Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Zaklęty miecz
 
Katalog - dodano
 Lucyfer
- Jennifer L. Armentrout
 Heroina
- Mons Kallentoft
 Czarownica
- Małgorzata Lisińska
 Tropiciel
- Małgorzata Lisińska
 Szara siostra
- Mark Lawrence
 
- skomentowano
 Diabelski Młyn
- Aneta Jadowska
 Artefakt
- Maggie Furey
 Zamęt Nocy
- Patricia Briggs
 Toń
- Marta Kisiel
 Sztylet ślubny
- Aleksandra Ruda
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

''Następcy'' - Edward M. Lerner

#2


- Drobna porada co do superstroju – rzekł. – Przydałby mu się rozporek.
Obie siostry Brenta szyły. Jeanine była w tym szczególnie dobra, szyła nawet garnitury dla męża. Rozporek w męskich spodniach miał ogromne znaczenie, choć Jeanine niezwykle bawiło, kiedy jej mąż to podkreślał. „Dumny jesteś z siebie, co?”, mawiała.
Kombinezonu nie uszyto ze zwykłego materiału. Każdy szew wymagał starannego zaprojektowania. Stworzenie rozporka musiało zaczekać do następnego etapu powstania modelu, betatestów u potencjalnych klientów.
- Dziękuję za sugestię, sierżancie. – Nieważne, że wypowiedzianą z sarkazmem. Nadal mógł to uznać za zachętę do rozmowy o kombinezonie. – Jakieś inne wrażenia?
- Przepraszam, muszę iść – odparł Korn beznamiętnie. – Właśnie w tej chwili gdzieś ktoś dokonuje przestępstwa.
- A, RoboCop – odparł Brent. – Ten kombinezon to zupełnie coś innego.
No fakt, przez mikroczip wszczepiony w rękę nieco przypominał RoboCopa, ale ten szczegół mógł zaczekać.
- Wóz trzy cztery trzy z powrotem w trasie.
Korn wycofał radiowóz na ulicę. Pstryknął włącznik na desce rozdzielczej. Nocna uliczna scena pozieleniała – i pojaśniała jak w dzień.
Bardzo interesujące. Brent po raz pierwszy brał udział w nocnym patrolu. Nie miał pojęcia, że radiowozy wyposażono w systemy noktowizyjne. Opuścił głowę, by napisać…
- Chryste! – jęknął Korn. Prowadził lewą ręką, prawą potrząsał jak po użądleniu. – To bolało.
Czyżby lewy rękaw kombinezonu zesztywniał na moment?
- Sierżancie, czy właśnie mnie pan uderzył?
- Tylko próbowałem. – Korn raz jeszcze rozprostował palce. – Nie mów, że nic nie poczułeś.
Brent uśmiechnął się szeroko.
- Nie poczułem. W tym właśnie rzecz.
Skręcili w Szóstą. Wokół jedynej działającej latarni zebrało się ze dwudziestu nastolatków. Korn na moment włączył syrenę i światła. Rozbiegli się.
- No dobra, Cleary, chyba mnie zaciekawiłeś.
Sukces.
- To nie jest zwykły kombinezon, sierżancie. Zrobiono go z nanotkaniny. Dlatego może na przykład zmieniać kolory.
- Jak pierścionek wykrywający nastroje?
- Tyle że da się go zaprogramować. – I był znacznie bardziej złożony i precyzyjny niż jakikolwiek pierścionek. - Wiele własności tej tkaniny można kontrolować do najdrobniejszego szczegółu, nie tylko kolor.
Konsola łączności ożyła. Korn przeczytał wiadomość, znów wymamrotał coś o asfaltach i stuknął w potwierdzenie.
- Tubylcy się niepokoją. – Skręcił w Waszyngtona. – Co się stało, kiedy cię walnąłem?
- Nanity – przepraszam, to geekowska nazwa maszyn o rozmiarach mniejszych niż mikroskopowe – tkwiące w materiale połączyły się, by rozłożyć siłę uderzenia. Im mocniejszy bądź szybszy cios, tym większy fragment materiału twardnieje. W ułamek sekundy później powraca do poprzedniego stanu. Nic nie poczułem.
Korn z namysłem przygryzł dolną wargę.
- Jak mocne uderzenie jest w stanie wytrzymać?
- Pchnięcie nożem. Kulę. Nie żartowałem, mówiąc, że może pan do mnie strzelić.
Zatrzymali się przy krawężniku. Korn ścisnął w dwóch palcach fałdę kombinezonu.
- Kurczę, ale lekki.
- A zatem pana zainteresowałem, sierżancie? Zakładam, że nosi pan kamizelkę.
- Mów mi Ron. Tak, mam ją w bagażniku.
Aha, teraz Ron? To już jakiś postęp.
- Mój kombinezon waży niecały kilogram. Popraw mnie proszę, jeśli się mylę, ale to mniej niż twoja kamizelka. – Jedynie pro forma zawiesił głos. Doskonale wiedział, że policyjne kamizelki kuloodporne zazwyczaj ważą ponad dwa kilo. - I potrafi zatrzymać pocisk z dubeltówki. - W odróżnieniu od kamizelki Korna, chyba że wyposaży się ją w dodatkowe, ciężkie i niewygodne ceramiczne bądź metalowe płyty.
- Cholera – mruknął Korn z szacunkiem. Z powrotem wrzucił bieg i włączył się do ruchu. – I chroni cię całego, łącznie z głową. I nie wyglądasz, jakby ci było gorąco.
Gorąco stanowiło powracający motyw. Pojawiał się wcześniej czy później podczas każdego patrolu. Zwykłe pancerze grzały.
- Bo nie jest mi gorąco, Ron. Chłodzenie poprzez odparowanie. Nanotkanina odprowadza mój pot.
Konsola znów pojaśniała. Korn stuknął w słuchawkę.
- Przyjąłem. Będę za dwie minuty. - Włączył koguta i syrenę. Gwałtowny zwrot o sto osiemdziesiąt stopni i skręt z piskiem opon w Railroad. - Zakłócenie porządku domowego, Cleary.
Podjechali pod zapuszczone osiedle wieżowców. Wiele mieszkań oświetlały jedynie mrugające telewizory. Inne okna były zupełnie ciemne – nie wiadomo, czy nikt tam nie mieszkał, czy też mieszkańcy oszczędzali prąd. Żadna z pobliskich latarni nie działała. Wejście oświetlała samotna mrugająca jarzeniówka. Korn wyjął kluczyk ze stacyjki i szyby radiowozu zgasły. Na zewnątrz było naprawdę ciemno. Sierżant otworzył drzwi.
- Wrócę za parę minut. Zostań w wozie.
- Ale mnie nic nie grozi w tym…
- Powiedziałem: zostań tu.
Korn zatrzasnął drzwi. Wszystkie cztery zamki zablokowały się ze szczękiem.
Czekanie w ciemności wzbudziło w Brencie dreszcz. Noktowizory radiowozu teraz nie działały, naciągnął zatem kaptur i wizjer. Dzięki temu ujrzał ludzi w kilkunastu mieszkaniach, parę osób patrzyło w jego stronę. Noc rozbrzmiewała hip-hopem, poszczególne głosy ścierały się ze sobą, towarzyszyło im odległe, lecz wyraźne pulsowanie basów. Gdzieś w górze jakaś para przeklinała się nawzajem.
Mam na sobie niezniszczalny kombinezon. Mam na sobie niezniszczalny kombinezon.
Tak naprawdę nie niezniszczalny, lecz wyjątki były czysto akademickie. Odporny na ciosy nożem. Odporny na strzały. Odporny, choć nie wspomniał jeszcze o tym Kornowi, na trucizny i zarazki. Po podniesieniu i uszczelnieniu kaptura miał na sobie najlżejszy i najodporniejszy kombinezon ochronny świata. Do środka mógł się dostać wyłącznie tlen i azot. Na zewnątrz materiał przepuszczał dwutlenek węgla i parę wodną.
A gdybym jednak wbrew wszelkiej logice i nauce został ranny? Cóż, wtedy…
Co to było?
Przed osiedlem nic się nie zmieniło. Zatem musiał dostrzec coś kątem oka. Odpiął pas, przekręcił się na siedzeniu i spojrzał w prawo, w lewo i w prawo. Potem w tył. W promieniu piętnastu metrów nie dostrzegł niczego. To tylko nerwy.
Do diabła, miał na sobie niezniszczalny kombinezon.
Jeden z wykładowców na uczelni Brenta lubił cytować Edwarda Tellera, ojca bomby wodorowej.
„Nie istnieje system wystarczająco głupcoodporny, by poradzić sobie z dowolnie wielkim głupcem”.
Brent włączył powiększenie wizjera. Teraz sięgał wzrokiem daleko w głąb ulicy. Po chodniku przy starym nasypie kolejowym poruszało się kilka postaci, kolejne dostrzegł wśród cieni pod nielicznymi cherlawymi drzewami. Na niego nikt nie zwracał najmniejszej uwagi.
Odwrócił się z powrotem w fotelu, wbijając wzrok w wejście i poganiając Korna w duchu.
Do diabła, czemu tak się denerwował?
Znów się rozejrzał, tym razem wolniej. Tylko mieszkańcy osiedla, w większości zagapieni w telewizory. Nie dostrzegł ani śladu Korna, co zapewne znaczyło, że sierżant odwiedził jedno z mieszkań na tyłach budynku. Jacyś ludzie oglądali – oceniali? – samochód zaparkowany nieco dalej. Inni zebrali się na skarpie w grupce przy rurociągu. Pewnie do rana powstaną tam kolejne graffiti. Ludzie na rogu coś palili, wolał się nie zastanawiać co. Dziwka w krótkich szortach i boa prężyła się przed nielicznymi przejeżdżającymi ulicą samochodami.
Grupa na nasypie sprawiała wrażenie dziwnie ożywionej. Czyżby kombinowali coś jeszcze oprócz malowania? Dla miejscowych benzyna po 8,57 za galon musiała stanowić bolesny wydatek. Czyżby chcieli się podłączyć do rurociągu?
Do maksimum podkręcił powiększenie. Ruch na skarpie był teraz wyraźniejszy, lecz nadal zagadkowy. Brent pożałował, że nie ma z nim Korna…
Żale jednak nie wystarczą. Gdyby zbłąkana iskra podpaliła opary benzyny albo ją samą wyciekającą na ziemię, wówczas… Cóż, Brent nie wiedział, co by się stało. Na pewno coś złego.
Czy powinien wyjść i poszukać sierżanta? W wieżowcu musiało być ze sto mieszkań. Nie miał tyle czasu. Może tych ludzi przepłoszy. Nacisnął włącznik syreny i koguta. Nic się nie stało. Podobnie jak noktowizory, musiały włączać się wraz ze stacyjką.
Tłumek na nasypie sprawiał wrażenie zachwyconego. W końcu rozstąpił się na moment i Brent dostrzegł powód owego podniecenia. Z rury tryskał strumień, z rozbryzgiem wlewając się do podtykanego kanistra. Na ziemi wokół w zdeptanych chwastach stały inne pojemniki. Lada moment mogła wydarzyć się katastrofa.
- Kurna – mruknął Brent.
Odblokował drzwiczki.
Jesteś w niezniszczalnym kombinezonie, przypomniał sobie w duchu. Tyle że znał projektantów i wątpił, by zdołali przewidzieć podobny scenariusz.
Mundur Korna miał płowy odcień, Brent przestawił na niego swój strój. Pchnął drzwi, a potem, myśląc o dowolnie wielkich głupcach, puścił się biegiem w stronę złodziei benzyny.
- Odejdźcie stamtąd! – krzyknął. – Jazda!
Błysnęła. Zanim nadal ustawiony na maksymalne powiększenie i noktowizję wizjer zgasł przeciążony, Brent zdążył oślepnąć.
Ogarnęła go wielka fala huku. Gwałtowny huragan uniósł go z ziemi. Nastąpiła chwila oszałamiającego ruchu na oślep. Kombinezon zesztywniał gwałtownie od stóp do głów.
A potem nastała nicość.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2010-10-11 (1173 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej