Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Patronujemy
 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Płonący most (wyd.II)
 
Katalog - dodano
 Piękna krew
- Lucius Shepard
 Immersja
- Erick Pol
 Jadowity miecz
- Rafał Dębski
 Zabójcze maszyny
- Philip Reeve
 Ostatnie konklawe
- Marcin Wolski
 
- skomentowano
 Artefakt
- Maggie Furey
 Zamęt Nocy
- Patricia Briggs
 Toń
- Marta Kisiel
 Sztylet ślubny
- Aleksandra Ruda
 Marzyciel
- Laini Taylor
 

Rozmowa z Jackiem Skowrońskim



 FB: Witam serdecznie Wielkiego Kryminalistę.
Przyznam, że przygotowując się do rozmowy z Tobą poszperałam nieco w Internecie i natrafiłam na takie oto zdanie Twojego autorstwa, pozwolę sobie zacytować. ’’Książek nie pisze się dla siebie, od tego są pamiętniki. Nie pisze się ich też, by epatując wiedzą i doświadczeniem, balansując na granicy niezrozumiałości, zasłużyć na miano wieszcza. Robi się to wyłącznie dla tej jednej, jakże ulotnej chwili, gdy po odwróceniu ostatniej strony, Czytelnik zerknie niewidzącym wzrokiem w okno, niechętnie powracając do rzeczywistości, a może nawet żałując, że randka z autorem trwała tak krótko. Tylko tyle i aż tyle’’.
Czy to zdanie można uznać za motto Twojego pisarstwa?

JS:
Tak. Można sobie wprawdzie wyobrazić pisywanie do szuflady, by zmierzyć się z własnymi problemami, poukładać myśli i lepiej poznać osobnika, w którego ciele przyszło nam odbywać ziemską podróż. Ale ja do tego nie potrzebuję zapisywania strumienia świadomości, wolę o świcie przejść się samotnie brzegiem morza, gdzie oczy poniosą, rozmyślając nad sensami i bezsensami. Nie odczuwam też potrzeby wieszczenia ani kształtowania postaw społecznych czy innych. Do szczęścia najzupełniej wystarcza mi poczucie, że nie oszukuję czytelników, dając dokładnie to, co obiecałem – szczyptę wytchnienia od codzienności, odrobinę lekceważenia norm wszelakich, okazję pofolgowania instynktom, gdy nikt nie patrzy.

FB: A skąd właściwie wziął się pomysł by zacząć pisać?

JS:
Z miłości do książek, podziwu dla tych niezwykłych ludzi, którzy je piszą i pragnienia, by znaleźć się w ich gronie. Bo któż z nas nie posiada marzenia, skrywanego często głęboko, powracającego uparcie, obojętnego na głos rozsądku? Jestem pewien, że każdy pielęgnuje coś takiego, spełnienie jednym się udaje, innym nie, ale najważniejsze, by móc uczciwie powiedzieć – przynajmniej spróbowałem. W moim przypadku było to pisanie książek, lecz każdy ma swój własny szczyt do zdobycia. I dokona tego, jeśli będzie pamiętał, by wybrać najlepszy moment i nie zapomnieć kompasu. A że ze szczytu góry najlepiej widać… kolejne szczyty, to już zupełnie inna historia.

FB: Zdradzisz jakie są Twoje ’’kolejne szczyty’’?

JS:
Przypuszczam że uczucie niespełnienia towarzyszy nieustannie, w mniejszym lub większym stopniu, każdemu. To bodziec i zarazem przekleństwo, gdyż sprawia, że ciągle poszukujemy nowych wyzwań, pielęgnując skrycie nadzieję, iż właśnie znaleźliśmy cel, który przyniesie satysfakcję, spokój i owo mityczne, nieokreślone bliżej poczucie spełnienia. Dla jednego to tak wypasiona bryka, że sąsiadowi opadnie szczęka poniżej kolan i tam już zostanie, inny będzie budował w piwnicy perpetuum mobile. I obydwaj podświadomie czują, najfajniej jest gonić króliczka…
A moje następne szczyty są raczej prozaiczne. W dosłownym sensie. Póki co to ledwie kontury pomysłów na kolejne powieści. Bo zawsze najważniejsza jest ta, która dopiero ma powstać.

FB. Drugie Twoje zdanie: ’’Autor pisze to, co chciałby sam czytać i co chciałby przeżyć’’. Patrząc na to co piszesz najbardziej pociąga Cię kryminał. Czy tak jest faktycznie?
A co z innymi gatunkami, np. fantastyką? Czy lubisz?

JS:
To prawda, pociąga mnie obcowanie z mroczniejszą stroną natury ludzkiej, wśród typów zaczajonych po ciemniejszej stronie ulicy. Tam wiele rzeczy jest prostszych, można załatwić sprawy bezpośrednio i definitywnie, a jedynym problemem jest nie dać się złapać! Obracanie się w kryminalno-sensacyjnych klimatach daje okazję do odrzucenia ograniczeń, zakosztowania adrenaliny i skrajnych emocji. Gdy nasze osobiste poczucie sprawiedliwości rozmija się z suchymi postanowieniami paragrafów kodeksu karnego, kryminał pozwala poczuć, że życie to coś więcej, niż telenowela.
Czytam dużo i nigdy na siłę. Jeśli po kilku, kilkunastu stronach, czuję że nie odnalazłem między wierszami tego czegoś, co jest mnie w stanie uwieść, skłonić do refleksji lub zwyczajnie dostarczyć miłej rozrywki, odkładam ją, wszak tyle innych książek czeka na przeczytanie.
Przepadam za fantastyką w rozumieniu klasycznym. Statki kosmiczne, wyprawy ku nieznanym światom, podróże w czasie, niewiarygodne, magiczne wręcz konsekwencje odkryć naukowych. Czyli Lem, Dick, Clark, Bradbury, Strugaccy. Ale też zabawy konwencją jak u Bułyczowa. Współczesną polską fantastykę czytuję wybiórczo i dość bezładnie, często mając wrażenie, że forma góruje nad treścią, a nawet skrywa niekiedy jej brak. Co na szczęście nie jest regułą.

FB: Mam wrażenie „Eksperyment XXI”, Twoje opowiadanie z „Horyzontów Wyobraźni 2010’’, jest właśnie pewnego rodzaju odbiciem takich klimatów. Czy masz w planach jeszcze inne utwory w tej konwencji?

JS:
Istotnie, dobrze czuję się w labiryncie z krzywych zwierciadeł, gdy realistyczne oddanie obrazu schodzi na dalszy plan, a liczy się gra skojarzeń i czystego absurdu. Kostium gatunkowy nie jest tu najważniejszy, choć narzuca niejako sposób poprowadzenia fabuły. Dlatego na pewno wrócę do motywu plątania dobrze nam znanych realiów, epok, postaci i czasu w konwencji fantastycznej groteski. Pożywki dla absurdalnych historii na pewno nie zabraknie, wystarczy nastawić telewizor na dowolny kanał informacyjny.

FB: Co jest bezpośrednią inspiracją dla Twoich utworów?

JS:
Wyobraźnia. Znacznie częściej przebywam w świecie przez nią wykreowanym niż w realnym. Ludzie, których zdarzyło mi się spotkać, sytuacje, w których uczestniczyłem, są niewyczerpanym źródłem pomysłów. Najbłahsze wydarzenia dnia codziennego przeradzają się w moim umyśle początki historii, jakie nieczęsto goszczą nawet w mediach. I lubię osobiście w nich występować.

FB: Powieść czy opowiadanie? Która forma jest wg Ciebie łatwiejsza?

JS:
Powieść to w gruncie rzeczy zbiór opowiadań połączonych wspólnym motywem. Bez trudu można wyciąć z dowolnej książki kilkadziesiąt przypadkowych stron, dopisać im początek oraz puentę i mamy opowiadanie. Czyli z technicznego punktu widzenia, kwestią poświęconego czasu jest powstanie krótszej lub dłuższej formy. Jednak o ile w powieści można pozwolić sobie na chwile słabszej formy, to w opowiadaniu należy trzymać poziom. Jak w meczu tenisowym, który jest sumą gemów. Przegrany gem nie przesądza o wyniku całego spotkania, ale gdyby gra polegała na rozegraniu tylko jednego, to zmieniałoby diametralnie sytuację. Więc z tego punktu widzenia opowiadanie jest bardziej wymagającą formą, jednak stwarza też okazję dopieszczenia każdego zdania, frazy i słowa, dzięki czemu może stać się wręcz perełką, swoistą wizytówką autora.

FB: Skąd wziął się pomysł na fabułę powieści ’’Mucha’’? Czy to zemsta na jakimś agencie ubezpieczeniowym, który zalazł Ci za skórę?

JS:
Ależ nie, siadając do klawiatury nie miałem pojęcia, co bohatera spotka w najbliższej przyszłości. Owszem, czułem że wpadnie w kłopoty, miałem bardzo mglisty zarys ich przyczyny oraz pomysł, by spróbował poradzić sobie metodami, jakie pozornie kompletnie nie przystają do gry o życie. To było wyzwanie, prawdziwa przygoda, bo przecież piszę w pierwszej osobie. Tym bardziej, że sytuacja, w której możemy stanąć do konfrontacji ze światem bezprawia wcale nie jest szczególnie wydumana. I co wtedy, uciekać, poddać się? To by było najprostsze i nawet całkiem naturalne. Ale można też spróbować uczynić z własnej słabości atut, jak uczynił mój bohater, zadziwiając nierzadko mnie samego.

FB: Które postacie z ’’Był sobie złodziej’’ i ’’Muchy’’ mają swoje realne pierwowzory? Bo, że takowe są to już wiem. :)

JS:
W „Złodzieju” jedna z postaci drugoplanowych, choć bardzo ważnych, jest w całości autentyczna. Nie zdradzę jej personaliów, choć zauważyłem, że czytelnicy intuicyjnie ją rozpoznają. W „Musze” zacząłem kiedyś liczyć, i ku memu szczeremu zdumieniu wyszło, że… niemal wszystkie! Nie wynika to z jakichś świadomych założeń, po prostu w określonym momencie fabuły wprowadzam postać, która jest mi akurat potrzebna. Raz będzie to odważnie odziana panienka, innym razem menel. Dalej już te osoby żyją i postępują po swojemu, pozwalam im to, śledząc ich poczynania bez odbierania autonomii. I przeważnie upodabniają się z czasem do znanych mi ludzi, choć personalia, sytuacje i konteksty zawsze są zmyślone. Bywa niezwykle zabawnie, gdy na przykład szacowna i niezwykle poukładana w realu osoba płci pięknej na kartach powieści zmienia się w wampa łamiącego serca jak wykałaczki. Albo w bezwzględną szantażystkę. Cóż, ja niczego nie przesądzam, umieszczam tylko ludzi w określonych sytuacjach i podglądam. Rezultaty bywają zdumiewające.

FB: Czy zdarzyło Ci się, by ktoś poprosił o umieszczenie siebie w książce w charakterze bohatera?

JS:
Na szczęście nie. Szczęście tego kogoś, ponieważ znając własną wyobraźnię, musiałby się później przemykać kanałami po mieście, wracając do domu. A nie jest wcale pewne, czy małżonka wpuściłaby delikwenta do środka, możliwe że otworzyłaby mu drzwi tylko po to, by wręczyć kopię pozwu o rozwód. A mogłoby być jeszcze gorzej…

FB: Skąd ta zjadliwość względem kobiet, która ujawniła się w ’’Musze’’?

JS:
Ależ to raczej autoironia wycelowana w brzydszą część ludzkości. W przeciwieństwie do kobiet mężczyźni są dość prosto skonstruowani, reagują przewidywalnie i łatwo dają się kontrolować. Tyle naszego, że sobie czasem pogawędzimy o podbojach i szalonych przygodach, a i tak wszyscy wiedzą, kto w tym odwiecznym tańcu prowadzi partnera. Gdyby nie fakt, że do tańca trzeba dwojga, faceci mogliby okazać się niepotrzebni, a tak jesteśmy przynajmniej tolerowani.

FB: Przyjmuję wyjaśnienie. :)
Czy można wyżyć z pisarstwa, czy to tylko kwestia wyżycia się?

JS:
Nie pisałbym książek za darmo, istnieje całkiem sporo mniej męczących sposobów skracania sobie życia. A już na pewno mniej stresujących. Jak choćby praca w kopalni lub zaciągnięcie się do Legii Cudzoziemskiej. Zawsze przy podobnych pytaniach powtarzam stwierdzenie Irka Grina, właśnie przywołane przez Ciebie, iż z pisania kryminałów nie da się wyżyć, ale można się wyżyć. Jednak Irek powiedział to kilka lat temu, obecnie rodzima proza kryminalna jest na fali wznoszącej, choć honoraria wciąż są ledwie ułamkiem tego, co inkasują nasi zachodni koledzy po piórze. Można już kupić za wydaną książkę powiedzmy samochód. O roczniku i marce nie wspomnę, to jednak nie wino…

FB: Ale jednak warto.
Twoja trzecia książka jeszcze się pisze czy już u wydawcy?

JS:
Jest mocno zaawansowana, widać już zakończenie. Należy do tych rzeczy, o jakich się wie, że trzeba się z nimi zmierzyć, choć wynik będzie trudny do przewidzenia. Traktuje o rodzimych płatnych mordercach, podejmowanie tego tematu w pierwszej osobie okazało się wyzwaniem poważniejszym od przewidywanego. Zwłaszcza, że zbierając materiały dowiedziałem się więcej, niż chciałem. Momentami dochodzę do wniosku, że lepiej byłoby zdać się wyłącznie na własną wyobraźnię.

FB: Powiedziałeś, iż dowiedziałeś się więcej niż chciałeś, czyli zaskoczyła Cię wielkość tego procederu czy też może dowiedziałeś się czegoś, co wiedzieć jest niebezpiecznie?

JS:
W pewnym stopniu zdumiała mnie skala zjawiska i stosunkowa łatwość znalezienia zleceniobiorcy. Załatwienie sprawy jest funkcją determinacji i wystarczających środków finansowych. Ale nie jest to wiedza niebezpieczna, przynajmniej póki nie próbuje się zastosować jej w praktyce. Natomiast bardzo nieciekawie można się poczuć, nasiąkając klimatem. Składają się na to drobiazgi, oderwane elementy, swoiste atrybuty właściwe każdej profesji. I odkrycie, które niby nie powinno zaskakiwać, że pozbawianie życia traktowane jest wyłącznie jako praca, w całkowitym oderwaniu od jakiegokolwiek kontekstu uczuciowego. Ot, posprzątać i zapomnieć.

FB: Kogo uczyniłeś bohaterem powieści? Możesz zdradzić coś więcej na jej temat?

JS:
Zdradzę tylko tyle, ze zastosowałem narrację mieszaną, lecz trzcioosobowa jest wyłącznie tłem. Najważniejszą część historii opowiadam w pierwszej osobie. Jak zwykle ;-)

FB: Czy zdarza Ci się po przeczytaniu książki oceniać ją pod kątem warsztatu autora? Że Ty byś coś zrobił inaczej, może lepiej?

JS:
Nawet często, to rozdaj skrzywienia zawodowego zapewne. Staram się nie przywiązywać większej wagi do tych myśli, bardziej zwracam uwagę na niuanse stylu i techniki pisarskiej, wyzwalające podziw, nawet zazdrość i pytanie: czy ja bym tak potrafił…? To rodzaj dopingu, by nigdy nie stosować taryfy ulgowej wobec własnych tekstów.

FB: Czy jakaś książka minionego roku zapadła Ci głęboko w pamięć? Nie mówię, że wpłynęła na życie, choć jeśli tak…

JS:
W ubiegłym roku dostałem w prezencie „Firmina” Sama Savage, który okazał się, dla mnie przynajmniej, prawdziwym objawieniem. Zwłaszcza przemyślenia tytułowego bohatera będącego… szczurem. A sprowadzają się one do jakże prostego w swym przesłaniu motta: „Nieważne jak mały jesteś, twoje szaleństwo może być równie wielkie jak każdego innego.” Niezwykła powieść o miłości do książek, o łamaniu barier i przyjaźni. Gorąco polecam.

FB: Piękne motto. Książki z pewnością poszukam.
Serdecznie dziękuję za poświęcony mi czas i interesujące odpowiedzi. Rozmowa z Tobą sprawiła mi naprawdę wielką przyjemność i wiele się dowiedziałam, nie tylko o Tobie. Niecierpliwie czekam również na następną książkę Twojego autorstwa.



Z Jackiem Skowrońskim dla Fantasy Book rozmawiała Zuna.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2011-01-19 (1448 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej