Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Prawdziwa historia stworów fantastycznych
 
Katalog - dodano
 Królestwo
- Jess Rothenberg
 Nasi przyjaciele z Frolixa 8
- Philip K. Dick
 Żółte ślepia
- Marcin Mortka
 Lanny
- Max Porter
 Pułapka Tesli (wyd.2)
- Andrzej Ziemiański
 
- skomentowano
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Rozdziobią nas Loki, wrony
- Kevin Hearne
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

Załatwiaczka - Milena Wójtowicz

Rugby i voodoo


Tego właśnie chciał ojciec Chrisa, zagorzały i oddany kibic Czerwonych Kucyków. Jego klub w najbliższą sobotę miał grać mecz ze swoimi odwiecznymi rywalami, którzy byli oszustami, szalbierzami, narkomanami, sługami diabła i prawdopodobnie też masonami. Zdaniem ojca Chrisa, tylko i wyłącznie dlatego jego ukochanej drużynie nie udało się z nimi wygrać ani razu w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Kucyki, żeby w końcu przełamać złą passę, niewątpliwie potrzebowały pomocy samego Boga, a w ostateczności załatwiaczki. Wrogów należało trochę osłabić, a resztę zostawić w mocnych rękach zawodników w czerwonych strojach.
Kontuzjowanie wszystkich graczy nie było proste, choć oczywiście wykonalne. Drobne utrudnienie polegało na tym, że mieli doznać tych urazów podczas gry. To wykluczało na przykład wypadki samochodowe w drodze na boisko, deszcz meteorów spadających na stadion i uderzających z chirurgiczną precyzją, a także nagłą epidemię grypy. Kontuzje miały spowodować przegraną, ale nie doprowadzić do przerwania gry. Czerwone Kucyki musiały odnieść druzgocące i na oko w pełni zasłużone zwycięstwo.
Od dnia, kiedy Małgorzata podpisała ten nieszczęsny kontrakt, nauczyła się bardzo szybko wymyślać plany. I co ważniejsze, dowiedziała się, że w jej przypadku ograniczenia praktycznie nie istnieją.
Po dwóch minutach znowu sięgnęła po telefon. Wiedziała już, jak może kontuzjować zawodników. Musiała tylko znaleźć odpowiednią osobę do pomocy. Zadzwoniła do Bena.
Ben Watson był miejscowym czarodziejem, ale poza tym właściwie nie miał wad, jeśli nie liczyć nadmiernie rozwiniętego patriotyzmu lokalnego. Objawiało się to między innymi czynnym uczestnictwem we wszystkich inicjatywach lokalnych: od pikiet w obronie zabytków, przez konkurs wypieku ciast, aż po aukcję świnek morskich. Fakt, że jego umiejętności kuchenne ograniczały się do zagotowania wody, a do świnek morskich miał uraz z dzieciństwa (jedna pogryzła mu kiedyś nadmuchiwaną piłkę plażową) wcale Benowi w tej działalności nie przeszkadzał. Był chyba jedynym czarodziejem na świecie, w stosunku do którego wszystkie dowcipy okazały się być przesadne, a stereotypowe wyobrażenie o przedstawicielu jego zawodu całkiem nieprawdziwe. Cóż, bez wyjątków nie stworzono by reguł.
– Cześć – powiedziała Małgosia, gdy tylko usłyszała w słuchawce jego przyjemny, poważny głos. – Mam pytanie: takie voodoo z laleczkami to jest możliwe?
– Jest – odparł Ben. Nie dziwiły go zaskakujące pytania dziewczyny, w końcu wiedział, jaką ma pracę. Wszystko rozumiał. To była właśnie jedna z tych cech, która go różniła od kolegów po fachu.
– Mógłbyś? – spytała załatwiaczka. Nie było sensu pytać, czy potrafi. Ben potrafił chyba wszystko. Był jednym z najpotężniejszych czarodziejów na świecie. I guzik go to obchodziło. – Mógłbyś do soboty?
– Zlecenie lokalne? – w głosie Bena zabrzmiała nieufna nutka.
– Nie.
Mecz miał się rozegrać poza granicami Devonu. Gdyby zlecenie Małgosi dotyczyło krzywdzenia kogoś w okolicy, czarodziej na pewno by wkroczył. Kochał tę ziemię bardziej niż cokolwiek i kogokolwiek innego i za swój przywilej uważał jej ochronę. Był chyba najporządniejszą osobą, jaką załatwiaczka znała. I prawie nie składał zleceń. Nie tylko dlatego, że wiedział, czym to grozi. On nie musiał korzystaj z niczyjej pomocy, sam był wystarczająco potężny, żeby zdobyć wszystko, czego potrzebował. Albo niekiedy to, czego potrzebowała Małgorzata.
– Muszę mieć coś osobistego, należącego do tej osoby – oznajmił.
Załatwiaczka w duchu odetchnęła z ulgą. Czarodzieje byli chyba jedynymi, którzy nie bali się zadrzeć z Korporacją. Więc gdyby Ben powiedział „nie”, to znaczyłoby to „definitywne nie”. Zwłaszcza że on miał zasady.
– Nie do tej osoby. Do tych osób – powiedziała szybko dziewczyna.
– Ile ci tych laleczek potrzeba?
Małgosia zamilkła na chwilę.
– A ile osób liczy drużyna rugbistów?
Wiedziała oczywiście, że w piłkę nożną gra jedenastu zawodników, a w siatkówkę sześciu… Co do koszykówki nie była pewna, ale wydawało jej się, że każda drużyna liczy pięć sztuk. Ale rugby? Kto w to grał? Poza Anglikami, Walijczykami, Irlandczykami, Nowozelandczykami, Francuzami i diabli wiedzą kim jeszcze? Polacy rzadko, a już na pewno nie w telewizji, więc załatwiaczka czuła się w pełni usprawiedliwiona w swojej niewiedzy. Mimo to cierpliwie przeczekała trzydzieści sekund milczącej dezaprobaty czarodzieja. Ben kochał rugby, tak samo jak kochał piasek na plaży w Exmouth, czarne łabędzie z Dawlish i zielone pastwiska wokół Exeter. Rugby było elementem lokalnego folkloru.
– Piętnastu – powiedział. – Potrzebuję czegoś osobistego od każdego z nich.
– Będzie na jutro rano – obiecała Małgosia. – A zdążysz z laleczkami na sobotę?
– Wpadnij w piątek wieczorem – westchnął.
Voodoo nie było proste. Nie, kiedy chciało się je zrobić porządnie.


Fragment udostępniony przez Wydawnictwo Fabryka Słów








Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2007-05-01 (1650 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej