Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Kolchak: Kroniki Nocnego Łowcy
 
Katalog - dodano
 Szare Płaszcze: Rubież
- Marcin A. Guzek
 Saga Mrocznej Phoenix
- Stuart Moore
 Dystrykt Warszawa
- Rafał Babraj
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Diabeł wcielony
- Donald Ray Pollock
 
- skomentowano
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 Magia niszczy
- Ilona Andrews
 Harda horda
- antologia
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

''Koszmar na miarę'' - Robert Cichowlas & Kazimierz Kyrcz Jr.



Korytarz zdawał się nadnaturalnie długi, niczym tunel wiodący do innego wymiaru, natomiast wysokie rzędy szarych kartonów ze swetrami i koszulami, ustawione po bokach, mocno zwężały pomieszczenie. Zmuszony okolicznościami wykonywałem powolne, ostrożne ruchy, starając się żadnego nie strącić. Wciąż walczyłem z pokusą, by sprawdzić, czy za moimi plecami nie czai się żaden stwór gotujący się do tego, by zaatakować, dmuchnąć mi w twarz wyziewami zaczerpniętymi z najgłębszych czeluści piekieł, a na koniec powoli i z przyjemnością rozszarpywać na kawałki.
Pomimo najgorszych przeczuć nic takiego się nie stało – wkrótce zobaczyłem wynurzającą się z mroku bryłę biura. Wąski strumień światła oświetlał wiszącą na ścianie korkową tablicę, do której przyczepiono świadectwa mojego upodlenia zwane dla niepoznaki grafikami pracy.
Przystanąłem. Wydawało mi się, że słyszę jakiś przypominający trzepotanie ptasich skrzydeł szelest. Po chwili powtórzył się, głośniejszy. Zupełnie jakby jakieś ogromne ptaszysko walczyło z metalowymi prętami klatki, za wszelką cenę próbując wydostać się na zewnątrz. Pomyślałem, że jeśli rzeczywiście jest to ptak, musi mieć potężne skrzydła. Świst, jaki wydawały, sprawiał, że włosy zjeżyły mi się na głowie.
Wziąłem kilka głębszych oddechów, dzięki którym zebrałem w sobie dość odwagi, by spojrzeć w okno. To, co zobaczyłem, wyssało z mego ciała resztki energii – gdyby w tym właśnie momencie kopnęła mnie mrówka – pewnie bym się przewrócił.
Za szybą znajdował się Warski, ubrany w czarną koszulę i nowe jasnoniebieskie dżinsy z pstrokatymi wzorami na tylnych kieszeniach. Jego wysoka, potężna postać była przygarbiona, nieomal zgięta wpół. Ktoś, kto by go nie znał, mógłby uznać, że ma przed sobą małego chłopca karconego przez ojca za nieodrobione lekcje. Jego włosy lśniły od żelu, a po zaczerwienionej twarzy spływały krople potu.
W tym, że pocił się tak obficie, nie było nic dziwnego. Naprzeciwko niego stała bowiem sięgająca nieomal sufitu maszkara. Opierzona na brązowo wyglądała na ogromną, zmutowaną sowę, która przyleciała na naszą planetę prosto z Gwiazdozbioru Hydry.
Stwór stał tuż przy drewnianej szafie z półkami na segregatory, a z jego wydłużonego pyska wydobywała się strużka śliny.
Jak zahipnotyzowany wpatrywałem się w rozłożone na całą szerokość pomieszczenia skrzydła. Zdawały się obejmować biuro, jednocześnie gotowe na to, by w ułamku sekundy przygarnąć do siebie Warskiego; milczącego, ulegle wpatrzonego w okrągłe i błyszczące jak granaty ślepia.
Ta scena żadną miarą nie wpisywała się w znajomy i logiczny obraz świata, jaki nosiłem w swoim umyśle. W pierwszym odruchu chciałem więc wyprzeć ją ze świadomości, zaprzeczyć jej istnieniu.
Rozejrzałem się pośpiesznie – zewsząd otaczał mnie znajomy, nieomal bezpieczny mrok.
Kiedy znów zerknąłem przez okno, opierzony stwór w ułamku sekundy rozchylił swój ostry, nieco wygięty ku dołowi dziób. Był to jeden błyskawiczny ruch, typowy dla drapieżników. Rozległ się szelest piór, a potem inny dźwięk: głośniejszy, metaliczny.
Istota posunęła się o krok do przodu, a ja zamarłem. Przeniosłem wzrok na Warskiego, który cofnął się nieco, by oprzeć się o krawędź biurka. Powiedział coś, ale nie usłyszałem słów, bo zagłuszyły je pazury opierzonego monstrum, szorującego po podłodze niczym tuzin noży trących o wypolerowaną powierzchnię talerza.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2010-04-26 (1169 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej