Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Unicestwienie
 
Katalog - dodano
 Kroniki Jaaru. Tajemne imię
- Adam Faber
 Hajmdal. Księżyce monarchy
- Dariusz Domagalski
 Alyssa i czary
- A.G. Howard
 Prawda i iluzja
- Jennifer Sommersby
 Księżniczka Popiołu
- Laura Sebastian
 
- skomentowano
 Artefakt
- Maggie Furey
 Zamęt Nocy
- Patricia Briggs
 Toń
- Marta Kisiel
 Sztylet ślubny
- Aleksandra Ruda
 Marzyciel
- Laini Taylor
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

Sposoby przedstawiania wampirów w kulturze popularnej



To nie Bram Stoker, pisząc u schyłku XIX wieku swoje dzieło życia – „Draculę” stworzył wampiry. Drzwi do literatury otworzył Dzieciom Ciemności zupełnie niepozorny przyjaciel lorda Byrona – doktor Polidori. Legenda głosi, że jego „Wampir” wyłonił się z mroków narkotycznego upojenia prowadząc za rękę innego potwora – Frankensteina. Rozdzielili się jednak tej pamiętnej nocy – krwiopijca omamił lekarza, ożywiony piorunem trup wzbudził macierzyński niepokój w Mary Shelley.
Odkąd pierwszy raz wyobrażenie ludzkich postaci o ostrych, długich kłach, zwierzęco przenikliwych oczach, nadludzkiej sile i niepohamowanym pragnieniu krwi zrodziła się na kartkach papieru, ich koncepcja zaczęła coraz bardziej fascynować twórców nie tylko literackich, ale również wykorzystujących nowsze media, które rodziły się w kolejnych latach. I tak po Polidorim ta mroczna istota zawładnęła wspomnianym już Bramem Stokerem, który na stałe wpisał pewien stereotypowy wizerunek wampira w historię literatury grozy. Jego hrabia Dracula był stworem rozumnym – potrafił pisać czy snuć intrygi, które doprowadziły do niego Jonathana Harkera. Potrafił uwodzić – zdobył duszę Renfielda i Lucy. Był w stanie pohamować swoją żądzę krwi, nie rzucił się na Jonathana nawet wtedy, kiedy na jego szyi wykwitły krople życiodajnej substancji. Hrabia był też amorficzny – stawał się nietoperzem, wilkiem. Musiał sypiać w trumnie, a światło słoneczne było dla niego zabójcze. Forma gotyckiego horroru wymagała od Stokera, by jego wampir był po prostu zły i spotkała go za to ostateczna kara. Niewątpliwie z komercyjnych pobudek, ale jednak w sensowny sposób, oddał hrabiemu sprawiedliwość Francis Ford Coppola, o czym później.
Zaledwie dwadzieścia lat po wydaniu „Draculi” wynalazki Daguerre’a, Edisona i braci Lumiere doprowadziły do narodzin kina. Choć nie udało się jeszcze opracować metody, dzięki której byłoby dźwięczne, pierwsi reżyserowie palili się już do pracy. To w głowie Niemca, Murnaua zrodziła się potrzeba przestraszenia publiczności milczącym, wyniosłym, przerażająco zwierzęcym, chudym i pociągłym Maxem Schreckiem. Choć niemy, ten czarnobiały film wywołuje silne emocje. Pełen jest kultowych do dziś ujęć bezdusznego, na wskroś złego i „spotworniałego” Nosferatu. Oficjalnie scenariusz nie powstał na podstawie książki Stokera, co jest oczywistą bzdurą wynikającą chyba tylko z chęci zaoszczędzenia na dodatkowych kosztach. Uprzedzając historię, trzeba tu wspomnieć, że w 2000 nakręcony został film „Cień wampira”, będący niejako relacją z planu zdjęciowego Murnaua. Znów zachwycają piękne ujęcia, czuje się dreszcz podniecenia na myśl, że podgląda się tworzenie historii wampirologii. A pikanterii dodaje fakt, że tytułowy Nosferatu jest prawdziwym wampirem, który musi hamować swoje popędy, by zagrać w filmie. Dwa lata po premierze filmu Murnaua stworzona została kolejna kultowa kreacja Draculi – na deskach teatru grał go Bela Lugosi, który wystąpił też w adaptacji filmowej, kiedy już pojawił się dźwięk – w 1931 roku. Wprowadzenie technikoloru dało kolejny pretekst to odświeżenia i tak będącej wtedy bardzo eksploatowaną historii hrabiego – w 1938 wcielił się w niego Christopher Lee. W kolejnych latach następowały po sobie pomniejsze kreacje filmowe i teatralne, które jednak nie zatrzęsły światem kultury. Dopiero 1979 rok przyniósł kolejny przełom – z wykorzystaniem wszelkich zdobyczy techniki, która ustabilizowała się już i osiągnęła dobry poziom, Werner Herzog zdecydował, że niememu arcydziełu Friedricha Murnaua potrzebne jest odświeżenie. Jego „remake”, z Klausem Kinsky’m i, przede wszystkim, dźwiękiem, to znów uczta dla konesera. Ciężki klimat niewypowiedzianej grozy, akcja bardziej poetycka, niż przygodowa, doskonale budująca napięcie muzyka i piękne, artystyczne ujęcia. Wampir jednak nadal jednoznacznie zły, choć wizualnie Kinsky nie ma drapieżności Schrecka, a wręcz jakąś budzącą współczucie miękkość.
Właśnie pod koniec lat siedemdziesiątych zaczynała się kariera kultowego pisarza raz lepszych, raz gorszych horrorów – Stephena Kinga. Po debiutanckiej „Carrie” wydał obszerne „Miasteczko Salem” – powieść, w której małe amerykańskie miasto skrupulatnie zamienia się w królestwo wampirów. W jego ujęciu wampirami są też dzieci – lewitujące nad oknem, kuszące rodziców do wpuszczenia ich do środka. King ukazuje powolny proces przekształcania się ludzi w krwiopijców – przypomina to przeziębienie. Książka doczekała się dwóch ekranizacji, nie wyróżniających się na tyle, by nie zginąć w natłoku innych, nawet opowiadających o wampirach, horrorów.
Lata osiemdziesiąte przyniosły bodaj pierwsze prawdziwe ocieplenie wizerunku wampira – kreskówkę „Hrabia Kaczula”. Ten ptak o dziobie zakończonym kłami jest jakby zaprzeczeniem archetypu krwiopijcy – potrzebuje niani, jest głupiutki i przeszedł na wegetarianizm. Fakt, że podróżuje w trumnie i mieszka w upiornym zamku nie dodaje mu jednak powagi – jego postać jest ciepła, odmitologizująca wampiry. W sam raz dla dzieci.
I tak oto wkraczamy w lata dziewięćdziesiąte, które w diametralny sposób zmieniły spojrzenie na krwiopijców. Nic już nie jest tylko białe lub czarne.
1992 rok. Kultowy reżyser, mistrz adaptacji (doskonały „Ojciec chrzestny” Puzo) sięga po „Draculę” Stokera. I jako pierwszy daje mu najbardziej podstawową ludzką cechę – zdolność odczuwania. Vlad Palownik przeklął Boga, który w wyniku okrutnego nieporozumienia odebrał mu miłość życia. Przemieniony już w wampira Dracula wiedzie zgorzkniały żywot w swoim strasznym zamku w pięknej Transylwanii. Jego losy, niczym za sprawą przeznaczenia, które chce naprawić swój okrutny błąd sprzed wieków łączą się z Jonathanem Harkerem. Jego narzeczona, Mina, jest zmarłą ukochaną hrabiego. Choć zimny i martwy, Dracula płonie utraconą miłością i postanawia walczyć. Udaje mu się, a miłość doprowadza do jego odkupienia. Wampir jest więc od tego momentu istotą tragiczną, która żałuje tego, kim się stała, cierpi przez daną mu nieśmiertelność. Po Coppoli inne spojrzenia przedstawione są też w parodii z Leslie Nielsenem – „Dracula: wampiry bez zębów”, gdzie cała historia hrabiego, czy to po prostu straszna (Stokera), czy też pełna pasji (Coppoli) jest po prostu odśmiewana. Pojawiają się też liczne horrory, w których wampiry są zwykle złe, uwodzicielskie, fascynujące. Bardziej niż krwiopijcy, zmieniają się sposoby walki z nimi (i tak w „Od zmierzchu do świtu” bronią są…pistolety na wodę). Na fali popularności tematyki wampirycznej powstaje jednak perełka – „Wywiad z wampirem”. Film, w którym wampiry mają artystyczną duszę, dbają o swój ubiór, chadzają do teatrów. Wypicie ostatniej kropli krwi jest dla nich zabójcze, nie są już więc mordercami, a ludzie są dla nich nie ofiarami, a życiodajną energią, której nie pobierają do końca, pozostawiając ich przy życiu. W filmie, za sprawą spowiedzi Louisa dowiadujemy się, że Dzieci Ciemności stworzyły trwającą od wieków społeczność, z hierarchicznością i zasadami. Po kilku latach na ekrany kin weszła kolejna opowieść wysnuta z prozy Anne Rice – „Królowa potępionych” (będąca zlepkiem historii z dwóch tomów „Kronik wampirów” – „Królowej potępionych” i „Wampira Lestata”). W tym filmie świat wampirów jeszcze mocniej przenika się ze światem ludzi. Lestat budzi się ze snu i zostaje gwiazdą rocka. Jego obłędny głos (wydobywający się z gardła Jonathana Daviesa z Korna) omamia masy, które słuchają jego piosenek i z namaszczeniem przyjmują „otoczkę” – jestem wampirem, śpiewam, bo chcę, żeby przyszli moi bracia. Lestat zakochuje się też w ludzkiej kobiecie, której nie zrobiłby nic, gdyby ona sama na to nie nalegała. Poza zekranizowanymi tomami Rice napisała jeszcze ponad dziesięć obszernych tomów „Kronik”, w których kwestia picia krwi ma znaczenie marginalne. Jej wampiry zachwycają się obrazami, rzeźbami, architekturą. W swoich bibliotekach trzymają białe kruki, które za bezcen kupowali w okresie, kiedy były one wydawane. Każdy bohater jest inny, inaczej radzi sobie ze swoją naturą. Gabrielle stapia się z naturą, dziczeje. Louis pozostaje na uboczu, żywiąc się zwierzętami. Lestat, najbardziej niespokojny, próbuje zamienić się ciałem ze śmiertelnikiem, wypędzać duchy, odwiedza też piekło i niebo. Rice tworzy sagę o nieśmiertelnych ludziach pijących krew, którzy są bardziej wartościowi i wrażliwi niż my. Wampiry nie chcą krzywdzić ludzi, piją tylko z tych, którzy są źli, wielu dobrych kochają. Rice jako pierwsza dostrzegła, że Dzieci Ciemności mogą być przedstawione jako eteryczne, wrażliwe i romantyczne istoty o pięknych dłoniach, smukłych sylwetkach i cudownie gładkich włosach. Jej wampiry są tak samo delikatne, jak elfy u Tolkiena, a dodatkowo potrafią doceniać twory ludzkich rąk: zastygają w niemym zachwycie nad freskami Fra Angelico, podczas gdy elfy cenią tylko naturę. Wampiry są jednak drapieżnikami, potrafią więc mimo swojej cielesnej lekkości bronić siebie i ludzi, którzy na to zasługują. Przejście na „ciemną stronę” skutkuje też zatarciem różnic między płciami, stąd często spotyka się opisy czułych pocałunków dwóch mężczyzn. Wampiry kochają swoją estetyczną doskonałość i wewnętrzne piękno, potrafią uwielbiać kilka osób na raz. I mimo tej niemożliwej w realnym świecie „homo-bigamii”, wszystko to nie razi, jest naturalne i romantyczne.
Kolejne lata przynoszą kreacje wampirów w nowych mediach. Powstaje karciany RPG – „Vampire – the Masquerade”, w którym gracze wcielają się w krwiopijców z różnych klanów (a każdy z nich ma charakterystyczne cechy). Ważne staje się zachowanie zasad „maskarady” – nie ujawnianie się przed śmiertelnikami, nie zabijanie ich. Po kilku latach na podstawie karcianki powstaje gra komputerowa – „Vampire – the Masquerade. Redemption”. Główny bohater, Christoph jest dobrym, bogobojnym człowiekiem, który w heroicznej walce staje się wampirem. Jednak do samego końca historii nie traci swoich zasad i miłości do Boga.
Wampiry występują też licznie w świecie fantasy. W przypadku gier zwykle ukazywane są jako bezwolne, mordercze legiony wojowników, z których najwyżej z jednym można porozmawiać. Jego głos jest syczący, oczy rozbiegane, charakter dwulicowy. W literaturze bywa różnie. Podobny, syczący wampir występuje w jednym z tomów przygód Harry’ego Pottera. Z kolei wampir o bolących zębach to już kreacja Terry’ego Pratchetta. Odwrócenie stereotypu zastosowała z kolei Olga Gromyko w dwutomowej książce „Zawód: Wiedźma”. Tu krwiopijcy mieszkają w osadzie oddzielonej od reszty świata osikowym lasem. Ich król, super przystojny Len jest zabawny, trochę zagubiony i nie bardzo mu na władzy zależy. A cały ród, no cóż…mają odbicia w lustrze, jedzą, nic sobie nie robią z krzyży i święconej wody, obwieszają się czosnkiem…
Czy możliwa jest więc dalsza ewolucja kulturowego ujęcia postaci wampira? Skoro był już bezdusznym potworem, zranionym, cierpiącym człowiekiem, artystyczną duszą i członkiem niemal normalnej (bo nieśmiertelnej i pożywiającej się krwią) społeczności, a nawet obiektem żartów i komedii? Doktorowi Polidoriemu nie śniło się zapewne, że zrodzony przez niego, przerażający upiór może stać się tak wszechstronną i ukochaną przez odbiorców postacią. Tak samo nam może się wydawać, że możliwości dalszych przemian w wampiryzmie już się skończyły. A jednak mamy postmodernizm, a świadomość wyczerpania jest tym silniejszym motorem napędzającym nowe formy. Budowę szkatułkową zaprezentowała już Rice. „Vampire – the Masquerade” to doskonały przykład „gry” z odbiorcą. Zacieram ręce na myśl o tym, jak zaskakującą formę i spojrzenie na Dzieci Ciemności przyniesie kolejne przełomowe dzieło o wampirach.


Agnieszka Mazur
(Agneau)








Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2008-06-17 (4373 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej