Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Bezcenny
 
Katalog - dodano
 Dystrykt Warszawa
- Rafał Babraj
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Diabeł wcielony
- Donald Ray Pollock
 Ale z naszymi umarłymi
- Jacek Dehnel
 Jednookie walety
- antologia
 
- skomentowano
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 Magia niszczy
- Ilona Andrews
 Harda horda
- antologia
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

Wojny prowokują nieudacznicy - Wadim Panow

Zamek, kwatera sztabu, 20 lipca, wtorek


Z przeciwnej strony rolls-royce’a ukazał się równie wysoki, chuderlawy mężczyzna w świetnie skrojonym garniturze i drogim krawacie. Ogarnął obecnych uważnym spojrzeniem czarnych, głęboko osadzonych oczu, lekkim ruchem poprawił doskonale ułożone włosy. Potem szybko obszedł limuzynę, by zająć miejsce za plecami towarzysza. Przez tłum przeleciał nieprzychylny szmer. Tego Nawa, Santiago, komisarza Ciemnego Dworu, bardzo w Zamku nie lubiano. Był karzącą ręką swojego księcia, niejeden galon rycerskiej krwi przelano za jego przyczyną.
Odczekawszy chwilę, Franz de Geir skłonił się lekko.
— Wielki mistrz oczekuje posłów Ciemnego Dworu.
Wyposażenie Zamku aż do najmniejszych szczegółów odpowiadało gustom jego mieszkańców: grube kamienne mury, sklepione sufity, masywne drewniane meble, porozwieszane na ścianach broń i gobeliny... Nie brakowało niczego, może jedynie szczekania psów i rżenia koni. Lampy ścienne stylizowane były na pochodnie, co dodatkowo podkreślało różnicę między zewnętrznym, nowoczesnym wyglądem budynku a wystrojem wnętrz.
Wszedłszy na trzecie piętro, goście wraz z towarzyszącymi im gospodarzami znaleźli się w wielkim, jasno oświetlonym pomieszczeniu ozdobionym licznymi marmurowymi płaskorzeźbami. Cudowie szczycili się swoją historią aż do przesady, przez co osoby odwiedzające salę tronową zmuszone były zachwycać się dawno już zapomnianymi przewagami sławnych rycerzy. Między kamiennymi obrazami znajdowały się tarcze z herbami wszystkich lóż Wielkiego Domu, w tym także tych, o których pamięć wywietrzała nawet z rudych głów samych Cudów. Największa, na której uwieczniono stojącego dęba jednorożca, wisiała nad tronem. Właśnie tutaj oczekiwał gości pogrążony w bezruchu brodacz w koronie ozdobionej wielkimi rubinami, Leonard de Saint-Care, wielki mistrz Zakonu i przełożony wszystkich jego dostojników.
Masywną sylwetkę władcy Wielkiego Domu Cudei okrywał purpurowy płaszcz podbity gronostajem.
W prawej ręce Leonard trzymał złote berło, a lewą opierał się na ciężkim dwuręcznym mieczu. Dookoła tronu, po dwóch z każdej strony, zajęli miejsca mistrzowie lóż, a pod ścianami przywódcy loży Mistrzów, najznamienitsi magowie Zakonu. Tak samo, jak i wielki mistrz, Cudowie ubrani byli w zwyczajowe stroje: płaszcze, kamizele, pasy z ogromnymi sprzączkami. Uzbrojenie stanowiły ceremonialne kindżały. Na tle takich wspaniałości ubiór Santiaga wydawał się zupełnie nie na miejscu, ale komisarza na pewno nie mogło to wprawić w zakłopotanie.
— Radca Ciemnego Dworu! — oznajmił Franz de Geir i zatrzasnął ciężkie, dębowe drzwi.
Nawowie niespiesznie zbliżyli się do tronu, żeby złożyć pokłon.
— Mój władca, książę Ciemnego Dworu, życzy ci zdrowia, wielki mistrzu oraz wszelkich błogosławieństw dla Wielkiego Domu Cudei.
Głos dochodzący spod kaptura brzmiał głucho i nieco ochryple.
— Dzięki. — Kiwnął głową de Saint-Care. — Ale jakoś nie wierzę, żebyście prosili o audiencję tylko po to, by życzyć mi zdrowia. Co was sprowadza?
Rycerze byli dumni z umiejętności dotykania sedna spraw bez owijania w bawełnę. Poseł Ciemnego Dworu milczał przez chwilę.
— Dwa dni temu książę odwiedził Wyrocznię Degunińską, bowiem znaki, jakie ukazały się w Zwierciadle Nawi, wymagały szczegółowej interpretacji.
Wśród Cudów przebiegł szept zdumienia. Władca Ciemnego Dworu niesłychanie rzadko potrzebował jakichkolwiek rad z zewnątrz.
— I co odpowiedziała Wyrocznia? — zainteresował się wielki mistrz.
— Najpierw wyjaśnię, co w ogóle skłoniło księcia, by jechać do Degunina. Przyczyną było naruszenie równowagi w Tajnym Mieście. Poziom energii magicznej w Źródłach stał się niestabilny. Mój władca przypuszcza, że także to odczułeś.
De Saint-Care powoli pokiwał głową.
— Pamiętajmy jednak, że powierzchnia wody zawsze lekko faluje. Poziom energii nigdy nie był zupełnie niezmienny, a maleńka zmarszczka to jeszcze nie burza.
— Burza przychodzi nagle i biada temu, kto nie zachowa czujności.
— Książę ma ochotę wypróbować gotowość Zakonu? — Krzaczaste brwi władcy zbiegły się u nasady nosa.
Rycerze zaszemrali groźnie. Ostatnim razem, żeby uciszyć rozzuchwalonych Nawów, Cudei i Zielony Dom musieli wtargnąć z dwóch stron w sektor Ciemnego Dworu. Okrążeni Nawowie usiedli wprawdzie do rozmów, ale wielu przypuszczało, że wcale nie uczynili tego ze strachu, lecz mając na uwadze jakieś swoje trudne do odgadnięcia interesy.
— Waszą gotowość wypróbują inni. — Radca Ciemnego Dworu nie zwracał uwagi na zadzierzystych wojowników. — W Tajnym Mieście pojawił się bardzo silny czarnoksiężnik, który zagraża wszystkim Wielkim Domom.
— Wziął się z powietrza? — spytał uszczypliwie wielki mistrz.
— Jego przybycia oczekiwano.
— A kto to jest? — De Saint-Care spojrzał z uśmieszkiem na zgromadzonych. — Aż taki niebezpieczny, że zlękli się go twardzi Nawowie?
Rycerze roześmieli się.
— Znamy tylko jego imię: Lubomir.
— Lubomir — powtórzył władca. — To jakiś Lud? A może Czeł?
Czeł-czarownik! Rycerze ochoczo podchwycili żart, po sali przeleciał lekki śmiech.
— Lud. — Jeżeli posła Ciemnego Dworu drażniło zachowanie Cudów, nie dawał tego po sobie poznać.
— W Zielonym Domu jedynie kobiety posiadają zdolności magiczne — odparł wielki mistrz. — To wiedzą nawet dzieci.
— Niemniej fakt pozostaje faktem, że pojawił się czarnoksiężnik z rodziny Ludów — spokojnie odpowiedział Naw. — Co prawda został wygnany z Zielonego Domu i działa teraz samodzielnie...
— A co może czarnoksiężnik, którego wyrzucili ziomkowie? — nie wytrzymał Antoine de Coullier, mistrz loży Smoków. — Bez należytego wsparcia, bez dostępu do ksiąg i źródła energii pozostaje mu tylko wróżyć z ręki albo zająć się ogrodnictwem.
— Należyte wsparcie otrzymał w dzieciństwie, kiedy jego wykształceniem zajmowały się najlepsze kapłanki — wyjaśnił gość suchym tonem — to po pierwsze. A po drugie, biorąc pod uwagę jego możliwości, przeniknięcie do dowolnej biblioteki nie stanowi dlań najmniejszego problemu. Nawiasem mówiąc, chwilowo zablokowaliśmy nasz księgozbiór i wam radzimy uczynić to samo. A jeśli chodzi o dostęp do energii to, według naszych ocen, Lubomir kontroluje w pełni Źródło Zielonego Domu, Studnię Deszczów, czerpiąc z niej tyle, ile mu potrzeba.
— To niemożliwe! — wykrzyknął Nelson Bard, mistrz loży Mieczy. — Tylko kapłanki mogą się zbliżyć do Źródła!
— Mężczyzna Lud, obdarzony magicznymi zdolnościami i posiadający dostęp do Studni Deszczów... — powiedział przeciągle de Saint-Care, nie zwracając uwagi na najmłodszego mistrza Zakonu. — Czyżby to był Zwiastun?
— Uważamy, że tak. Zwierciadło Nawi, Wyrocznia Degunińska i nasi analitycy doszli do tego samego wniosku. Przepowiednia królowej Izary spełniła się i Zwiastun przybył. Takie wzmocnienie sił Ludów groziło wielką wojną między Wielkimi Domami. W sali zapadła cisza.
— Dlaczego w takim razie Zielony Dom go nie chce?
— Uważamy, że królowa Wszesława postanowiła utrzymać się przy władzy, a w tym celu musiała podjąć próbę zgładzenia Zwiastuna, który w porę zdołał zbiec.
— Mógł przecież ujawnić się i strącić ją z tronu.
— Nie wiemy, co zaszło w Zielonym Domu, nie wiemy też, co się roi w głowie tego wyrodka — poseł westchnął.
— Jak dotąd, wiadomo tylko tyle, że Zwiastun urodził się, ale Ludami ciągle rządzi królowa.
— Tym bardziej — wyrwał się znowu Bard — jeśli został wygnany, to znaczy, że przestał być niebezpieczny.
— Zwiastun przyszedł, żeby zburzyć istniejący porządek i objąć władzę nad całym światem. Wygnany czy nie, będzie chciał dopiąć swego, bo właśnie to jest jego przeznaczeniem. Stanowi realne zagrożenie dla wszystkich Wielkich Domów, a w pierwszej kolejności dla Domu Cudei.
— Dlaczego właśnie dla nas?
Poseł wzruszył ramionami:
— Żeby opanować i ujarzmić Wielki Dom należy najpierw pozbawić go Źródła. Wiecie to tak samo dobrze, jak ja. Zwiastun kontroluje już Studnię Deszczów, a to znaczy, że jego następnym celem będzie Amulet Kartaginy, Źródło Zakonu.
Naw miał bez wątpienia rację. Rozsądny przeciwnik nie będzie się rozdrabniał na małe potyczki, ale uderzy w samo serce, zamieni bojowych magów w bezwolne kukły, wykluczając Wielki Dom z udziału w wojnie. Nikt nie wiedział tylko, skąd naprawdę czerpie energię Ciemny Dwór. To była jedna z największych tajemnic Nawów.
— Wy widać wierzycie całkowicie w swoje bezpieczeństwo — burknął wielki mistrz.
— Nie. Przecież w takiej sytuacji nie byłoby nas dzisiaj w tym miejscu — odpowiedział chłodno gość. — Jeśli Zwiastunowi uda się przejąć Amulet Kartaginy, dalszy rozwój wypadków stanie się trudny do przewidzenia. Nie chcemy do tego dopuścić.
— Nie wątpię.
Władca Zakonu w zamyśleniu odłożył berło, oparł się obiema rękami na mieczu. Wszyscy zrozumieli, że Nawowie powinni przejść teraz do meritum sprawy, jednak de Saint-Care świadomie odwlekał ten moment.
— Dobrze. Jeśli wszystko, co powiedziałeś jest prawdą i Zwiastun rzeczywiście przybył, przejął kontrolę nad Studnią Deszczów, planuje zdobyć nasz Amulet, a także prawdą jest to, że to największy mag, jaki pojawił się w Tajnym Mieście przez ostatnie osiem tysięcy lat, nawet jeśli to wszystko prawda, tak czy inaczej sam sobie ze wszystkimi nie poradzi. Wszyscy chyba zdajemy sobie z tego sprawę.
— Ma pomocników — Naw odpowiedział na pytanie kryjące się za słowami władcy.
— Kogo?
— Czerwone Czapki.
Rycerze znów się roześmieli. Czerwone Czapki?
Zbieranina z przedmieść, banda wyrzutków, u których mogą znaleźć schronienie różni mieszańcy i odszczepieńcy? W hierarchii Tajnego Miasta zajmowali jedno z najpośledniejszych miejsc: tuż przed Osami-szczurołapami i skrzydlatymi hermafrodytami.„Lepszą” kompanię pomocników do podboju świata trudno było sobie wyobrazić.
— Czy jest możliwe, żeby najął Czełów? — spytał Bard.
— Czerwone Czapki pragną wypłynąć za wszelką cenę — odparł radca mentorskim tonem. — Od dawna czują się pokrzywdzeni i odsunięci, nie należy ich nie doceniać.
— Słabeusze!
— Ale za to bardzo liczni słabeusze. A jeśli ich poprowadzi doświadczony czarnoksiężnik, który nie ma problemów z pozyskaniem energii...
— Rozniesiemy dzikusów na strzępy!
— Czerwone Czapki — poniósł się po sali potężny głos wielkiego mistrza — to pył pod naszymi stopami, niegodny, by wspominać o nim w murach Zamku. Jeśli Zwiastun związał się z nimi, zawiedzie się srodze. Nawet najlepszy sztukmistrz nie zamieni tej bandy w porządną armię.
Cudowie zaszemrali z aprobatą, doceniając żart przywódcy. Odczekawszy aż ucichną, starzec kontynuował:
— Teraz wysłuchamy propozycji księcia.
Oczy obecnych zwróciły się ku radcy.
— Mój władca, książę Ciemnego Dworu, prosi, abyście z całą powagą podeszli do przekazanych wam wiadomości. Tajne Miasto znalazło się w obliczu zagrożenia, które możemy odsunąć jedynie działając razem. — Naw milczał przez chwilę. — Kniaź proponuje przewieźć Amulet Kartaginy do naszej Cytadeli.
Wybuch śmiechu zagłuszył ostatnie słowa posła. Śmiali się wszyscy — mistrzowie, zwykli rycerze, a nawet siedzący na tronie władca.
— To jest tak śmieszne — wykrztusił de Saint-Care, ocierając łzy — że nie będziemy zwracać uwagi na obraźliwy kontekst twojej wypowiedzi, Nawie. Masz jeszcze coś do powiedzenia?
— Tak. — Radca Ciemnego Dworu był niewzruszony. — Amulet znajdzie się w Cytadeli pod bezpośrednią ochroną waszych rycerzy. Będą dopuszczeni do siedziby sztabu Ciemnego Dworu w takiej liczbie, w jakiej zechcecie. My bierzemy na siebie zabezpieczenie całego terenu i przypuszczamy, że Lubomir nie zaryzykuje ataku na naszą warownię. Amulet jest mu bardzo potrzebny i zabierze go z waszej siedziby. Tak orzekła Wyrocznia.
Cudowie popatrywali na siebie z niedowierzaniem: oddać Amulet? I to z powodu jakiegoś tam kuglarza?
— Skarb jest chroniony w Zamku i pozostanie tutaj na zawsze. Umiemy zadbać o nasze dobra! — Rozgniewany głos wielkiego mistrza nie pozostawiał wątpliwości, że to ostateczna decyzja.
Niespodziewanie dla wszystkich de Saint-Care zwrócił się do drugiego posła, stojącego za plecami radcy.
— A ty chcesz coś powiedzieć, Santiago?
Wszyscy z wyjątkiem radcy obrócili się w stronę komisarza Ciemnego Dworu. Ten uśmiechnął się lekko.
— Jestem rozczarowany, ale nie zaskoczony. Prawdę mówiąc, spodziewałem się właśnie takiej odpowiedzi. Ale zawsze mamy z tej wizyty jakąś korzyść, bo przynajmniej zostaliście uprzedzeni. Za mojej pamięci nikt nie wzbraniał się przyjąć pomocy oferowanej przez Nawów. I nikt nie pogardził radami kniazia. Jesteście pierwsi, de Saint-Care. Wszystko, co stanie się dalej, obciąży wasze sumienie.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2008-10-07 (1496 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej