Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Złudzenie
 
Katalog - dodano
 Szare Płaszcze: Rubież
- Marcin A. Guzek
 Saga Mrocznej Phoenix
- Stuart Moore
 Dystrykt Warszawa
- Rafał Babraj
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Diabeł wcielony
- Donald Ray Pollock
 
- skomentowano
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 Magia niszczy
- Ilona Andrews
 Harda horda
- antologia
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

Felix, Net i Nika oraz Orbitalny Spisek 2. Mała Armia - Rafał Kosik



– To się źle skończy – powtórzył chyba po raz piąty Net, gdy Felix po cichu wkładał kolejną partię sprzętu do bagażnika stojącego w garażu Land Rovera.
– Tym razem wyjątkowo się z nim zgadzam – dodała Nika. – Rozwalimy się na pierwszej latarni.
– „Necropolitan” będzie miał materiał na okładkę – sarkał dalej Net. – A ciebie dadzą na rozkładówkę. Zostaniesz trupem miesiąca.
– Za wcześnie powiedziałam, że się z tobą zgadzam…
– Jeżeli macie lepszy pomysł, chętnie wysłucham. – Felix nie przerywał ładowania. – Golem Golem, pojedziesz w bagażniku. Sorry, ale na fotelu pasażera wyglądałbyś mocno podejrzanie. Nawet przez przyciemniane szyby.
Nie potrafię się obrazić – odparł robot. Posłusznie wcisnął się do bagażnika i złożył, jak tylko mógł. Tył Land Rovera usiadł o kilka centymetrów.
– Dwieście kilo… – Net wrzucił ostatnią torbę i wskazał przyjaciołom otwarte drzwi. Nika niechętnie wsiadła. Net uśmiechnął się szeroko, obszedł samochód i usiadł z przodu.
– Jak ginąć, to z dobrym widokiem – powiedział.
Felix usiadł na miejscu kierowcy.
– Prowadziłeś już kiedyś? – zapytała Nika.
– Tata dał mi się przejechać kilka razy na pustym placu. Myślę, że teraz pójdzie lepiej.
– Jak to lepiej? – zaniepokoił się Net. – A co wtedy poszło nie tak?
– Załóżmy, że nie chcesz wiedzieć. – Felix uśmiechnął się pod nosem. – Poza tym, teraz jest automatyczna skrzynia biegów.
Na szczęście był już prawie wzrostu ojca, więc nie musiał niczego przestawiać. Rozejrzał się po konsoli usianej przełącznikami, pokrętłami i wskaźnikami, przypominającymi raczej wyposażenie kabiny małego samolotu niż samochodu. Stwierdził, że przyrządy pogrupowano według przeznaczenia, więc najprawdopodobniej da sobie radę. Zaczął od przekręcenia kluczyka na pozycję włączającą silnik elektryczny. Zaszumiała sprężarka i tył samochodu wypoziomował się, niwelując ciężar robota. Centralny zamek zamknął drzwi, włączyła się dyskretna wentylacja.
Felix otworzył pilotem wrota garażu i bramę, po czym wolno, jak w szkole jazdy, wycofał na ulicę. Nie zawadził o nic, co było pierwszym sukcesem. Net uczepił się uchwytów, wpatrując się w przyjaciela z niedowierzaniem. Co chwilę sprawdzał, czy pas bezpieczeństwa jest dokładnie naciągnięty. Nika tkwiła sztywno za nimi na środkowym fotelu.
Felix pilotem zamknął garaż i bramę, wrzucił bieg i wolno ruszył, omijając przesadnie szerokim łukiem zaparkowany na ulicy samochód. Reflektory wyławiały ze śnieżycy setki białych płatków. W tempie spacerującego żółwia przejechali Serdeczną i wyjechali na szerszą ulicę. Była pusta, nie jeździły nawet tramwaje. Miasto zamierało, jak w wieczór wigilijny. Warszawiacy nie uciekli, ale w tym trudnym dniu chcieli być z bliskimi. Niemal we wszystkich oknach paliły się światła. W radiu spiker powtarzał oficjalny komunikat władz, dotyczący zachowania się w sytuacji tego rodzaju zagrożenia. Przed wieczorem należało zakręcić zawór gazu, wyłączyć zbędne urządzenia elektryczne, ale zostawić włączone radio i nie podchodzić do okien. Było mało prawdopodobne, aby ludzie zastosowali się do tego ostatniego zalecenia.
– Tylko jedź wolno – poprosił Net. – Wali snołem, jakby na górze ktoś zasnął z łokciem na przycisku „Turbo”.
Felix i tak nie miał zamiaru przyspieszać. Próbował wyczuć Land Rovera. Przez pierwsze kilka kilometrów minęli ledwie kilka samochodów i jeden autobus. Szczęście opuściło ich kawałek za rondem Babka. W zatoczce autobusowej stała policyjna Skoda.
– Policja… – jęknął Net. – Uśmiechaj się i udawaj, że masz wąsy.
Felix mocniej ścisnął kierownicę, ale nic mądrego nie mógł zrobić. Opierający się o maskę policjant stał z założonymi rękami. Niestety, gdy Land Rover zbliżył się na pięćdziesiąt metrów, policjant wyszedł dwa kroki w kierunku jezdni i machnął lizakiem.
– No i skończyło się landroverowanie. – Net ukrył twarz w dłoniach. – A chciałem być kiedyś wielkim informatykiem… Zgnijemy w więzieniu. Zawsze się tak kończy, jak jedziesz zgodnie z przepisami. Oni myślą, że masz coś na sumieniu.
– Niestety… dobrze myślą. – Felix zjechał do zatoczki i wyłączył silnik. – Sam chciałeś, żebym jechał wolno.
– Ale nikt ci nie kazał mnie słuchać.
Felix nic nie odpowiedział. Opuścił szybę. Policjant podszedł wolnym krokiem, zasalutował i przedstawił się. Felix rozpoznał go od razu. Ten sam policjant zatrzymał ich pierwszego stycznia, gdy wracali z tatą z nieszczęsnej imprezy sylwestrowej u Gilberta. Teraz jednak policjant miał na nosie duże okulary. Były chyba za słabe, bo musiał mrużyć oczy, by cokolwiek dojrzeć.
– Prawo jazdy i dokumenty wozu poproszę – powiedział.
– Em… – Felix rozłożył ręce. – Nie mam.
Policjant pokiwał głową.
– Tak myślałem. Proszę ze mną.
Rozpięli pasy i wysiedli. Felix, tknięty przeczuciem, wyjął kluczyk ze stacyjki w przedostatniej pozycji, czyli zostawiając aktywny silnik elektryczny. Podeszli do stojącego dwadzieścia metrów za nimi radiowozu, w którym spał drugi policjant. Pierwszy, ten który ich zatrzymał, sięgnął do radia i zameldował:
– Zatrzymałem samochód z trójką dzieciaków. Numer rejestracyjny… – zmrużył się tak, że jego oczy zamieniły się w pomarszczone szczelinki – nieczytelny. Zaraz to sprawdzę… Czy zgłaszano kradzież… dużego ciemnego samochodu? Marka…
– Jeep Grand Cherokee – podsunął usłużnie Net.
– Jeep Grand Cherokee – powtórzył policjant.
– Ciemnooliwkowy.
– Ciemnooliwkowy.
– Numer rejestracyjny ABC… – Net rozkręcał się.
– ABC… Alojzy, Bożydar, Częstobor.
– Tysiąc dwieście trzydzieści cztery.
– Jeden, dwa, trzy, cztery. Dobrze, czekam.
Felix pomyślał, że gdyby naprawdę byli złodziejami samochodów, to mogliby po prostu odbiec i ani ten śpiący, ani ten krótkowzroczny stróż prawa by im w tym nie przeszkodzili. Nerwowo bawił się pilotem alarmu, czekając na to, co nastąpi. Uwagę jego przykuł pewien drobny szczegół - jak na zwykły alarm na pilocie było zdecydowanie za dużo przycisków. Sam pilot też był ze dwa razy większy niż standardowy. Felix zerknął dyskretnie. Płaskie obrotowe kółko, a pod spodem zielony i szerszy czerwony przycisk przypominały pedał gazu i hamulca. Brakowało sprzęgła, bo od jakiegoś czasu Land Rover posiadał automatyczną skrzynię biegów. Były też dwa przyciski mogące udawać sterowanie skrzynią biegów i mały wyświetlacz. Spojrzał na policjanta, wciąż konferującego przez radio, potem na samochód i przekręcił lekko kółko na pilocie. Przednie koła Land Rovera skręciły się! Wcisnął minimalnie zielony guzik - Land Rover wolno ruszył. Dzięki silnikowi elektrycznemu odbyło się to w kompletnej ciszy. Na szczęście trzypasmowa ulica była pusta, bo kierowanie samochodem za pomocą pilota było wielce nieprecyzyjne. Felix przyspieszył i skręcił w pierwszą przecznicę. Gdy tylko samochód znikł mu z oczu, wcisnął czerwony przycisk hamulca. Mimo to dobiegło go stłumione odległością metaliczne uderzenie. Zacisnął zęby, ale nic nie mógł już poradzić. Dopiero teraz zauważył, że Net i Nika przypatrują mu się ze zdziwieniem.
I’ll explain it later – powiedział.
– Nie ma takiego numeru? – rzucił do radia policjant. – Dobrze, spiszę je z bliska. – Odwrócił się w kierunku zatoczki i zamarł. – Co jest?!
– Kazał nam pan wysiąść – wyjaśnił Net, robiąc oczy kota ze Shreka – ale kierowcy nie kazał pan czekać. Teraz będziemy musieli jechać tramwajem.
– Przecież on był kierowcą! – Policjant ze złością wskazał Felixa.
– To był angielski samochód – łgał dalej Net. – Kierowca siedział po prawej stronie. Nie widział go pan? Mój kolega, Łukasz – wskazał Felixa – tylko siedział obok niego. Po lewej stronie.
Policjant sapnął i zamyślił się.
– Myślę, że lepiej będzie – powiedział po chwili – jak już sobie pójdziecie.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2009-05-12 (1582 odsłon)

[ Wróć ]
Content ©



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej