Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Handel w zagrożeniu
 
Katalog - dodano
 Coś
- John W. Campbell
 Zmierzch Bogów
- Michał Gołkowski
 Czara Cieni
- Frances Hardinge
 Śpiew kukułki
- Frances Hardinge
 Cała Orsinia
- Ursula K. Le Guin
 
- skomentowano
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Rozdziobią nas Loki, wrony
- Kevin Hearne
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

Koralina - Neil Gaiman

Rozdział 2


Następnego dnia przestało padać, lecz cały świat zasnuła gęsta biała mgła.
– Idę na spacer – oznajmiła Koralina.
– Nie odchodź zbyt daleko – upomniała ją matka. – I ubierz się ciepło.
Koralina włożyła niebieską kurtkę z kapturem, czerwony szalik i żółte kalosze. Wyszła na dwór.
Panna Spink właśnie wyprowadzała psy.
– Witaj, Karolino – pozdrowiła ją. – Paskudna pogoda.
– Tak – przytaknęła Koralina.
– Grałam kiedyś Porcję – oznajmiła panna Spink. – Panna Forcible opowiada często o swej Ofelii, ale to moją Porcję przychodzili oglądać, gdy stąpałyśmy po scenie.
Panna Spink opatulona w pulowery i rozpinane swetry wydawała się niższa i bardziej krągła niż zwykle. Przypominała wielkie puchate jajko. Za grubymi szkłami okularów jej oczy wydawały się olbrzymie.
– Przysyłali mi kwiaty do garderoby. Naprawdę to robili – dodała.
– Kto taki? – spytała Koralina.
Panna Spink rozejrzała się ostrożnie, zerkając najpierw przez jedno ramię, potem przez drugie, i próbując przeniknąć wzrokiem mgłę, jakby ktoś mógł je podsłuchać.
– Mężczyźni – szepnęła. Przyciągnęła do siebie psy i podreptała w stronę domu.
Koralina ruszyła dalej.
W trzech czwartych okrążyła już dom, gdy ujrzała pannę Forcible, stojącą w drzwiach mieszkania, które dzieliła z panną Spink.
– Widziałaś może pannę Spink, Karolino?
Koralina odparła, że owszem i że panna Spink wyszła z psami.
– Mam nadzieję, że się nie zgubi. Jeszcze dostanie od tego półpaśca, zobaczysz – mruknęła panna Forcible. – Trzeba być prawdziwym badaczem czy podróżnikiem, by odnaleźć drogę w tej mgle.
– Ja jestem badaczem – powiedziała Koralina.
– Oczywiście, że tak, słonko – przytaknęła panna Forcible. – Tylko się nie zgub.
Koralina nadal spacerowała po spowitym w szarą mgłę ogrodzie. Cały czas nie spuszczała z oczu domu. Po jakichś dziesięciu minutach znalazła się tam, skąd wyszła.
Opadające jej na oczy włosy były ciężkie i mokre. Twarz miała wilgotną.
– Ahoj, Karolino! – zawołał szalony starzec z góry.
– Och, cześć – odparła Koralina.
Ledwie widziała jego twarz we mgle.
Zszedł po zewnętrznych schodach domu, prowadzących do frontowych drzwi Koraliny i dalej, do jego mieszkania. Schodził bardzo powoli. Koralina czekała na dole.
– Myszy nie lubią mgły – oświadczył. – Przez nią opadają im wąsiki.
– Ja też niezbyt lubię mgłę – przyznała Koralina.
Stary człowiek pochylił się ku niej. Był tak blisko, że koniuszki jego wąsów załaskotały Koralinę w ucho.
– Myszy mają dla ciebie wiadomość – szepnął.
Koralina nie wiedziała, co powiedzieć.
– Wiadomość brzmi następująco: „Nie przechodź przez drzwi” – zawiesił głos. – Czy to coś dla ciebie znaczy?
– Nie – odparła Koralina.
Stary człowiek wzruszył ramionami.
– Myszy bywają dziwne, wciąż coś im się miesza. Na przykład twoje imię. Cały czas mówiły Koralina, nie Karolina. Wcale nie Karolina.
Podniósł z ziemi butelkę mleka i ruszył z powrotem do mieszkania na górze.
Koralina wróciła do domu. Matka pracowała w gabinecie, w pokoju pachniało kwiatami.
– Co mam robić? – spytała Koralina.
– Kiedy wracasz do szkoły? – zainteresowała się matka.
– W przyszłym tygodniu.
– Mhm – mruknęła matka. – Chyba będę musiała sprawić ci nowe ubranie. Przypomnij mi, kochanie, bo zapomnę. – Po czym wróciła do stukania w klawisze i wpatrywania się w ekran monitora.
– Co mam robić? – powtórzyła Koralina.
– Narysuj coś. – Matka wręczyła jej kartkę papieru i długopis.
Koralina próbowała narysować mgłę.
Po dziesięciu minutach wciąż miała przed sobą białą kartkę papieru. W jednym rogu lekko chwiejnymi literami wypisała:

M A.
Ł
G

Mruknęła coś pod nosem i podała rysunek matce.
– Mhm, bardzo nowoczesny, kochanie.
Koralina zakradła się do salonu i spróbowała otworzyć stare drzwi w kącie. Znów były zamknięte na klucz. Przypuszczała, że zrobiła to matka. Wzruszyła ramionami.
Potem poszła do ojca.
Siedział tyłem do drzwi, stukając w klawisze.
– Odejdź – rzucił wesoło, gdy przekroczyła próg.
– Nudzę się – oznajmiła.
– Naucz się stepować – powiedział, nie odwracając się.
Koralina pokręciła głową.
– Może byś się ze mną pobawił?
– Jestem zajęty – rzekł. – Pracuję – dodał. Wciąż na nią nie patrzył. – Może pójdziesz pozawracać głowę pannom Spink i Forcible?
Koralina włożyła kurtkę, naciągnęła kaptur i wyszła z domu. Zbiegła na dół. Nacisnęła dzwonek panien Spink i Forcible. Natychmiast usłyszała gorączkowe szczekanie – to szkockie pieski wybiegły do przedpokoju. Po chwili panna Spink otworzyła drzwi.
– A, to ty, Karolino. Angusie, Hamishu, Bruce. Spokojnie, moje skarby, to tylko Karolina. Wejdź, kochanie. Napijesz się herbatki?
W mieszkaniu pachniało pastą do mebli i psami.
– Tak, poproszę – odparła Koralina. Panna Spink poprowadziła ją do małego, zakurzonego pokoju, który nazywała salonikiem. Na ścianach wisiały czarno‑białe zdjęcia ładnych kobiet i oprawione programy teatralne. Panna Forcible siedziała w jednym z foteli i szybko robiła na drutach.
Gospodynie nalały Koralinie herbaty do małej różowej porcelanowej filiżanki ze spodeczkiem. Poczęstowały ją też suchym herbatnikiem.
Panna Forcible spojrzała na pannę Spink, zaczęła jeszcze szybciej machać drutami i odetchnęła głęboko.
– W każdym razie, April, jak już mówiłam, musisz przyznać, że mamy jeszcze w sobie dość życia.
– Miriam, moja droga. Nie jesteśmy już tak młode jak kiedyś.
– Madame Arcati – odparła panna Forcible. – Piastunka w „Romeo i Julii”, lady Bracknell. Role charakterystyczne. Nigdy nie jest się za starym na scenę.
– Miriam, uzgodniłyśmy to już przecież. – Panna Spink westchnęła.
Koralina zastanawiała się, czy nie zapomniały przypadkiem o jej obecności. Dla niej ich rozmowa nie miała sensu. Uznała, że kontynuują dawną kłótnię, starą i wysłużoną jak ich fotel, jedną z tych, w których nikt nie wygrywa ani nie przegrywa i które mogą trwać wiecznie, jeśli tylko obie strony mają na to ochotę.
Pociągnęła łyk herbaty.
– Jeśli chcesz, powróżę ci z fusów – zaproponowała panna Spink.
– Słucham? – rzekła Koralina.
– Z fusów herbacianych, kochanie. Przepowiem ci przyszłość.
Koralina wręczyła pannie Spink swoją filiżankę. Starsza kobieta spojrzała na czarne herbaciane fusy oczami krótkowidza. Ściągnęła wargi.
– Wiesz, Koralino – rzekła po chwili – grozi ci straszliwe niebezpieczeństwo.
Panna Forcible prychnęła i odłożyła robótkę.
– Nie bądź niemądra, April. Przestań straszyć tę małą. Chyba zaczynasz ślepnąć. Podaj mi, proszę, tę filiżankę, dziecko.
Koralina posłusznie zaniosła ją pannie Forcible. Tamta uważnie zajrzała do środka, pokręciła głową i ponownie spojrzała w głąb filiżanki.
– Ojej – mruknęła – miałaś rację, April. Rzeczywiście grozi jej niebezpieczeństwo.
– Widzisz, Miriam? – rzuciła tryumfalnie panna Spink. – Moje oczy są równie dobre, jak kiedyś...
– Co dokładnie mi grozi? – spytała Koralina.
Panny Spink i Forcible spojrzały na nią pustym wzrokiem.
– Nie wiadomo – oznajmiła panna Spink. – Fusy nie przekazują tego typu informacji. Nie nadają się. Są świetne, jeśli chodzi o sprawy ogólne, ale nie o szczegóły.
– Co więc mam robić? – spytała Koralina, lekko tym wszystkim zaniepokojona.
– Nie noś zieleni w garderobie – podsunęła panna Spink.
– I nie wspominaj o szkockiej sztuce – dodała panna Forcible.
Koralina zastanawiała się, czemu jedynie nieliczni dorośli, których zdążyła poznać, potrafią mówić z sensem. Czasami nie wiedziała, czy w ogóle zdają sobie sprawę z tego, z kim rozmawiają.
– I bądź bardzo, bardzo ostrożna – dodała panna Spink.
Wstała z fotela i podeszła do kominka. Na jego obramowaniu stał niewielki słój. Panna Spink zdjęła pokrywkę i zaczęła wyciągać z niego najróżniejsze przedmioty – maleńką porcelanową kaczkę, naparstek, dziwną małą mosiężną monetę, dwa spinacze i kamień z dziurką.
Wręczyła go Koralinie.
– Do czego on służy? – spytała Koralina. Dziurka przechodziła przez środek kamienia. Koralina uniosła go do okna i spojrzała przez otwór.
– Może pomóc – oznajmiła panna Spink. – Czasami przydają się, gdy jest źle.
Koralina włożyła kurtkę, pożegnała się z pannami Spink i Forcible oraz z psami i wyszła na dwór.
Mgła niczym ślepa ściana otaczała dom. Koralina podeszła wolno do schodów wiodących na górę. Potem zatrzymała się i rozejrzała.
We mgle świat zamienił się w krainę duchów. Niebezpieczeństwo – pomyślała Koralina. To brzmiało podniecająco. Wcale nie wydawało się złe. Nie tak naprawdę.
Wróciła na górę, mocno zaciskając palce wokół swojego nowego kamienia.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2009-02-27 (1559 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej