Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Wampir z MO
 
Katalog - dodano
 Kroniki Jaaru. Tajemne imię
- Adam Faber
 Hajmdal. Księżyce monarchy
- Dariusz Domagalski
 Alyssa i czary
- A.G. Howard
 Prawda i iluzja
- Jennifer Sommersby
 Księżniczka Popiołu
- Laura Sebastian
 
- skomentowano
 Artefakt
- Maggie Furey
 Zamęt Nocy
- Patricia Briggs
 Toń
- Marta Kisiel
 Sztylet ślubny
- Aleksandra Ruda
 Marzyciel
- Laini Taylor
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

''Judaszowe Dziecko'' - Carol O'Connell



– To jego wina! – wrzasnął niższy z „chłopców”, wskazując kościstym palcem wyższego, który wyrwał się z uścisku funkcjonariusza i rzucił się do ucieczki. Policjant pognał za uciekinierem i chwycił go. Panna Fowler trzymała w tym czasie za ramię niższego złoczyńcę, żeby on też nie uciekł. Kątem oka zobaczyła zbliżający się znajomy samochód. Jedno z zaparowanych okien było na wpół otwarte, by kierowca mógł lepiej widzieć, co się dzieje.
To był Rouge Kendall, ale po cywilnemu. Bez wątpienia wyszedł właśnie z Dame’s Tavern na końcu ulicy. Prawdopodobnie zamierzał przejechać obok, doczłapać się do domu, do ciepłego łóżka i zapaść w długi, słodki sen.
Cóż, ona mu na to nie pozwoli.
– Rouge, zatrzymaj się! – Tonem sugerowała, że wciąż może zamienić jego życie w piekło dzięki intensywnym lekcjom fortepianu, choć przestał być jej uczniem, kiedy skończył dziewięć lat.
Zahamował z poczuciem winy. Trudno się pozbyć starych przyzwyczajeń; zawsze był grzecznym dzieckiem, słuchał starszych. Akurat policjant prowadził swego więźnia z powrotem do zniszczonego płotu. Odwrócił się do Rouge’a, pomachał mu i rzekł:
– Poradzę sobie.
Panna Fowler była innego zdania. Spojrzała ciężkim wzrokiem na Rouge’a. Uśmiechnął się do niej i wzruszył ramionami. Spod długiej kasztanowej grzywki przyglądał się zniszczonemu ogrodzeniu. Miał prawie metr dziewięćdziesiąt, ale poza tym nie zmienił się specjalnie od czasu, kiedy był jej najgorszym uczniem. Zachował chłopięce rysy – zmieniły się tylko oczy. Pomyślała, że jego oczy są zbyt stare jak na dwudziestopięciolatka.
Cóż, wszyscy absolwenci Świętej Urszuli byli nieco dziwni, w ten lub inny sposób.
Kiedy policjant przerzucał kartki swojego notatnika, Rouge spojrzał na fioletowy rower.
– Phil, który z nich na nim jechał?
– Zderzyli się – odpowiedział mundurowy. Oddychał ciężko, jakby w ten sposób chciał dodać sobie powagi. Zwrócił się do dwóch zatrzymanych: – Wypiszę wam mandaty za zakłócanie…
Znowu mandaty?
– To ten! – Panna Fowler wskazała na wyższego z mężczyzn, niechlujnie ubranego, nieogolonego włóczęgę. Bijąca od niego woń wskazywała, że pilnie potrzebował zmiany bielizny. – Widziałam, jak spadał z roweru. – Zastanawiała się, jak zwalić winę na niższego, którego wygląd dawał większe nadzieje, że zapłaci za szkody.
– To rower dziewczęcy, Phil – powiedział Rouge do policjanta. – Najnowszy model. Jakieś trzysta, czterysta dolarów. – Chwycił śmierdzącego włóczęgę za ramię. – Coś tu nie gra, prawda? Ukradłeś ten rower – stwierdził jakby w przypływie olśnienia.
Włóczędze ponownie udało się wyrwać i chciał się rzucić do ucieczki, ale Rouge tylko wystawił nogę i złodziej runął na ziemię jak długi.
Funkcjonariusz usiadł niefortunnemu uciekinierowi na plecach i zakuł go w kajdanki.
– Poradzę sobie, Rouge.
– Ten rower nie zmieści się do twojego bagażnika, chyba że wyrzucisz z niego wszystkie blokady na koła. – Kendall nadal był uprzejmy, chociaż niezbyt grzecznie dano mu do zrozumienia, że jest zbędny.
Panna Fowler spojrzała na tył policyjnego samochodu. Bagażnik był zamknięty drutem, a przez szpary widziała niebieskie drewno zapory drogowej i zwoje pomarańczowej taśmy, którą oznacza się miejsca wypadków.
– Phil, możesz przypisać sobie cały sukces złapania złodzieja roweru, w porządku? – mówił dalej Rouge Kendall. – Ale teraz masz dwóch agresywnie zachowujących się pijaków i ten rower do przetransportowania. A twój świadek, panna Fowler? Ona nie prowadzi.
Phil patrzył na swój samochód, próbując logistycznie rozpracować zadanie. Wreszcie zrezygnowany kiwnął głową.
Pięć minut później Rouge zapalił samochód. Fioletowy rower leżał na tylnym siedzeniu, a panna Fowler siedziała obok niego. Pomyślała, że ten chłopak całkiem dobrze znosi jej krytyczne uwagi, odpowiadając „tak, psze pani” na każdą jej sugestię, bymwłączył kierunkowskaz. Nagrodziła go surowym uśmiechem. Wprawdzie uważała, że on spędza zdecydowanie zbyt wiele czasu w Dame’s Tavern, jednak w sumie dobry był z niego dzieciak.
Rouge skręcił w podjazd prowadzący do posterunku, jadąc za jedynym wozem patrolowym w Makers Village. Miasto miało kiedyś dwa samochody, ale drugi zniknął zeszłego lata w Green’s Auto Shop i nikt go więcej nie widział. Niektórzy uważali, że można go było uratować, inni że nie. Burmistrz ostatecznie przeciął tę dyskusję, ogłaszając, że samochód poszedł do nieba, by żyć u boku Jezusa. Panna Fowler podejrzewała, że burmistrz też popija.
Na policyjnym parkingu, który teraz służył za parking biblioteki, zebrał się tłum ludzi z kamerami i stało wiele samochodów z logo największych stacji telewizyjnych wymalowanymi po bokach. Panna Fowler zauważyła również cztery wozy nowojorskiej policji stanowej, długą czarną limuzynę i dwa motocykle.
Pierwsza wspięła się na szczyt schodów. Przytrzymała drzwi Rouge’owi, który wnosił rower do budynku. W recepcji, niewiele większej od jej salonu, było tyle ludzi, że z pewnością naruszone zostały przepisy przeciw­pożarowe. Zanim drzwi zdążyły się zamknąć, jakaś kobieta krzyknęła: „To rower!”.
Korpulentna pani w bezkształtnej niebieskiej sukience ruszyła w ich stronę. „To rower mojej córki!”, krzyknęła znowu. Fotoreporter oślepił Rouge’a błyskiem flesza, a inny mężczyzna z mikrofonem w ręce ruszył w jego stronę.
Tyle zamieszania o jeden skradziony rower.
Chodziło chyba jednak o coś więcej, bo rozhisteryzowana kobieta najwyraźniej płakała i tuliła do siebie rower córki. Tak, ta kobieta była bez wątpienia dobrą matką. Panna Fowler znała się na tym; miękkie, pulchne ramiona i obfite łono mogło pocieszyć trójkę dzieci naraz w zły dzień, a szeroka talia dobrze świadczyła o zdolnościach kulinarnych. Twarz tej kobiety była pełna matczynego przerażenia, a w głosie brzmiała syrena alarmowa wzywająca na ratunek.
Panna Fowler wyraziła w duchu akceptację dla tego okazu tradycyjnego macierzyństwa, gdy pojawiła się druga kobieta. Szczupła i dobrze ubrana, doskonale uczesana, choć w jej blond włosach przewijały się podejrzanie jasne nitki. Ta nie krzyczała – była chłodna i opanowana.
I czy nie wyglądała znajomo?
Miała klasyczną telewizyjną urodę, ale kiedy się odezwała, jej głos był pełen jadu.
– No, wreszcie któryś z panów policjantów się obudził i zaczął zarabiać na swoją pensję.
Przyglądała się dwóm więźniom, jakby się zastanawiając, którego z nich ugotować żywcem na spóźnioną kolację.
Panna Fowler skrzywiła się z niesmakiem, kiedy przypomniała sobie twarz tej kobiety z niedawnej fotografii w niedzielnej gazecie. Blondynka nazywała się Marsha Hubble i była eks-żoną żyjącego samotnie Petera Hubble’a, którego rodzina mieszkała w tym samym domu od 1875 roku. Ponadto była jeszcze zastępcą gubernatora stanu Nowy Jork.
Panna Fowler uświadomiła sobie, że przeceniła opanowanie pani wicegubernator. Z oczu pani Hubble wyzierało przerażenie. W środku ta kobieta krzyczała jak obłąkana.
Kolejna matka.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2010-09-23 (1108 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej