Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Bitwy w świecie Tolkiena
 
Katalog - dodano
 Żółte ślepia
- Marcin Mortka
 Lanny
- Max Porter
 Pułapka Tesli (wyd.2)
- Andrzej Ziemiański
 Port Cieni
- Glen Cook
 Notebook
- Tomasz Lipko
 
- skomentowano
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Rozdziobią nas Loki, wrony
- Kevin Hearne
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

''Kłopoty w Hamdirholm'' - Wojciech Świdziniewski



O ile ktoś wcześniej nie zatłucze elfa kijem



Związana Arien leżała przy jednym z palenisk. Otaczało ją kilkanaście krasnoludów, które radziły, co z nią zrobić. O dziwo, najwięcej do powiedzenia miał człowiek, Bregor.
- U nas, na Równinach - mówił z nienawiścią w głosie - takie dziwolągi jak ona skazujemy na śmierć głodową. O ile ktoś wcześniej nie zatłucze elfa kijem.
- Elfy to bitna rasa - zauważył jeden z krasnoludów. -Raczej wątpię, by dały się bezkarnie zatłuc zwykłym kijem...
- Dlatego związujemy je i dajemy do zabawy dzieciom. My, ludzie, nie mamy czasu zajmować się zwyrodnialcami, co to są piekielną i marną imitacją człowieka. A jak wy załatwiacie takie sprawy?
– Zrzucamy w przepaść pod Bramą. Teraz wystarczy wyrzucić ją na szalejącą zamieć.
– To na co czekamy? – Bregor wyszczerzył zęby w złowróżbnym uśmiechu. – Za Bramę ją!
– Za Bramę! – podchwyciły krasnoludy. Kilku podeszło do elficy, lecz ta usłyszawszy, jakie mają wobec niej plany, zaczęła wierzgać i przeraźliwie wzywać Baugiego.
– Stójcie! – odezwał się jeden ze starszych krasnoludów, Skekkel. – Według słów Baugiego to poseł. Poczekajmy lepiej na Dolgthrasira, niech on zadecyduje, co z nią zrobimy.
Część krasnoludów przyznała mu rację.
– To elf! – wrzasnął Bregor z szaleństwem w oczach i zaczął okładać Arien drzewcem jej własnej włóczni. Inne krasnoludy poszły w jego ślady. Elfica kuliła się pod ciosami, które zdawały się padać zewsząd.
– Baugi... – szeptała opuchniętymi i pokrwawionymi wargami. – Baugi!
Ciosy zelżały, a Arien usłyszała wściekły głos Baugiego:
– Co robicie, psubraty?! Toż to moja... Toż to ko... Toż to poseł, kurwa wasza mać! Niech no któryś jej dotknie, to osobiście brody powyrywam! Nie bacząc, czy to krewniak, czy obcy! Poszli mi won od białki!
– To elf! – wrzasnął Bregor. Krasnoludy podchwyciły:
– To elf! Zabić!
Baugi stanął przed skuloną Arien, której łzy zmieszane z krwią płynęły po policzkach.
– Najpierw musicie zabić mnie! – krzyknął Baugi, mocniej ściskając stylisko młota. Gwar ucichł. – Odpowiadam za nią honorem! A gdzie wasz honor, ziomkowie! Przyprowadzam posła, a wy chcecie zatłuc go kijami, jak zwykłą szczurnicę!?
– To nie poseł – powiedział spokojnie Dolgthrasir.
– Właśnie! – podchwycił Bregor. – To elf! Usiec zwyrodnialca!
Dolgthrasir powoli podszedł do kupca. Zachlapana woskiem twarz i broda krasnoluda wyglądały niczym maska demona.
– Milcz, człecze! – parsknął stary, opluwając strzępkami śliny twarz Bregora. Kupiec, chociaż wyższy od Dolgthrasira, cofnął się nieznacznie. – Czy pochodzisz z rodu Hamdira, że rządzisz jego klanem? Ba, czy jesteś krasnoludem, że śmiesz decydować o przyszłości tego gościa w naszej kopalni? Jak śmiesz porywać się na kogoś z naszego klanu?
– Nie mam nic przeciwko Baugiemu... – tłumaczył się Bregor.
– Nie o Baugiego tu chodzi. Podniosłeś rękę na jego żonę, a więc i na nas!
– Przecież to elfka... – zbity z tropu cicho powiedział Bregor.
– Ta elfka to żona Baugiego! – wykrzyczał mu w twarz Dolgthrasir. Krasnoludy spojrzały po sobie i zaraz podniósł się gwar zdziwionych głosów.
– Zmilczcie, bracia! – Dolgthrasir odwrócił się do swoich ziomków. – Przyjdzie czas na wyjaśnienia! Powiedzcie mi tylko, czemu posłuchaliście człowieka, a nie Skekkela, krasnoluda o najdłuższej brodzie? Zaślepiła was nienawiść?
– Prawo ustanowione przez Hamdira mówi, że żaden elf nie ma prawa przekroczyć progu kopalni – hardo odezwał się Lofar, który zawsze starał się podkopać pozycję Dolgthrasira, marząc o przywództwie nad klanem.
Dolgthrasir podszedł do niego.
– Nie do końca, Lofarze, nie do końca. Prawo mówi, że nikt, ni człowiek, ni elf, ni krasnolud z innego klanu, nie ma prawa przestąpić progu Przedsionka. Elfica zaś posłusznie czekała przy Bramie. Jeśli powołując się na prawo, chcesz stracić elfkę, to trzeba byłoby wytracić wszystkich ludzi i obce krasnoludy, które odwiedziły naszą kopalnię. Czy to się nam opłaca?
Zebrane przy Bramie krasnoludy zaczęły się zastanawiać nad ostatnim pytaniem Dolgthrasira. Wymordowanie wszystkich ludzi, głównie kupców, którzy odwiedzili kopalnię, sprawiłoby, że nikt nie pojawiłby się po towar. Trzeba byłoby sprowadzać towar na dół, na Równiny, co po dodaniu kosztów transportu i robocizny, znacznie podniosłoby ceny krasnoludzkich wyrobów. To z kolei zmniejszyłoby popyt na wytwory kopalni. Poza tym dochodzi jeszcze głowizna za zamordowanych kupców. W złocie.
Krasnoludy zaczęły parskać i kręcić głowami.
– Czyli sprawę złamania prawa przez elfkę mamy za sobą, tak?
Brodate głowy gorliwie przytaknęły.
Dolgthrasir wrócił do Bregora.
- Zostaje nam jeszcze próba zabicia żony mojego wnuka - stary krasnolud uważnie patrzył na kupca. Człowiek ciężko przełknął ślinę. - Jaka jest za to kara?
- Śmierć - powiedział cicho Skekkel.
- Śmierć - powtórzył, cedząc przez zęby Baugi i utulił pobitą Arien.
- Śmierć! Śmierć! - podjął tłum. Bregor zaczął się wycofywać.
- Zaraz, zaraz! - wyskoczył przed człowieka Lofar. -Pamiętajcie, że będziemy musieli zapłacić za jego głowę! Czy to się kalkuluje?
Krzaczaste brwi zmarszczyły się jak na komendę, końcówki wąsów i bród trafiły do ust. Sto piętnaście sztuk złota podzielić na...
- Ja zapłacę - szybko powiedział Dolgthrasir. - Mój prawnuk i jego żona są tyle warci.
- Śmierć! - zawył klan. Tłum porwał wierzgającego Bregora. Ktoś otworzył furtę, przez którą wpadł do Hali tuman śniegu. Po chwili w przeciwną stronę poleciał Bregor. Zatrzaśnięto drzwi.

* * *

- Baugi! Gdzie twoja żona?! - zawył Lofar, wznosząc do góry bogato zdobiony srebrem róg z piwem. Przedsionek był po brzegi wypełniony bawiącymi się krasnoludami. Naczelne miejsce zajmował Dolgthrasir i jego małżonka Yrsa. Po jego prawej stronie zasiadł Baugi, przy którym stał pusty fotel przeznaczony dla jego żony. Arien spała w jednej z komnat Pradziadka, z ranami opatrzonymi przez matkę Baugiego. Po lewej stronie Pradziadków siedział dziadek Arngrim wraz z babcią Hwedną. Naprzeciwko Dolgthrasira miejsce zajmował zasępiony Fridleif, jego małżonka a matka Baugiego, Sygrun oraz stryj Agnar. Kolejne miejsca, na prawo i lewo od bezpośrednich potomków Hamdira, zajęła dalsza rodzina, a za nią szacowniejsi przedstawiciele pozostałych rodów, między innymi Lofar i Skekkel.
Ojciec Baugiego zazgrzytał zębami i wychylił jednym haustem szklanicę spirytusu. Co za wstyd! Baugi, bezpośredni potomek Hamdira ma za żonę elfkę! Hańba! A Pradziadek nic sobie z tego nie robi. Ba! Zdaje się nawet cieszyć! Hańba i wstyd!
– No! Gdzie jest elfka?! – ponaglał Lofar.
Dziadek Baugiego, Arngrim, skrzywił się zniesmaczony. Kto by pomyślał? Mój wnuk ma żonę elficę. Elficę! No cóż. Młodzi często popełniają błędy. Baugi za jakiś czas zrozumie, że elf to nie partia dla krasnoluda. Taaak. Młodzi potrzebują dużo czasu, by pojąć, że świat jest ułożony tak, a nie inaczej.
– Baugi! Chcemy zobaczyć twoją żonę! – nie poddawał się Lofar.
Dolgthrasir uśmiechnął się do siebie. Jego prawnuk przyprowadził żonę! I co z tego, że jest elfem. Przecież prapradziadek Dolgthrasira, Gotthorm, poślubił Bleik ze znienawidzonego klanu Sorlich. Było na początku trochę psioczenia i naigrywania się, ale w końcu wszystko się ułożyło. Pradziadek szerzej się uśmiechnął. Gdyby tak udało się nawiązać kontakty handlowe z elfami? To by było coś! Reszta klanów mogłaby się nawet sprzymierzyć przeciwko Synom Hamdira, a i tak nie daliby rady
elfom z Równin. Nie ma nic złego w tym, że jego prawnuk ma za żonę elfkę. Ba! Można by z tego mieć niezłe korzyści.
Baugi ponuro spoglądał na zasępionego ojca siedzącego po przeciwnej stronie stołu. Słyszał żądania Lofara i wiedział, że główny konkurent Pradziadka do przewodzenia klanowi Hamdira naigrywa się z niego.
– Wiesz dobrze, Lofarze – odezwał się w końcu – że moja żona została pobita między innymi przez krasnoludy z twojego rodu i nie może uczestniczyć w uczcie.
– No tak! – zaśmiał się gromko Lofar. – Zapomniałem, że elfy nie wytrzymują przyjacielskich poszturchiwań rodziny!
Poplecznicy Lofara gruchnęli śmiechem.
– Dość! – grzmotnął pucharem w stół stryj Agnar. – Nie będziesz naigrywał się z mojej rodziny, szczurnicojebco!
Wiadomo było, że Lofar jakoś przełknie tę zniewagę – Agnar był największym wojownikiem i jednym z większych bogaczy Hamdirholm. Lofar od dawna nie czuł się na siłach sprostać stryjowi Baugiego. Znalazł inny sposób, by dokuczyć rodzinie Dolgthrasira.
– Stary zwyczaj mówi, że ten, kto przystępuje do Synów Hamdira, musi dowieść w walce, że jest godzien być jednym z nas. W przypadku kobiety robi to za nią jej rodzina.
– Arien ma rodzinę daleko na południu – odezwał się Baugi.
– Niech więc sama się broni – Lofar wyszczerzył zęby w złośliwym uśmiechu.
– Cóż za odwaga, Lofarze – podniósł się wzburzony Dolgthrasir. – Wyzywasz na pojedynek kobietę.
Lofar rozłożył ręce:
– Taki jest zwyczaj.
– Nie zga... – zaczął Dolgthrasir.
– Arien będzie walczyć – przerwał mu Baugi. – Jak tylko wyliże się z ran, udowodni, że jest godna przynależeć do Synów Hamdira.
W głosie syna Fridleifa było tyle pewności, że przez twarz Lofara przebiegł cień zastanowienia, tak jakby krasnolud nie miał pewności, czy dobrze postąpił i czy nie należy się z tego wszystkiego wycofać. Jednak od jakiegoś czasu przy wspólnym stole panowała cisza i wszystkie twarze były zwrócone na niego. Gdyby się wycofał, obwołano by go tchórzem i straciłby poważanie. Poza tym powołał się na stary zwyczaj, a z tradycją nie było żartów.
– Służę uprzejmie – uśmiechnął się i ukłonił. Gwar rozmów znów rozbrzmiał w Przedsionku. Krasnoludy żywo rozmawiały o zapowiedzianym pojedynku. Baugiemu odeszła ochota do ucztowania. Wstał i chciał opuścić Przedsionek, jednak zatrzymał go Dolgthrasir, również wstając i szepcząc mu do ucha:
– Nie możesz odejść od stołu. Nie teraz, gdy Lofar tryumfuje. Chyba nie chcesz dać mu poznać, że zepsuł tobie ucztę – a głośno wzniósł toast:
– Za Baugiego i jego żonę!
– Zdrowie! – zagrzmiał Przedsionek. Tylko Lofar pozwolił sobie zażartować w swoim własnym gronie, a jego poplecznicy nagradzali te żarty gromkimi wybuchami śmiechu.
Baugi kolejny raz zgrzytnął zębami, ale bez zmrużenia oka wychylił toast. Pradziadek usiadł, otarł brodę z resztek piwnej piany i zagadnął wnuka:
- Powiedz mi, co ty widzisz w tej elficy? Przecież nie ma nawet owłosionych nóg!




Będą jatki!



- Co tam dzisiaj mamy? - spytał Pradziadek, szykując się do cotygodniowego rozpatrzenia problemów nurtujących kopalnię.
- Trzy sprawy - zaczął Skekkel. - Pierwszy jest Gripir.
Z tłumu krasnoludów zebranych w Przedsionku wyszedł wezwany.
- Moja żona ogoliła nogi... - ledwo zaczął, a już sala gruchnęła śmiechem.
- Cisza! - krzyknął Skekkel. - Mów!
- Wszystko przez żonę Baugiego, która, jak przystało na elficę, nie ma owłosionych nóg. Moja żona również zapragnęła pójść w jej ślady i pozbawiła się włosów na nogach i teraz wygląda, jakby chodziła na ogonach szczurnic...
- To moje nogi i mogę z nimi robić co mi się żywnie podoba! - skrzekliwym głosem krzyknęła Alfhild, żona Gripira.
– Widzisz, Dolgthrasirze? – Gripir prawie płakał. – I to jest jedyna odpowiedź, gdy próbuję jej wytłumaczyć, że tak nie uchodzi, że tradycja... i w ogóle. Bardziej mi się podobała z kępkami włosów na udach!
– Ale ja się źle czuję – znowu krzyknęła Alfhild – jak mi pchły po tych kępkach biegają!
– Gripirze – odezwał się Pradziadek. – Czy brak owłosienia jest czymś hańbiącym? Moja prababcia, Bleik z klanu Sorlich, miała owłosione tylko łydki. Czy przez to była kimś gorszym?
– No nie – mruknął Gripir. – Tylko że moja żona ogoliła się jeszcze pod pachami...
– Jej wola – Dolgthrasir bezradnie rozłożył ręce. – Alfhild jest wolną kobietą, a nie twoją niewolnicą. Pod względem tego, jak się nosi, nie możesz jej nic nakazać ani zabronić. Nic na to nie poradzę. Mam tylko nadzieję, że jakoś się dogadacie.
Gripir wrócił do tłumu, skąd przez chwilę słychać było skrzeczenie Alfhild.
– Następny jest Agnar – zapowiedział Skekkel.
– Właściwie to już osądziłeś moją sprawę przy okazji żony Gripira – zaczął Agnar i na chwilę umilkł. – Otóż moja żona, Angeyja, zaczyna nosić obcisłe stroje i zdaje mi się, że robi to pod wpływem Arien. Teraz wszyscy mężczyźni mogą spoglądać na jej ponętne beczułkowate kształty... Nie mówiąc, jak to wpływa na młodzież...
– To nic! – krzyknął ktoś z tłumu. – Moja zaczęła się odchudzać!
– A moja zaczęła twarz pokrywać barwnikami!
– Chcą nosić ozdoby na co dzień, tak jak Arien!
Dolgthrasir uniósł dłoń i krasnoludy ucichły.
– Nic na to nie poradzę! Są to sprawy rodzinne, które sami musicie rozwiązać.
– Może byś porozmawiał z Arien? – nieśmiało zaproponował Agnar.
– To mogę zrobić. Baugi, przyprowadź żonę.
Po chwili do Przedsionka weszła wysoka i smukła elfica w obcisłym stroju i piękną spinką upinającą jej długie włosy. Kilku krasnoludów wzdrygnęło się, widząc jej lekko spiczaste uszy. Alfhild szturchnęła Gripira i powiedziała, że chce podobną spinkę.
– Arien, dziecko moje – zaczął Dolgthrasir. – Czemu namawiasz nasze kobiety, by porzuciły tradycje i stroje przodków?
Arien opuściła głowę.
– Do niczego nie nakłaniałam krasnoludzkich kobiet. Opowiedziałam tylko, jak noszą się elfy.
– To chyba rozwiązuje nasz problem. Od czasu, jak Baugi przyprowadził cię do naszej kopalni, jesteś nieustannie w centrum zainteresowania. Proszę cię, żebyś więcej nie opowiadała o elfach, nabrała trochę ciała i nosiła się przyzwoicie. Dobrze?
– Może nie będzie potrzeby, by Arien zmieniała swój sposób bycia – odezwał się Lofar. – Czas już na pojedynek.
– To jest trzecia sprawa – wtrącił Skekkel.
Arien odwróciła się do wyzywającego ją krasnoluda.
– Kiedy tylko zechcesz. Jutro? Dzisiaj? Zaraz? – powiedziała chłodno i bez entuzjazmu.
Lofar uśmiechnął się:
- Dzisiaj.
Do Przedsionka wbiegł zdyszany krasnolud i wysapał:
- Klan Sorlich nadciąga wschodnimi korytarzami! W jednej chwili Przedsionek zawrzał i krasnoludy
rzuciły się do swych komnat po broń.
- Po bitwie, Arien - rzucił krótko Lofar.
- Po bitwie - odparła elfica i pobiegła po swoją włócznię.
- Sporo ich - ucieszył się Agnar, spoglądając na wchodzące do Zachodniej Sali zastępy klanu Sorlich. -Ho, ho! Jest nawet sam Tyrfing! Będą jatki!
- Arien, naprawdę musisz walczyć? - Baugi z niepokojem spytał swą żonę.
Elfica uśmiechnęła się i pocałowała męża w czoło:
- Jak inaczej udowodnię, że jestem godna przystąpić do Synów Hamdira? Nic mi nie będzie.
- Martwię się, kochanie. To, że mnie pokonałaś, nie znaczy wcale, że dasz sobie radę w bitwie - mruknął Baugi, gładząc ją po twarzy.
- Niepotrzebnie, mój obrońco. - Arien namiętnie pocałowała Baugiego. Wśród zebranych Synów Hamdira rozległy się gwizdy i okrzyki zachwytu.
- Krwi! - wrzasnął Baugi, próbując w ten sposób zamaskować swoje zakłopotanie. Publiczne okazywanie uczuć to rzadkość u krasnoludów.
- Krwi! - podjął cały klan.
Dolgthrasir podniósł dłoń i uciszył swych ludzi.
– Wystąp, Tyrfingu, ty koźli pomiocie! – zakrzyknął.
Z szeregu Sorlich wystąpił krasnolud z czarną jak smoła brodą:
– Czego wrzeszczysz, szczurnicy łajno!
– Co cię sprowadza do naszej kopalni?
– To co zawsze! Zima! A zima to czas wojen pod górami!
– To sprawmy się szybko, bo mam jeszcze dużo roboty – ziewnął Dolgthrasir. – Naprzód! – wydał rozkaz swoim.
Oba klany z wrzaskiem ruszyły na siebie i starły się, wzniecając tumany prastarego kurzu. Śmigały młoty i topory, błyskały zęby i wściekłe oczy. Przez zgiełk bitwy przebił się dźwięk rogu. To Tyrfing nawoływał do odwrotu.
– Już? – mruknął zawiedziony Arngrim, którego siłą trzeba było odciągać od przeciwnika.
– Stać! Przerwa! – zakomenderował Tyrfing. – Dolgthrasir, pozwól na słówko!
Pradziadek wyszedł przed szereg i w połowie drogi spotkał się z wodzem wrogiego klanu. Tyrfing był wyraźnie wzburzony:
– Dolgthrasir, co ty odpieprzasz! Znamy się tyle lat, a ty mi tu taki numer wycinasz!
– O co ci chodzi? – spytał autentycznie zdziwiony Pradziadek.
– No, popatrz na pole bitwy. Większość rannych i zabitych to moi ludzie, a zawsze było po równo! To najbardziej krwawa bitwa od czasów, gdy Hamdir podstawił Sorliemu nogę...
– Hola, hola! To Sorli najpierw oblał Hamdira zupą...
– Nieważne – machnął ręką Tyrfing. – Co tu się dzieje? Wyjaśnij mi, bo ta bitwa przestaje się kalkulować.
Dolgthrasir pogłaskał brodę i uśmiech zrozumienia wypłynął na jego twarz:
– Już wiem! To wszystko przez Arien!
– Arien? – zmarszczył krzaczaste brwi Tyrfing. – To elfie imię...
– Tak, bo to żona Baugiego...
Tyrfing odskoczył od Dolgthrasira i krzywiąc się, wyszeptał z wyrzutem:
– Zadajecie się z elfami?
Pradziadek rozłożył ręce.
– Nic na to nie poradzę. Należy już do naszego klanu.
– Myślisz, że to przez nią?
Pradziadek przytaknął i wywołał elficę:
– Arien, córko, ilu krasnoludów zatłukłaś?
– Pięciu, sześciu – popłynął słodki głos z mroków Zachodniej Sali. – Nie mogłam więcej, ponieważ przeciwnik unikał potem mojej włóczni.
Synowie Hamdira ryknęli śmiechem i obrzucili klan Sorlich stekiem wyzwisk. Ci nie pozostali im dłużni.
– Musisz zabronić jej walczyć – zdecydowanie powiedział Tyrfing, gdy wrzawa ucichła.
– Nie mogę – konfidencjonalnie szepnął Dolgthrasir. – Jest wolną kobietą i jest traktowana, jakby urodziła się w klanie. Pozostała jej tylko formalność, pojedynek z Lofarem...
– Lofar! Ten pieniacz chce z nią walczyć? – po raz kolejny zdziwił się wódz Sorlich. – Przecież ten debil nie wie nawet, że młot bojowy trzyma się na końcu styliska, a nie przy samym obuchu!
Obaj wodzowie parsknęli śmiechem, ale zaraz poważne miny powróciły na ich twarze.
- Słuchaj, Dolgthrasirze - ponownie zaczął Tyrfing. -Musimy zatem ogłosić zawieszenie broni, dopóki nie będziemy mieli swojego elfa albo dwóch!
- No, no, no! Ręczę ci, że jeden wystarczy Dobra, jak będziecie gotowi, to dajcie znak.
Tyrfing przez chwilę drapał się w głowę i sapał. W końcu powiedział:
- Wiesz, nie chciałbym, żeby to wyglądało na tchórzostwo. Po prostu nam się to nie kalkuluje.
Pradziadek przyjacielsko poklepał go po ramieniu.
- Rozumiem. Wszystko rozumiem. Też jestem krasnoludem. Wyjaśnimy całą sprawę.
Obaj wodzowie odwrócili się do swoich ludzi i oznajmili:
- Rozejm!
- Wznoszę toast za zwycięstwo! - krzyknął Arngrim. -Szkoda, że bitwa nie trwała dłużej, ale co tam! Zdrowie!
- Zdrowie! - ryknął Przedsionek wypełniony krasnoludami. Chwilę było słychać gulgotanie, potem wielkie sapnięcie i trzask tłuczonych szklanic. Krasnoludy z krzykiem rzuciły się sobie w ramiona.
Arien wywinęła się z objęć Baugiego i spoważniała:
- Czas na mnie.
- Co to znaczy, kochanie?!
- Zapomniałeś, głuptasie? Mam zaległy pojedynek.
– Lofar – sapnął z wściekłością Baugi.
– Lofarze! – krzyknęła Arien w tłum. – Już czas!
Wywołany krasnolud zaczął przepychać się w stronę elficy. Zatrzymał się przed nią i wręczył puchar z winem.
– Arien, zapomnij o pojedynku. W bitwie udowodniłaś, że jesteś żoną godną jednego z nas! Zapomnijmy o tym!
Arien zaczęła się zastanawiać:
– No nie wiem, czy to mi się kalkuluje... Obraziłeś moją rodzinę, zostałam przez ciebie napadnięta, niemal wyrzucona za Bramę...
W miarę jak mówiła, Lofarowi znikał uśmiech.
– Weź ten puchar – wcisnął w ręce elficy pięknie zdobione złote naczynie.
Arien uśmiechnęła się i pocałowała Lofara w brodaty policzek. Lofar skrzywił się i niemal natychmiast wytarł twarz.
– Zdrowie! – krzyknął Dolgthrasir. Fridleif, ojciec Baugiego, cieszył się w duszy, myśląc: „Nie jest źle, jeśli Arien wydobyła od tego skąpiradła złoto, to może jeszcze coś będzie z tej elfki”.
– Cisza! – zagrzmiał Pradziadek. – Mój najmłodszy prawnuk chciałby coś ogłosić. Cisza!
Na stół wskoczył Nid i z uśmiechem oznajmił:
– Wychodzę za mąż.
– Chyba żenisz się – krzyknął do brata Baugi. Przedsionek huknął śmiechem.
– Nie. Wychodzę za mąż.
Fridleif, przeczuwając najgorsze, nalał sobie pełną szklankę spirytusu.
– Poznajcie mojego wybrańca, którego kocham prawie tak samo jak złoto! – Tu Nid wskazał na niepozornego krasnoluda z króciutką brodą. – Oto Sprakki!
Krasnoludom, włącznie z Arien, opadły szczęki. Nawet Pradziadek zmarszczył brwi.
Fridleif łyknął spirytusu i jęknął.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2009-10-14 (1383 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej