Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Fins de siècle. Polowanie, Falangi czarnego porządku
 
Katalog - dodano
 Królestwo
- Jess Rothenberg
 Nasi przyjaciele z Frolixa 8
- Philip K. Dick
 Żółte ślepia
- Marcin Mortka
 Lanny
- Max Porter
 Pułapka Tesli (wyd.2)
- Andrzej Ziemiański
 
- skomentowano
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Rozdziobią nas Loki, wrony
- Kevin Hearne
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

Korund i salamandra - Ałła Gorelikowa

Z jednej strony


Podziemie...
Brązowa czasza z nigdy niegasnącym ogniem, siedlisko salamander, rzuca roztańczone błyski na kamienną podłogę i niewysokie podwyższenie. Ściany i powała giną w pomroce, lecz ciemność nie jest przytłaczająca. Przeciwnie, każdego mieszkańca podziemi ogarnia tutaj triumfalne wrażenie swobody. „Serce Podziemia” — tak nazywają od wieków takie pieczary, a każda z nich jest święta.
Serce Podziemia.
Starszy majster gnomów, krępy, o sękatych dłoniach z roztargnieniem poleruje ostrze noża. I bez tego błyszczy, lecz mistrz musi czymś zająć ręce, gdyż jest bardzo wzburzony.
— Serce Podziemia, Ogniu Niegasnący, w imię przepowiedzianych losów, niechaj spełni się tu i teraz!
Ludzka niewiasta, przyciskająca do piersi roczne dziecko, pogrążona jest w czarodziejskim transie i nie obawia się tego, co się dzieje. Uśmiecha się przez sen. Nie wolno jej budzić. Gdyby to nastąpiło, byłaby zdolna jedynie do bezsensownych lamentów. Kompletnie bezmyślna istota. Bardziej niż dzieciątko, które ciamka sennie na jej rękach. Książę, nadzieja całego Podziemia, i jego karmicielka.
Całkiem inna sprawa ze stojącym obok nich królewskim strażnikiem. Męski honor to sens jego istnienia. Ranny i spętany zaklęciem bezruchu, nie uważa siebie za pokonanego. I ma słuszność, ponieważ to nie jego słabość i poniżenie potrzebne są Podziemiu, lecz dobrowolna pomoc. Ochronne amulety może zdjąć z księcia tylko ludzka ręka.
— Pomóż nam, człowieku, a pomożesz sobie! Co za ironia — duma z goryczą starszy majster.
—Widzimy duszę kamienia i potrafimy objawić ją profanom za pomocą swojej roboty. Widzimy też dusze ludzi, lecz nie potrafimy z nimi nic zrobić. Ileż było prób dogadania się! Oni rozumieją nas tylko wtedy, kiedy sami tego chcą.
Czarodziej mamrocze pradawne frazy, wkładając w nie całą moc rozpaczy. Zaklęcie uległości, zaklęcie strachu, zaklęcie bezsiły, jedno za drugim czary gnomów oplatają młodego strażnika gęstą, dobrze widoczną dla doświadczonego oka pajęczyną. Boi się. Zobaczył bezdenną toń i nie wierzy w ratunek.
— Sam wybieraj swój los. Możesz pozostać tutaj, żywy lub prawie martwy, zależy, jak wypadnie. Możesz także powrócić do swego świata razem z księciem, który będzie miał nasze amulety zamiast ludzkich. Znajdziesz potem przypadkowo to, co wy, ludzie, nazywacie „skarbem gnomów”. Staniesz się bogaty i będziesz mógł rozkazywać innym. Jesteśmy gotowi dużo zapłacić za twą pomoc, człowieku. Bardzo dużo.
— Nie zdradzę swojego księcia.
— Wierz mi, człowieku, nie ma w tym żadnej zdrady. Uczynisz coś dobrego dla wszystkich. Dla ludzi i dla nas.
— Jakże nie ma zdrady? — Strażnik krzywi twarz w nieudanej parodii uśmiechu. — Czyż nie przeniknęliście potajemnie do komnaty księcia, nie pochwyciliście nas za pomocą czarów i nie obezwładniliście straży?
Boi się. Uważa, iż jeśli nawet pójdzie na ugodę, czekają go potem tortury, po których rzeczywiście może być prawie martwy. Oprócz strachu jest jeszcze żal, iż miał takiego pecha, że musiało mu się przytrafić coś takiego zaraz na początku życiowej kariery. Prawdziwego pecha! Jest jednak silny i mężny. Jakże zdobią cię twoje męstwo i honor, głupi królewski strażniku! Nawet ta bzdura, którą ludzie zwą wiernością wasala, przestaje wydawać się bzdurna, kiedy rozpala niezłomnym ogniem twoje szare oczy. Odsłoniliśmy twą duszę i jest ona piękna, jak najczystszy z drogocennych kamieni. I cóż? Lepiej nam z tym? Skoro nie chcesz nas zrozumieć...
— Uwierz, człowieku! Nie pragniemy zdobywać waszego świata, chcemy tylko ochronić własny. Twój król nie zdobył się, by nas wysłuchać w imię dobrosąsiedzkich stosunków, może więc zechce to uczynić z powodu syna i następcy. Nie życzymy niczego złego waszemu księciu. Naszych amuletów nie przenika czarna magia.
— Wolę, by moje dłonie przestały dźwigać broń niż miały dotknąć waszych amuletów!
Z piersi starszego majstra wyrywa się westchnienie bardziej podobne do jęku. Nóż za chwilę wypadnie z drżących palców. Serce Podziemia, Ogniu Niegasnący! Nawet czarodziej, do tej pory zdumiewająco spokojny podczas owej trudnej rozmowy, teraz prawie krzyczy:
— Dlaczego, człowieku?! Przecież i tobie zła nie życzyliśmy. Właśnie sam siebie przekląłeś i nikt ci już nie pomoże.
W oczach nieszczęsnego młodzieńca jest tyle bólu... Czarodziej ostrożnie, płynnie zdejmuje zaklęcia. Chrypi ostatkiem sił:
— Przepuśćcie pomoc. Dzisiaj przegraliśmy. Królewski strażnik pada powoli i bezwładnie z głuchym, przeciągłym jękiem do stóp kobiety pozostającej w czarodziejskim letargu. Śpiąca wciąż się uśmiecha. Śni o swoim małym kobiecym szczęściu. Majster gotów jest rzucić się i podtrzymać głupiego chłopaka, który tak nieostrożnie wyrzekł Słowo przy Niegasnącym Ogniu, w Sercu Podziemia.
Lecz pomoc już nadeszła. Młoda dzieweczka, bielsza od gipsowych lilii, z wystraszonymi, lecz jednak odważnymi oczami. I groźny król. Władca wymierza policzek śpiącej karmicielce, ta zaś budzi się i rozgląda w oszołomieniu, a jej dłonie mocno przyciskają do miękkich piersi małego księcia. Zbudzony malec głośno się śmieje.
Śmieje się! Starszego mistrza i cofającego się pod ochronę Stróża czarodzieja w tej samej chwili przenika otucha. Dobry znak! Dzisiaj przegrali, lecz jeszcze nie wszystko stracone.
— Idziemy, głupia! — Król jedną ręką podtrzymuje mamkę, drugą zaś pomaga dzieweczce podnieść z ziemi półprzytomnego strażnika. — Przebieraj nogami, dopóki się nie opamiętają!
— Podziemie was wypuszcza — szepcze czarodziej w ślad za uchodzącymi ludźmi. — Jaka szkoda, że nikt jeszcze nie wymyślił zaklęcia zrozumienia...
— Ech, oto, co warte są proroctwa — wzdycha majster, głaszcząc sękatymi paluchami rękojeść noża. — Przegraliśmy, więc cóż nam pozostaje? Rozpocząć wojnę?
— Książę jest jeszcze mały — odpowiada czarodziej. — Proroctwo nie oznaczyło terminu. Dopóki książę żyje, jest dla nas nadzieja. Zaczekamy, aż podrośnie...


Fragment udostępniony przez Wydawnictwo Fabryka Słów








Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2008-07-19 (1550 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej