Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Jonathan Strange i Pan Norrell, tom 3.
 
Katalog - dodano
 Coś
- John W. Campbell
 Zmierzch Bogów
- Michał Gołkowski
 Czara Cieni
- Frances Hardinge
 Śpiew kukułki
- Frances Hardinge
 Cała Orsinia
- Ursula K. Le Guin
 
- skomentowano
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Rozdziobią nas Loki, wrony
- Kevin Hearne
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

''Dziewiąty Mag'' - A.R. Reystone



W Oazie Piastunów


– A jak dolośne, to ziośtane oficielem i bede mieć plawidziwy buzidygan! – seplenił wesoło mały chłopczyk o bardzo błękitnych oczach siedzący na kolanach piastuna.
– Jasne, Marcus, jasne. – Opiekun pogładził go po czarnej, niesfornej czuprynie.
– Tylko najpierw musisz się dużo uczyć. I bardzo starać. Oficerami zostają wyłącznie najlepsi. To elita, chłopcze. I to tacy, co nie zadzierają nosa i nie grymaszą przy jedzeniu owsianki albo kiedy trzeba iść wcześnie spać. Musisz się jeszcze dużo, dużo uczyć, mój mały. A przede wszystkim muszą cię polubić smoki – powiedział z naciskiem piastun, zaś jego twarz rozjaśnił uśmiech. Marcus był jego ulubieńcem, chociaż dobry opiekun nie powinien faworyzować nikogo.
– Phi! – Dziecko wydęło usta. – I tak ziośtane oficielem! I bede jeździł na śmokach, ziobaciś!
– Marcus, na smokach się NIE jeździ! Nimi się dowodzi. Prawdziwy oficer lata na pegazie, a smoki tylko trenuje... do walki, pamiętasz? – tłumaczył cierpliwie piastun, ale pokręcił głową z dezaprobatą. Upór tego malca czasem działał mu na nerwy.
– Do bani taki inteleś – wykrzyknął zdenerwowany chłopiec – jak sie nie moźna psielecieć na śmoku! – Teraz był bliski płaczu.
Piastun przytulił go do piersi i pogładził po głowie.
– No to może będziesz urzędnikiem albo sklepikarzem? – zaproponował nieśmiało, choć wiedział, że próba ze smokiem wypadła jednoznacznie. Przekomarzał się dla zasady.
– Eeeee, to jeś dla flajelów! – zaprotestowało dziecko. – Bede oficielem i pokieluje najwiekśią almią śmoków, jaką w ziyciu widziałeś!
– Jasne. Oczywiście – zgodził się szybko piastun, żeby uciąć ten spór. „Mam nadzieję, że nigdy nie będziesz musiał” – dodał w myślach. – A teraz śmigaj do łóżka i nim doliczę do trzech, chcę słyszeć twoje chrapanie. Mówię serio, Marcus! – Zrobił groźną minę, a przynajmniej tak mu się wydawało.
Chłopczyk popędził do swojego łóżka, jakby go troll gonił.
Chwilę później jego buzia we śnie się uśmiechnęła do pięknego smoka i dosiadającej go osoby. Znowu...


***


Wiele lat później


Sala odpraw w koszarach trzeciego miasta była prosto i skromnie urządzona. Ścian nie zdobił żaden gobelin. Tafle szyb okiennych wyłożono witrażami ze scenami walk smoków z różnymi fantastycznymi stworzeniami. Na ścianach i z sufitu zwisały ample o smoczych kształtach, zwykle „ziejące” ogniem, aby oświetlić to dość ponure pomieszczenie.
Jednakże w tej chwili nie było to konieczne, ponieważ słońce rzucało dość promieni, nawet mimo małych okien.
To nie miał być piękny budynek. Miał służyć jednemu celowi: naradom oficerów, przekazywaniu im grafików patroli oraz innych ważnych informacji czy szkoleniu teoretycznemu adeptów. Stąd wyposażenie też było proste i funkcjonalne. Wszystko tutaj w jakiś sposób nawiązywało do smoków, począwszy od tych okiennych witraży, na rzeźbieniach krzeseł i stołów skończywszy. Ostatecznie była to kwatera główna oficerów, więc czy mogło być inaczej? Bycie oficerem stanowiło nie lada przywilej – okupiony wieloma latami nauki, wyrzeczeń, mozolnych treningów, a przede wszystkim wymagający akceptacji samych smoków, które z reguły pożerały mniej więcej co dziesiątego adepta. Dlatego jedynie ci, którzy przeszli to mordercze szkolenie, zasługiwali na zielony oficerski płaszcz z naszywką w kształcie głowy smoka. Tu nie było miejsca na zabawy. Oficerowie co dnia udowadniali swoim życiem, wysiłkiem i lojalnością, że zasłużyli na ten przywilej. W końcu strzegli bezpieczeństwa miast, nie? Dlatego byli traktowani z tak niezwykłym szacunkiem, podziwem i zazdrością. Czarodziejem w końcu może być KAŻDY, ale czarodziejem i oficerem jednocześnie tylko NIELICZNI.
– Dobra, panowie! – zagrzmiał generał Zorian, postawny i energiczny elf cieszący się ogromnym autorytetem.
Akustyka w sali odpraw była tak doskonała, że nie potrzebował żadnego wzmacniacza głosu. – Ściągnąłem was tu wszystkich, ponieważ mam wam coś niezwykle ważnego do obwieszczenia.
Zrobił przerwę, a kilkudziesięciu oficerów-strażników portali natychmiast umilkło, koncentrując całą swoją uwagę na generale. Wszystkich intrygowało, po co zostali tak nagle wezwani.
– Jak wiecie – ciągnął Zorian – mamy coraz większe problemy z obsadzeniem wszystkich patroli. Nasze smoki są... hmm... coraz słabsze i kadra oficerów niestety też się nieco skurczyła. – Szmer szeptów potwierdził, że jego podwładni mają tego pełną świadomość. – Dlatego Wielka Rada Czarnoksiężników wyznaczyła nam bardzo ważne zadanie – powiedział, cedząc każde słowo. – Poszukuję samych ochotników, więc jeśli ktoś nie ma zamiaru wziąć w tym udziału, proszę, żeby teraz opuścił salę.
Nastąpiła chwila ciszy. Nikt się nie poruszył. Opuszczenie sali odpraw byłoby równoznaczne z tchórzostwem, dlatego wszyscy ci piękni mężczyźni wciąż siedzieli na swych niewygodnych stołkach i zachodzili w głowę, jakie to zadanie ma dla nich generał.
– Skoro ten punkt programu mamy już za sobą – tu Zorian uśmiechnął się krzywo – przejdę do rzeczy. Potrzebuję dwunastu chętnych do dość trudnego zadania, a ponieważ jest was tu kilkudziesięciu, więc będziemy musieli tę dwunastkę wylosować. Addar, wnieś kocioł!
Generał był najwyraźniej przygotowany na taką ewentualność, bo teraz jego chochlik Addar taszczył solidne naczynie z dziurą w pokrywce.
– Przyjaciele – powiedział elf – proszę, aby każdy z was wypisał swoje imię na karteczce i wrzucił do środka. Odczytani pozostaną w tej sali. Reszta powróci natychmiast do swoich obowiązków, zapominając o tym zebraniu. Jasne? Tym, którzy nie zostaną wybrani, dziękuję za chęć pomocy. A tym, których wylosuję, mam nadzieję, że wystarczy sił, odwagi i wytrwałości, aby wypełnić z honorem misję i bezpiecznie do nas powrócić – zakończył nieco pompatycznie, ale znany był z tego, że wszystko, co dotyczyło smoków czy Korpusu Oficerów, traktował śmiertelnie poważnie.
Mężczyźni po kolei podchodzili do kociołka i wrzucali karteczki.
– Cokolwiek to jest, mam nadzieję, że to będę ja. – Marcus mrugnął porozumiewawczo do swego przyjaciela, czarnoskórego elfa Fabiena. – Te patrole są taaaaaaakie nudne! – Udał, że ziewa, wzbudzając rozbawienie współtowarzyszy.
Kiedy ostatni oficer wrzucił swoją kartkę, generał wymamrotał pod nosem zaklęcie, zakręcił młynka buzdyganem i dotknął nim kociołka. Po chwili naczynie zaczęło wirować wokół własnej osi, a karteczki w środku zaczęły się mieszać. Kilka minut później czar ustał i kociołek ponownie stanął nieruchomo.
– Addar, zacznij losowanie – nakazał Zorian.
Chochlik doskoczył do kociołka. Małą czteropalczastą rączką zaczął wyciągać karteczki i podawać generałowi.
Ten odczytywał nazwiska jedno po drugim. Kiedy odczytał ostatnie, niewylosowani oficerowie z żalem wyszli, a pozostali skupili się wokół elfa. Zorian jeszcze raz dobył buzdyganu. Skierował go w kierunku drzwi i zablokował je zaklęciem zamykającym. Znowu wymruczał zaklęcie, zatoczył buzdyganem krąg wokół pozostałych oficerów i natychmiast otoczyła ich magiczna, nieprzezroczysta kapsuła dźwiękoszczelna, a lustrzana tafla za plecami generała zmieniła się w ekran.
Dwunastu oficerów długo zapoznawało się z celem misji oraz grożącymi im niebezpieczeństwami. Niektórzy byli zszokowani, inni oburzeni, ale wszyscy przyjęli do wiadomości konieczność wykonania zadania.
– Pamiętajcie – powiedział na koniec generał – obowiązuje was ścisła tajemnica. Nie wolno jej wam zdradzić nikomu.
Ten z was, który pierwszy namierzy i osiągnie swój cel, daje nam znak przez Znamię Smoka. Wtedy reszta się wycofuje, jasne?
– Jasne. Oczywiście – przytaknęli.
– No to do roboty. Czas nagli. Powodzenia, panowie! – Zorian spojrzał na każdego uważnie, potem uściskał ich i wyszedł.
Chochlik Addar pstryknął palcami, a wtedy lustrzany ekran znowu zamienił się w zwykłe lustro w srebrnej oprawie zdobionej smokami. Zniknęła także dźwiękoszczelna kapsuła. Dwunastu wybrańców z mieszanymi odczuciami w milczeniu opuszczało salę odpraw.


***


– Oczywiście nic mi nie możesz powiedzieć ? – upewnił się Marcus z zawiedzioną miną, gdy Fabien wyszedł z sali.
Wystarczyło jednak, że elf na niego spojrzał, a on od razu zrozumiał, że dalsze pytania są bezcelowe, przyjaciel i tak nic mu nie zdradzi.
„Cholera! – zaklął w myślach – Że też musi być taki uczciwy!”
„Słyszałem” – odparł telepatycznie Fabien z pewnym rozbawieniem. – Nie złość się, stary. Prędzej czy później dowiesz się o wszystkim, ale teraz nie mam wyboru, więc nie naciskaj, zgoda? – dodał już na głos i odszedł.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2009-09-28 (1580 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej