Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Ars magica
 
Katalog - dodano
 Królestwo
- Jess Rothenberg
 Nasi przyjaciele z Frolixa 8
- Philip K. Dick
 Żółte ślepia
- Marcin Mortka
 Lanny
- Max Porter
 Pułapka Tesli (wyd.2)
- Andrzej Ziemiański
 
- skomentowano
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Rozdziobią nas Loki, wrony
- Kevin Hearne
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

Rzecz o zbłąkanej duszy, t.1 - Siergiej Sadow

Zoja


Usiadłem na podłodze w kącie i zapatrzyłem się ponuro w dal pustego korytarza. Nigdy bym nie pomyślał, że korytarze w tym budynku doprowadzą mnie do takiego stanu. Przesiedziałem tak kwadrans. Oczywiście rozumiałem, że równie dobrze mogę tak siedzieć całe lato i nie zbliżyć się do rozwiązania problemu nawet o krok. Wstałem. Podniosłem opłatek nad głową, starając się zwrócić na niego uwagę duszy.
— Cip, cip, no popatrz, co ja tu mam! Mniam, mniam! — sam sobie wydawałem się śmieszny, ale co innego mogłem zrobić?
Dopiero trzy godziny później moje starania zostały wreszcie uwieńczone sukcesem. Człapałem po korytarzu, zmęczony, ledwie powłócząc nogami. Już nawet nie miałem sił wołać zbłąkanej duszy. Beznadziejnie rozejrzałem się na boki i wtedy za jednym z zakrętów dojrzałem znajome lśnienie. Nie wierząc we własne szczęście pobiegłem tam, wrzeszcząc na całe gardło:
— Ej, ty, jak ci tam! Duszo, zaczekaj! Słyszysz?! Zaczekaj, mówię!
Z rozpędu krzyczałem w swoim języku i dopiero po chwili pojąłem, że dusza po prostu mnie nie rozumie. Gdyby należała do nas, wyglądałoby to prościej, ale do naszego świata jeszcze nie należała, a już nie należała do ziemi. Innymi słowy, była zawieszona między światami, a do komunikacji z takimi istotami niezbędny jest specjalny język — międzyświatowy, który rozumieją wszystkie dusze wszechświata. W tej chwili może po raz pierwszy w życiu naprawdę ucieszyłem się, że nie opuszczałem lekcji. Szybko ułożyłem w myślach zdanie i, tracąc dech od szybkiego biegu, zawołałem:
— Wielce szanowna duszo, czy nie zechciałbyś zatrzymać się na chwilę i porozmawiać ze mną o pewnej niezwykle ważnej sprawie? — pomyślałem, że im bardziej będę uprzejmy, tym lepiej to wypadnie. Wujek zawsze powtarzał, że uprzejmość otwiera bramy każdego serca.
— Ciężko mi… — usłyszałem. Pewnie, że ciężko. Każdemu byłoby ciężko, gdyby utknął między światami…
— I o tym właśnie chciałbym z tobą porozmawiać. Nie chciałabyś sobie ulżyć? To znaczy, chciałem zapytać, czy nie mógłbym ci pomóc w uzyskaniu spokoju?
— Ty? — dobiegło mnie na wpół pytanie, na wpół westchnienie.
Wreszcie dogoniłem duszę i stanąłem obok niej, ciężko dysząc. Wisiała metr nad podłogą i przyglądała mi się badawczo. Nie wiem czemu, ale jej spojrzenie denerwowało mnie. Wyjąłem opłatek i pokazałem jej w nadziei, że zwróci na to uwagę, ale ona nie zareagowała.
— Tak, ja — powiedziałem, wzdychając. — Widzisz, twoja obecność zakłóca równowagę…
— Gdzie ja jestem?
— Jeśli masz na myśli to konkretne miejsce, to w piekle — zamachałem opłatkiem niemal przed nosem zjawy.
— W piekle? Więc jestem grzesznicą?
Przyjrzałem się zjawie. O matko, przecież to kobieta! I to wcale niestara! Mogła mieć najwyżej trzysta pięćdziesiąt lat. Tfu, przecież to człowiek, chciałem powiedzieć: trzydzieści pięć. Ciekawe… Chyba zazwyczaj ludzie żyją dłużej? Zresztą, po to tu jestem, żeby to wyjaśnić.
— Ee… — powiedziałem wieloznacznie. — Tego bym nie powiedział. Wygląda to tak, że jeszcze sama się pani nie określiła, dokąd chce pani iść. Dlatego zasadniczo nie jest pani w piekle, chociaż w tej chwili właśnie w nim pani przebywa.
— Tak? — w tym westchnieniu zabrzmiało zaciekawienie.
— Czyli sama mam sobie powiedzieć, dokąd mam iść, do piekła czy do raju?
— No… tak. Co w tym dziwnego? Przecież to właśnie człowiek sam najlepiej zna własne grzechy! Czym, według pani, jest sumienie? To część Jego, no, rozumie pani, o kim mówię, nie mogę wymówić Jego imienia… Po śmierci sumienie ogłasza wyrok. Nasze zadanie polega jedynie na określeniu wymiaru kary.
— Wasze zadanie?
— Tak, nasze, czyli diabłów. Pani pozwoli, madame, że się przedstawię — Ezergil. Tak naprawdę to jeszcze nie jestem diabłem, dopiero się uczę. A teraz odbywam letnią praktykę i moim zadaniem jest pomóc pani w określeniu pożądanego miejsca pobytu. Widzi pani, to łaże… ta wędrówka po piekle, raju i ziemi zakłóca harmonię
światów. Dlatego spróbuję pani pomóc w podjęciu decyzji. Obejrzymy raj i piekło, a potem zaprowadzę panią tam, gdzie się pani najbardziej spodoba — znowu wyjąłem opłatek i znów pomachałem przed nosem zjawy.
Efekt bliski zeru: zjawa raczyła zauważyć opłatek, ale patrzyła na niego kompletnie obojętnie.
— Nie mogę odejść — znów ciężkie westchnienie. — Mówiłeś, że się uczysz?
— Tak.
— Mój syn też chodzi do szkoły.
O proszę, robi się coraz ciekawiej. Chyba zaraz zrozumiem, co trzyma ją na ziemi.
— Kocha pani swojego syna?
— Zabawny jesteś — zjawa uśmiechnęła się niespodziewanie.
Tak ładnie się uśmiechnęła, że aż się cieplej zrobiło w ponurych korytarzach. — Która matka nie kocha swojego dziecka?
Hm, w ramach eksperymentu mógłbym ją oprowadzić po pewnych kotłach, w których, jak mówią u nas w piekle, zażywały łaźni te, że tak powiem, matki. Może gdybym nie miał wujka anioła, to tak bym zrobił, jednak kontakt z aniołem ma pewien wpływ nawet na diabła.
— Boję się o niego. Beze mnie zginie.
— A… tego… chyba ma ojca? A może on też jest u nas?
— Dobrze by było! — zareagowała żywo zjawa. — Myślę, że przygotowaliście już dla niego miejsce!
Może i tak, skąd mogę wiedzieć? Muszę uważać, co mówię, ale z drugiej strony, przecież muszę coś odpowiadać! Spróbujmy zmienić temat…
— Widzi pani, problem polega na tym, że duch nie może długo istnieć w przestrzeni między światami. Wkrótce się pani „rozwieje” i dusza zostanie stracona dla wszechświata! Zróbmy tak… Pani określi, dokąd chce pójść, a ja się postaram, żeby w kolejce do reinkarnacji umieścili panią tak szybko, jak to tylko możliwe.
— Muszę zadbać o syna.
O rany kota…
— Myśli pani, że mu bez pani źle?
— Chłopcze, a tobie byłoby dobrze bez mamy?
Hmm… Nie patrzyłem na problem z tej strony… Faktycznie, nie byłoby mi lekko. Więcej, zupełnie by mi się to nie podobało. Może to dziwne, ale poczułem litość dla tej duszy. Litość to dla diabła dość niecodzienne uczucie. Gdybyśmy chcieli współczuć wszystkim duszom… Z drugiej strony, nikt jeszcze nie dowiódł, że ta kobieta jest grzesznikiem, a skoro tak, to litość jest jak najbardziej na miejscu… Zapętliłem się w tych sprzecznościach i popatrzyłem stropiony na zjawę. No i co ja mam teraz zrobić? Moje praktyczne zadanie wcale nie było takie proste, jak mi się początkowo wydawało…
— Czego pani chce?
— Chcę wychować syna. Dopilnować go.
Jasne…
— Nie mogę pilnować pani syna, tym zajmują się aniołowie stróże, pewnie już mu któregoś przydzielili…
— Pewnie czy na pewno?
Podrapałem się po głowie.
— Zrobimy tak. Jutro rano dowiem się wszystkiego, czego tylko można w różnych urzędach o dalszym losie pani rodziny, a potem przyjdę i wszystko opowiem. Dobrze?
— Dotrzymasz słowa?
Aż zasapałem urażony.
— Madame, niech mi pani wierzy, jestem równie zainteresowany szczęśliwym zakończeniem tej sprawy, co pani.
— Zapamiętam twoją obietnicę — zaszemrała pustka.
Pustka? Rozejrzałem się — zjawy nigdzie nie było. Splunąłem zirytowany. Rozumiem, przywiązanie, obowiązek… Ale o jakim przywiązaniu mowa, jeśli grozi ci zniknięcie z tego świata — i to na zawsze? Ludzie są jednakowo stuknięci i za życia, i po śmierci.
— Proszę mi chociaż powiedzieć, jak się pani nazywa! — krzyknąłem.
— Zoja — dobiegło z oddali.


Fragment udostępniony przez Wydawnictwo Fabryka Słów








Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2008-06-20 (1659 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej