Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Wieczna wojna (wyd.2)
 
Katalog - dodano
 Dystrykt Warszawa
- Rafał Babraj
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Diabeł wcielony
- Donald Ray Pollock
 Ale z naszymi umarłymi
- Jacek Dehnel
 Jednookie walety
- antologia
 
- skomentowano
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 Magia niszczy
- Ilona Andrews
 Harda horda
- antologia
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

''Profesjonalny zwierzołak'' - Andriej Bielanin, Galina Czernaja

Syndorm Mordoru


– Słuchaj, dziewczyno, jak będziesz tak siedzieć i gapić się na mnie, kurczak ci całkiem wystygnie – zauważył mój nowy współpracownik i delikatnie otarł wąsy serwetką.
Wyglądał niesłychanie poważnie. Może dlatego, że miał na sobie służbowy uniform – czyli kamizelkę z takiej samej tkaniny jak mundur Aleksa z tajemniczym żółtym emblematem na piersi. W podobnych strojach chodziło tu bardzo wiele osób. Udając posłuszeństwo (wiedziałam, że kocisku sprawi to przyjemność), spróbowałam kurczaka, a wtedy zdałam sobie sprawę, jak bardzo zgłodniałam. Widząc mój zdrowy apetyt, grubasek łaskawie pokiwał głową.
– No i jak ci się podoba u nas w Bazie? – zapytał dumnie, przełknąwszy łyk wody mineralnej.
– W porządku, tylko trochę mnie niepokoją różne dziwne stworzenia, które kręcą się dokoła. – Zniżyłam głos, nachylając się do puszystego ucha. – Na przykład ten dziwak bez głowy, co sprząta naczynia. Przecież on to robi na oślep, a tak zręcznie mu idzie... Albo ten z siną twarzą i pętlą na szyi, co stoi za ladą, wydając dokładki.
– A, to nasze miejscowe potwory. Nie zwracaj uwagi. Rozumiesz, oni mieli wybór: albo bezpowrotnie do grobu, albo zostać w Bazie i robić coś pożytecznego dla społeczeństwa. Ci dwaj akurat wybrali wariant drugi. Służyć ludzkości to oczywiście znacznie ciekawsze niż dokarmianie robaków. A ten siny z wywalonym językiem to nasza, moja i Aleksa robota – oznajmił kocur dumnie, mrugając porozumiewawczo.
– Yek... – wyrwało mi się znowu. Ostrożnie odsunęłam się od emanującej samozadowoleniem mordy przedstawiciela kotowatych. Od samego początku nie podobał mi się dziwny błysk w tych zielonych ślepiach.
– Czyli co, powiesiliście tego biedaka, nieważne kim był i co zrobił, a teraz jeszcze cynicznie się tym przechwalasz?!
Koci profesor zdumiał się i oburzył.
– Jak możesz mnie podejrzewać o takie okropności? Wręcz przeciwnie, zdjęliśmy z niego klątwę. Parę wieków temu ten młodzieniec popełnił samobójstwo. Od tamtej pory jego duch nie mógł znaleźć spokoju. Jako nadgniły trup miotał się po świecie i dusił tych, co byli winni jego śmierci, jak sądził. A potem ich potomków, krewnych, przyjaciół i nawet zwykłych znajomych...
Z litością popatrzyłam na sinego stołówkowego, który w tym momencie akurat tłukł ścierką po łapach jakiegoś niecierpliwca, próbującego się wepchnąć poza kolejką. Zobaczywszy, że patrzymy w jego stronę, uśmiechnął się przyjaźnie, pokazując dwa idealnie równe rzędy długich poczerniałych zębów. I pomachał nam ręką. Agent 013 w odpowiedzi pomachał mu łapą.
– Ale dlaczego? Czemu ten nieszczęśnik zdecydował się na taki desperacki krok? – spytałam, czując nagły przypływ współczucia, i otarłam ukradkiem łzę.
– Ach, banał. Długi karciane – westchnął kot. – Wierzyciele naciskali, a kiedy nie miał już gdzie się schronić, spróbował uciec w zaświaty.
Tymczasem wisielec wojował z jakimś skrzatem, który usiłował mu gwizdnąć sprzed nosa kawałek keksu. Nie bacząc na groźną ścierkę, przestępca umknął jednak z łupem, tylko mignęły jego brudne pięty.
– Nigdy nie mogłem pojąć, dlaczego hobbici nie noszą butów – mruknął kot w zadumie, dłubiąc w zębach wykałaczką.
– Ty też nie nosisz – zauważyłam, mierząc go wzrokiem od stóp do głów. Właściwie i mnie od dawna to interesowało: dlaczego hobbici zawsze chodzą na bosaka? Latem i zimą, przy czym potrafią przemierzyć tak ogromne odległości, jak choćby w tej słynnej historii o Pierścieniu. Do tego nigdy nie dostają kataru ani nie wbijają im się drzazgi. Mogliby aż tak nie oszczędzać na łapciach...
– Ja mam na łapach poduszeczki – odparło kocisko z godnością, oglądając sobie pazury. A widząc w moich oczach nieme pytanie, spokojnie wyjaśniło: – Owszem, to jeden z narażonych na kontakt z Pierścieniem. Kiedy go pod groźbą odbierają, nie przechodzi to bez śladu w psychice. Pierścień oczywiście jest fałszywy, jak zapewnia lekarz. A ty pewnie chciałabyś się dowiedzieć, co tu porabia hobbit? Otóż właśnie przechodzi rehabilitację w naszej klinice.
– To wy macie tutaj klinikę dla hobbitów? – wytrzeszczyłam oczy.
– Nie tylko, chociaż hobbitów bez piątej klepki tam pełno. Oczywiście nie wszystkie są byłymi „szczęśliwymi właścicielami” Jedynego Pierścienia. Zastanawiasz się, jakie mogą mieć problemy? Jak by ci to wytłumaczyć...?
W waszych czasach istnieją takie terminy, jak „syndrom czeczeński” albo „syndrom Zatoki Perskiej”, a oni mają „syndrom Mordoru”, rozumiesz?
– Aha...
Jakoś nie miałam ochoty zgłębiać tematu nieszczęsnych mieszkańców Hobbitonu. O elfach, proszę bardzo, lecz kot nie był w nastroju.
Dojadłam kurczaka i dopiłam herbatę. Wolałabym kompot – wiedziałam, że jest, bo Mruczek przyniósł go sobie i sam cały wypił, bałam się jednak podchodzić wisielcowi pod karzącą rękę. Nie dowierzałam zapewnieniom tłuściocha, że teraz, kiedy siny stołówkowy widział nas razem, zawsze mam zagwarantowaną dokładkę i kompocik gratis. Poprosiłam kota, żeby mi przyniósł szklankę, ale ten leniuch wykręcał się tak długo, aż straciłam cierpliwość i pociągnęłam go za ogon. Tak go obraziła ta poufałość, że zaczął udawać głuchego i niemego.Akurat zjawił się Aleks, obejrzał sobie nabzdyczonego towarzysza, dowiedział się o moim pragnieniu i poszedł po kompot. No i dobrze, gdyby odmówił, następstwa mogłyby być groźne. Potem wystąpił jako rozjemca między mną a miauczuchem i doprowadził do zawieszenia broni.
Kiwnęliśmy sobie głowami, lecz ręki podać kotu nie chciałam. Splotłam demonstracyjnie ramiona na piersi, a on zrobił dokładnie to samo.
– Jeśli tak się będziecie zachowywać, nie będziemy mogli być w jednej ekipie – orzekł Aleks, usiłując być surowym, ale w końcu machnął ręką. – A czort z wami! Słuchajcie. Dali nam nowe zadanie. Wyprawimy się do Japonii. Wiek XVI, miejsce: lasy na wyspie Hokkaido, obiekt: upiory rokuro-kubi.
– Ble...? To znaczy: że jak? – nie wytrzymałam.
– Rokuro-kubi czyli Bezgłowe Upiory Mroku! To człekokształtne kreatury terroryzujące tamtejszą wieś. Za dnia zachowują się jak całkiem zwyczajni ludzie, a po zmroku przekształcają się w bezgłowe potwory. Jak sądzę, będziemy mieli z nimi do czynienia nocą, bo wtedy właśnie ich głowy wylatują na polowanie, a ciała leżą bez ruchu w położeniu horyzontalnym. Żywią się ludzkim mięsem. Szczegóły są w tym dossier. – Aleks klepnął dłonią przyniesioną teczkę i rzucił ją na stół. – Przejrzymy po drodze. Teraz zjem obiad, potem wybierzemy się do magazynu po odpowiedni sprzęt i ciuchy dopasowane do tamtych czasów. Ale najważniejsze... – zatarł ręce z błyskiem w oku – podwójne racje żywnościowe!
– A potem? – spytałam niecierpliwie.
– Akcja. Po przydziale gratów zawsze akcja – zakomunikował mi kot, robiąc pierwszy krok ku pojednaniu. – Uwierz memu doświadczeniu, gdzie żarcie, tam i zadanie, a jak przydział podwójny, to znaczy, że i akcja będzie wyjątkowo trudna. Będziem proch wąchać, pod ostrzałem będziem pełzać, pod bombami zygzakiem biegać... Ech, czegóżeśmy już nie przeszli...!
– Mógłbyś oszczędzić sobie i nam tego patosu? – spytał Aleks ironicznie. (W szarym mundurze było mu bardzo do twarzy – to tylko moje osobiste spostrzeżenie, bez związku ze sprawą). – Lepiej powiedz: jak dobrze władasz samurajskim mieczem?
– Yekk... – Sama już nie wiem, czy to byłam ja czy może nasz ogoniasty łakomczuch.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2009-11-07 (1505 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej