Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Patronujemy
 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Wieczny dwór
 
Katalog - dodano
 Fandom
- Anna Day
 Przebudzenie Lewiatana
- James S. A. Corey
 Przepaść
- Michelle Paver
 Spętani przeznaczeniem
- Veronica Roth
 Wyklucie
- Ezekiel Boone
 
- skomentowano
 Marzyciel
- Laini Taylor
 Idiota skończony
- Antologia
 Plus/minus
- Olga Gromyko
 Plus/minus
- Olga Gromyko
 Zapisane w kartach
- Anne Bishop
 

Rozmowa z Jakubem Małeckim

Autorem „Błędów” i „Przemytnika cudu”


 FB: Na początku oczywiście witam serdecznie i dziękuję, że znalazłeś czas, żeby ze mną porozmawiać. Pierwsze pytanie będzie z serii irytujących i oklepanych, ale muszę je zadać, bo nurtuje. Z autora publikującego opowiadania na łamach gazet w ciągu zaledwie dwóch lat przerodziłeś się w płodnego (już dwie powieści!) pisarza. Jak to zrobiłeś?

J.M.: Przede wszystkim, to są dość krótkie powieści: dwieście stron z kawałkiem, marginesy na pół strony, czcionka dla ślepych itp. A tak naprawdę to oprócz wydanych dwóch, mam na komputerze jeszcze dwie inne – nie próbuję ich jednak wydawać, bo są naprawdę kiepskie.
Nie piszę w sumie jakoś bardzo dużo, średnio to wychodzi może z pół strony dziennie, czasem strona czy więcej. Pewnie to raczej kwestia uporu i regularności – żeby faktycznie te pół strony dziennie napisać. Z reguły staram się pracować systematycznie i jak coś piszę, to mi to siedzi w głowie przez cały dzień. Więc tak po prostu wyszło.

FB: Kiedy zdążyłeś to wszystko napisać jednocześnie pracując w zawodzie? Miałeś „Błędy” w zanadrzu?

J.M: „Błędy” w dużej części napisałem w pracy. Były szef jakby to czytał, to by mnie pewnie zatłukł, ale taka prawda. W sumie to był jeden z moich pierwszych większych tekstów i może tak to jest, że to z człowieka wyłazi w trochę niekontrolowany, chaotyczny sposób, a z drugiej strony w pracy się bardzo wkurzałem i pisanie „Błędów” trochę mi pomagało – może gdybym nie pracował wtedy i nie był taki zły, to bym nic w ogóle nie napisał?

FB: Jak wyglądała Twoja kariera literacka przed „Błędami”? Dużo tekstów zdążyło wylądować w szufladzie? Dobijałeś się wcześniej do innych wydawnictw?

J.M: Przed debiutem wysłałem parę opowiadań do czasopism i, dzięki Bogu, nikt tego nie wydał. Do wydawnictw się nie dobijałem. Miałem akurat fuksa – wysłałem „Opowieść oszusta” na konkurs dotyczący opowiadań grozy organizowany przez Red Horse, komuś tam się spodobało i dostałem propozycję, że jak będę miał coś dłuższego, to mam wysłać. Wysłałem i wydali mi książkę.

FB: Od jak dawna czujesz się pisarzem i czy wcześniej świtała Ci myśl, żeby się tym zająć? Od początku w planach były horrory?

J.M.: Absolutnie nie czuję się pisarzem. Dostrzegam, jak bardzo moje teksty są słabe – nie potrafiłbym powiedzieć o sobie: „pisarz” wiedząc, że robię to na razie tak kiepsko. To tak, jakbym się tytułował kulturystą tylko dlatego, że kiedyś trzymałem sztangę w łapach.
Mam natomiast nadzieję, że z każdym tekstem będę się trochę polepszał i może kiedyś będę o sobie mógł pomyśleć jako o pisarzu.
Nigdy nie świtało mi, żeby się zająć pisaniem. Zawsze czytałem sporo, ale jeszcze 3 lata temu, gdyby mi ktoś powiedział, że wydam jakąś książkę, to bym mu się kazał popukać w czoło. Co do samych horrorów, to jakoś tak wyszło – nie było pisanie grozy jakimś moim twardym założeniem. Zresztą, teraz już horrorów jako takich nie piszę – w tej chwili trochę bardziej mnie ciągnie w stronę rzeczy obyczajowych niż flaków na ścianach.

FB: „Błędy” spotkały się z ciepłym przyjęciem krytyków, ale kilka razy pojawił się zarzut o podobieństwo do „Mistrza i Małgorzaty”. Jak się do niego ustosunkowujesz? Widzisz te wspólne elementy? Czy to był zamierzony efekt?

J.M.: Wspólne elementy widzę i przyznaję, że jest to ewidentna wada książki. „Mistrza i Małgorzatę” czytałem, więc się nie wyprę – pewnie jakoś to we mnie zostało i nieświadomie się tym podparłem.

FB: Kilka początkowych rozdziałów „Błędów” było pierwotnie osobnymi opowiadaniami. Wyczytałam, że połączyłeś je w całość pod wpływem sugestii wydawnictwa. Uważasz, że to była dobra decyzja?

J.M.: Nie, uważam, że to była zła decyzja. Ja lubię czytać rzeczy całościowo spójne i – mimo, że „Błędy” w efekcie chyba tu się w miarę bronią – wolałbym wydać samą dwustustronicową powieść bez opowiadań. Czy opowieść ma piętnaście stron, czy tysiąc, dobrze jeśli jest od początku pisana z takim a nie innym zamierzeniem. W Polsce niestety nałogowo wydaje się jakieś kombinowane pseudo-powieści i naciągane antologie. Opowiadania, które niczym się ze sobą nie wiążą wydaje się w tomiku i heja. Ja tego osobiście nie lubię, dlatego pomysł połączenia opowiadań z powieścią mnie samemu się nie podobał.

FB: Zarówno w „Błędach” jak i świeżutkim „Przemytniku cudu” pojawiają się wątki religijne. Jesteś wierzący, czy może to taki ateistyczny lęk przed nieznanym?

J.M.: Jestem wierzący. Akurat obecność takich wątków w moich książkach mnie cieszy.

FB: W obu książkach przewija się temat Apokalipsy. Wieszczysz nam rychły koniec świata? 2012, czy może inna teoria?

J.M.: Nie, nic z tych rzeczy. Tak się po prostu złożyło, zresztą Apokalipsa nie jest w tych książkach jakimś kluczowym elementem. Żadnego rychłego końca, a apokalipsę to chyba każdy ma swoją.

FB: Pochwaliłam Twoją bogatą wyobraźnię w recenzjach, więc muszę spytać: skąd bierzesz te wszystkie nie otrzaskane pomysły? I pytanie dodatkowe: czy historię o kobiecie wykradającej hostię i o opuszczonym szpitalu psychiatrycznym znałeś już wcześniej, czy natrafiłeś na nie poszukując inspiracji?

J.M.: Pomysły czasem przychodzą same, a czasem staram się wymyślić coś graniczącego z absurdem i wziąć to na serio. Taka żyrafa Joanna z tymi odklejonymi kopytami naprawdę mi się przyśniła, zaś np. motyw z garniturem, który pozwala przeprowadzać ludzi na „drugą stronę” wpadł mi do głowy jak wracałem z pralni. Więc czasem z życia, czasem ze snu, a czasem sam coś wymyślę ot tak.
Historię o hostiach i o szpitalu znałem skądś wcześniej. Raczej staram się nie łazić po bibliotekach czy po jakichś ruinach zastanawiając się: „o czym by tu teraz…”. Jakiś pomysł wpada, o czymś słyszę i ewentualnie wtedy doczytam, dowiem się, dokopię. Tak było z Kurskiem, podobnie z legendą o hostiach.

FB: Lubisz tych biednych, zmaltretowanych przez Ciebie słownie poznaniaków?

J.M.: Lubię, pewnie. Fajni są, a niektórzy to nawet bardzo.

FB: W obu powieściach głęboko wnikasz w różne środowiska. Skąd taka znajomość uroków bycia dresiarzem, koksiarzem, sponiewieranym pracownikiem banku?

J.M: Byłem dresiarzem, jestem pracownikiem banku, teraz na szczęście już nie sponiewieranym. Koksiarzy znam od dawna, mam paru przyjaciół, którzy się lubią pokłuć jakimś Omnadrenem itp. Jeszcze ze dwie książki i skończą mi się środowiska – trzeba będzie wziąć się do roboty i researchów, bo do tej pory idę na łatwiznę – opisuję po prostu środowiska i miejsca, które znam.

FB: Czego się boisz?

J.M.: Dużych psów, kiedy biegam sam. Naprawdę. Żaden mnie nigdy nie pogryzł, ale jak widzę takiego czarnego kudłacza rozmiarów dobrej jałówki, to mi giry miękną. Zawracam wtedy albo biegnę jakimś łukiem. Boję się też śmierci chyba.

FB: Szykujesz nam jakąś kolejną powieść (zdradzisz coś?), czy na razie odpoczywasz?

J.M.: Szykuję, jak najbardziej. „Przemytnik cudu” to rzecz skończona jakoś w lutym, więc miałem sporo czasu na to, żeby wklepać coś nowego. Piszę obyczajową powieść o kilku mężczyznach leżących w szpitalu. Jednemu z nich, staremu zamkniętemu w sobie molowi książkowemu, podczas wieczornych gorączek wydaje się, że jest Josephem Conradem. Zaczyna dyktować innemu pacjentowi swoją ostatnią powieść, w której opowiada o swoim życiu, tragicznym, demonicznym, a zarazem chwilami pięknym. To tak w skrócie. Napisałem osiemnaście rozdziałów, zostały mi trzy środkowe i kupa poprawek. Chciałbym skończyć jeszcze zimą.

FB: No i dziękuję bardzo, życzę sukcesów i ciepłych przyjęć :)

J.M: Dzięki.

Z Jakubem Małeckim dla Fantasy Book rozmawiała Agnieszka Mazur









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2008-11-22 (1664 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej