Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Bitwa o Skandię (wyd.II)
 
Katalog - dodano
 Notebook
- Tomasz Lipko
 Login
- Tomasz Lipko
 Cień i kość (wyd.MAG)
- Leigh Bardugo
 Oblężenie i nawałnica
- Leigh Bardugo
 Zniszczenie i odnowa
- Leigh Bardugo
 
- skomentowano
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Rozdziobią nas Loki, wrony
- Kevin Hearne
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

''Zabijcie Odkupiciela'' - Grzegorz Drukarczyk

MGR


 MGR zastaliśmy w jego norze – klitce trzy na pięć metrów służącej jako dom dla blaszanego pudła. Leżał zagrzebany w cuchnące smarami szmaty i słuchał radia. To był facet z klasą, zawsze na bieżąco, czytał nawet czasopisma techniczne wyszperane na śmietnikach. Lubił wiedzieć, co w trawie piszczy i jeżeli już piszczy, to dlaczego. Nie było dla niego spraw nierozwiązanych, często mawiał do nas: „Wy cymbały, nieuki, głąby. Myślenie ma kolosalną przyszłość”. Łebski gość.
– Cześć, MGR – Mistrz Świata powitał go radośnie. – Dawnośmy się nie widzieli.
– Cztery dni – odparł jak zawsze konkretnie. – Co was sprowadza, nieuki?
– To samo co zwykle – poinformowałem równie bezpośrednio.
Zakłopotał się. Widać było, że nie ma w ogóle, albo bardzo mało. W obu przypadkach zmartwiłby nas ogromnie, a tego nie lubił – należeliśmy przecież do ostatniej w Mieście sekty czcicieli słów Pańskich: „spragnionego napoić, głodnego nakarmić”.
– Po jednym wystarczy... – obwieścił smutno. – Po jednym małym – dodał zaraz, pamiętając o dokładności.
– Dawaj – machnąłem ręką – trzeba przełamać złe fatum. Co za pechowy piątek.
Wyskoczył spod szmat, przygładził poplamioną togę i podreptał w kąt pomieszczenia, gdzie zaczął grzebać wśród pustych opakowań po smarach i puszek po oleju. Trochę trzęsły mu się ręce, więc huku było co niemiara. Hałas obudził czarne go kota z ułamanym ogonem, który wylazłszy spod tych samych łachów, spod jakich wygrzebał się dopiero MGR, wlazł na półkę, wyprężył się leniwie, a później wymaszerował przez wywietrznik. Też członek naszej kompanii, tyle tylko że niepełnoprawny – nie pił, podobno od czasu jak normalni ludzie złamali mu ogon.
– Mam – obwieścił MGR.
Rzeczywiście, butelka miała wszelkie cechy produktu jednorazowego użytku. Menisk, jakby zawstydzony, kiwał się w jednej trzeciej jej wysokości, było mu przykro, że tak nisko upadł. Nam też. MGR ustawił trzy plastikowe kubki i polał. Menisk sięgnął dna. Amen – pomyśleliśmy zgodnie.
– No to cyk – zarządził MGR sadowiąc się w rozbebeszonym fotelu.
– Za twoją pomyślność – odpowiedzieliśmy, znajdując sobie miejsca siedzące na pustych kanistrach.
Wypiliśmy. Alkohol popłynął dwoma strumieniami – jeden ciepły, piekący, radosny powędrował do żołądka, drugi zimny, zatroskany, niemiły polazł kopnąć świadomość niezwykle optymistycznym stwierdzeniem, że nie ma już więcej. Ożywiliśmy się, ożywiły się przynajmniej te komórki, które w procesie ostrej reglamentacji załapały się na swoją porcję. Oczy najwyraźniej nie miały chodów w rozdzielniku, bo nadal smutno i tępo spoczywały na próżnej butelce.
– Mało – zawyrokował Mistrz Świata.
– Za mało – dodał MGR.
– Jeszcze mniej – podsumowałem.
Radio dudniło jakieś skoczne boogie. W przerwach po każdej zwrotce któryś ze zwariowanych kaznodziei Kościoła zreformowanego wyskakiwał ze swoją dziesięciosekundową reklamówką:
– Chrystus powrócił, sukinsyny! – krzyczał donośnie.
– Sukinsyny, słyszycie, powrócił nasz Chrystus!
Słyszeliśmy. Ale niepotrzebnie strzępił język, Apostoł od dawna zapowiadał nadejście Odkupiciela. Można powiedzieć, że uprzedzał o jego narodzinach codziennie. Nawet cytował odnośne fragmenty z Najnowszego Testamentu, który zdążył napisać, nim go wywalili z seminarium.
Byliśmy poinformowani. Bardziej użyteczna byłaby wiadomość, gdzie w darze społecznym zaczęli z tej okazji rozdawać alkohol. Nigdzie, do diabła, a szkoda.
– Wyłącz, niech się nie męczy – z bolesnym grymasem twarzy poprosił Mistrz Świata.
MGR pokręcił głową.
– Czekam na serwis informacyjny. Wczoraj wieczorem mieli awarię w atomówce King’s Power. Ciekaw jestem, jak sobie po radzą z tym gównem.
My nie byliśmy ciekawi, ale z MGR nie szło dyskutować na te tematy. W milczeniu błądziliśmy wzrokiem po wnętrzu garażu, próbując zająć czymś oczy.
– „Daremny trud, bezsilne złorzeczenia” – zawodził głośnik falsetem rockowego ulubieńca – „przeżytych lat nie zwróci nikt, nie wrócą do istnienia”.
Ogólnie rzecz biorąc, wnętrze nie należało do interesujących.
Pobielone wapnem gołe ściany, na których wisiało parę półek, jakieś gumowe paski i uszczelki, wyszczerbiona kierownica i dwie połatane dętki. Na podłodze walało się mnóstwo części niewiadomego pochodzenia, puszki, plastikowe opakowania, butelki, kable. W jednym rogu stała wielka beczka, w drugim spoczywał stos gazet i książek, które MGR z niemałym mozołem zbierał, tworząc podręczną biblioteczkę techniczną. Legowisko z poplamionych szmat, wybebeszony fotel i kanistry kończyły spis inwentaryzacyjny pomieszczenia. Oczy, nie znalazłszy nic ciekawego, na powrót przylgnęły do opróżnionej flaszki.
– A teraz najświeższe informacje stacji AAP – zabrzmiał głos spikera. – Awaria w King’s Power. Jak podawaliśmy wcześniej, wczoraj w godzinach wieczornych nastą pił wyciek skażonej substancji chłodzącej w bloku trzecim. Natychmiast do akcji przystąpiły ekipy specjalistów.
Niestety, ze względu na stopień skażenia nie udało im się dotrzeć do uszkodzonych urządzeń. Próby ponowiono o trzeciej nad ranem i o szóstej: bez rezultatu.
W związku z tym przystąpiono do częściowego wygaszenia reaktora pracującego na awaryjnym systemie chłodzenia.
W ciągu najbliższych godzin powinny nadejść zdalnie sterowane roboty, firma Berghoff a zadeklarowała już swoją pomoc. Przeciek powinien zostać zlokalizowany i usunięty najdalej do wieczora. Dyrekcja King’s Power zapewnia, że nie istnieje żadne niebezpieczeństwo.
To wszystko w tym wydaniu serwisu AAP, słuchajcie nas za godzinę.
– Sosy „Jili” w każdej chwili. Na chłody i słoty włóż firmy „Buci” saboty. Po paście „Nicea” masz czyste zęby i nikt nie powie, że cuchnie ci z gęby. Pamiętaj, bracie, tylko „Insektolep” wybija muchy, glisty i mole. Do usłyszenia za godzinę!
– Chrystus powrócił, sukinsyny! – rozkrzyczał się wesoły kaznodzieja. – Sukinsyny, słyszycie, nasz Chrystus powrócił!
Słyszeliśmy.
– Gówno, nie roboty. – MGR podniósł się z fotela.
Nie rozumieliśmy.
– Tam trzeba wleźć razem z nimi – tłumaczył nam jak zarządowi King’s Power – inaczej rozpieprzą więcej, niż naprawią. Na czuja to one mogą rozebrać elektrownię, a nie usunąć przeciek systemów chłodzących.
Zgodziliśmy się bez dyskusji.
– Będą potrzebowali Robaczków Świętojańskich, jak zwykle zresztą.
Zareagowaliśmy zaciekawieniem. Zwrot Robaczki Świętojańskie nie był nam obcy.
– Robaczki, do diabła, przecież to jest myśl! – wykrzyczał MGR w radosnym uniesieniu. – Kupa pieniędzy za nic! Kupa wódy, kupa żarcia, kupa... – Więcej nic sensownego nie przyszło mu do głowy, więc powtórzył w zachwycie raz jeszcze: – Kupa wódy – i umilkł rozmarzony.
Uśmiechnęliśmy się – Mistrz Świata radośnie, ja raczej smutno, MGR skoczył do narożnika ze stosem makulatury i zaczął gorączkowo przerzucać kilogramy zadrukowanego papieru. Nie trwało długo, jak z triumfalnym uśmiechem wy grzebał podarty magazyn techniczny i wróciwszy na fotel, rozłożył go na podłodze.
- Patrzcie – rzekł rozkazująco i brudnym paluchem wskazał na artykuł z czasów budowy King’s Power.
Popatrzyliśmy. Krótki wstęp o dobrodziejstwach, jakie zapewni elektrownia, a dalej szeregi obliczeń, rysunków i tabel. Nie rozumieliśmy ani w ząb, ale MGR myślał za nas.
– Schizo – zwrócił się do mnie – ty chyba ostatnio robiłeś za Robaczka Świętojańskiego...
– Pół roku temu – odparłem niechętnie.
– Mógłbyś na tym planie pokazać, gdzie?
Dokładniej przyjrzałem się rysunkom. Nie powiem, żeby odgrzebywanie w pamięci tamtej eskapady sprawiało mi przyjemność. Na samą myśl wracał cholerny ból podbrzusza, tarczyca wyłaziła na wierzch, a łysa pała zaczynała lamentować za utraconymi włosami. Przez moment na wybielonej wapnem ścianie zamajaczył cień Najstraszniejszej Pchły Świata.
– Chrystus powrócił, sukinsyny! – Kaznodzieja Kościoła zreformowanego nie szczędził pieniędzy z tacy na reklamę. – Sukinsyny, słyszycie, powrócił nasz Chrystus.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2009-07-13 (1488 odsłon)

[ Wróć ]
Content ©



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej