Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Patronujemy
 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Ciekawe czasy
 
Katalog - dodano
 Cisza przed burzą
- Christie Golden
 Unicestwienie
- B.V. Larson
 Piękna krew
- Lucius Shepard
 Immersja
- Erick Pol
 Jadowity miecz
- Rafał Dębski
 
- skomentowano
 Artefakt
- Maggie Furey
 Zamęt Nocy
- Patricia Briggs
 Toń
- Marta Kisiel
 Sztylet ślubny
- Aleksandra Ruda
 Marzyciel
- Laini Taylor
 

''Wielka księga Science Fiction'' tom 2 - antologia

Colin Kapp: Cień i Mrok


Ślizgacz przemknął przez podobne do waty cukrowej cirrusy i stratocumulusy tak przypominające ziemskie obłoki, że nawet doświadczeni podróżnicy poczuli falę nostalgii. Poniżej zielone pola pyszniły się bogactwem roślin. Planeta Ithica dumnie kwitła w promieniach słońca typu G-1. Rozsiane z rzadka miasteczka i metropolie zdradzały terrańskie korzenie mieszkańców tego świata i pragnienie, by odtworzyć obraz niezwykle dalekiej kolebki ich gatunku. Przy odrobinie wyobraźni można było łatwo pomylić niektóre miejsca Itiki z tymi na Ziemi.
Lecz kiedy ślizgacz wydostał się z oparów chmur, otoczyła go budząca dreszcze ciemność, której nie dało się porównać z niczym na Ziemi.
Złapany w nieoczekiwane sidła mroku, pojazd zanurkował ostro i ciasnym korkociągiem z trudem wspiął się ku bezpiecznym wyżynom nad szkaradną plamą czerni.
– A zatem to właśnie to! – powiedział porucznik Fritz Van Noon.
Dr Maxwell Courtney skinął głową.
– Tak jest. To właśnie nazywamy Mrokiem. W tej chwili widać kapelusz tego grzyba. Ma średnicę dwudziestu pięciu kilometrów i jest praktycznie niezniszczalny. Nic podobnego dotąd nie spotkaliśmy. Spuściliśmy na niego głowice nuklearne typu „Hellraiser” i nic się nie stało.
Van Noon uniósł brew.
– Nic?
– Wiadomo, że pocisk eksplodował, ponieważ zarejestrowaliśmy błysk, ale potem – nic. Mrok zaabsorbował każdy kwant energii, jaki został uwolniony w wybuchu. Pochłonął wszystko i nawet nie zadrżał.
– I twierdzi pan, że to obcy umieścili tutaj Mrok?
– Przynajmniej tak twierdzą zapisy. Około dwustu terralat temu, na długo, zanim odnowiliśmy kontakty z Ithicą. Zdaje się, że jakiś obcy statek wylądował na obrzeżach jednego z miast, stał tam przez jedną noc, a rano zniknął równie nagle, jak się pojawił. Ale w miejscu lądowania pozostał ten filar ciemności i nikt jak dotąd nie pojął jego funkcji i przeznaczenia. Oczywiście, istnieje wiele hipotez, ale żadna nie wyjaśnia, dlaczego obcy pozostawili tutaj Mrok. Niektórzy ludzie sądzą, że Mrok wciąga energię i przekazuje ją gdzieś dalej. Niektórzy uważają, że to antyterrańska broń. Przypuszczano nawet, że wewnątrz znajduje się kolonia obcych.
– A pańskim zdaniem? – zapytał Van Noon. Courtney wzruszył ramionami.
– Po trzech latach badań naukowych nadal nie wiem, co myśleć. Opierałem się w na najnowszych teoriach fizycznych, ale każdą prędzej czy później musiałem odrzucić.
– Poddaje się jednolitym prawom fizyki?
– Najbardziej przypomina piorun. – wyjaśnił Courtney. – Trzon ma siedem kilometrów średnicy i trzydzieści kilometrów wysokości. Okrywa go kapelusz jak u grzyba o średnicy dwudziestu pięciu kilometrów, co wyznacza obszar Cienia.
– Cienia? – Van Noon uniósł wzrok znad notatek. – Co to takiego?
Courtney uśmiechnął się przelotnie.
– Przepraszam! To miejscowa nazwa. Chodzi o obszar, w którym zachodzą wszystkie te zjawiska absorbcji. Jest on ograniczony do cienia rzucanego przez kapelusz tego grzyba i otacza filar Mroku. To strefa cienia, mająca ok. 9 kilometrów. Z zewnątrz jest łatwa do penetracji, a wewnątrz łączy się z Mrokiem. Powstał tam swoisty mikroklimat... Ale to niedługo sam pan zobaczy.
Van Noon zmarszczył brwi.
– I nie ma pan najmniejszego pojęcia, z czego zrobiony jest Mrok?
Courtney rozłożył ramiona.
– Powszechnie uważa się, że to substancja anty-terrańska, jak mówiłem, ale nie sądzę, żeby ta hipoteza się utrzymała w obliczu dowodów. Ale Bóg jeden wie, co to naprawdę jest. Cień wzbudził sporo pytań wśród fizyków, na które nie ma odpowiedzi w żadnym ze znanych nam podręczników.
– No, dobrze – westchnął Van Noon. – Chciałbym się najpierw bliżej temu przyjrzeć. Wrócimy jeszcze do tej rozmowy, gdy będę wiedział, o co dokładniej pytać.
– Taką mam nadzieję – zgodził się Courtney. – Zgromadziliśmy tak wiele danych o Mroku, że niedługo stracimy orientację i zaczniemy się gubić we własnych teoriach. Właśnie dlatego zwróciliśmy się z prośbą o wizytę na Ithice specjalistów z Inżynierii Niekonwencjonalnej. Kogoś ze świeżym spojrzeniem i nowym podejściem do zagadnienia. Może jest tak, że mamy tę przeklętą odpowiedź pod samym nosem i nie potrafimy jej dostrzec w zalewie danych?
– A nadrzędny cel tych działań to...?
Courtney zerknął przez iluminator na monstrualną kolumnę ciemności, której zwieńczenie tonęło w chmurach i przesłaniało krajobraz.
– Sam nie wiem. Poznać Mrok, użyć go, pozbyć się go – to paradoks obcości, Fritz. Nie sądzę, by ktokolwiek z odrobiną oleju w głowie zgodził się, by ta rzecz stała tu i nie robiła nic poza prażeniem się w słońcu.


* * *



– Jacko, masz ogólny szkic topografii terenu, na którym jest Mrok?
Jacko Hine z Inżynierii Niekonwencjonalnej rozwinął arkusze map.
– To pozycja Mroku, a obszar, który zaznaczyłem kolorem, pokazuje zasięg Cienia. Jak widzisz, całość skupia się na obrzeżach dawnego miasta Bethlem.
– Miasto nadal tam jest?
– Ruiny. Powstało nowe miasto, New Bethlem, bardziej na południe, jednak w Cieniu i na jego granicy nadal stoją pozostałości starego Bethlem. Nikt tam nie mieszka. Gdybyś wszedł w Cień, zrozumiałbyś, dlaczego.
– Ty wszedłeś, jak rozumiem? I jak było?
– Dziwnie – odparł Jacko. – Chłodno i duszno, ale doznania nie przypominają zwykłych wrażeń chłodu i duszności. To zupełnie inne odczucia. Nie potrafię tego dokładnie wyjaśnić, ale w tym miejscu coś jest nie tak z fizyką.
– Zatem chyba najlepiej będzie, jak od tego właśnie zacznę. Gdzie reszta grupy IN?
– Robią wstępne rozpoznanie i zbierają dane na krawędzi Cienia. Sądzę, że możemy się z nimi skontaktować, a potem wejść w Cień i sprawdzić, co znaleźli.
– Nie – powiedział Van Noon. – Skontaktuję się z nimi, jak będę wychodził. Chcę, żeby moje pierwsze wrażenie, gdy wejdę w Cień, było całkowicie osobiste i subiektywne. Muszę poczuć tę rzecz – ponieważ mam nieodparte wrażenie, że rozwiązanie problemu Ithiki jest raczej intuicyjne niż racjonalne. Maxwell Courtney nie jest głupcem, on i jego zespół zbiera dane od trzech lat. Nie ma zatem sensu powtarzać tego, co już zostało zrobione. Pozostaje mi zatem rozegrać to na mój sposób.
– Już zaczynam się bać – stwierdził Jacko ruszając za Van Noonem.
Krawędź Cienia stanowiła obszar zdominowany przez ruiny starego miasta. Van Noon i Jacko miejscowym pojazdem dotarli do miejsca na obwodzie, gdzie wysiedli. Van Noon przyjrzał się dokładniej obiektowi.
Terminator Cienia był ostry, wyraźny, dokładny i nieruchomy. Z jednej strony jasne słońce Ithiki złociło gałęzie splątanych krzewów z dojrzałymi, fioletowymi owocami, a centymetr dalej lato nagle zmieniało się w ciemną, nieprzyjazną zimę, a te same splątane krzewy za krawędzią były nagie, rachityczne i skarlałe.
Ściana Cienia wznosiła się pionowo i nikła w chmurach, uparcie tłoczących się w pobliżu obcego obiektu. Spoglądając do wewnątrz, Van Noon odniósł wrażenie stopniowo wzrastającego chłodu, otępienia i ciemności, kończącej się absolutną czernią wielkiej kolumny Mroku. Zaciekawiony wyciągnął rękę w strefę Cienia i zaraz ją cofnął, poczuwszy nienaturalne ukłucie mrozu na skórze.
– Bardzo ciekawe – mruknął. – Co najbardziej cię zaskoczyło, gdy tu byłeś, Jacko?
– Brak interakcji między ciepłem na zewnątrz Cienia i zimnem wewnątrz.
– Właśnie. Szacuję, że różnica temperatur wynosi około piętnastu stopni w skali Celsjusza, a granica między obszarem ciepła i zimna nie ma nawet centymetra szerokości. Wokół nieustannie panuje ciepło, dlaczego zatem nie przenika ono dalej w Cień?
– Jest tylko jedna odpowiedź: ciepło zostaje usunięte.
– Tak, ale nie rozumiem, w jaki sposób. Nawet jeżeli założyć, że w środku Cienia panuje temperatura absolutnego zera, należało by oczekiwać, że na granicy strefy pojawi się stopniowy wzrost ciepłoty. A tak nie jest.
– Zatem? – Jacko popatrzył wyczekująco na towarzysza.
– Zatem wiem, jak spowodować odwrócenie tej sytuacji przez użycie, na przykład, skolimowanych promieni infraczerwonych do uzyskania ciepła. Ale skolimowany obszar zimna to coś nowego, w rzeczy samej. Jak zauważyłeś, Jacko, w tym miejscu coś jest nie tak z prawami fizyki.
Podjąwszy szybką decyzję Van Noon przekroczył terminator i wszedł w Cień. Jacko uniósł kołnierz i podążył za nim. Zmiana była oszałamiająca. Kilka sekund wcześniej jasne słońce Ithiki grzało tak, że mężczyźni zaczęli się lekko pocić, a teraz nagle drżeli w niesamowitym chłodzie. Van Noon spoglądał bacznie na ponury krajobraz i chłonął mikroklimat panujący w Cieniu.
Promienie słońca nie przenikały do wewnątrz. Zima niewzruszenie panowała po drugiej stronie zmierzchu, jedynie wątłe światło sączyło się przez kłąb brudnych chmur uwięzionych pod sklepieniem. Nawet kiedy popatrzyło się prosto w niebo, nie można było dostrzec słonecznej tarczy, choć powinna być widoczna i tej oczywistej zmiany nie dało się wytłumaczyć zasadami dyfrakcji.
Wyblakłe od słońca ruiny, jakie ciągnęły się w pobliżu Cienia, stały również tutaj - smętne stosy obitych cegieł i połamanych desek, tworzące labirynt zapomnianych uliczek, gdzie nawet najmniej wymagające i nędzne rośliny nie chciały zapuścić korzeni. Kilka gryzoni o zmierzwionym futrze rozbiegło się, gdy ludzie podeszli bliżej i zdawało się, że w ich ruchach przebija rezygnacja, jakby instynkt samozachowawczy specjalnie się tutaj nie liczył.
Van Noon chłonął otoczenie z naukowym dystansem, używając własnego ciała niczym instrumentu pomiarowego. Proces trwał kilka minut, zanim pojawiła się konkluzja.
– Co czujesz, Jacko?
– Chłód.
– Coś jeszcze?
– Tak. Otępienie. Nie wiem, czy to fizyczne, czy psychiczne, ale mam wrażenie, że każdy ruch wymaga zbyt wiele wysiłku.
– Masz rację – przyznał Fritz. – Zauważyłem u siebie to samo i nie sądzę, żeby to było psychiczne. To prawie tak, jakby tutaj zachodziło tłumienie lub przeciwstawianie się każdej formie energii.
Podniósł kamień.
– Patrz! Chcę dorzucić do okna na tamtej starej ścianie.
Z wprawą Van Noon rzucił, uprzednio szacując wagę i kształt pocisku. Jednak kamień nagle utracił szybkość i spadł po załamanej trajektorii w błotnistą kałużę kilka metrów przed celem.
– Rozumiesz, co mam na myśli? – zapytał Van Noon. – Nadałem temu kamieniowi takie przyśpieszenie podczas rzutu, że powinien przynajmniej uderzyć w ścianę. Tak się nie stało. Ten kamień zachował się tak, jak o wiele lżejszy obiekt poruszający się tych warunkach. Albo jak obiekt, który nagle utracił energię kinetyczną podczas ruchu. W jaki sposób ciało traci energię kinetyczną podczas ruchu, Jacko?
– Nie może jej stracić. – odparł Jacko. – Może tylko reagować na coś – tarcie, opór powietrza i podobne – i w takim przypadku energia jest uwalniana z układu najczęściej w formie ciepła. Energia sama w sobie nie może być utracona, tylko zmieniona w inną formę energii.
– Ale tutaj tak się nie stało – zaoponował Van Noon. – Nie rzuciłem kamienia pod mocny wiatr, a powietrze nie jest gęstsze niż poza Cieniem, pomijając różnicę temperatur i wilgotności. Zatem to, co powstrzymało lot kamienia, nie jest czynnikiem naturalnym. A nie potrafię znaleźć żadnego dowodu na niezwykłą grawitację lub efekt wywołany siłą Coriolisa. Ten kamień podczas ruchu po prostu tracił coraz więcej energii. Zdaje się, że w Cieniu masa razy prędkość nie daje w efekcie pędu – a to cholerny cios wymierzony we wszystkie podręczniki fizyki.
– Jak dotąd nigdy się nie przejmowałeś, że pracujesz bez wsparcia podręczników – zauważył Jacko. – Chodźmy stąd, Fritz. W tym miejscu dostaję dreszczy.
– Za chwilkę, Jacko. Chcę się najpierw trochę dokładniej rozejrzeć.
Ramię w ramię minęli pozostałości po dawno zapomnianej ulicy, stąpając ostrożnie po śliskim bruku. Otoczenie było ponure i opuszczone, przesycone wilgocią, w której z ociąganiem rozrastała się pleśń i grzyby. Im głębiej Jacko i Fritz wchodzili w Cień, tym szybciej robiło się ciemno, a chłód stał się tak dotkliwy, że nierozważnie byłoby pozostać w nim dłużej bez ochrony odpowiednich ubrań. Fauna i flora były tu niemal całkiem nieobecne, a rzadka obecność pleśni i grzybów wskazywała jasno, że nawet niższe organizmy mają spore trudności z utrzymaniem się przy życiu. Nawet naturalne procesy rozkładu nie posunęły się zbyt daleko po dwustu latach permanentnej zimy.
– Czego szukamy, Fritz?
– Nie wiem, Jacko. To uczucie chłodu mnie zastanawia. Nie czuję, że jest mi zimno, bo otoczenie jest zimne. Czuję, że jest mi zimno, ponieważ z mojego ciała wypromieniowuje więcej ciepła niż powinno w tej temperaturze. Oceniając po wrażeniu na skórze, jest tu jakieś pięć stopni poniżej zera.
– Zgadzam się. – przyznał Jacko. – Na pewno dobrze poniżej zera.
– Zwróć zatem uwagę na jedno – wskazał Van Noon. – Dlaczego kałuże wody nie są zamarznięte? Przypuszczam, że termometr nie pokaże więcej niż minus dziesięć w skali Celsjusza. To ten sam efekt, z jakim mieliśmy styczność na obwodzie Cienia: promieniowanie cieplne jest w jakiś sposób zatrzymywane przez coś, co można jedynie wytłumaczyć jako promieniowanie chłodne.
– Nie rozumiem, Fritz. Przecież chłód jest jedynie nieobecnością ciepła.
– Zastanawiam się – rzekł Van Noon – czy to nie jest ograniczenie, jakie sobie mentalnie narzuciliśmy. Jeżeli założymy, że istnieje zjawisko anty–ciepła, które będzie charakteryzowało się tymi samymi cechami, co konwencjonalne elektromagnetyczne promieniowanie cieplne, ale z przeciwnym znakiem?
– Coś takiego nie istnieje – sprzeciwił się Jacko.
– Doprawdy? Przynieś tu sprzęt i porównaj straty ciepła z temperaturą. Założę się, że w wartościach bezwzględnych się wyrówna. Musi. Nic innego nie pasuje do rozumowania i nawet choćby częściowo nie tłumaczy tego, co się tutaj dzieje.
Za plecami mężczyzn rozległ się donośny trzask, przypominający zwielokrotniony wystrzał z pistoletu. Odwrócili się natychmiast i zamarli zdumieni. Nad szlakiem, którym szli w Cień pojawiła się niewielka, ciemna burzowa chmura. Zawisła nie wyżej niż trzydzieści metrów nad ziemią, a jej atramentowo-czarna barwa przywodziła na myśl opary inne niż te naturalne, choć zapewne było to złudzenie wywołane stłumionym światłem i otoczeniem.
Lecz dopiero widok błyskawicy dał im do myślenia: zjadliwy łuk między podłożem a chmurą, który przeciął mrok ze spodziewaną jasnością, został nagle wygaszony przez osobliwie zjawisko, które działało na tym obszarze i stłumiło plazmę oraz wyładowanie. Rezultatem był nie grom i urywany odgłos wyładowania, które zwykle towarzyszą burzy, lecz ciche „puf”. Lecz nie ulegało wątpliwości, że to prawdziwy, niszczycielski piorun.
Kołysząc się w zmiennych podmuchach wiatru, burza zaczęła się przemieszczać szybko w kierunku ludzi i Van Noon spoglądał na nią z więcej niż lekką obawą.
– Lepiej znajdźmy jakieś schronienie, Jacko. To może być niebezpieczne.
Rozejrzeli się szybko. Ruiny niewielkiej chaty, częściowo pokryte pochyłym dachem z zatrważająco luźnymi, popękanymi dachówkami, mogły się nadać, choć do sanktuarium bezpieczeństwa było im daleko. Mężczyźni wbiegli między wilgotne ściany, do przypominającego pudełko pomieszczenia, podczas gdy chmura zawisła w pobliżu. Błyskawice zjadliwie kłuły bruk, zdawało się, że z niemal ludzką złością, lecz burza nie trwała długo. Chmura popłynęła, kłębiąc się i trzaskając wyładowaniami, w stronę Mroku, a Van Noon i Jacko wychylili się ze zrujnowanej chałupy, obserwując oddalającą się burzę.
– Maxwellu Courtneyu, ja ci jeszcze pokażę – wycedził Van Noon złowrogo. – Żeby nazwać to „interesującym swoistym mikroklimatem”! – westchnął. – Chodźmy stąd, Jacko.
– Wiesz, Fritz, z ust mi to wyjąłeś.


* * *




– To zjawisko nazywane jest wredną burzą – powiedział Courtney. – W Cieniu występuje nader często. Zdaje się, że te burze powstają i znikają spontanicznie, a kiedy się w nie trafi, mogą być bardzo niebezpieczne. Przemieszczają się szybko i zawsze po prostej. Jeżeli spotka się je na otwartej przestrzeni, wystarczy uciec w bok.
Siedzieli w biurze Courtneya w New Bethlem. Przez duże okno widać było krajobraz z Cieniem i jego rdzeniem, Mrokiem. Pod oknem stało biurko Courtneya, jakby mężczyzna chciał przez cały czas mieć przed sobą przypomnienie wielkiej zagadki, której rozwiązaniu się poświęcił. Ustawienie krzeseł gości wskazywało, że przybysze również są świadomi dominującego wpływu, jaki roztaczała potężna, mroczna kolumna.
– Cóż – przerwał milczenie Van Noon zwracając się do gospodarza. – Zebraliśmy trochę informacji podczas wstępnego rozpoznania, a zgodnie z tym, co mi pan powiedział, macie takich danych na tony. To stawia pana w pozycji doskonałej do udzielania odpowiedzi, a mnie – do zadawania pytań.
– Zatem proszę pytać – odpowiedział Courtney. – Nie będę udawał, że znam wszystkie odpowiedzi, ale mogę pana zasypać całkiem sporą liczbą opisów niewyjaśnionych zjawisk.
– Co może pan powiedzieć o efekcie anty-energii lub przeciw-energii?
Courtney gwizdnął cicho.
– To świadectwo prawdziwie błyskotliwego myślenia, panie Fritz. Nam zajęło dwa lata sformułowanie tej hipotezy i wzięcie jej na poważnie pod rozwagę. Ale wiem, co pan myśli. Większość fizycznych zjawisk obserwowanych w Cieniu można wyjaśnić satysfakcjonująco tylko przez wprowadzenie do rozważań założenia o diametralnych przeciwieństwach. To, że te nieznane zjawiska przeciwstawne i ich efekty nie występują poza Cieniem, niekoniecznie oznacza, że założenie jest błędne, ponieważ występują w Cieniu właśnie. Sam Cień i Mrok muszą być poza-fizyczne, inaczej nie mielibyśmy tutaj w ogóle problemu.
– Właśnie! – zgodził się Van Noon. – Przyznaje pan zatem, że możliwe jest istnienie przeciw-energii?
Courtney rozłożył ręce.
– Przyznaję, że taka możliwość istnieje. To na pewno główna przesłanka, za pomocą której można wyjaśnić naturę zjawisk w Cieniu. Ale to tylko jedna z wielu poszlak i nie można się na niej oprzeć, gdy dokładniej się przyjrzeć fenomenom Cienia.
– Proszę mówić dalej – nakazał Van Noon.
– Weźmy skrajny przykład – oznajmił Courtney. – Może pan sprawdzić sam lub uwierzyć mi na słowo, że różnica między Cieniem a Mrokiem jest kwestią tylko skali. W Cieniu negacja energii jest tylko częściowa, w Mroku – absolutna.
– Wierzę na słowo. Zresztą, też do tego doszedłem.
– Świetnie. Zatem proszę się zastanowić: niezależnie od tego, jak wielką energię i jaki jej rodzaj zaaplikujemy Mrokowi, nie zobaczymy w nim żadnego rozpoznawalnego efektu, nie zdołaliśmy też przepuścić energii przez choćby najmniejszy obszar Mroku. Następuje całkowita negacja energii, niezależnie od sposobu jej wprowadzania i rodzaju, panie Fritz. Jeżeli będzie się pan opierał na teorii przeciw-energii w Cieniu i Mroku, wnioski z niej wynikające mogą okazać się zbyt skomplikowane, by były prawdziwe, i raczej przerażające.
– Chyba rozumiem – przyznał Van Noon. – Ale wolałbym to usłyszeć z pana ust.
– Spróbuję to ująć najprościej jak się da. Jeżeli wystrzelimy pocisk, według pańskiej teorii przeciw-energii, pocisk ten winien zostać zniwelowany dokładnie na obwodzie Mroku, co praktycznie odpowiada przeciw-pociskowi mającemu identyczną masę i poruszającemu się z taką samą prędkością, na dodatek dokładnie w punkcie uderzenia przez wysłany przez nas pocisk. To zbyt wiele zbieżności, jak na mój ortodoksyjny gust. Albo załóżmy, że użyjemy promieni Roentgena lub jakiejkolwiek innej formy promieniowania i będziemy nią bombardować Mrok. Dla dokładnej negacji takiej dawki energii potrzebne będzie anty-promieniowanie o identycznej częstotliwości, długości fali i natężeniu. Albo zatem Mrok jest ekstremalnie szerokopasmowym przekaźnikiem, zdolnym do produkcji w każdym miejscu na swoim obwodzie dowolnego rodzaju siły, energii, częstotliwości, natężenia promieniowania i to natychmiast, bez wcześniejszego uprzedzenia lub rozpoznania, na dodatek z niezwykłą precyzją; albo Mrok jest pełen małych zielonych ludzików z nadzwyczajnym talentem do przewidywania przebiegu naszego programu badań, którzy na czas przygotowują odpowiednie środki przeciwdziałające.
– Pojmuję, o co chodzi – powiedział Fritz. – Jak można zorganizować wystrzelenie anty-pocisku na spotkanie niespodziewanego pocisku, który będzie miał dokładnie tę samą masę i prędkość, a na dodatek przewidzieć miejsce zderzenia z dokładnością do paru mikronów? Nie da się. Odebrał mi pan nieco pewności siebie, jednak nadal nie udowodnił, że moja teoria jest niemożliwa.
– Nie? Zatem spróbuję zrobić to teraz. Aby pańska hipoteza kontrenergii mogła być prawdziwa, należy przyjąć, że Mrok jest układem dynamicznym. A zatem, żeby zachodził proces przeciwdziałania, układ ten musi pobrać tyle energii, ile wydatkuje na ten proces. Mrok jest Ithice od dwustu lat, Fritz. A teraz proszę sobie przeliczyć ilość energii wypromieniowaną tylko przez ithickie słońce w tym czasie oraz dodać to, co wrzuciliśmy w Mrok przez minione trzy lata badań. Przekona się pan, że Mrok musiałby mieć źródło zasilania o mocy niewielkiej gwiazdy, aby spełnić założenia pańskiej teorii. Zrzuciliśmy na Mrok głowicę nuklearną typu „Hellraiser”, a – proszę pamiętać – „Hellraiserem” można rozbić planetę. Jaki zapas mocy trzeba mieć, by przeciwdziałać takiej sile rażenia, i to w ułamku sekundy?
– Nie wiem – stwierdził Van Noon. – Ale nie znamy jeszcze wszystkich źródeł energii i ich granic. Zamierzam jednak jak najszybciej znaleźć dojście do Mroku, a wtedy może się dowiem.
– Nie uda się panu, Fritz. Nie ma cienia szansy, by przeniknął pan przez Mrok.
– Myślę, że jest. I wydaje mi się, że znam sposób.
– Dlaczego to powiedziałeś? – zapytał Jacko z niepokojem, gdy wyszli z gabinetu naukowca.
– To przez przeczucie, jakie mnie nie opuszcza. – odpowiedział Van Noon. – Postanowiłem rozegrać to na intuicji i w tej chwili intuicja podpowiada mi, że Mrok i Cień wywołują efekt przeciw-energii.
– Wbrew temu, co mówił Courtney?
– Owszem. Muszę przyznać, że argument o pocisku, który musi napotkać skuteczny anty-pocisk, by teoria przeciw-energii okazała się prawdziwa, był niezły. Jednak tak naprawdę pocisk nie musi napotkać anty-pocisku, wystarczy odpowiednia siła przeciwdziałająca siłom poruszającym pocisk i jego ładunek, przyłożona w odpowiednim miejscu i czasie. Bez wątpienia jednak Courtney ma rację, teorię przeciwdziałania energii należy udowodnić. Mogę się też założyć, że jego dane o całkowitej niwelacji energii nie są wcale tak dokładne, jak mu się wydaje.
– To znaczy, Fritz?
– Cóż, nie potrafię sobie wyobrazić jednolitej energii negatywnej, którą można przeciwstawić dowolnego rodzaju sile lub promieniowaniu stosowanym w dowolnym miejscu i czasie. Potrafię jednak wyobrazić sobie anty-promieniowanie lub zjawisko, które selektywnie będzie reagować na określoną stymulację w określonym punkcie. Zdajesz sobie sprawę, czego to wymaga?
– Nie – przyznał Jacko.
– Wymaga to: wykrycia, analizy i syntezy odpowiedniego efektu przeciwdziałającego. Trzy etapy – wymagające na pewno czasu, a zatem tworzące opóźnienie. Courtney udowodnił, że każdy rodzaj energii jest niwelowany, jednak wątpię, czy jest niwelowany natychmiast. Te trzy etapy, o których wspomniałem, mogą trwać nanosekundy, ale jestem całkiem pewien, że istnieje opóźnienie. A teraz muszę udać się w Cień, dokładnie na krawędź Mroku, by sprawdzić, czy można udowodnić lub obalić moją teorię.
– A jeżeli ją udowodnisz?
– Wówczas, jak sądzę, będziemy mieli sposób na wybicie tunelu w Mroku i sprawdzenie, co jest wewnątrz.
Jacko oniemiał, wyobrażając sobie z trudem, jak ogromne będzie to przedsięwzięcie. Fritz rzucił mu rozbawione spojrzenie i podjął wyjaśnienia:
– Jest szczególny powód, dla którego chcę wejść w Mrok, Jacko. Te trzy etapy, o których mówiłem: wykrywanie, analiza i wprowadzenie przeciwdziałania, wymagają czegoś jeszcze, o czym może nie pomyślałeś. Aby te trzy etapy zadziałały, muszą być przeprowadzone pod nadzorem jakiejś formy inteligencji.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2011-01-17 (1010 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej