Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Sanktuarium
 
Katalog - dodano
 Szare Płaszcze: Rubież
- Marcin A. Guzek
 Saga Mrocznej Phoenix
- Stuart Moore
 Dystrykt Warszawa
- Rafał Babraj
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Diabeł wcielony
- Donald Ray Pollock
 
- skomentowano
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 Magia niszczy
- Ilona Andrews
 Harda horda
- antologia
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

''Objawienie'' - Daniel Greps

Tam na dole


Górna krawędź furtki sięgała Wiktorowi piersi. Wydawała się łatwa do sforsowania – dopóki nie spróbował.Nie był w najlepszej kondycji; prawdę mówiąc, jego kondycja była godna pożałowania – minęły wieki, odkąd ostatni raz uprawiał jakiś sport. Drobne oczka w siatce nie pozwalały znaleźć oparcia dla stóp – zwłaszcza stóp takich rozmiarów - zaś uniesienie ciała na tę wysokość przy jego nadwadze jawiło się zadaniem równie prawdopodobnym, co wspinaczka po nitce ugotowanego makaronu.
Siatka zaklekotała nerwowo, kiedy rzucił jej wyzwanie, przeklinając soczyście pod nosem swoją niezgrabność oraz głupotę, która go tu przywiodła. W końcu jednak udało mu się przewiesić przez krawędź furtki i opaść na trawę po drugiej stronie z obolałym brzuchem i drżącymi z wysiłku rękoma. Przez kilkanaście sekund leżał na wznak ze wzrokiem wbitym w niebo, próbując poskromić drżenie mięśni i roztrzęsiony oddech.
A potem zamarł bez ruchu, bo dobiegł go cichy szelest, jakby coś poruszyło się w cieniu otulającym drewnianą chatkę.
Bzdura, tutaj nikogo nie ma!
Ostrożnie uniósł się do pozycji siedzącej, nadstawiając czujnie uszu. Wydawało się oczywiste, że jedyną osobą, która mogłaby tutaj przebywać o tej porze (w zasadzie o każdej porze) jest Pingwin, ale uznał to za mało prawdopodobne. Z drugiej strony przypomniał sobie, że tak naprawdę nic nie wie o tym człowieku. Jeśli rzeczywiście skrywał jakąś tajemnicę, jego obecność na działce nocną porą byłaby całkiem na miejscu. Na samą myśl, że Pingwin miałby go znowu tu zobaczyć, oblał się zimnym potem. Tym razem w żaden sposób nie potrafiłby usprawiedliwić najścia.
Możliwe jednak, że tylko mu się wydawało; nocą wyobraźnia spuszczona z łańcucha lubi płatać figle. Podniósł się ostrożnie i rozejrzał. Chata i otaczające ją drzewa dawały mnóstwo cienia, w którym ktoś mógł się zaczaić. Wychodek stał po drugiej stronie. Wiktor ruszył w tamtym kierunku, starając się nie czynić najmniejszego hałasu. Po lewej ręce miał ścianę chwastów - rosły wzdłuż ogrodzenia, tworząc kłujący żywopłot. Pingwin najwyraźniej nie usunął ich, by jeszcze bardziej odseparować działkę od ścieżki biegnącej środkiem wzgórza. Wiktor zbliżał się do celu krok za krokiem, penetrując wzrokiem otoczenie. Był jakieś dwa metry od wychodka, gdy ujrzał, że w półmroku obok chaty coś się porusza.
Serce podeszło mu do gardła.
Tym razem nie mógł się mylić.
Z wielkiej plamy cienia, rzucanej przez drewniany budynek, oderwał się mniejszy cień - ale nie tak znowu wiele mniejszy. Bestia czarniejsza niż noc, jak ulepiona z sadzy, z ogromnym łbem przy samej ziemi ruszyła bezszelestnie w kierunku intruza. Jej ruchy były płynne, perfekcyjne, a w milczeniu czaiła się niema groźba.
Wiktor poczuł falę ciepła w kroczu. Zeszczałem się w gacie! Nie był w stanie drgnąć, mógł tylko obserwować nadciągającą kreaturę, błyskającą kłami długimi jak szable dzika. A potem pomyślał: Jeśli nic nie zrobię, ta chodząca paszczęka schrupie mnie jak biszkopt.
Zrobił dwa, trzy ostrożne kroki w tył, a potem odwrócił się i pobiegł. Usłyszał, że bestia też zrywa się do biegu – zabrzmiało to jak gwałtowny podmuch wiatru uderzający w rozwieszone na sznurze prześcieradło – takie ciche „puf!”, gdy zwierz łapami zabuksował w trawie, nim pomknął przez zarośla jak pocisk w stronę intruza. Boże, wszystko mi jedno, co to jest, dobry Jezu, niech już będzie po wszystkim, niech okaże się, że to sen, cokolwiek, byle nie... Ujrzał przed sobą furtkę. Rzucił się na nią z rozpędu, boleśnie waląc brzuchem w górną krawędź. Zmusił obolałe mięśnie ramion, by ciągnęły w górę ciężkie jak ołów ciało. Metaliczny jęk katowanego ogrodzenia nie zagłuszył złowieszczego basowego pomruku, który przetoczył się za plecami Wiktora jak odległy grzmot. Jezu Chryste, proszę cię... Krew łomotała mu w skroniach. Kwiląc, przepychał się ponad furtką na drugą stronę, rozpaczliwie majtając nogami. Zaciskał oczy w oczekiwaniu na przenikliwy ból, który pojawi się, gdy kreatura zatopi zęby w jego łydce. Zaczepił spodniami o wystający drut, szarpnął, rozdzierając materiał. Pokonał furtkę pięciokrotnie szybciej niż poprzednim razem. Przeturlał się po trawie, nie czując kłujących źdźbeł
raniących skórę. Bliski obłędu, na klęczkach próbował rozglądać się we wszystkich kierunkach jednocześnie. Był niemal pewien, że potwór skoczył za nim przez ogrodzenie, ale nie widział, by w pobliżu cokolwiek się poruszało. Rzucił okiem na działkę, spodziewając się ujrzeć zwierzę, wściekle targające metalową siatkę ociekającymi śliną kłami. Niczego podobnego nie ujrzał. Nie było żadnej bestii, tylko zarośla na tyłach domu falowały lekko, może poruszone wiatrem.
Kurwa, co to było?!
Jak to co? Pies.
Pies?! Z kłami jak dzika świnia?!
A czego się spodziewałeś? Że ktoś trzyma na działce szczeniaczka machającego ogonkiem na widok gości i liżącego ich różowym języczkiem?
Tylko skąd tutaj pies? Poprzednim razem go nie było.
Na pewno dopadłby Wiktora, kiedy ten stracił przytomność koło wychodka. Wygląda na to, że Pingwin trzyma na działce coś, co chciałby ukryć przed innymi ludźmi.
Ech, a może po prostu nie chce, by tacy jak ty kręcili mu się nocą po działce?
Pozbierał się z ziemi, patrząc z niesmakiem na rozdarte spodnie z ciemną plamą w kroczu, ciągnącą się wzdłuż nogawek niemal do samego dołu. Co ja powiem chłopakom? Tego nie da się ukryć. Cóż, w końcu poszedłem się wyszczać, nie? Powiem, że zapomniałem ściągnąć gacie. Ha, ha. Oceniał, że wyruszył nieco ponad kwadrans temu, więc raczej zauważyli już jego nieobecność.
Pieprzyć to. Do domu mam piętnaście minut. Z powrotem trochę dłużej, bo pod górkę, ale to nic. Przebiorę gatki i wracam na ognisko.
Mimo zmęczenia puścił się w dół niezgrabnym truchtem. Przeciął ulicę u stóp wzgórza, zbiegł ze skarpy
na boisko i popędził w stronę osiedla. Kiedy wspiął się po schodach na trzecie piętro, dyszał jak koń pociągowy, a w żołądku przelewało mu się ciepłe piwo, powodując mdłości. Przebrał spodnie, stare wepchnął do kosza na brudy,z szuflady biurka wyjął małą diodową latarkę. Schował ją do kieszeni i wyszedł z mieszkania. Tym razem nie wspinał się środkiem wzgórza obok ogródków działkowych. Wolał omijać leże czarnej bestii z daleka. Wybrał północno -zachodni stok, którym wcześniej schodził w dół. To nawet lepiej, wrócę od tej strony, w którą odszedłem od ogniska. Nie sądził, by jego długa nieobecność pozostała bez echa wśród kompanów, ale i taką możliwość trzeba było brać pod uwagę – alkohol sprawiał, że godziny gnały jak minuty i kto wie, czy cały ten czas, który spędził poza obozowiskiem, nie wyda im się krótszy niż mgnienie oka. Szedł lasem, dokładnie tą samą trasą, co niedawno w dół. Promień latarki ożywiał cienie, wyławiał z mroku znajome widoki, oswajał strachy ukrywające się w ciemnych kształtach między drzewami. Po kilkudziesięciu krokach Wiktor dotarł do polany z krzyżem. Powodowany impulsem przystanął i skierował snop światła na tabliczkę z inskrypcją.
Wytłoczony w metalu napis głosił:
ON NIE MA JĘZYKA. NIE JEST MU DO NICZEGO POTRZEBNY.
MA TYLKO KŁY.
TRZYMAJ SIĘ OD NIEGO Z DALEKA.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2009-08-28 (1475 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej