Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Patronujemy
 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Cesarz Cieni
 
Katalog - dodano
 Eliza
- Roxana Wojtas-Tabiś
 Wyprawa Błazna (wyd.M)
- Robin Hobb
 Roar
- Cory Carmack
 Wybawienie
- Jussi Adler-Olsen
 Zabójcy bażantów
- Jussi Adler-Olsen
 
- skomentowano
 Zapisane w kartach
- Anne Bishop
 Ciężko być najmłodszym
- Ksenia Basztowa, Wiktoria Iwanowa
 Sopel cz.1
- Paweł Kornew
 HEL 3
- Jarosław Grzędowicz
 Evna
- Siri Pettersen
 

''Strażniczka Bramy'' - Michelle Zink



1



Nie muszę odczytywać słów przepowiedni, aby ją sobie przypomnieć, kiedy tak siedzę przy biurku w swoim pokoju. Są wyryte w moim umyśle, równie wyraźne jak znamię, którym naznaczony jest mój nadgarstek.
Z drugiej strony, gdy dotykam dłońmi spękanej oprawy Księgi Chaosu, którą przed śmiercią mój ojciec ukrył w bibliotece, uspokajam się, czując jej trwałość. Otwieram zniszczone przez czas okładki i zatrzymuję się wzrokiem na wsuniętej do środka kartce papieru.
Przez osiem miesięcy, od momentu gdy wraz z Sonią przybyłam do Londynu, czytanie tekstu proroctwa było moim rytuałem poprzedzającym nocny spoczynek. Powracałam do niego w tej cichej godzinie, kiedy w Milthorpe Manor panuje największy spokój, bo cały dom i służba milkną, a Sonia twardo śpi w swoim pokoju na drugim końcu korytarza. Właśnie o tej porze usiłowałam rozszyfrować słowa przepowiedni, starannie przetłumaczone i spisane ręką Jamesa. Chciałam znaleźć jakąś nową wskazówkę, która pomogłaby mi odszukać brakujące strony Księgi, a przede wszystkim – drogę do odzyskania wolności.
Dziś wieczór, słysząc, jak ogień syczy w kominku, pochylam głowę nad kartką i jeszcze raz odczytuję proroctwo, które nieubłaganie wiąże mój los z losem siostry bliźniaczki, a jednocześnie stawia nas po przeciwnych stronach.

Ludzkość przetrwała pożogę i pokój,
Aż do zesłania Strażników,
Którzy jako żony i kochanki pojęli ziemskie kobiety,
Budząc tym Jego gniew.
Dwie siostry, ukształtowane w jednym rozkołysanym oceanie,
Jedna Strażniczką, druga jest Bramą.
Jedna strzeże spokoju, druga za magię oddała umiłowanie.
Strącone z nieba Dusze błąkają się
– Podczas gdy Siostry wciąż toczą bitwę,
Dopóki Bramy nie wezwą ich do powrotu
Lub Anioł nie przyniesie Kluczy do Czeluści.
Armia, wkraczająca przez Bramy.
Samael, Bestia, przez Anioła.
Anioł chroniony jest tylko cienkim woalem.
Cztery Znamiona, Cztery Klucze, Krąg Ognia
Zrodzone pierwszym tchnieniem Samhainu
W cieniu Mistycznego Kamiennego Węża w Aubur.
Niech Brama Anioła kołysze się bez Kluczy,
A potem tylko Siedem Plag i Niemożność Odwrotu.
Śmierć
Głód
Krew
Ogień
Ciemność
Susza
Zniszczenie
Otwórz ramiona, o, Pani Chaosu, a spustoszenie zesłane przez Bestię
Popłynie jak rzeka,
Bo wszystko stracone, gdy Siedem Plag tutaj spadnie.

Był czas, kiedy te słowa niewiele dla mnie znaczyły. Nie były niczym więcej, jak tylko legendą spisaną w zakurzonym tomie, który przed śmiercią ojciec schował w bibliotece. Tak było, zanim na moim nadgarstku nie pojawił się nagle wizerunek węża, zanim nie poznałam Soni i Luisy, dwóch z czterech Kluczy, również napiętnowanych, choć trochę inaczej niż ja.
Tylko moje znamię ma w środku literę C. Tylko ja jestem Aniołem Chaosu, upartą Bramą, podczas gdy moja siostra jest Strażniczką. Nie winię natury za ten błąd. Miało stać się odwrotnie, lecz nastąpiły komplikacje przy naszym urodzeniu. I tak doszło do tego, że tylko ja jestem w stanie zakazać Samaelowi wstępu – na zawsze.
Albo wezwać go i doprowadzić do końca świata – przynajmniej takiego, jaki znamy.
Zamykam książkę i staram się wymazać słowa z mojej głowy. Jest zbyt późno, żeby zastanawiać się nad końcem świata i moją rolą w niedopuszczeniu do niego. Już sam ciężar tych myśli sprawia, że tęsknię za szczególnym ukojeniem, jakie daje sen. Wstaję od biurka i wsuwam się pod kołdry leżące na moim ogromnym, ozdobionym kolumienkami łożu.
Gaszę lampkę na nocnym stoliku. Teraz pokój jest oświetlony tylko błyskami ognia z kominka, ale ta prawie niezmącona ciemność nie budzi we mnie takiego strachu jak dawniej. Teraz moje serce wypełnia się trwogą, gdy napotykam zło ukryte w miejscach pięknych i dawno poznanych.


* * *



Minęło wiele czasu, odkąd podróżowanie po Równinie myliło mi się ze zwykłymi marzeniami sennymi. Tym razem, zapadłszy w sen, nie potrafię jednak stwierdzić, czy podróżuję, czy marzę.
Znajduję się w lesie. Intuicja podpowiada mi, że to las otaczający naszą rezydencję Birchwood Manor – jedyny dom, w jakim mieszkałam, nim osiem miesięcy temu przyjechałam do Londynu. Są tacy, co twierdzą, że wszystkie drzewa wyglądają tak samo i że nie da się odróżnić jednego lasu od drugiego, ale mnie otacza krajobraz dzieciństwa, który przecież znam aż za dobrze.
Przez liście okrywające gałęzie wysoko nad moją głową przedziera się słońce. Światło jest tak niewyraźne, że może to być rano lub wieczór, czy też jakakolwiek inna pora dnia. Zaczynam się zastanawiać, po co tu jestem, bo teraz nawet w snach mam wyznaczony jakiś cel. Nagle gdzieś z tyłu ktoś mnie woła:
– Li-a... Chodź tu, Lia...
Odwracam się, ale dopiero po pewnym czasie dostrzegam w niewielkiej odległości jakąś postać między drzewami. Dziewczynka jest mała i stoi nieruchomo jak posążek. Jej złote loki połyskują w migotliwym świetle wypełniającym las. Chociaż upłynął już prawie rok, odkąd widziałam ją w Nowym Jorku, poznałabym ją wszędzie.
– Coś ci pokażę, Lia. Chodź tu szybko. – Jest to ten sam śpiewny głos, który słyszałam, kiedy wręczała mi medalion ozdobiony znakiem, jaki szpeci mój nadgarstek, znakiem, który jest ze mną zawsze i wszędzie.
Po chwili dziewczynka wyciąga rączkę i gestem wzywa mnie, bym podeszła bliżej. Jej uśmiech jest zbyt znaczący, by uznać go za przyjemny.
– Pospiesz się, Lia. Nie chciałabyś przegapić tego spotkania. – Dziewczynka okręca się na pięcie i biegnie, aż podskakują jej loki. Znika między drzewami.
Idę za nią, omijając pnie i omszałe głazy. Stąpam boso, ale zagłębiając się w las, nie czuję bólu kaleczonych stóp. Dziewczynka porusza się wdzięcznie i szybko jak motyl. Jej postać w białej sukience miga pomiędzy drzewami, tu i tam, jak duch. Staram się nadążyć za małą, ale koszula nocna zaplątuje mi się w ciernie i gałęzie. Staram się jakoś je odgarniać, żeby w gąszczu nie stracić dziewczynki z oczu, ale jest już za późno. Nie widzę jej.
Stoję w miejscu, rozglądając się wokół po lesie. Straciłam poczucie kierunku, kręci mi się w głowie, ogarnia mnie fala paniki, kiedy zdaję sobie sprawę, że zgubiłam się w tej masie drzew i liści. Nie dociera tu nawet słońce.
Za moment znowu dobiega mnie głos dziewczynki. Nieruchomieję, nasłuchuję. Jest tak niezapomniany jak melodia, którą zanuciła kiedyś w Nowym Jorku, uciekając przede mną w podskokach.
Podążam za dźwiękiem, a na moich przedramionach, choć są schowane w rękawach nocnej koszuli, wyskakuje gęsia skórka. Czuję, jak podnoszą mi się drobne włoski na karku. Nie potrafię jednak zawrócić. Lawirując między większymi i mniejszymi pniami, idę za głosem dziewczynki, aż nagle słyszę szum rzeki.
Ta mała stoi nad brzegiem, jestem tego pewna. Rzeczywiście, kiedy mijam ostatnią kępę drzew, dostrzegam odcinek rzeki i samą dziewczynkę. Jest na drugim brzegu – nie wyobrażam sobie, jak zdołała pokonać nurt. Nuci melodyjnie, lecz w jej piosence pobrzmiewa tak niesamowity ton, że cierpnie mi skóra. Zbliżam się do rzeki, cały czas widząc dziewczynkę na przeciwległym brzegu.
Ona natomiast chyba mnie nie dostrzega. Śpiewa sobie dalej, z dłońmi zanurzonymi w wodzie. Nie mam pojęcia, co widzi w krystalicznie czystych falach, ale wpatruje się w nie z niebywałą uwagą. Potem podnosi wzrok, nasze oczy się spotykają, a ona bynajmniej nie wygląda na zdziwioną, przypatrując mi się, kiedy tak stoję po drugiej stronie.
Obdarowując mnie uśmiechem, zdaje się wiedzieć, że będzie mnie prześladował.
– Świetnie. Cieszę się, że przyszłaś.
– Dlaczego znów mnie nachodzisz? – kręcę głową. W ciszy lasu moje pytanie odbija się echem. – Co jeszcze masz dla mnie?
Dziewczynka ma spuszczony wzrok, przepuszcza wodę przez palce, jakby mnie nie słyszała.
– Przepraszam – staram się być stanowcza – ale chciałabym się dowiedzieć, dlaczego wezwałaś mnie tu do lasu.
– Już niedługo – odpowiada bezbarwnym głosem. – Zobaczysz. – Podnosi głowę i wpatruje się we mnie swoimi niebieskimi oczami. Kiedy znowu zaczyna mówić, mieni się na twarzy. – Czy przypuszczasz, że sen jest dla ciebie bezpiecznym schronieniem, Lia? – Jej drobna buzia drży, a głos obniża się o ton. – Czy uważasz, że jesteś tak silna, że nie można cię tknąć?
Ten głos zupełnie nie pasuje do twarzy, ale ta twarz właśnie się odmienia. Już rozumiem. Teraz nie uśmiecha się do mnie dziewczynka z lasu. O nie. To moja siostra Alice.
Nic nie poradzę na to, że się boję. Dobrze wiem, co skrywa jej uśmiech.
– Czemu tak się dziwisz, Lia? Wiesz przecież, że zawsze cię znajdę.
Potrzebuję chwili, żeby móc przemówić spokojnie i nie okazać strachu.
– Czego chcesz, Alice? Chyba powiedziałyśmy sobie wszystko, co było do powiedzenia.
Moja siostra przekrzywia głowę, a mnie jak zawsze wydaje się, że potrafi przejrzeć moją duszę na wylot.
– Wciąż sobie powtarzam, że kiedyś zmądrzejesz, Lia, i że zdasz sobie sprawę, na jakie ryzyko narażasz nie tylko siebie, ale i swoich przyjaciół. I tych członków rodziny, którzy pozostali jeszcze przy życiu.
Chciałabym poczuć wściekłość na tę wzmiankę o rodzinie, naszej rodzinie, bo czyż to nie Alice wepchnęła Henry’ego do rzeki? Czy to nie ona skazała go na śmierć w odmętach? Jednak moja siostra przemawia teraz łagodniejszym tonem, aż zastanawiam się, czy ona także opłakuje tę stratę.
Mimo wszystko postanawiam odpowiedzieć głosem zimnym jak stal.
– Niebezpieczeństwo, na jakie narażamy się teraz, jest ceną za wolność, jaką zdobędziemy potem.
– Potem? – pyta Alice. – To znaczy kiedy, Lia? Nie znalazłaś jeszcze dwóch pozostałych Kluczy, a zważając na podeszły wiek detektywa, którego wynajął ojciec, możesz nie znaleźć ich nigdy.
Jej krytyczna opinia na temat Philipa wprawia mnie w złość. To jemu ojciec powierzył poszukiwania Kluczy, zresztą Philip nadal niestrudzenie pracuje dla mnie. Oczywiście pozostałe dwa Klucze nie na wiele się zdadzą, jeżeli nie odzyskam brakujących stron Księgi Chaosu, ale już dawno temu przekonałam się, że nie ma sensu rozmyślać o zbyt odległej przyszłości. Ważne jest to, co dzieje się tu i teraz.
Alice na nowo podejmuje rozmowę, jakby czytała mi w myślach.
– A co z zagubionymi stronami? Obydwie wiemy, że najpierw musisz je znaleźć. – Spokojnym wzrokiem patrzy w wodę i zanurza w niej rękę, jak wcześniej ta mała dziewczynka. – W twojej sytuacji bez wątpienia rozsądniej byłoby zdać się na Samaela. On przynajmniej może zapewnić bezpieczeństwo tobie i twoim bliskim. Poza tym może zagwarantować ci miejsce w świecie, który nastanie, rządzony przez Niego i Dusze. W końcu do tego dojdzie, bez względu na to, czy zgodzisz się nam pomóc, czy nie.
Dotąd sądziłam, że nie mogę być już bardziej chłodna wobec swojej siostry, lecz teraz moje serce zamienia się w kamień.
– Bardziej prawdopodobne jest raczej to, że ty będziesz mieć zapewnione miejsce w nowym porządku świata. Bo przecież o to ci chodzi, prawda? Przecież po to współpracowałaś z Duszami, nawet wtedy, gdy byłyśmy małe.
Napotkawszy mój wzrok, Alice wzrusza ramionami.
– Nigdy nie udawałam, że jestem altruistką. Chciałabym tylko spełnić rolę, jaka powinna była przypaść mnie zamiast tej, która została mi narzucona w wyniku komplikacji.
– Jeżeli właśnie tego pragniesz, nie mamy już o czym mówić.
– Chyba nie jestem właściwą osobą, żeby cię przekonać – Alice znowu patrzy w wodę.
Wydaje mi się, że to już koniec szoku, koniec strachu, przynajmniej na ten czas. Ale wtedy moja siostra podnosi wzrok, a jej twarz po raz kolejny się przemienia. Przez moment widać cień buzi dziewczynki, potem znowu własne oblicze Alice, lecz tylko na krótką chwilę. Twarz się marszczy, przeobraża z sekundy na sekundę, a głowa przybiera dziwaczny kształt.
Stoję na brzegu jak skamieniała. Ogarnia mnie przerażenie, nie mogę się ruszyć.
– Nadal mi odmawiasz, Pani? – Niewątpliwie poznaję ten głos, który kiedyś dotarł do mnie za pośrednictwem Soni. Jest przerażający, nienaturalny, nie należy do żadnego znanego mi świata. – Nie masz gdzie się skryć. Żadnego azylu, żadnego spokoju – mówi Samael.
Choć siedział, teraz się podnosi. Wzrostem dwa razy przewyższa zwykłego śmiertelnika. Jego postać jest przeogromna. Czuję bardzo wyraźnie, że gdyby chciał, mógłby jednym susem stanąć na tym brzegu rzeki i rzucić mi się do gardła. Mój wzrok przyciągają potężne kruczoczarne skrzydła zwinięte za jego plecami.
Ze strachem niezaprzeczalnie splata się pragnienie. Chęć, by pokonać nurt rzeki i zanurzyć się w te miękkie, puszyste skrzydła. Mój puls, najpierw spokojny, teraz przyspiesza. Bum-bum. Bum-bum. Bum-bum. Przypominam sobie ten rytm z ostatniego spotkania z Samaelem na Równinie. Tym razem też jestem przerażona, słysząc, jak bicie mojego serca narasta i zrównuje się tempem z pulsem Samaela.
Robię krok w tył. Każda moja cząstka każe mi uciekać, ale boję się odwrócić. Cofam się tylko o dalszych kilka metrów, nie spuszczając oczu z jego twarzy, tej nieustannie przekształcającej się maski. Chwilami jest tak piękny, jak tylko może być śmiertelny człowiek, ale potem znów się zmienia i staje się tym, kim naprawdę jest.
To Samael. Bestia.
– Pani, otwórz Bramę, jak nakazuje ci obowiązek i twoje posłannictwo. Skutkiem odmowy będzie tylko cierpienie – gardłowy głos nie dobiega z drugiego brzegu rzeki, lecz odzywa się w moim umyśle, tak jakby to były moje własne słowa.
Kręcę przecząco głową. Muszę zebrać wszystkie siły, jakie posiadam, żeby odejść. Na szczęście udaje mi się – odwracam się i uciekam, mijając pierwszy rząd drzew nad brzegiem rzeki. Nie wiem, gdzie biec dalej... Ryk Samaela wstrząsa pniami, jak gdyby drzewa żyły i przyłączały się do pościgu.
Usiłuję się bronić, rozdzielam ciosy między drapiące mnie po twarzy gałęzie. Biegnę, pragnąc wybudzić się z tego snu, przerwać tę podróż. Nie mam jednak czasu na obmyślanie jakiegokolwiek planu – potykam się o wystający z ziemi korzeń i przewracam się. Uderzenie jest tak silne, że przez chwilę przed oczami mam ciemność. Zaraz jednak podpieram się rękoma i próbuję podnieść się na nogi. Wydaje mi się, że zdążę uciec, że wstanę i pobiegnę dalej...
Naraz czuję dłoń chwytającą mnie za ramię i słyszę syczący głos:
– Otwórz Bramę.


* * *



Prostuję się na łóżku, tłumiąc krzyk. Włosy z tyłu głowy mam mokre od potu. Mój oddech się rwie, a serce wali w piersi, jakby nadal biło w duecie z jego sercem. Nawet światło wdzierające się do środka przez szparę w zasłonach nie osłabia strachu wywołanego snem. Trwam tak przez kilka minut, przekonując samą siebie, że to naprawdę tylko mi się śniło. Powtarzam to sobie tak długo, że prawie udaje mi się uwierzyć.
Ale na poduszce jest krew.
Unoszę dłoń do twarzy i dotykam palcami policzka, potem je oglądam. Wszystko rozumiem. Czerwona plama nie kłamie.
Podchodzę do toaletki, gdzie stoją słoiczki z kremami, perfumami, pudrem. Prawie nie rozpoznaję tej dziewczyny w lustrze. Włosy ma potargane, a w oczach widać ciemność i lęk.
Szrama na policzku, choć nieduża, na pewno tam jest. Patrząc na plamę krwi, przypominam sobie gałęzie bijące mnie w twarz podczas ucieczki przed Samaelem.
Niestety, nie da się zaprzeczyć, że zmuszono mnie do tej samotnej podróży. Uzgodniłyśmy z Sonią, że nierozsądnie jest podróżować w pojedynkę, nawet mimo moich rosnących umiejętności poruszania się po Równinie. Teraz nie ma znaczenia fakt, że moja siła jest nawet większa niż Soni. Jedno jest pewne: moje szybko ujawniające się zdolności są niczym w porównaniu z wolą i potęgą Dusz, a przede wszystkim z wolą i potęgą mojej siostry.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2010-11-13 (982 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej