Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Zazdrość
 
Katalog - dodano
 Królestwo
- Jess Rothenberg
 Nasi przyjaciele z Frolixa 8
- Philip K. Dick
 Żółte ślepia
- Marcin Mortka
 Lanny
- Max Porter
 Pułapka Tesli (wyd.2)
- Andrzej Ziemiański
 
- skomentowano
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Rozdziobią nas Loki, wrony
- Kevin Hearne
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

Wampir z przypadku - Ksenia Basztowa

Jestem Wład III Palownik, Drakula, hospodar wołoski



Wowka postawił na stole grubo pokrojoną kiełbasę, ser, wyciśniętą do połowy cytrynę (widać noża mu się nie chciało naostrzyć), ciasteczka oraz herbatę. Wciąż ubrany w płaszcz Drakula siedział przy oknie (szczerze mówiąc, zawsze mi się zdawało, że płaszcz to okrycie wierzchnie, które w domu się zdejmuje). Gdy tylko wszedłem do pokoju, rzucił mi lodowate spojrzenie, aż nabrałem ochoty wrócić do sypialni i jeżeli nie schować się pod łóżkiem, to przynajmniej wskoczyć we frak czy smoking. Byłby to jednak nie lada kłopot: jedyny garnitur, jaki miałem, rodzice kupili mi na studniówkę i już dawno z niego wyrosłem.
Rad nierad, musiałem zapomnieć o tym pomyśle. Klasnąłem w dłonie i usiadłem przy stole. Łyżeczka kawy rozpuszczalnej, dwie łyżeczki cukru, wrzątek. Boże, ależ ja jestem zmęczony!
— To dopiero początek — ponuro stwierdził Czarny Płaszcz.
— Pocieszające — mruknął Wowka. — Może byś nam przy okazji powiedział, jak się do ciebie zwracać?
— Po pierwsze, nie do „ciebie”, tylko do „pana”. Nie przypominam sobie, żebyśmy pili bruderszaft . Po drugie, już mówiłem — jestem Wład III Palownik, Drakula, hospodar wołoski.
— Jasne... — wyraził swoje wątpliwości Wowka. — Ten facet, u którego byliśmy w gościach, też twierdził, że się nazywa Wład Drakula.
— Mówił. Że. Się. Nazywa. Wład. Drakula?! — Zębatemu aż zagulgotało w gardle.
Palce lewej dłoni, którą trzymał na stole, pobielały, a kiedy już opanował odrobinę nerwy (chociaż jakie tam nerwy, wściekłość nie nerwy) i podniósł rękę, na blacie dostrzegłem cztery wgniecenia.
Co ja powiem staruszkom?!
— Mówił, że się nazywa Wład Drakula — potwierdziłem, usiłując zachować spokój.
— Aha — wtrącił znów Wowka. — To znaczy, że nie jest Drakulą?
Czarny Płaszcz zazgrzytał zębami.
— Naprawdę jestem Wład III Palownik, Drakula, hospodar wołoski. Jeśli mi nie wierzycie, to już wasza sprawa! — Gwałtownie zerwał się z miejsca.
— Ej, ej, ej! — wypalił Wowa. — Przypuśćmy, że ci wierzymy. Może byś nam coś o sobie opowiedział?
Czarny Płaszcz powoli opadł na wersalkę.
— Urodziłem się w 1435 roku. Do czternastego roku życia mieszkałem na dworze tureckiego sułtana. W 1456 zasiadłem na tronie Wołoszczyzny. — Trzydzieści pięć plus czternaście to czterdzieści dziewięć, zgadza się? — Jeszcze jakieś pytania?
Ton miał lodowaty jak w tej piosence: „My jesteśmy pingwinkami, zimna nie czujemy, na Północy żyjemy”.  Dosięgło mnie kolejne niezbyt przyjazne spojrzenie. Aż się zakrztusiłem, próbując zdławić śmiech.
— Czy ty... czy pan jest człowiekiem? — zapytałem.
— Oczywiście! — burknął z oburzeniem Drakula. — Pamiętam, jak w 1458 roku na zamku w Târgovişte...
— Gdzie?
— W Târgovişte. To stolica Wołoszczyzny.
O mało nie palnąłem: „a gdzie to jest?”, ale w ostatniej chwili ugryzłem się w język. Jutro poszukam w Internecie.
— Znalazłem księgę napisaną po łacinie — ciągnął zębaty. — Było w niej zaklęcie, które według autora zapewniało nieśmiertelność. Wyczytałem w niej również, że jeśli śmiertelnie ranny człowiek wypowie zaklęcie, będzie mógł odzyskać utraconą krew, uzupełniając braki krwią innego człowieka.
— Wampiryzm... — wymamrotałem.
— Niezupełnie. Dotknięta zaklęciem osoba nie boi się światła, osiki i tych wszystkich głupot, mimo że jest nieśmiertelna tak samo jak wampir.
— A co się dzieje z człowiekiem, któremu wyssano krew? — zainteresował się Wowka. — Umiera?
— Nie. Jeżeli utrata krwi będzie niewielka, nieszczęśnik może nawet nie zauważyć, że ktoś się nim pożywiał.
Jeśli zaś będzie tak duża, że mogłaby spowodować śmierć, wówczas stanie się nocnym łowcą.
— Vampiris sapiens vulgaris — powiedziałem z namysłem.
— Andriej, nie wymądrzaj się! — fuknął Wowka. — I tak nikt cię nie rozumie!
Świnia! To nic, jeszcze mu pokażę. Będzie kiedyś potrzebował, żeby mu coś z angielskiego przetłumaczyć. Figa z makiem!
— A ty piłeś cudzą krew?
— Kilka razy — odpowiedział Czarny Płaszcz.
Ciekawe, dlaczego Wowce pozwalał, żeby go tak tykał?
— A kiedy pierwszy raz?
Drakula zamknął oczy, próbując sięgnąć w najgłębsze zakamarki pamięci.
— Siedemnastego czerwca 1462 roku. Podczas nocnego ataku zostałem zrzucony z konia i śmiertelnie ugodzony. W pobliżu leżał jakiś Turek, nie widziałem jego twarzy, była zalana krwią. Ktoś mu rozciął głowę szablą.
W ciszy, która zapadła, wyraźnie słyszeliśmy, jak Wowka siorbie herbatę.
— A co z nami? — zapytałem. — Dlaczego światło nas nie rusza?
— Wy dwaj dostąpiliście innego rodzaju inicjacji. To przecież wy wypiliście moją krew, a nie ja waszą. Dlatego ani światło, ani osika na was nie działają.
— A srebro? Krzyż? No i te kły? Jak długo to wszystko będzie się ciągnęło?
Drakula w zadumie potarł palcem podbródek.
— Na srebro przestaniecie reagować za kilka dni. Jeśli chodzi o zęby... Niedługo nie będą widoczne. Oczywiście jeśli zechcecie, znów mogą się pojawić. No i nie jesteście nieśmiertelni.
— Hura — wyszeptał Wowka.
Jeśli mnie pamięć nie myli, ktoś tu twierdził, że nigdy nie kłamie. Co w takim razie miało oznaczać to „chcecie być nieśmiertelni”, ja się pytam? Chociaż tak naprawdę chyba nie chciałbym usłyszeć odpowiedzi.
— A co z krwią? Dlaczego nie mamy ochoty jej pić?
— Z tego samego powodu, co ja.
— Dlaczego więc tamtemu wampirowi tak zależało, żebyśmy zamoczyli usta we krwi?
Drakula spiorunował mnie wzrokiem.
— Naprawdę tego chciał?!
— No. — Zgodnie potaknęliśmy z Wowką głowami.
— Chciał nas zmusić!
Czarny Płaszcz położył łokcie na stole, splótł palce, oparł na nich podbródek i głęboko się zamyślił. Po chwili wolno przemówił:
— W tej książce było napisane, że jeśli nocny łowca wypije krew dziennego łowcy, który z własnej woli umoczył usta w ludzkiej krwi, wtedy nocny łowca uniewrażliwi się na światło dzienne.
Ale się porobiło!
Drakula wstał tak gwałtownie, że poły płaszcza zatrzepotały niczym skrzydła.
— Gdybyście się znaleźli w niebezpieczeństwie, możecie mnie wezwać. Nie musicie nic mówić. Usłyszę nawet wtedy, gdy przywołacie mnie myślami.
Ruszył z miejsca i kiedy przechodził obok mnie, dodał:
— Dziewczyna obudzi się za pół godziny. Wymyślcie jakąś historyjkę, żeby jej wytłumaczyć, jak się tu znalazła.
Potem skierował kroki do przedpokoju (skoczyłem na równe nogi), pchnął drzwi (przecież zamknąłem na klucz!) i pomknął schodami w dół.
— Wiesz — odezwał się Wowka, wylewając resztki herbaty do zlewu. — Mam dziwne przeczucie, że kiedy Drakula częstował nas swoją krwią, nie kierowała nim wdzięczność.
Oto w jaki sposób ludzie stają się cynikami — najpierw przestają wierzyć w bezinteresowność, a potem sami za „dziękuję” nic dla innych nie zrobią.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2009-03-21 (1466 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej