Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Śmierć w pigułce
 
Katalog - dodano
 Żółte ślepia
- Marcin Mortka
 Lanny
- Max Porter
 Pułapka Tesli (wyd.2)
- Andrzej Ziemiański
 Port Cieni
- Glen Cook
 Notebook
- Tomasz Lipko
 
- skomentowano
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Rozdziobią nas Loki, wrony
- Kevin Hearne
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

''Włócznia Przeznaczenia'' - Craig Smith



Kufstein, Austria

16 marca 1939



Nieboszczyk miał na sobie mundur, płaszcz oraz wysokie czarne oficerki. Brakowało czapki, pistoletu, dokumentów oraz pierścienia Totenkopf, który nosił każdy oficer SS. Żołnierze, którzy jako pierwsi dotarli na miejsce wypadku, od razu zdali sobie sprawę z powagi sytuacji i zadzwonili do Berchtesgaden po wsparcie. W końcu region Wilder Kaiser należał do strefy ochronnej Orlego Gniazda, rezydencji Hitlera.
Nie minęła nawet godzina, a w Kufstein zjawił się pułkownik Dieter Bachman z dwoma plutonami eskorty. Bachman, wysoki, masywny i łysiejący, obojętnym wzrokiem obserwował, jak jego ludzie przeszukują wioskę. Rzecz jasna Austriacy byli przerażeni, ale wyszli z domów, nie stawiając oporu. Zadowolony, że operacja przebiega gładko, zabrał ze sobą kilku żołnierzy i zarządził wymarsz w stronę górującego nad wioską szczytu. Dzień był tak samo chłodny jak poprzedzająca go noc. Z białego nieba na zamarzniętą ziemię sypał śnieg zmieszany z deszczem. U stóp góry porośniętej niskimi młodymi drzewami czekało na niego dwóch austriackich strażników SS, którzy wskazali Bachmanowi, gdzie znaleziono ciało. Odesłał ich do wioski i samotnie ruszył na miejsce wypadku.
Zbliżając się powoli do ofiary, zauważył, że leży na plecach. Tors i głowa zatopione były w śniegu, otwarte oczy wpatrywały się w niebo. Ręce i nogi nieboszczyka wydawały się rozluźnione, pewnie wskutek uderzenia o ziemię. Bachman pokręcił głową z niedowierzaniem. Spojrzał na pokrytą śniegiem półkę skalną, z której spadł mężczyzna. Śnieg sypał mu na twarz, kiedy próbował ocenić, ile metrów dzieli ją od ziemi. Upadek musiał trwać kilka sekund: trzy, może cztery. To bardzo długo, kiedy się spada. Zatrważające chwile tuż przed śmiercią. O czym wtedy myślał? Jaki obraz stanął mu przed oczami? Tylko Bóg raczy wiedzieć.
Zrobił krok do przodu; chciał przyjrzeć się twarzy... Nagle zaszlochał. Fala emocji uderzyła go z taką siłą, że nie mógł nad nią zapanować. Ukląkł na jednym kolanie, chcąc ukryć swoją reakcję i zagłuszyć łkanie. Niepotrzebnie. Jego ludzie, stojący nieopodal, nic nie usłyszeli. Lub przynajmniej udawali, że nie słyszą. Pułkownik zdjął rękawiczkę i pogładził dłonią lodowaty policzek przystojnej twarzy. Skóra była woskowata, a pod palcami wyczuwało się jednodniowy zarost. Musnął delikatnie bezkrwiste już usta i łagodne łuki brwi. Pogodny wyraz twarzy ofiary wprawił go w zakłopotanie. Jak to możliwe?
Znowu spojrzał w górę. To się stało prawdopodobnie w nocy. Spadając w ciemnościach, mógł nie widzieć szczytu, mógł patrzeć w niebo bez żadnego punktu odniesienia, ale z pewnością słyszał pęd powietrza – dziki okrzyk wiatru, który towarzyszył spadaniu, i czuł okrutną siłę grawitacji, ciągnącą go coraz szybciej w dół. Cztery sekundy życia. Wystarczająco dużo, by napełnić grozą każdego człowieka, ale prawda, którą oglądał była inna. Bachman pomyślał, że mężczyzna ruszył na spotkanie śmierci tak jak członek Zakonu Katarów, który z błogością w sercu wchodzi w ogień Wielkiego Inkwizytora...


* * *



Droga powrotna dłużyła się niemiłosiernie.
– Dlaczego Himmler chciał, żebym zobaczył to miejsce? Jestem historykiem, a nie jednym z jego generałów! – rzucił Rahn.
– Nie rozumiesz? Himmler buduje swoją twierdzę, odpowiednik Montségur! Oczekuje od ciebie, że przyniesiesz mu Świętego Graala.
– Nie ma żadnej pewności, że Graal kiedykolwiek naprawdę istniał poza sferą duchową.
– Ale przecież w swojej książce opisałeś tę legendę! Esclarmonde wyrzuciła święty kielich, przelatując jako gołębica nad górą Tabor! – przypomniał Bachman.
– To tylko legenda, którą usłyszałem od jakiegoś staruszka!
– Himmler chce, abyś odnalazł Graala. Oczywiście nie poprosi cię o to wprost. Ten, kto chce wyruszyć na poszukiwanie świętego kielicha, musi samodzielnie podjąć taką decyzję. Ale Reichsführer zrobi wszystko co w jego mocy, by ułatwić ci to zadanie, kiedy wreszcie się zdecydujesz. Musisz jedynie poprosić go o zgodę.
– Szukanie skarbów to już zamknięty rozdział mojego życia. Są lepsze sposoby spędzania czasu.
– Ale nie szkodzi spróbować, prawda? Himmler tak wiele dla ciebie zrobił. Powinieneś mu się odwdzięczyć.
– Dieter, ja już szukałem Graala! Przeczesałem całą dolinę rzeki Ariège. Wchodziłem w każdą szczelinę. Zaglądałem do każdej dziury pełnej węży. Zapuszczałem się tam, gdzie nikt inny przede mną nie postawił nogi. I co znalazłem? Sterty kości i malowidła ścienne.
– Pozwól, że powiem ci coś na temat Himmlera. On nie akceptuje odmowy, a jego życzenia są rozkazem. Nie możesz mu powiedzieć, że znalezienie Graala jest niewykonalne! Dla niego nie ma rzeczy niemożliwych. Jeśli Himmler chce Graala, to lepiej dla ciebie, żebyś ty też tego chciał.
– Jeśli wciągnął mnie w szeregi SS tylko po to, żebym przyniósł mu Graala, to chyba postradał zmysły!
– Uważaj na to, co mówisz, przyjacielu. Nie pozwolę ci obrażać jednego z najznakomitszych ludzi w całej Rzeszy! – zawołał Bachman.
– Chciałem tylko powiedzieć – zaczął się tłumaczyć Rahn – że Graal pewnie nie istnieje, więc jakim cudem miałbym go znaleźć? Mam go wyczarować?
– Pamiętaj, Otto: odmówić czegoś Himmlerowi to jest dopiero szaleństwo.
– Ale przecież mówię ci, że Graal to tylko legenda! Esclarmonde zamieniła się w gołębia i odleciała z Graalem. Kiedy po raz pierwszy opowiedziałem ci tę historię, roześmiałeś mi się w twarz. Pamiętasz?
Bachman zignorował jego pytanie.
– Himmler uważa, że to może być nie tylko legenda.
– Zrozum, Dieter, to historyjka, a nie mapa prowadząca do skarbu!
Bachman zamilkł na kilka minut, a Rahn osunął się w fotelu zmęczony dyskusją.
– Musisz poszukać raz jeszcze, Otto – odezwał się w końcu jego kompan. – Jeśli powiem Himmlerowi, że nie obchodzi cię Graal, to...









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2010-07-02 (1421 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej