Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Mgły Avalonu
 
Katalog - dodano
 Dystrykt Warszawa
- Rafał Babraj
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Diabeł wcielony
- Donald Ray Pollock
 Ale z naszymi umarłymi
- Jacek Dehnel
 Jednookie walety
- antologia
 
- skomentowano
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 Magia niszczy
- Ilona Andrews
 Harda horda
- antologia
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

Wrota, t.2 - Milena Wójtowicz

Egzorcyści


 Skryba w milczeniu ruszył do wyjścia, rzucając niespokojne spojrzenia pomiędzy mijane regały. Obrażona na cały świat Salianka poszła za nim, rozglądając się po zapełnionych papierzyskami półkach, czy przypadkiem nie leżą tam jakieś mapy.
Nie leżały, co ją trochę rozczarowało. Jedna mapa naprawdę niezmiernie ułatwiła by jej życie. Ale jak na złość nie było nawet śladu po ewentualnych dokonaniach kartografów. Za to minęli trzech martwych drabów, z bełtami wbitymi w strategiczne życiowo miejsca. Jonas omijał ich szerokim łukiem, królewna uważała tylko, żeby bezpośrednio jakiegoś trupa nie nadepnąć. W milczeniu wyszli na ulicę.
– Teraz odprowadzisz mnie do gospody, wciśniesz kolejną historyjkę o ludziach, którym bardzo nie podobają się inni ludzie i pójdziesz sobie precz – domyśliła się Salianka, kiedy Jonas postawił psa na bruku.
Mężczyzna podniósł powoli głowę. Miał bardziej nieszczęśliwą minę niż Pazur, kiedy dawno, dawno temu królewna wracając do Twierdzy zostawiła go w Dolinach. Bezpośrednie, i pełne pretensji stwierdzenie dziewczyny całkiem skonfundowało Jonasa.
– Właściwie... – zaczął.
– Sama pójdę – burknęła Salianka. Miała zamiar odwrócić się i odmaszerować z godnością, nie za daleko, ale na tyle, żeby móc ukradkiem zawrócić i śledzić mężczyznę, gdzie by nie szedł. Nic jej z tego nie wyszło, bo już po kilku krokach zorientowała się, że nie ma z nią Pazura. Odwróciła się na pięcie, żeby sprawdzić, co się z nim stało. Pies miał się dobrze, ale nie miał zamiaru nigdzie iść. Usiadł na ulicy. Miał otwarty pysk, wywieszony język i wyglądał jakby się złośliwie uśmiechał. Królewna spojrzała na niego krzywo, ale udawał, że tego nie widzi.
– Nie chciałem cię urazić – powiedział zmartwiony Jonas. Ciężko było stwierdzić, co go bardziej gryzie: fakt, że dziewczyna zadaje mu niewygodne pytania, czy to, że odmowa odpowiedzi może sprawić, że się na niego obrazi, a może nawet mu przyłoży. Salianka była skłonna założyć, że to urażenia jej uczyć Jonas obwiał się najbardziej.
Był, co tu dużo mówić, dziwny. Nie drżał z lęku przed tym, że królewna powtórzy swój wybryk z Leśnej Przystani, ba, w ogóle chyba się jej nie bał. Wydawał się raczej pełen współczucia, na okoliczność faktu że dziewczyna musi sama zmagać się ze złym, podłym światem. Dziwak, aczkolwiek przynajmniej nieszkodliwy.
– Jestem związany tajemnicą, która dotyczy nie tylko mnie – wyznał wreszcie, w płonnej nadziei, że Salianka go zrozumie.
– Tajemnica, jasne – królewna lekceważąco machnęła dłonią. Tego, że istnieje jakaś tajemnica, to sama już się domyśliła. Równie dobrze Jonas mógł jej zdradzić fakt iż słońce świeci, albo wiatr wieje. – Rusz się – poleciła Pazurowi, który siedział i ani myślał wstawać.
– To nie oznacza, że nie jestem ci wdzięczny – ciągnął mężczyzna, desperacko próbując jakoś złagodzić złe wrażenie. – Za dwukrotne uratowanie mi życia i za informacje o egzorcystach.
– Spiskujecie przeciw egzorcystom? – zainteresowała się gwałtownie królewna. Wszelka myśl o oddaleniu się, choćby na odległość wystarczającą na to, by zawrócić i śledzić Jonasa wywietrzała jej z głowy. Za to gdzieś w zakamarkach jej umysłu, tam gdzie nie ma już słów, a zostaje tylko instynkt, przebudził się gniew demona.
– Ciii... – Jonas spojrzał nerwowo na boki. Przechodnie nie zwracali na nich uwagi, i całe szczęście. Jeszcze by dostrzegli twarz Salianki. Tym, co się na niej w tej chwili malowało, była ni mniej, ni więcej, tylko żądza krwi. I, co wydało się mężczyźnie najstraszniejsze, to pragnienie zdawało się do niej... pasować. Zupełnie jakby tą wyrazistą, piękną twarz stworzono z myślą o tym, że kiedyś będą się na niej malować takie uczucia.


Fragment udostępniony przez Wydawnictwo Fabryka Słów








Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2008-05-26 (1476 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej