Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Okrutne kłamstwo
 
Katalog - dodano
 Królestwo
- Jess Rothenberg
 Nasi przyjaciele z Frolixa 8
- Philip K. Dick
 Żółte ślepia
- Marcin Mortka
 Lanny
- Max Porter
 Pułapka Tesli (wyd.2)
- Andrzej Ziemiański
 
- skomentowano
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Rozdziobią nas Loki, wrony
- Kevin Hearne
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

Nekromeron - Wiktoria Ugriumowa, Oleg Ugriumow

O co poszło?



Każdy naród ma taką historię, na jaką wystarcza mu wyobraźni.
Maksym Zwonariow

Na zachodnich przedmieściach Bulli-Tolli znajdowała się obszerna rezydencja książąt kassaryjskich. Obszerna była do tego stopnia, że złośliwcy utrzymywali, iż to stolica Tyrongi przycupnęła na peryferiach ogromnej posiadłości. I choć Jego Wysokość Julein bardzo niechętnie przyznawał im rację, to przesady w tym twierdzeniu było doprawdy niewiele. Już choćby z tego powodu bardzo logiczna i sprawiedliwa była niechęć do dumnych właścicieli zamku Kassar. Ale obywatele Bulli-Tolli mieli znacznie bardziej ważki powód do wielowiekowej nieprzychylności: książęta kassaryjscy z dziada pradziada zajmowali się nekromancją.
W niepamiętnych czasach dwaj bracia, założyciele starożytnej dynastii Gahagunów — z których jeden był wielkim strategiem, a drugi nie mniej wielkim czarodziejem — objęli władzę w malutkiej, ubogiej Tyrondze i w krótkim czasie rozszerzyli oraz umocnili granice państwa. W dniu, kiedy przekazali władzę swoim synom i następcom, ich kraj uważany był chyba za największy, a na pewno najpotężniejszy w znanym świecie.
Co do świata, to z biegiem lat mapy geograficzne istotnie się zmieniały, na ich sporządzenie szło coraz to więcej papieru. W stołecznym Bulli-Tolli coraz częściej budowano wille dla zagranicznych ambasad, a Tyronga nieodmiennie pozostawała wpływowym i niezwyciężonym państwem, ponieważ za sterem kraju stawali zawsze nie tylko mądrzy politycy i szczęśliwi dowódcy, ale również sprytni magowie.
Obaj rządzący przez długi czas byli sobie równi, a w paradnej sali królewskiego pałacu wznosiły się dwa wspaniałe trony. Jeden — złoty, lwi — dla stratega a drugi — czarny, połyskujący brylantową rosą — dla czarnoksiężnika.
O co poszło, o co się starli w pewnym momencie dwaj krewniacy — historia nie wie. Natomiast jest rzeczą wiadomą, że najczęściej nie dają się podzielić po równo władza i pieniądze. I można by z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, że któryś z prapradziadków dzisiejszego króla Juleina, nazywanego przez lud Dobrodusznym, posprzeczał się na śmierć z prapradziadkiem obecnego księcia da Kassar. Czy poszło o dwa czy trzy worki złota, czy o prawo, którego dziś nikt już nie pamięta? A może o jedno jedyne spojrzenie jakiejś pięknej damy? Wiadomo przecież, że „wiele krwi, wiele pieśni leje się z powodu pięknych dam”. Tak czy inaczej, pogniewał się ów praprzodek tak bardzo, że dekapitował po prostu w sali tronowej złego brata, który nie spodziewał się zupełnie, że może go spotkać coś podobnego z ręki ukochanego krewniaka.
Legenda głosi, że zwycięzca królował samotnie dokładnie do północy.

Legenda — plotka posiadająca powagę właściwą czcigodnemu wiekowi.
Laurence Peter

A gdy zegar na Czarnej Wieży Gensena wybił dwanaście uderzeń, umrzyk powrócił do zamku, niosąc w ręku odciętą głowę. Wyraz twarzy tej głowy nie spodobał się strażnikom do tego stopnia, że pospiesznie salwowali się ucieczką, pozostawiwszy pałac bez dozoru. Powiadają, że mag przemaszerował do czarnego tronu i zasiadł na nim jak gdyby nigdy nic. Ale to jeszcze pół biedy. Cały problem w tym, że za nim przedarli się do pałacowych komnat stronnicy nieżywego współwładcy, zabijając każdego, kto wszedł im w drogę. Tak więc rano kraj miał już dwóch martwych monarchów, przy czym martwych umownie. Albowiem swojego brata zabójcę zabity mag niezwłocznie ożywił, aby dokończyć z nim spór jak równy z równym.
Z wielkim trudem udało się spadkobiercom zaciągnąć niemogących się uspokoić tatków do rodzinnego grobowca i tam zamurować ich, aby doczekali lepszych czasów. Następnie, by przywrócić pokój i ład, do stolicy wprowadzono wojska, ale biedna armia podzieliła się na pół, zatem waśń rozgorzała z nową siłą.
Jednym słowem, zaczął się czas zamieszek.
Przez jedno czy dwa pokolenia władcy Tyrongi byli bez reszty zajęci załatwianiem rodzinnych sporów. Mówi się, że były to straszliwe czasy, kiedy z niebios sypały się zimne i śliskie żaby, wprawiając w panikę przechodniów i doprowadzając do czkawki damy dworu, kiedy nietoperze i sowy bez lęku fruwały nad miastem nawet w świetle dnia, a pogrzeby stały się czymś potwornym, albowiem należało zdobyć koszmarne ilości zaświadczeń, kwitów i zezwoleń. Następnie monarcha obłożył rodzinę krewniaka nekromanty dodatkowym podatkiem na cmentarze i na wyroby z kości i kamienia, a krewniak nekromanta nałożył na króla dodatkowe zaklęcie, z którego to powodu ówczesna jego potęga skończyła się w jednej chwili. Potomek monarchy wyciął większą część rodziny wujowej, ale podatek jednak wycofał, a pozostały przy życiu potomek maga z kolei obiecał pozostawić wszystko w dotychczasowym stanie i nie mścić się na kuzynie, tym bardziej że jemu samemu też nieźle dokuczyli szaleni przodkowie.
Ustanowiono zatem chwiejny pokój, a wrogie armie śpieszące ku granicom kraju, by wziąć udział w podziale ziem i złota, zawróciły rozczarowane.
Od tej chwili niemal wszyscy królewscy krewniacy nekromanci spędzali większą część życia w podróżach albo doskonalili swoje mistrzostwo u zagranicznych nauczycieli. Do Tyrongi wjazdu im nie wzbraniano, ale też i niezbyt chętnie na to zezwalano. W efekcie pod nieobecność gospodarzy ich zamki i posiadłości stopniowo pogrążały się w ruinie.
Zamek Kassar też opustoszał dawno temu i uważano, że tylko ciekawski wiatr hula po jego korytarzach. Krążyły co prawda również uporczywe słuchy o tym, że książęca majętność, może i pokryta grubą warstwą kurzu, zachowała się w całości, i dlatego dość często zakradali się do twierdzy miłośnicy łatwego zarobku. Co się z nimi działo podczas tych wypraw, nie wiedział nikt, ale o wzbogaconych kosztem nekromantów nikt nie słyszał, nawet się o tym nie plotkowało, a losami takich zuchwalców lepiej było się nie interesować. Jakby ich w ogóle nie było.
Tylko światek przestępczy stolicy pewnego razu został poruszony wiadomością o zniknięciu niekoronowanego króla złodziei — Segugi Złote Palce, który założył się z koleżkami o dwieście monet, że przyniesie przed świtem jakikolwiek drobiazg z sadyby książąt da Kassar.

Ma taki niezwykły zawód: znajduje przedmioty, jeszcze zanim właściciele zdążą je zgubić.
Frank Garson


Fragment udostępniony przez Wydawnictwo Fabryka Słów








Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2008-07-20 (1555 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej