Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Elfia krew
 
Katalog - dodano
 Coś
- John W. Campbell
 Zmierzch Bogów
- Michał Gołkowski
 Czara Cieni
- Frances Hardinge
 Śpiew kukułki
- Frances Hardinge
 Cała Orsinia
- Ursula K. Le Guin
 
- skomentowano
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Rozdziobią nas Loki, wrony
- Kevin Hearne
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

Prawa i powinności - Karina Pjankowa

Gówno nie tonie!


Kot, Gresz i Ert rozbijali obóz, postanawiając chociaż tym razem normalnie odpocząć. Ilne, jako wysoko urodzoną osobę płci żeńskiej (czyli taką, która nie potrafi nic zrobić), odsunięto od tej pracy. Ayelleri oznajmił, że Pierworodzony nie będzie pracował dla przedstawicieli innych ras, nawet gdyby miał nastąpić koniec świata.
Zmusić do pracy Lena nikt nie miał sumienia, zaś krasnolud zmajstrował sobie leżak i zasnął, nim zdążyliwyjaśnić mu jego zakres obowiązków. Ale już Khilayii nie udało się wykręcić od pracy: wysłano ją po chrust.
Ert raz jeden zmusił dziewczynę do gotowania i nigdy więcej nie odważył się wystawić na szwank zdrowia oddziału, powierzał więc demonessie nieskomplikowane zadania. Wojowniczka z niezadowolonym burczeniem powlokła się do zagajnika nad brzegiem rzeki. Ilne, z którą Khilayia nie tyle się zaprzyjaźniła, co oswoiła, poszła za nią, pragnąc uwolnić się od pełnych wyrzutu spojrzeń pracujących mężczyzn.
— Czemu tak mnie świdrują oczami?! — prychnęła Lady, gdy już oddaliły się od obozu. — Raywen też nic nie robi, ale nikt mu tego nie wyrzuca!
— Po pierwsze, nekromantę teraz smok nosi nie wiadomo gdzie, po drugie, i tak by się ze wszystkiego wykręcił, a po trzecie, w tych podziemiach to właśnie on najbardziej się wymęczył — wyjaśniła spokojnie demonessa, zastanawiając się jednocześnie, czy lepiej ciągnąć do obozu potężną kłodę i niech się z nią faceci męczą, czy mimo wszystko nazbierać chrustu. Pragnienie utrudnienia życia bliźnim zostało pokonane przez rozsądek: dziewczyna wolała nie ryzykować własnym zdrowiem, wybrała więc wariant drugi.
— Raywen i tak mi się nie podoba... a raczej przeciwnie... za bardzo mi się podoba... — odezwała się w zadumie dwupostaciowa. — On jest jakiś taki... niesłuszny. Jeszcze nigdy kogoś takiego nie spotkałam. I krasnolud patrzy w niego jak w obraz... Nic nie rozumiem...
— Aha... — potwierdziła demonessa, zbierając leżące na ziemi gałązki. — No i ten jego wiek... Nie wygląda nawet na dwadzieścia lat, a mówił, że próbował dopaść dharra od dziesięciu...
— To znaczy...
— Nie rozumiem, kim jest i jak z nim walczyć! Co gorsza, nie wiem także, czy chcę z nim walczyć!
— Pewnie jest nieludziem — podsunęła Ilne.
— Nic na to nie wskazuje — prychnęła w odpowiedzi demonessa.
— A jeśli to mieszaniec?
— Zebrali się tu przedstawiciele wszystkich ras — Ciemnych Elfów nie liczę — to co, nie poczuliby własnej krwi?
— No...
Liliowe, nieco skośne oczy Khilayii rozbłysły.
— Wiesz o nim coś? — spytała zaintrygowana.
— Nie — odparła Lady z tak krystalicznie niewinnym spojrzeniem, że demonessa od razu zrozumiała: Ilne coś wie, ale nie powie.
„No i smok z tobą!” — obraziła się wojowniczka i zawróciła do obozu, obładowana jak mrówka. Ilne nie podniosła nawet jednej gałązki, co osłabiło przyjacielski stosunek Khilayii do niej.
— A gdzie ten zdechlak? — zapytała demonessa pozostałych w obozie mężczyzn.
— Pewnie jeszcze się kąpie — powiedział Ert, z męką w oczach obierając ziemniaki.
— Od pół godziny? — nie uwierzyła Khilayia.
— To może utonął...
— Przecież mówiłem, że gówno nie tonie! — oburzył się Gresz.
— To nie jest nekromanta — powiedziała nagle z przekonaniem demonessa.
— ?! — zdumieli się wszyscy.
— To nekromantka!
— Baba?! — Wytrzeszczył oczy ork.
— Skąd ten pomysł? — zażądał argumentów rozważny Kot.
— Po pierwsze, zbyt ładna buzia.
— To jeszcze żaden dowód...
— Ma delikatne, szczupłe dłonie, wojownik takich nie miewa, ale miecz na pasie budzi szacunek. Za długie włosy, w ogóle zbyt delikatna figura. Z powodu zniszczonego ubrania urządził histerię... Poza tym ani razu nie widziałam, żeby się golił, a policzki ma gładkie! A u Erta już widać szczecinę!
— Bzdury! — burknął rycerz, ale jakoś bez przekonania. Demonessa uśmiechnęła się triumfalnie.
— Być może... Ale mamy szansę sprawdzić! Chodźmy nad rzekę!
Nikt nie zaprotestował. Nawet elfy.
Towarzystwo miłośników podglądania kąpiących się dziewic zakradło się bezszelestnie do pobliskich trzcin.
Początkowo spiskowcy wahali się, nie bardzo wiedząc, w którą stronę poszedł obiekt ich zainteresowania badawczego, ale potem Kot spostrzegł rozwieszone na gałęziach czarne ubrania, pełniące funkcję flag sygnałowych. Parę minut później usłyszeli plusk wody i wesołe prychanie.
Podstępni zboczeńcy popatrzyli na siebie i podeszli do źródła dźwięku. Doszli do wniosku, że Raywen doprowadził już ubranie do porządku, a teraz postanowił się utopić — no bo po co miałby tak długo sterczeć w rzece?! I do tego jeszcze woda sięgała mu do brody, co nie pozwoliło towarzystwu uzyskać odpowiedzi na dręczące ich pytanie.

***

Zmycie z siebie tego przeklętego pyłu było dla mnie w tej chwili najważniejsze. Niestety, mimo że zawsze byłem okropnym bałaganiarzem, nie znosiłem brudu, co bardzo utrudniało moje i tak już niełatwe życie.
Gdy znalazłem się na brzegu rzeki, od razu wziąłem się do dzieła: uprałem ubranie, umyłem swoje marne ciało, bezczelnie olewając rozbijanie obozu. No nic, jakoś sobie beze mnie poradzą, poza tym mnie nawet nie wypada: w końcu jestem złym nekromantą i głupio by wyglądało, gdybym nagle wziął się za szykowanie kolacji.
Tylko kto w takim razie będzie ją szykował? Muszę się dowiedzieć... W tym sensie, że strawa przygotowana przez niektórych moich towarzyszy mogłaby z łatwością pełnić funkcje wysokogatunkowej trucizny...
Muszę wiedzieć, czy mam się zatroszczyć o własne wyżywienie.
W razie czego umrzeć nie umrę, ale będę potrzebował płukania żołądka, a to mało przyjemny zabieg.
Popływałem sobie do woli i już miałem wracać na brzeg, w nadziei, że ubranie zdążyło przeschnąć, gdy uświadomiłem sobie, że czeka mnie niespodzianka: w nabrzeżnych trzcinach siedział cały nasz oddział (z wyjątkiem mnie i krasnoluda), z niecierpliwością czekając, aż zakończę wodne zabiegi. Z wrażenia poszedłem na dno i omal się nie zachłysnąłem, strasząc miejscowego wodnika, który pomyślał, że chcę popełnić samobójstwo właśnie w jego rzece. Ale, jak celnie zauważył ork, utonięcie mi nie groziło. Szybko się dowiedziałem, co skłoniło moich towarzyszy do siedzenia w krzakach nad rzeką w towarzystwie chmary komarów, których nawet nie mogli zabijać, bo jeszcze — nie daj Stwórco — bym ich usłyszał. Za to myśleli tak głośno, że zaczerwieniłem się aż po cebulki włosów.
Skąd pomysł, że jestem kobietą?!









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2009-01-07 (1455 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej