Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Tajemnica Medyceuszy
 
Katalog - dodano
 Dystrykt Warszawa
- Rafał Babraj
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Diabeł wcielony
- Donald Ray Pollock
 Ale z naszymi umarłymi
- Jacek Dehnel
 Jednookie walety
- antologia
 
- skomentowano
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 Magia niszczy
- Ilona Andrews
 Harda horda
- antologia
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

Smok Jego Królewskiej Mości - Naomi Novik



Kula karabinowa śmignęła tak blisko, że pęd powietrza zmierzwił włosy Laurence’a; z tyłu rozległ się huk salwy jego załogi, a Temeraire chlasnął w locie francuskiego smoka, pozostawiając na ciemnoniebieskiej skórze długie bruzdy, sam zaś wygiął się zręcznie, aby uniknąć jego pazurów.
– To Fleur-de-Nuit, sir – zawołał Grandy z rozwianym włosem, podczas gdy niebieski smok odleciał w bok z rykiem i zatoczył koło, szykując się do kolejnego ataku na formację; jego załoga już schodziła, by opatrzyć mu rany, które nie były poważne.
Laurence skinął głową.
– Tak. Panie Martin – krzyknął głośniej – przygotujcie mieszankę błyskową; urządzimy im przedstawienie przy ich kolejnym ataku. – Francuskie smoki były masywnie zbudowane i niebezpieczne, lecz prowadziły nocny tryb życia, więc miały oczy wrażliwe na gwałtowne rozbłyski jasnego światła. – Panie Turner, proszę podać sygnał ostrzegawczy przed mieszanką błyskową. Zaraz otrzymali potwierdzenie od sygnalisty Messorii, która właśnie odpierała gwałtowny atak francuskiego smoka średniej wielkości na czoło formacji. Laurence poklepał Temeraire’a po karku, by przykuć jego uwagę.
– Poczęstujemy Fleur-de-Nuita mieszanką błyskową – zawołał. – Utrzymaj pozycję i czekaj na sygnał.
– Dobrze, jestem gotowy – odpowiedział Temeraire. W jego głosie brzmiała nutka podniecenia, niemal drżał.
– Uważaj, proszę – dodał mimowolnie Laurence; jak można było sądzić po bliznach, francuski smok był starszy, a on nie chciał, żeby Temeraire odniósł rany z powodu nadmiernej pewności siebie.
Fleur-de-Nuit pomknął w ich stronę, usiłując po raz kolejny wbić się między Temeraire’a i Nitidusa. Najwyraźniej zamierzał rozdzielić formację, raniąc przy okazji któregoś z nich, przez co Lily zostałaby pozbawiona osłony i narażona na atak od tyłu przy kolejnym nawrocie. Sutton już sygnalizował nowy manewr, który pozwoliłby im zawrócić i dał Lily możliwość zaatakowania Fleur-de-Nuita, największego z francuskich napastników, lecz najpierw musieli odeprzeć tę szarżę.
– Wszyscy na stanowiska, przygotować mieszankę – polecił Laurence przez tubę, kiedy potężny niebiesko-czarny smok nadleciał z rykiem. Szybkość walki wykraczała poza dotychczasowe doświadczenia Laurence’a. Na morzu wymiana ognia mogła trwać pięć minut; tutaj atak kończył się po niecałej minucie i niemal natychmiast następował kolejny. Tym razem francuski smok skierował się bardziej na Nitidusa, pragnąc już uniknąć pazurów Temeraire’a; liczył na to, że mniejszy Pascal’s Blue nie będzie w stanie utrzymać pozycji pod naporem jego ciężkiego ciała. – Zwrot na bakburtę i zbliż się do niego! – zawołał do Temeraire’a.
Temeraire zareagował natychmiast. Jego ogromne czarne skrzydła obróciły się jak na osi i przechyliły ich w kierunku Fleur-de-Nuita, dzięki czemu Temeraire zbliżył się do wroga szybciej, niżby to potrafił zrobić typowy ciężki smok. Francuski zadrżał i spojrzał na nich odruchowo, a wtedy Laurence zobaczył jego bladobiałe oczy i zawołał:
– Odpalić mieszankę.
W ostatniej chwili zdążył zamknąć powieki; nawet przez nie zobaczył wielki błysk, a potem usłyszał, jak Fleur-de-Nuit ryknął z bólu. Kiedy Laurence znowu otworzył oczy, zobaczył, że Temeraire wściekle macha łapami, orząc głębokie bruzdy w brzuchu smoka, a strzelcy ostrzeliwują francuskich bellmanów.
– Temeraire, utrzymaj pozycję – zawołał Laurence, bojąc się, że ten może zostać z tyłu, rozentuzjazmowany odparciem Fleur-de-Nuita.
Nieco zaskoczony Temeraire, zatrzepotał gwałtownie skrzydłami i wsunął się na swoje miejsce w szyku. Sygnalista Suttona uniósł zieloną flagę, a kiedy cała formacja wykonała ciasną pętlę, Lily otworzyła pysk i zaryczała: Fleur-de-Nuit wciąż leciał oślepiony, brocząc krwią, podczas gdy jego załoga próbowała go odciągnąć od pola walki.
– Wróg na górze! Wróg na górze! – Rozgorączkowany obserwator z bakburty Maksimusa pokazywał do góry; niemal w tej samej chwili dotarł do nich przeraźliwy ryk podobny do grzmotu: z góry pikował Grand Chevalier. Jego blady brzuch wtopił się w gęste chmury, dzięki czemu smok nie został zauważony przez obserwatorów i teraz spadał prosto ku Lily, rozwierając ogromne łapy; był niemal dwukrotnie większy niż ona, a wagą przewyższał nawet Maksimusa.
Laurence z przerażeniem zobaczył, że Messoria i Immortalis nagle opadają. Nitidus ze zdumienia zatrzepotał skrzydłami, lecz zaraz wyrównał lot, także Dulcia utrzymała swoją pozycję, lecz Maksimus śmignął do przodu i wyprzedził pozostałych, a spłoszona Lily zaczęła zataczać koła. Formacja rozsypała się, pozbawiając ją osłony.
– Gotuj strzelby, celować w niego! – wrzasnął Laurence, dając gorączkowe znaki Temeraire’owi, co nie było konieczne, bo po chwili smok sam skoczył do przodu na ratunek Lily. Chevalier znalazł się zbyt blisko, żeby całkowicie go zablokować, lecz gdyby udało im się go dopaść, zanim zdoła trafić Lily, nie odniosłaby ona tak ciężkich ran i miała czas na kontratak.
Zbliżały się też pozostałe cztery francuskie smoki. Temeraire nagle przyspieszył i przemknął tuż przed pazurami Pêcheur-Couronnego i zderzył się z ogromnym Chevalierem, rozcapierzając szpony, kiedy ten ciął Lily po grzbiecie.
Lily ryknęła z bólu i wściekłości, młócąc łapami; teraz wszystkie trzy smoki, splątane ze sobą, biły wściekle skrzydłami w przeciwnych kierunkach, drapiąc i tnąc pazurami. Lily nie mogła pluć jadem w górę; musieli spróbować ją uwolnić, lecz Temeraire był o wiele mniejszy od Chevaliera, a Laurence widział, jak szpony ogromnego smoka zagłębiają się coraz bardziej w ciało Lily pomimo wysiłków załogi, która rąbała siekierami twarde jak żelazo pazury.
– Rzućcie w górę bombę – zawołał Laurence do Granby’ego. Spróbują cisnąć bombę w uprząż Chevaliera, chociaż mogli chybić i trafić Temeraire’a albo Lily.
Temeraire, który z furią wymachiwał łapami, wciągnął głęboko powietrze i zaryczał z taką siłą, że całe jego ciało zawibrowało, a uszy Laurence’a przeszył ból. Chevalier zadygotał; gdzieś za nim zaryczał także Maksimus, niewidoczny dla Laurence’a. Atak odniósł skutek: Chevalier wrzasnął ochryple i odskoczył do Lily.
– Puść go – zawołał Laurence. – Temeraire, puść go, wejdź między niego i Lily. – Temeraire od razu rozluźnił uchwyt i opadł. Lily jęczała, krwawiąc obficie, i szybko traciła wysokość. Pozbycie się Chevaliera nie oznaczało jeszcze końca kłopotów, ponieważ pozostałe smoki stanowiły dla niej równie duże zagrożenie, dopóki nie zdoła wznieść się wyżej i przyjąć pozycji bojowej. Laurence słyszał, jak kapitan Harcourt wydaje jakieś rozkazy. Nagle uprząż brzuszna Lily odpadła od jej ciała niczym ogromna sieć i zanurzyła się w chmurach, bomby, zapasy i bagaże runęły w dół i zniknęły w wodach kanału; członkowie jej załogi naziemnej przypinali się teraz do głównej uprzęży.
Odciążona Lily otrząsnęła się i z trudem zaczęła się wznosić. Jej rany już opatrywano bandażami, lecz nawet z tej odległości Laurence mógł się zorientować, że będą potrzebne szwy. Maksimus nękał Chevaliera, lecz Pêcheur-Couronné i Fleur-de-Nuit formowały klin wraz z trzecim smokiem średniej wielkości, przygotowując się do kolejnego ataku na Lily. Temeraire zachował pozycję tuż nad nią i syknął groźnie, wystawiając pazury, lecz ona wznosiła się zbyt wolno.
Starcie zamieniło się w chaotyczną bijatykę; choć brytyjskie smoki otrząsnęły się z początkowego lęku, nie utworzyły szyku. Harcourt była całkowicie zajęta kłopotami Lily, a ostatni z francuskich smoków, Pêcheur-Rayé, walczył z Messorią daleko w dole. Najwyraźniej Francuzi zorientowali się, że Sutton jest dowódcą formacji, i starali się go oddzielić od reszty; Laurence przyjął tę strategię z ponurym podziwem. Nie mógł objąć dowództwa, bo był najmłodszym kapitanem w grupie, lecz należało podjąć jakieś kroki.


Fragment udostępniony przez Dom Wydawniczy Rebis.








Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2007-04-23 (1775 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej