Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Patronujemy
 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Szalony statek, t.III
 
Katalog - dodano
 Piękna krew
- Lucius Shepard
 Immersja
- Erick Pol
 Jadowity miecz
- Rafał Dębski
 Zabójcze maszyny
- Philip Reeve
 Ostatnie konklawe
- Marcin Wolski
 
- skomentowano
 Artefakt
- Maggie Furey
 Zamęt Nocy
- Patricia Briggs
 Toń
- Marta Kisiel
 Sztylet ślubny
- Aleksandra Ruda
 Marzyciel
- Laini Taylor
 

Darkaraghel juz w Empiku

Kontynuacja rozmowy


 FB: Jak sprzedaje się twoja książka, wiem że to komercyjne pytanie ale jednak interesujące dla ogółu.

DA:
Sprzedaje się i szczerze mówiąc jestem niezmiernie zaskoczony wynikami tejże sprzedaży. Nie należę do grona znanych twórców, a mój pseudonim nie jest rozpoznawalny, przez to moje dzieło nie niesie wraz ze sobą gwarancji, iż sprzeda się „na pniu”. Mimo tego już w ciągu pierwszych dwóch tygodni sprzedaży dystrybutor zanotował bardzo wysokie zainteresowanie i sprzedało się ponad dwieście egzemplarzy. Dodatkowe kilkadziesiąt znalazło swoich nabywców za pośrednictwem internetowej aukcji. Jestem niezwykle pozytywnie zaskoczony tym, że znajduję swych czytelników.
W chwili obecnej książka trafiła na półki salonów Empik, a trudno o lepsze miejsce do promocji niż 138 salonów w Polsce, tak znanych i bezbłędnie kojarzonych nie tylko z księgarnią ale także i salonem multimedialnym. Dzięki współpracy jaką udało mi się nawiązać z siecią Świat Książki dystrybucja tomu pierwszego moich opowiadań trafia do każdego, kto poszukuje owego tytułu.

FB: Czyli nie żałujesz jej wydania?

DA:
No chyba żartujesz !

FB: Jakie są twoje dalsze plany pisarskie?

DA:
W chwili obecnej pracuję nad drugim tomem ‘’Opowieści z Borgaanu’’, którego wersja recenzencka powinna być gotowa już na grudzień. Wszystkich miłośników tomu pierwszego pragnę zapewnić, że czeka ich nie mało rozrywki, a także smak wielkiej, naprawdę wielkiej przygody. Na przyszły rok planuję powieść, o której już rozmawialiśmy. Choć plany moje obejmowały współpracę ze znanymi wydawnictwami, realia rządzące literackim i pseudo-literackim światem utwierdziły mnie jednak że nie jest to najlepszy pomysł. Tak jak pierwszą książkę tak i kolejne zdecydowałem się wydać samodzielnie, z wielu oczywistych a także mniej oczywistych powodów.

FB: Co poradziłbyś początkującym twórcom-pisarzom, którzy chcieliby wydać własną książkę?

DA:
Moich porad w tej materii nie można by zaliczyć do tych miłych i przyjemnych. Życie jest na co dzień brutalne i tak też się z nami obchodzi. Kontakty z wydawcami nie należą do rzeczy przyjemnych, odnosi się bowiem nieodparte wrażenie, że nikt ale to zupełnie nikt nie jest zainteresowany naszą twórczością, a my sami jesteśmy bardzo niemile widziani, nawet jeśli pojawiamy się jako zapis elektroniczny gdzieś na skrzynce mailowej. Sam, gdy decydowałem się na wydanie swoich opowiadań otrzymałem wiele ostrzeżeń i rad od zaprzyjaźnionych osób z wysokich kręgów literackich, tak odległych od codziennych przeżartych butą pismaków, czy nadętych użytkowników pseudo-literackich forów internetowych.

FB: Opowiesz nam o tym?

DA:
Ostrzeżenia te dotyczyły „oporu środowiskowego” i pewnego rodzaju przerostu formy nad treścią, który zdaje się zagościł w większości pośród tych którzy zwykli przypisywać sobie miano literatów, bądź też znawców tego tematu. Do tego pojawiały się inne ostrzeżenia, choć te akurat mnie nie interesowały. Dotyczyły bowiem strony finansowej przedsięwzięcia. Mówiono mi o rzeczach niewyobrażalnych, a mianowicie o tym jak żenującymi są gratyfikacje finansowe przekazywane autorom przez wydawcę w zamian za jego trud. Zupełnie nie zależało mi na tej stronie medalu, jak to się zwykło mówić, jednakże podejście 90% wydawców na polskim rynku nosi znamiona podłoty i wyzysku godnego miana prawdziwego feudalizmu.

FB: Mocne słowa.

DA:
Gdy zaczynałem przygodę z książką, a konkretniej nie tyle z przygotowaniem materiału co z samym jej wydaniem zacząłem zauważać i dowiadywać się z dobrych źródeł jakimi regułami rządzi się ten świat, i wbrew pozorom nie różni się on niczym od metod działania wielkich korporacji, które zrobią wszystko by pozyskać na stałe dla siebie klienta rzucając mu ubrane w ciuszki okazji, ostanie ochłapy. Wydawnictwa wiedzą, że rynek fantastyki w Polsce to bardzo wąski plac manewrowy i trzeba się sporo namęczyć żeby trochę zarobić, przy okazji przykrywając wszystko eleganckim płaszczykiem dbałości o jakość literatury. Młodych twórców czeka koszmar, który rozpoczyna się wielomiesięcznym (lub dłuższym) okresem oczekiwania na odpowiedź ze strony wszechwładnych wydawnictw, które decydują czyje książki pojawią się na półkach w tym roku a czyje nie. I nie chodzi tu bynajmniej o czyś talent, tylko o to czy to się sprzeda czy też nie. Z przykrością stwierdzam fakt, że nie ocenia się jakości nadsyłanych prac a jedynie ich potencjał rynkowy. To nie jest promocja talentów, to jest biznes, po prostu. Należy umieć nazywać pewne sprawy po imieniu. Dokładając do tego fakt, że młody autor zmuszany jest do podpisania umowy na mocy której zbywa prawa autorskie na rzecz wydawnictwa, przez co jego twórczość znajduje się w obrocie zasilając kieszenie darmozjadów, jemu samemu pozostawiając wraz z mizerną jednorazową gratyfikacją satysfakcję z pojawienia się nazwiska na półce sklepowej wraz z kolorową okładką.
Oto fragment rozmowy jaki odbyłem trzy miesiące temu z pewnym bardzo znanym w Polsce wydawnictwem specjalizującym się w fantastyce.

DA: […] – Czyli nie istnieje taka możliwość aby rozpocząć z Państwem współpracę jednocześnie samemu finansując całe przedsięwzięcie? Druk, oprawa, korekta wraz z redakcją, dosłownie wszystko, jednak Państwo zajęlibyście się promocją owego tytułu? Sekretariat: - Tak jak Panu mówiliśmy, odbyliśmy rozmowę na ten temat z naszym szefostwem i taka forma nie była by możliwa, niestety. Chyba, że Pana dzieło pozytywnie przejdzie weryfikację w dziale debiutów literackich, wtedy szefowie zgodzą się na Pana warunki.
DA: - To niezwykle mało interesujące, gdybym chciał bowiem skorzystać z działu debiutów nie widziałbym potrzeby własnego finansowania procesu wydawniczego książki.
Sekretariat: - Rozumiem Pana.
DA: - A jak taka współpraca, mama na myśli młodego twórcę, który to został zakwalifikowany przez „debiuty” do dalszego etapu wygląda? Jak Państwo podchodzicie wtedy do współpracy?
Sekretariat: - Jeżeli dział debiutów zdecyduje, że autor jest i będzie poczytny, zapraszamy go do siebie na spotkanie i podpisanie umowy.
DA: - Negocjujecie wtedy Państwo rozumiem, tak?
Sekretariat: - Nie, nie. Mamy gotowe umowy dla wszystkich nowych autorów na mocy których nabywamy od niego prawa autorskie do danego dzieła i od tego momentu jest już ono całkowicie własnością wydawnictwa.

Młodzi twórcy na pewno sami ocenią wartość przytoczonej rozmowy. Dowiedziałem się z pewnych źródeł, że taki proceder jest nagminnie stosowany przez większość wydawnictw tematycznych. Nawet gdyby tak nie było, wiem jakie są tak zwane widełki chciwości każdego wydawnictwa tematycznego w Polsce, a mianowicie wiem z jakich kwot obdzierają autora tak same wydawnictwa, jak i czyhający po drodze dystrybutorzy, a na samym końcu sprzedawcy bezpośredni. Niezależnie czy autor jest znaną czy anonimową osobistością w literackim świecie musi niestety zapłacić za to żeby pojawić się na półce, i to musi zapłacić nie mało. Sprytny zabieg wydawniczy ostatnich lat ukrywający liczbę drukowanych egzemplarzy ma na celu zamglić obraz i uniemożliwić szacunkowy zarobek tak jego jak i pozostałości w postaci autorskich tantiemów. W posiadanie takich informacji, wejść jest jednak niesłychanie łatwo, i wtedy widać marny i smutny obraz rzeczywistości literackiej, gdzie autorzy nie mogą sobie pozwolić na życie ze swojej pasji.

FB: Uważasz że nie da się zarobić na pisarstwie.

DA:
Jeśli chodzi o fantastykę to w naszym kraju jest tylko jedno znane nazwisko, które może swobodnie żyć ze swej pasji, ale na sukces tej osoby złożyło się wiele czynników dodatkowych, nie tylko same książki.

FB: A reszta?

DA:
Reszta, to niestety ludzie którzy poza pisarstwem muszą chodzić do pracy…Zakładają czasopisma, drobne gazetki, pracują w mediach lub pokrewnie, niektórzy piszą nawet po to by spłacać swoje zbyt obfite kredyty. Jest taka osoba, szkoda że czytelnicy nie wiedzą kto to ani jak potrafi wypowiadać się „prywatnie” na tematy z tym związane. Byłoby czego posłuchać.

FB: Skąd masz takie informacje?

DA:
Jak kiedyś powiedział pewien znany i niezbyt prawy człowiek „Informację są wszędzie, dosłownie krążą w powietrzu, wystarczy umieć po nie sięgnąć, a ja wiem jak.”

FB: Dziękuję za rozmowę i z niecierpliwością czekam na Twoją kolejną książkę.

Z Darkaraghel'em rozmawiała Zuna









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2009-10-07 (1559 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej