Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Imperium Burz
 
Katalog - dodano
 Na krawędzi otchłani
- Bernard Minier
 Cieplarnia (wyd.tw.)
- Brian W. Aldiss
 iBoy
- Kevin Brooks
 Fuga (wyd.2)
- Wit Szostak
 Człowiek, który był Czwartkiem
- Gilbert Keith Chesterton
 
- skomentowano
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Rozdziobią nas Loki, wrony
- Kevin Hearne
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

''Starship: Bunt'' - Mike Resnick

Matematyczna niemożliwość


Wyszli z windy wprost do mesy oficerskiej. Przy stolikach siedziało dwóch ludzi i Molarianin, każdy osobno. Obaj komandorzy znaleźli stolik w zacisznym kącie sali, zajęli przy nim miejsca i złożyli zamówienie przez interkom umieszczony na blacie.
– Nadal pijesz kawę? – zauważył Forrice.
– A ty wciąż wolisz krew Anglików?
– Słucham?
– Zapomnij – mruknął Cole. – Jak tu karmią?
– Jak dla mnie, nieźle. Ale czy tobie będzie smakowało, nie wiem.
– Dobra, przejdźmy do interesów. Czy „Teddy R.” brał udział w jakiejś akcji?
– Brał, ale siedemnaście, a może nawet i osiemnaście lat temu – odpowiedział Forrice. – Widziałeś go przecież. Gdyby ten statek miał kolana i został zaatakowany, pewnie padłby na nie natychmiast, żeby błagać o łaskę.
– Poważnie pytam, czy on MOŻE się bronić, jeśli przyjdzie co do czego?
– Mam nadzieję, że nigdy się tego nie dowiemy.
– A co powiesz na temat załogi?
– Wszyscy są tacy jak my.
– Jak my? – zdziwił się Cole.
– Większość z nich ma za sobą... przeżycia – Forrice zniżył głos. – Są tak zniechęceni i znudzeni służbą, że przynajmniej jedna trzecia z nich jedzie cały czas na prochach. A ponieważ to władze są odpowiedzialne za ich osądzenie i zesłanie na „Teddy’ego R.”, więc nie zdziwi cię chyba, że żaden autorytet nie cieszy się wśród nich wielkim poważaniem.
– Widzę, że sporo narkotyków przechodzi przez to pudło. Skąd oni je biorą?
– Podejrzewam, że wiele z nich zostało przemyconych na pokład w ciągu ostatnich dwóch lat – odparł Forrice. – Poza tym, jak pamiętasz, na niemal każdej jednostce ludzie stają na głowie, żeby wyjść z izby chorych. A na „Teddym R.” ludzie potrafi ą zabić, żeby się do niej dostać.
– Zatem patrolujemy sektor, którego nikt nie chce, z załogą, której nikt nie chce, na pokładzie okrętu, którego nikt nie powinien chcieć – podsumował Cole. – Chyba mamy do czynienia z czysto matematyczną niemożliwością.
– Optymista – powiedział Molarianin.
– Niech mnie cholera, jeśli za tobą nie tęskniłem, Cztery Oczy! – zawołał Cole. – Molarianie są chyba najbrzydszymi stworzeniami, jakie wyszły spod dłuta Pana Boga, ale to jedyna rasa, która myśli podobnie jak my.
– Bóg stworzył nas dopiero wtedy, gdy pojął ogrom błędów, jakie popełnił przy kreowaniu gatunku ludzkiego.
– Jakie rasy błąkają się jeszcze po pokładzie „Teddy’ego R.”? Kapitan wspomniał mi o Polonoi.
– Tak, mamy tutaj całkiem sporo Polonoi, do tego kilku Mollutei, paru Bedalian, a nawet jednego Tolobitę.
– Tolobitę? – powtórzył Cole. – A cóż to takiego, ten Tolobita? Nigdy nie słyszałem o takiej rasie.
– Jeszcze pięćdziesiąt lat temu nie mieliśmy pojęcia, że oni istnieją. Poczekaj, aż go zobaczysz. Ta rasa żyje w symbiozie z pewnymi małymi, raczej niezbyt inteligentnymi stworzonkami.
– Widywałem już wcześniej symbiontów – odparł niezrażony tym wywodem Cole.
– Ale na pewno nie takich – zapewnił go Forrice. – Byłbym zapomniał o Bdxeni, ale wiesz, praktycznie go nie widujemy.
– Dzisiaj chyba na każdym cholernym okręcie Republiki możesz natknąć się na Bdxeni. Nigdy nie śpią, więc stanowią idealny materiał na pilotów. Domyślam się, że nasz Bdxeni zajmuje to właśnie stanowisko?
– Tak – odparł Forrice. – Podpięli go do komputera nawigacyjnego. I to w dokładnym tego słowa znaczeniu. Kable wychodzące z jego głowy zostały podłączone do komputera albo i na odwrót. Nie wiem, czy maszyna odczytuje jego myśli, czy raczej on kieruje komputerami, ale „Teddy R.” leci tam, gdzie Bdxeni zapragnie, więc zgaduję, że ten układ całkiem sprawnie działa.
– Opowiedz mi coś o kapitanie – poprosił Cole. – Jaki on jest?
– Góra Fuji? – zapytał Molarianin. – Bardzo kompetentny i nieskazitelnie porządny. No i całkowicie nieszczęśliwy.
– Nieszczęśliwy?
– Gdyby ktoś zapytał o moją opinię, to krańcowa faza nieuleczalnej depresji.
– Ale dlaczego? – zdziwił się Cole. – Przecież wciąż dowodzi własnym okrętem.
– Stracił na tej wojnie córkę i trzech synów. A najmłodsze z jego dzieci zaciągnęło się w zeszłym miesiącu.
– Powiedział mi, że zabił całą bandę oficerów. Wiesz coś na ten temat?
– Znam tylko pogłoski. A z własnego doświadczenia wiem, że całkiem sporo oficerów zasługuje na zabicie. Z wyjątkiem tu obecnych, rzecz jasna. Dlaczego się śmiejesz?
– Wiem, że potraficie myśleć, jak ludzie – wyjaśnił Cole. – Ale nie mogę wyjść z podziwu, jak szybko przyswoiliście sobie wzorce naszej mowy.
– A czego po nas oczekiwałeś? Terrański jest językiem urzędowym Republiki. Jeśli mieliśmy służyć razem z wami, musieliśmy poznać wasz język.
– Wszyscy się go uczą albo przynajmniej korzystają z T -torów do tłumaczeń. Ale tylko wy, Molarianie, opanowaliście go do perfekcji.
– Jesteśmy rozumniejsi od pozostałych, jak sądzę – powiedział Forrice.
Blat stołu rozsunął się na boki, odsłaniając zamówione drinki. Cole uniósł swój i wyciągnął rękę w stronę przyjaciela.
– Za długą, nudną i wyłącznie pokojową służbę na tej krypie.
Niestety, był tylko oficerem, nie jasnowidzem.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2009-11-03 (1363 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej