Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Patronujemy
 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Starcraft 2: Punkt krytyczny
 
Katalog - dodano
 Piękna krew
- Lucius Shepard
 Immersja
- Erick Pol
 Jadowity miecz
- Rafał Dębski
 Zabójcze maszyny
- Philip Reeve
 Ostatnie konklawe
- Marcin Wolski
 
- skomentowano
 Artefakt
- Maggie Furey
 Zamęt Nocy
- Patricia Briggs
 Toń
- Marta Kisiel
 Sztylet ślubny
- Aleksandra Ruda
 Marzyciel
- Laini Taylor
 

Wywiad z Ewą Białołęcką



 Rozmowa z Ewą Białołęcką, autorką (m.in.) książki „Wiedźma.com.pl”

FB: Witam serdecznie i dziękuję, że zgodziła się Pani ze mną porozmawiać. Pamięta Pani pierwszą książkę, która się Pani spodobała? Jeśli tak, to co to było?


E.B.: Zamierzchłe czasy, kiedy jeszcze nie znałam całego alfabetu i czytać musiała mi mama. To był „Puch, kot nad koty” Jana Grabowskiego z genialnymi ilustracjami Rozwadowskiego (facet pięknie umiał malować zwierzęta). Od tamtej pory kocham koty. W stronę fantastyki skierowała mnie „Cyberiada”, a ugruntował Petecki, z jego serią książek SF dla młodzieży, już nie wznawianą, niestety. No i jestem gdzie jestem.

FB: Kiedy zdała sobie Pani sprawę, że chce się zająć pisaniem i jak wyglądały początki?


E.B.: Przez całe lata próby pisarskie traktowałam jak rozrywkę i było to typowe pensjonarskie bazgranie, z tą różnicą, że w kulawy sposób usiłowałam pisać science fiction. Przełom nastąpił po lekturze „Świata czarownic”, to było coś zupełnie innego niż historie, które trafiały do mych rąk do tej pory. Zachłysnęłam się możliwościami, jakie dawała fantasy i w parę lat później powstała pierwsza wersja powiadania „Smok”.

FB: Czy od początku była Pani nastawiona na fantastykę? A może próbowała Pani swoich sił w innych gatunkach? Z jakim efektem?


E.B. Od samego początku, nawet jak miałam dziesięć lat, już w moich wytworach roiło się od kosmonautów i robotów. Może to efekt oglądania ramoty pt. „Space 1999”. Jak widać po „Wiedźmie”, próbowałam napisać kryminał – wyszło jak wyszło, znów elementy fantasy wyłażą przez wszystkie szpary, ale efekt akurat był zamierzony. Po dokonaniu rachunku sumienia, wygląda na to, że jedynymi tekstami pozbawionymi elementów fantastycznych są dwa króciutkie opowiadanka napisane na zamówienie pisma „Miś”. Jedno okołoświąteczne i jedno o jaskółkach.

FB: Co pociąga Panią, jako kobietę, w fantastyce?


E.B.: Jako kobietę – nic. Jako czytelnika – prawie nieograniczone możliwości kreowania światów, postaci i elementów fabuły.

FB: Poza pisaniem zajmuje się Pani również tworzeniem witraży przedstawiających smoki. Skąd wzięła się u Pani słabość do tych stworów? Który autor, Pani zdaniem, opisał je w najtrafniejszy sposób?


E.B.: Słabość już mi przeszła, nie kupię książki tylko dlatego, że występuje w niej smok. Ostatnio skłaniam się raczej ku historiom detektywistycznym. Fantasy w postaci tradycyjnej nudzi mnie już śmiertelnie. No ileż razy można szukać magicznego artefaktu? Poza smokami Anne McCaffrey, do których wciąż czuję sentyment, podobają mi się smoczki Pratchetta. Kojarzą mi się trochę z łuskowatymi psami.

FB: Gdyby odkryła Pani, że posiada moc, jak Reszka z „wiedźmy.com.pl”, co byłoby pierwszą rzeczą, którą by Pani zrobiła?


E.B.: Sprowadziłabym ciężką chrypę na ludzi rzucających mięsem w miejscach publicznych. I reumatyzm na graficiarzy.

FB: Poza pewną „mężnością” Reszka odznaczała się nieuleczalną słabością do własnego laptopa. Czuje się Pani uzależniona od Internetu?


E.B.: Trochę. Co prawda mogę wytrzymać bez Internetu kilka dni, ale po okresie abstynencji zaraz nadrabiam. Sieć to dla mnie okno na świat, źródło informacji i narzędzie pracy. Korzystam z niego na bieżąco przy pisaniu.

FB: Zajmuje się Pani pisaniem fanfików osadzonych w świecie Harry’ego Pottera. Dlaczego z perspektywy Slytherinu? Chodzi o słabość do gadów, czy może do czarnych charakterów?


E.B.: Już się nie zajmuję. Rozpoczęte „Koła czasu” już chyba nie zostaną skończone, jakoś straciłam do tego tekstu serce (ale nigdy nie mówię nigdy). Jakby nie było, zajmowałam się fanfikami parę lat, nie można tego robić wiecznie. Jednym z pierwszych ff jakie przeczytałam, były sławne w potterowych kręgach „Szczęśliwe dni w piekle”, straszliwy, pełen emocji angst. Zainteresowałam się postacią Snape’a w interpretacji Enahmy i szybko doszłam do wniosku, że stwarza spore możliwości. A że zawsze lubiłam elementy komedii, powstało „Trick or treat”, a potem kolejne części Slytherinady. Słabość do czarnych charakterów? Nie, nigdy na przykład nie podobał mi się Voldemort i nie czułam pociągu do Lucjusza Malfoya – nie jestem przecież nastolatką. Natomiast sama psychoanaliza Toma Riddle jako ślicznego klasycznego psychopaty byłaby ciekawa, gdyby Rowling jej dokonała. Cóż, nie chciała jej zrobić, lub nie mogła. Szkoda. Można się tylko pocieszać, że są fanfiki dla dorosłych, gdzie coś takiego się znajdzie. Czytelniczki w rzeczywistości nie przepadają za postaciami Złych, wolą osobę zagubioną, tragiczną, tak zwanego cavalier fatale – a w tym przedziale mieści się zarówno Hannibal Lecter, Boromir, jak i Zwycięski Promień Świtu.

FB: Przeczytała Pani ostatni tom sagi Rowling? Spodobało się Pani zakończenie? Jeśli nie, co by Pani zmieniła?


E.B.: Oczywiście, przeczytałam. Mnóstwo ludzi uważa, że epilog HP7 jest kiczowaty i przesłodzony. Mnie to nie przeszkadza. Finał typu „zwyciężyli, a potem było jeszcze gorzej” byłby znacznie mniej strawny. Wizja Harry’ego Pottera dwadzieścia lat później jako rozwiedzionego alkoholika może i jest realistyczna, ale na Merlina, wcale nie bardziej niż wersja szczęśliwy mąż i ojciec. Okażmy trochę litości. Strasznie nie lubię przesadnego gnębienia bohaterów, zawsze wtedy podejrzewam autora o ukryte skłonności sadystyczne.

FB: Czy jest jakiś temat, o którym zawsze chciała Pani napisać, ale kompletnie Pani nie idzie? Jeśli tak, to co to takiego?


E.B.: Sceny erotyczne. Jakoś tam sobie radzę, ale napisanie erotyka, takiego z krwi i kości, przekracza moje możliwości. Akt płciowy, obserwowany z boku, jest tak niewypowiedzianie śmieszny, że niezależnie od chęci najczęściej wychodzi mi z tego parodia.

FB: Każdy pisarz ma jakąś swoją metodę na chwytanie pomysłów na kolejne dzieło. Jak to wygląda u Pani?


E.B.: Pomysły przychodzą w najbardziej nieoczekiwanych momentach – na cudzym spotkaniu autorskim, w pizzerii albo podczas zmywania – i nic na to nie można poradzić. Po prostu noszę ze sobą notes.

FB: Jak często zasiada Pani do pisania i co robi, kiedy pojawia się „writer’s block”?


E.B.: Nieregularnie. Czasem codziennie po parę godzin – zwykle wieczorem i w nocy, kiedy jest mało czynników rozpraszających. A czasem mam dołek i nie robię nic. Trudno jest przezwyciężyć blokadę pisarską, nie ma na to jednolitej metody, bo na każdego działa coś innego. Można próbować pisania z podkładem muzycznym, można ćwiczyć jogę, zwiedzać wystawy malarstwa albo spacerować po lesie. Albo łykać witaminy - każda metoda jest dobra. Niezłym pomysłem jest zapisanie się do konkursu amatorskiego pisania typu „wyzwanie”, bo wtedy już naprawdę musisz coś napisać, choćby najbardziej wymęczone trzy stronice, inaczej stracisz twarz i honor. A jak już się zacznie pisanie, to jakoś idzie dalej, wpada się w rytm i blok powoli puszcza.

FB: Ma Pani może jakąś radę dla tych, którzy piszą do szuflady, żeby ułatwić im start?


E.B.: Rzućcie to i zostańcie hydraulikami, zarobicie znacznie więcej. A tak serio, to najlepiej zarejestrować się na dobrym forum literackim np. Forum Fahrenheita, gdzie są prowadzone warsztaty i gdzie można znaleźć konkretne wskazówki dotyczące techniki pisarskiej. Broń Boże, nie prowadzić bloga z powieścią tasiemcem, zbierając „komcie” – owszem, będzie grono wielbicieli, zachwyty nad najbardziej szitowatym rozdziałem, domyziane ego, ale w ten sposób niczego nie można się nauczyć.

FB: Pracuje Pani teraz nad czymś? Jeśli nie, to jakie ma Pani plany na przyszłość?


E.B.: Wczoraj w nocy skończyłam opowiadanie inspirowane „Wielkim skokiem na pociąg”. Dziwnym zbiegiem okoliczności, kiedy dobijałam do finału, na drugiej półkuli umierał Michael Crichton. Mam zamiar poświęcić ten utwór jego pamięci. Poza tym szykuje się powoli drugi tom przygód Reszki, no i wciąż mam na sumieniu „Czas złych baśni”. Planów jest sporo. Kiedy już myślę „brak mi pomysłów” zza zakrętu pojawia się kolejny, co jest dość pocieszające. Poza pisaniem zajmuję się też redagowaniem cudzych książek, więc pracy nigdy mi nie brakuje.

FB: Dziękuję serdecznie za rozmowę i życzę dalszych sukcesów, bo dla nas oznaczają one dobrą lekturę :)



Z Ewą Białołęcką rozmawiała Agnieszka Mazur









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2008-11-06 (2144 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej