telefonu. Nie usłyszałem sygnału, lecz modną ostatnio piosenkę gangsta rapu, której refren brzmiał: „Zrobiliśmy, co chcieliśmy, ta kurwa jest już nasza” . Wysłuchałem refrenu przynajmniej pięć razy, zanim odłożyłem słuchawkę.
- A więc to tak – rzekłem gdzieś w stronę ciężkich zasłon, jakby coś, co przesyłało mi tę wiadomość, czekało za nimi, przyczajone i gotowe, by wysłuchać odpowiedzi.
Żałowałem. Nie tylko Alicji. Nie tylko końca beztroskiego życia. Trzy lata. Znakomite trzy lata. Bez konieczności podejmowania wyzwań i czynienia wyborów. Bestsellerowe scenariusze, producenckie pomysły kupowane na pniu, wywiady w najpoczytniejszych pismach i w najlepszych godzinach oglądalności, pieniądze płynące na konto tak szeroką strugą, że nie byłem w stanie nawet jej kontrolować. I miłość.
„Aleks, posiedź ze mną - poprosiła kiedyś Alicja smutnym tonem. – Nie chcę dziś zostać sama.”
„Oczywiście, skarbie” – odparłem, nie mówiąc jej, iż rezygnuję właśnie z randki z jedną z najbardziej wziętych modelek w Polsce, znanej z tego, iż z nikim nie umawia się dwa razy.
Tego samego wieczoru popularna modelka, naćpana od dziurek nosa po dziesięciocentymetrowe obcasy, rozbiła się na Moście Siekierkowskim, a jej ciało wyłowiono dopiero po kilku godzinach. Czy moja obecność uratowałaby ją, czy ja również zginąłbym w metalicznie srebrnym Nissanie Patrolu, który prowadziła? Nie mogłem nikomu zadać tego pytania i nikt by mi na nie zapewne nie odpowiedział. Wiedziałem, że wybór zawsze należy do mnie. Nie znaczy to, że nie kłóciłem się z Alicją.
„Ty i te twoje laski - mówiła z obrzydzeniem, patrząc na którąś tam stronę znanego tabloida. Aż tak popularny, by pojawiać się na stronie pierwszej jeszcze nie byłem. - Aleks, zbastuj na trochę”.
„Nie chcę zbastować” - odpowiadałem wtedy, a ona tylko wzdychała i robiła mi piorunujący koktajl z wody, cytryny, lodu, mięty oraz mnóstwa cukru.
Zabierałem ją niemal wszędzie. I nigdy nie było niesmacznych plotek, gdyż kolorowe pisma pokazywały mnie najczęściej w towarzystwie blondwłosych piękności o ciałach wyrzeźbionych na kształt klepsydry. Które nic nie znaczyły, gdyż to Alicja była całym moim życiem.
Wyjąłem komórkę z kieszeni marynarki, ale napis na ekranie oznajmiał „wyszukiwanie sieci”. Czekałem kilka chwil, lecz nic się nie zmieniło. Raz jeszcze uniosłem słuchawkę stacjonarnego telefonu. Tym razem śpiewał w niej polski raper, a słowa brzmiały: „Jeśli masz wyrzuty sumienia, pomyśl, że to worek z cegłami. Odłóż go na bok, chodź się bawić z nami!” . - Interesujące – stwierdziłem, wysłuchawszy tych zdań kilka razy.
Oczywiście wiadomość niosła ze sobą znaczący przekaz. Odpuść, Aleks, a i my ci odpuścimy. Zdjąłem marynarkę i wizytowe spodnie. Założyłem wytarte, wygodne dżinsy oraz bluzę z polaru. Narzuciłem kurtkę z grubej, brązowej skóry, którą kupiłem tak dawno temu, że ze śmiesznie niemodnej zamieniła się w stylową. Do wewnętrznej kieszeni schowałem nóż, komórkę oraz portfel. Przyłożyłem raz jeszcze słuchawkę do ucha. „Don’t walk into the dark forest” - śpiewał ktoś zachrypniętym głosem.
Wziąłem do ręki pilot telewizora. Na ekranie pojawił się kingowski clown ze znanego miniserialu „It”, który wyrecytował z teatralnym zadęciem: „You’ll die if you try” i obnażył monstrualne zęby. Potem posłał w moją stronę czerwony balonik.
- Dzięki za ostrzeżenie - odparłem w pustkę i wyszedłem.
Kątem oka dostrzegłem jeszcze, że balonik fruwa pod żyrandolem, a ciężkie zasłony drgnęły, jakby coś, co za nimi czekało, zdecydowało się właśnie odejść.

*****

Apartamentowiec, w którym mieszkam, wznosi się tuż nad dzielnicą biedoty. Oczywiście my, Elojowie, jesteśmy odgrodzeni od świata Morloków murami oraz płotami, strzeżonymi przez muskularnych panów w czarnych uniformach. Ale wystarczy tylko wyjść za ogrodzenie i przekroczyć ulicę, by znaleźć się w innej Warszawie. Warszawie, do życia w której byłem przyzwyczajony przez wiele lat smętnej wegetacji. I zdziwiło mnie tylko jedno. Że z otwartego okna na pierwszym piętrze domu o odrapanej i pomazanej graffiti fasadzie dudniła piosenka zespołu Iron Maiden. „Woe to you, oh earth and sea, for the devil sends the Beast with wrath, because he knows the time is short” – powtórzyłem za wokalistą. Wtedy ich dostrzegłem. Stali we trzech w ciemnym zaułku, w którym nerwowo migały żółte, przyćmione światła ulicznych latarń. Najpotężniejszy był ubrany w ortalionowy dres z trzema paskami biegnącymi wzdłuż nogawek.
- Dokąd to, kurwa twoja mać? - zagadnął leniwie.
- Możecie mnie przepuścić, panowie? - spytałem uprzejmie, choć byłem niemal pewien, że nie są przypadkowymi żulami, tropiącymi ofiarę, dzięki której będzie ich stać jeszcze dzisiejszej nocy na kilka nowych flaszek.
- Siedź w domu na dupie, Aleks - rzekł ten, który stał do tej pory w cieniu. Miał kulturalny głos dobrze wykształconego człowieka i w jego ustach wulgaryzm naprawdę raził.
- Skąd wiesz, jak mam na imię? - Miałem nadzieję, iż nie było słychać, że z trudem przełykam ślinę.
Moje podejrzenia potwierdzały się. Najwyraźniej czekali tu na mnie i miałem wrażenie, iż spotkanie z nimi nie skończy się szczęśliwie.
Stojący obok osiłek pchnął mnie wskazującym palcem. Zatoczyłem się na ścianę.
- My znamy wszystkie imiona - stwierdził, a ja zobaczyłem jego oczy, które były niczym studnie pełne mętnej wody. Nie odbijało się w nich żółte światło latarń, nie odbijała się w nich moja twarz.
- To musi być kłopotliwe. – W moim głosie nie było nawet cienia ironii.
- O tak, bardzo kłopotliwe - odparł i kopnął mnie kolanem w jądra.
Ten ruch był tak szybki, że nie zdążyłem nawet zareagować. Zanim zdołałem się zorientować, leżałem zwinięty w kłębek i jęczałem. Przyklęknął obok, a ja dostrzegłem ostrze noża, które zalśniło w świetle latarń. Ugodził mnie nim, przekłuwając skórzaną kurtkę oraz bluzę. Zapiekło.
- Wracaj do domu, Aleks - powiedział niemal proszącym tonem. - Nic tu po tobie.
- „Kto wie, gdyby nas lepiej i piękniej kuszono? Słano kobiety różowe, płaskie jak opłatek lub fantastyczne twory z obrazów Hieronima Boscha...” - zacząłem cytatem z ulubionego poety. Zduszonym głosem, gdyż ból w kroczu niemal wyciskał mi dech z piersi.
Dostałem w usta wierzchem dłoni na tyle mocno, że pod językiem poczułem okruszki naruszonych zębów.
- „Lecz piekło w tym czasie było jakie? Mokry dół, zaułek morderców...” - dokończyłem i tym razem, o dziwo, nikt mnie nie uderzył.
- Mamy w towarzystwie wyszczekanego komedianta, więc noc zapowiada się wesoło. - Mężczyzna stojący w cieniu podszedł do mnie. - Choć wszystko zależy od punktu widzenia... Nadal miał miły, kulturalny głos telewizyjnego prezentera. Spojrzałem w jego stronę i zauważyłem, że ma równie sympatyczną, szczerą twarz wiecznego chłopca. Jasne włosy, opalona twarz, białe zęby oraz intensywnie niebieskie oczy. Do czarnego golfu nosił kremową marynarkę, ale ta drobna ekstrawagancja wydawała się świetnie do niego pasować. Trącił mnie w ramię noskiem eleganckiego, pieczołowicie wypastowanego buta.
- Myślisz, że sprawia mi to przyjemność, Aleks? - zagadnął.
- Myślę, że tak - odparłem.


Fragment udostępniony przez Wydawnictwo RedHorse








Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2008-05-15 (1899 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej