Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Odchłań
 
Katalog - dodano
 Szare Płaszcze: Rubież
- Marcin A. Guzek
 Saga Mrocznej Phoenix
- Stuart Moore
 Dystrykt Warszawa
- Rafał Babraj
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Diabeł wcielony
- Donald Ray Pollock
 
- skomentowano
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 Magia niszczy
- Ilona Andrews
 Harda horda
- antologia
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

Za garść czerwońców - Robert Foryś



Nad folwarkiem rozlegało się żałobne ujadanie psów.
Dwóch jeźdźców przemknęło pod łukiem pochyłej bramy i wstrzymało konie przed dworem.
Na ganku oczekiwał ich szlachcic o pomarszczonym obliczu i srebrnych, obwisłych wąsiskach. Towarzyszył mu drab uzbrojony w rusznicę. Z zaciętych twarzy mężczyzn wyzierało przerażenie.
– Bogu dziękować, mości instygatorze, żeś przybył bez zwłoki – wykrzyknął z ulgą szlachcic, wychodząc na rzęsisty deszcz.
Joachim Hirsz uspokoił wierzchowca, zeskoczył z siodła, rozpryskując błoto. Skinął głową na powitanie i wskazał gestem swego towarzysza.
– Mój wachmistrz, Tomasz Mroczek.
– Michał Wolski. – Szlachcic pokłonił się nisko. – Zarządca u pana Piotra Brodowskiego.
Oficer zmierzył starego czujnym spojrzeniem.
– Waszmość posłałeś gońca do pana starosty?
– Ja – potwierdził stary.
– Gdzie oni?
Wolski wskazał kciukiem za plecy.
– Wewnątrz, panie oficerze.
– Ruszaliście ciała?
Wolski spojrzał na porucznika z mieszaniną niedowierzania i lęku.
– Nie, panie oficerze. Kazałem jeno otworzyć okna, aby przegonić fetor i muchy.
– Muchy?
– Lepiej będzie, jak sam waszmość zobaczysz.
– Doskonale. Zatem chodźmy.
Stary z dostrzegalnym ociąganiem obrócił się na pięcie.
Weszli na ganek i przystanęli przed solidnymi drzwiami. Na wysokości oczu porucznika wywiercono otwór strzelniczy, mogący służyć za wizjer.
– Pozwolisz, że sam otworzę? – zapytał Hirsz.
Wolski obrzucił oficera niepewnym wzrokiem i usunął się na bok.
Porucznik rozwarł drzwi. Zbadał wzrokiem framugę, rygle oraz kute zawiasy. Nigdzie nie dostrzegł śladów włamania.
– Drzwi były zaryglowane, gdy ich znaleziono?
Wolski nerwowym ruchem potarł wąsiska.
– Nie, waszmość. Jeno przytrzaśnięte.
Oficer z wachmistrzem przekroczyli próg i zatrzymali się w niewielkiej sieni. Dopiero po chwili porucznik się zorientował, że Wolski wciąż stoi w progu. Cały drżał.
Teraz, gdy deszcz nie zalewał mu oczu, Hirsz dostrzegł ledwie zatarte plamy na kontuszu zarządcy. Ten człowiek niedawno i gwałtownie wyrzucił z siebie treść żołądka.
Hirsz ponaglił szlachcica wzrokiem. Wolski uniósł pobladłe oblicze.
– Dalej nie pójdę – wymamrotał żałośnie. – Znałem panicza od kołyski. Drugi raz tego widoku nie wytrzymam.
Joachim westchnął.
– Kim są pozostałe ofiary? – zapytał.
– To panowie Mirski i Korubski. Obaj wynajęci do straży przybocznej. Ci dwaj są w pierwszej izbie. Panicza znajdziecie w sypialni – dodał łamiącym się głosem.
Porucznik pchnął drzwi i wszedł do słabo oświetlonej izby.
Pierwszy strażnik leżał na podłodze, dwa kroki od wejścia. Był to barczysty mężczyzna o twarzy naznaczonej blizną. Nienaturalnie przekręcona głowa nie pozostawiała wątpliwości co do rodzaju śmierci.
Hirsz podszedł do drugiego strażnika.
Wysoki szlachcic leżał pod stołem. Twarz miał siną, napuchniętą. Palce prawej ręki wciąż zaciskał kurczowo na kolbie masywnego pistoletu. Nieużywana szabla spoczywała na blacie.
Porucznik wyjął zza pasa nóż, przykucnął. Ostrzem podważył sękate palce. Wyłuskał pistolet z uścisku i zajrzał do lufy.
– Nabity – poinformował wachmistrza.
Wyprostował się i ruszył do sypialni. Wachmistrz podążał krok za nim.
W przejściu zamiast drzwi wisiała ciężka kotara. Porucznik odchylił zasłonę i wsunął się do wnętrza.
Przywitał go fetor.
Zrobił kilka głębszych wdechów, by znieczulić zmysł węchu. Jednocześnie nieustannie rejestrował szczegóły.
Niewielkie pomieszczenie nie miało drugiego wyjścia. Okno chroniły masywne okiennice, teraz rozwarte na oścież. W kącie stało łoże o wysokich drewnianych poręczach, wyłożone grubym siennikiem.
Denat, obdarty z ubrania, leżał na plecach. Ręce i nogi miał rozkrzyżowane, przywiązane sznurami do poręczy.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2009-04-24 (1383 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej