Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Ręczna robota
 
Katalog - dodano
 Szare Płaszcze: Rubież
- Marcin A. Guzek
 Saga Mrocznej Phoenix
- Stuart Moore
 Dystrykt Warszawa
- Rafał Babraj
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Diabeł wcielony
- Donald Ray Pollock
 
- skomentowano
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 Magia niszczy
- Ilona Andrews
 Harda horda
- antologia
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

Rzecz o zbłąkanej duszy, t.1 - Siergiej Sadow

Wujek


Wujek podszedł do jednych drzwi i leciutko je uchylił.
Usłyszeliśmy przeciągły pijacki śpiew na dwa głosy. Wujek zajrzał do środka i osłupiał. Ja wsunąłem głowę pod jego łokciem i też zajrzałem, ciekaw, co tak go zaintrygowało.
Na środku pokoju na łańcuchu był podwieszony wielki kocioł, pod którym wesoło huczał Niegasnący Płomień. Obok siedział pijany diabeł, w jednej ręce trzymał widły, drugą obejmował duszę grzesznika. To właśnie oni śpiewali tęskną dumkę na dwa głosy.
— Dobry z ciebie ten… no, człowiek, Fiedia — mówiła dusza plączącym się językiem.
— Nie jestem… iik… człowiekiem. Jestem diabłem, Wania, diabłem i taka już moja czarcia dola! Myślisz, że lubię nosić te diabelskie drwa? Guzik! A muszę, Wania, muszę. Obowiązek.
— Jak ja cię rozumiem! Myślisz, że za życia lubiłem zabijać ludzi? Wychodzę z kastetem na ulicę, staję za rogiem, i aż mi serce pęka z żalu! Myślę sobie, zabiję dobrego człowieka i jego dzieci staną się sierotami… I taka mnie żałość brała, że nic, tylko siąść i wyć! Ale cóż począć…
— Dobra z ciebie dusza, Wania.
— To samo mówię… A jednak kat wcale nie docenił mojej dobroci!
— No dobra, Wania, właź powrotem. Fajnie się z tobą gada, ale właź do kotła.
— Yk… Już, już… Teraz do łaźni, a potem znów po setce?
— W porządku…
Wujek zamknął drzwi i zerknął na mnie.
— Niczego nie widziałeś! — szepnął surowo.
— Czego nie widziałem? — wzruszyłem ramionami.
— Niczego — odparł i poszedł korytarzem dalej.
W końcu dotarliśmy do gabinetu administracji.
— Zaczekaj tu. Nie powinieneś patrzeć, jak się dorośli kłócą — wujek otworzył drzwi i wszedł do środka.
— No, ogoniaści! — zawołał. — Co żeście tu znowu nawyprawiali?! Znowuście namieszali?
— To ty, Monterrey? — jęknął ktoś za drzwiami. — Tyle razy prosiłem wasze kierownictwo, żeby przysyłali kogoś innego…
— O, niedoczekanie twoje…
A potem już nic nie słyszałem, ponieważ ku mojemu ogromnemu żalowi drzwi się zamknęły. Ale nie byłbym diabłem, gdybym nie zaczął podsłuchiwać. Dotknąłem drzwi, dostrajając się, a potem zacząłem ostrożnie wpuszczać słuch do środka. I niemal w tej samej chwili z drzwi wyrosła głowa wujka.
— I nie podsłuchiwać!
Pokazałem fantomowi język, chociaż to było głupie. Wujek na pewno przejrzy potem nagranie i zobaczy… No i dobrze. W końcu jestem diabłem czy nie?

Z nudów zacząłem szwendać się po korytarzu, oglądając rysunki na drzwiach — mimo wysiłków nie znalazłem dwóch takich samych… W pewnym momencie obok mnie przemknął ktoś z cichym szelestem. Odskoczyłem od kolejnych drzwi i popatrzyłem na fantom…
Chociaż nie, to nie był fantom! Tylko ludzka dusza emituje taki blask. Dziwne… Co tutaj robi dusza? Uciekła?
Ee, chyba nie. Coś takiego jeszcze nigdy się nie zdarzyło. Zresztą, lśnienie było zbyt jasne jak na duszę grzesznika. A jeśli to nie grzesznik, co by tu robił? Jego miejsce jest gdzie indziej, na górze…
Wzruszyłem ramionami i poszedłem dalej. Ech, gdybym wtedy wiedział, ile wycierpię przez tę głupią duszę, postarałbym się jak najszybciej o niej zapomnieć…
A zresztą, może i nie… Niestety, chociaż jestem diabłem, nie potrafię zobaczyć przyszłości. Wróciłem przed gabinet administratora i ujrzałem tam wujka oraz biegającego wokół niego niskiego, grubiutkiego czarta.
— Monterrey, może pan być spokojny, ten błąd zostanie naprawiony. Zwrócimy duszę tego człowieka! Rozumiecie, biurokracja… Chłopcy się pomylili, złapali nie tego, co trzeba…
— Mam nadzieję, że nie będę musiał tu wracać?
— Ależ co też pan, Monterrey! — w głosie administratora dźwięczała czysta groza. — Zrobimy wszystko jak należy.
Wtedy pomyślałem, że chyba powinienem opowiedzieć o duszy kręcącej się po korytarzach. Mogłem trzymać język za zębami, bo w sumie, co mnie ta dusza obchodziła? Niech się nią zajmą ci, którzy powinni. Ale jak już mówiłem, nie miałem pojęcia o przyszłości, więc odchrząknąłem, żeby zwrócić na siebie uwagę i opowiedziałem o spotkaniu. Moja nowina nie zrobiła najmniejszego wrażenia na administratorze, za to zaintrygowała wujka. Popatrzył pytająco na grubasa, ale ten tylko machnął ręką.
— Tak, jest tutaj taka. Trzeci dzień łazi po korytarzach. Zagubiona dusza. Nie może się określić, dokąd ma iść, do nas, czy do was i chyba coś ją jeszcze trzyma na ziemi, bo czasem tam wraca. Obrzydła nam bardziej niż modlitwy grzeszników! Gdyby nie umowa ze skrzydlatymi, już dawno byśmy ją rozwiali.
Wujek popatrzył na mnie jakoś dziwnie, a potem powiedział groźnie do administratora:
— No, tylko spróbujcie ją rozwiać! Będziecie mieli takie nieprzyjemność, że… — wujek zamilkł znacząco, zaś administrator przełknął ślinę.
— Ależ my nie mamy zamiaru nikogo rozwie…ee…
Wujek gestem zmusił go do zamilknięcia i znów spojrzał na mnie.
— Kiedy jest początek tej twojej letniej praktyki?
— Ee… — zacząłem uważnie oglądać sufit. — Tak właściwie to jutro…
— Wybrałeś sobie już jakieś zadanie?
— No wujku, przecież to nie moja wina, że mnie nic…
— Rozumiem, że nie znalazłeś. Doskonale. Przyjmijmy więc, że praktykę masz już załatwioną. Przecież szanowny administrator nie odmówi chyba mojej niewielkiej prośbie?
Administrator pokrył się potem.
— Ależ oczywiście, że nie, szanowny Monterreyu… Tylko że to nie jest najlepsze miejsce praktyki dla chłopca…
— Czy pan myśli, że wysłałbym bratanka do waszej katowni?! — oburzył się wujek. — Za kogo mnie pan bierze! Chodziło mi o co innego; mój bratanek zajmie się tą zbłąkaną duszą.
Ups…
— Ale… wujku…
— Co „wujku”? Chcesz zostać na drugi rok? A może masz jakieś inne propozycje?
Nie miałem, więc się już nie odezwałem. Zwłaszcza, że nasz wychowawca jasno dał mi do zrozumienia, iż jeśli do jutra nie załatwię sprawy praktyki, to wstawi mi niedostateczny.
— Świetnie — mówił dalej wujek. — W ramach praktyki mój bratanek dowie się wszystkiego o tej duszy: dlaczego nie może się określić w sprawie swojego, że tak powiem, miejsca zamieszkania. Co ją jeszcze trzyma na ziemi? Krótko mówiąc, pomoże jej.
— Ale ja jestem diabłem, nie aniołem! Wujku, przecież wystarczy, że pstrykniesz palcami i od razu wszystkiego się dowiesz!
— Możliwe, ale wtedy zostaniesz bez praktyki. Poza tym, jeśli my, starzy, całymi dniami będziemy pstrykać palcami, młodzi niczego się nie nauczą. No więc jak będzie, panie administratorze?
— Z przyjemnością, panie nadzwyczajny kurierze. To wspaniale, że ktoś się wreszcie zajmie tą duszą. A jeśli pański chłopak się wykaże, mogę mu zagwarantować pracę w naszym ministerstwie. Ooo!!!
— Zgadzam się! — zawołałem czym prędzej.
Wujek skrzywił się, ale skinął głową.
— Doskonale. Do widzenia, panie administratorze, wszystkiego dobrego.
— Wszystkiego dobrego, panie Monterrey… Może pan być spokojny, zaraz załatwię odpowiedni dokument dla szkoły, znam imię pańskiego bratanka.
Wychodząc z budynku ministerstwa miałem już nieco groszy humor niż wtedy, gdy do niego wchodziłem. Kto by pomyślał, że wujek podłoży mi taką świnię?


Fragment udostępniony przez Wydawnictwo Fabryka Słów








Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2008-06-20 (1651 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej