Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Patronujemy
 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Trzecie świadectwo
 
Katalog - dodano
 Fandom
- Anna Day
 Przebudzenie Lewiatana
- James S. A. Corey
 Przepaść
- Michelle Paver
 Spętani przeznaczeniem
- Veronica Roth
 Wyklucie
- Ezekiel Boone
 
- skomentowano
 Marzyciel
- Laini Taylor
 Idiota skończony
- Antologia
 Plus/minus
- Olga Gromyko
 Plus/minus
- Olga Gromyko
 Zapisane w kartach
- Anne Bishop
 

''Z miłości do prawdy'' - Karina Pjankowa

Rinnelis Tyen


Szef Wydziału Śledczych Straży Królewskiej pięknego miasta Illeny, stolicy Erolu, był znużony rozmową z kolejnym petentem, który raczej żądał niż prosił. Z jednej strony, rozumiał rozpacz ojca po stracie córki, ale to było czysto prywatne współczucie, które nie miało nic wspólnego z piastowanym stanowiskiem. Jako szef Wydziału Śledczych, Iten Gross był wściekły, że próbowano wywierać na niego nacisk. Nikt nie ma prawa ingerować w wymiar sprawiedliwości, nieważne, czy to książę, czy żebrak. Prawo istnieje dopóty, dopóki karze się tego, kto je łamie – jednak książę Ayrel był innego zdania. Domagał się trywialnej, krwawej zemsty, która została oficjalnie zabroniona edyktem królewskim już trzysta siedem lat temu. Próby wyjaśnienia tego szlachcicowi jak dotąd spełzały na niczym. Zresztą, laro Gross nie spodziewał się niczego innego.
Widząc, że nie zdoła przemówić petentowi do rozumu, szef Wydziału postanowił uciec się do środków ostatecznych. Użyć broni największego kalibru.
– Czcigodny laro Ayrelu – przerwał strumień oskarżeń i gróźb arystokraty – równie dobrze może pan nic nie mówić, to nie ma żadnego sensu. Nie mam prawa wtrącać się do pracy śledczego, zajmującego się pańską sprawą. Swoje uwagi powinien pan skierować nie do mnie.
– Dobrze – westchnął książę, rosły mężczyzna o siwych włosach, okalających rasową twarz. – Kto prowadzi tę sprawę?
Widząc, że nie mówią mu „nie”, poczuł się znacznie pewniej. Zadarł podbródek jeszcze wyżej, najwyraźniej przekonany, że z szeregowym śledczym poradzi sobie bez większego wysiłku.
Na okrągłej twarzy naczelnika Wydziału rozpłynął się zjadliwy uśmiech. Od piętnastu lat zajmował to stanowisko i potrafił przewidzieć ewentualny nacisk ze strony wpływowych krewnych ofiary – właśnie dlatego powierzył prowadzenie sprawy osobie, która umiała odeprzeć napór rozszalałej szlachty. Czasem Grossowi wydawało się, że ten śledczy wytrzymałby nawet nacisk bogów.
– Myślę, że lare Rinnelis Tyen nie odmówi wysłuchania pana – rzekł Gross z pobłażliwym uśmiechem. Nie miał zamiaru rozczarowywać arystokraty.
Rinnelis Tyen była wyjątkową żmiją – tak brzmiała opinia każdego, kto miał okazję rozmawiać z nią choćby dziesięć minut. Wręcz niewiarygodne, że taka mieszanka uporu, niezachwianej pewności o własnej racji, lodowatej obojętności i sadyzmu może się pomieścić w istocie płci żeńskiej, która niedawno skończyła dwadzieścia lat. A wszystkie te cechy były uzupełnione idealną znajomością prawa i potężnym darem magicznym.
Laro Gross był absolutnie pewien: jeśli ta jędza przeżyje, zajdzie bardzo wysoko, dlatego wolał nie psuć sobie z nią stosunków – ta świadomość bynajmniej nie budziła w nim sympatii do Rinnelis Tyen. Czasem naczelnik miał dojmującą ochotę wysłać swoją podwładną do miejsca, z którego powinna wrócić w zamkniętej trumnie, ale wiedział, że próba realizacji tego zamysłu byłaby bardzo nierozsądna. Lare Tyen miała dar wychodzenia cało z najgorszych opresji, a potem zawsze rozliczała się z tymi, którzy jej te opresje zgotowali. Gdyby laro Gross był aż takim idiotą, żeby narazić się Rinnelis Tyen, to w zamkniętej trumnie pochowaliby jego, a droga Tyen wygłosiłaby wzruszającą przemowę nad jego grobem. Żmija zawsze wszystko robiła bardzo akuratnie i naczelnik mógł być pewien, że nikt nigdy by jej niczego nie udowodnił.
– A oto i sama lare Tyen. – Gross uśmiechnął się jeszcze szerzej, kiwając głową w stronę drzwi, do których ktoś właśnie zastukał. Żmija słynęła również z tego, że przestrzegała etykiety z przerażającą bezwzględnością.
– Proszę wejść.
Rinnelis nie zrobiła na księciu większego wrażenia, co było do przewidzenia – na pierwszy rzut oka wcale nie wyglądała na groźniejszą od najgroźniejszej żmii. Była dziewczyną średniego wzrostu, o dużych, zielonoszarych oczach, które wydawały się naiwne i uczciwe, miała ładną, owalną twarz o delikatnych rysach, małych ustach i odrobinę za długim nosie. Jednak od jakiegoś czasu w jej oczach Gross począł zauważać zimny i przerażający błysk.
– To ona zajmuje się sprawą zabójstwa mojej córki? – zapytał książę Ayrel z miażdżącą pogardą, ignorując przybyłą lare i demonstracyjnie patrząc na Grossa.
„Nie należało tego robić, ekscelencjo” – uśmiechnął się w duchu laro Gross. Mimo całej wrogości do tej żmii Tyen, naczelnik z dużą przyjemnością używał jej jako psa łańcuchowego, którym można poszczuć męczących petentów.
– Tak, wasza ekscelencjo – spokojnie odezwała się dziewczyna. – Jestem śledczym, zajmującym się zabójstwem lare Ayrel.
– Moim zdaniem, nie jest pani odpowiednią osobą – rzekł książę lodowatym tonem.
– Moim zdaniem, nie ma pan prawa rozkazywać śledczym – sparowała Rinnelis z tą samą firmową obojętnością, poprawiając fioletowy płaszcz tak starannie, jakby od tego zależała jej dalsza kariera.
Cała ta sytuacja podobała się naczelnikowi coraz bardziej.
– Jak śmiesz, ty żałosna… – Szlachcic, i tak wyprowadzony z równowagi śmiercią córki, wpadł w pasję.
– Pańskie zachowanie może zostać potraktowane jako obraza funkcjonariusza na służbie – przerwała księciu lare Tyen, podchodząc bliżej. Tak, oto kto się nie ugnie przed arystokracją…
Książę cofnął się odruchowo.
– Nie życzę sobie, żeby ona zajmowała się tą sprawą! – wybuchł arystokrata, cofając się powoli.
– Nawet sam król nie ma prawa odsunąć mnie od śledztwa. Przypuszczam, że jest pan świadomy faktu, że próba wywarcia nacisku na organa, prowadzące śledztwo, podlega karze? – Rinnelis spokojnie dobijała księcia. – Rzecz jasna, może pan złożyć skargę na jakość mojej pracy.
Lare Tyen była równie obojętna i wyprana z emocji jak marmurowy posąg sprawiedliwości na placu głównym.
Skargę, akurat! Pisanie skarg na Rinnelis Tyen było zupełnie beznadziejną sprawą – zawsze działała w sposób absolutnie poprawny, nigdy nie naruszała litery prawa, nigdy nikomu nie pobłażała. Tam, gdzie należało dokonać wyboru między wymogami moralności i prawa, lare Tyen bez wahania wybierała prawo. Nawet, gdy miała absolutną pewność, że naruszenie prawa zadośćuczyni zwykłej ludzkiej sprawiedliwości i nikt się o niczym nie dowie, lare nigdy nie łamała prawa. Czasem wydawało się, że nie jest żywym człowiekiem, lecz jakimś potwornym mechanizmem, który wykonuje swoje zadania, nie odczuwając żadnych emocji. Ewentualna komisja kontrolna nie znajdzie nic, do czego można by się było przyczepić, zaś brak lęku przed możnymi tego świata to dla sługi prawa raczej zaleta niż wada, prawda? Tak czy inaczej, jego ekscelencja nic tu nie wskóra.
– Chcę, żeby ten łajdak zawisł! – ekscelencja Ayrel spróbował tym razem z innej beczki.
– Jeśli wina kahe zostanie udowodniona, to bez wątpienia zostanie on powieszony – odparła spokojnie Rinnelis.
– Co?! – zawołał Ayrel, wymachując rękami, ozdobionymi ciężkimi pierścieniami. – Wina?! Dowiedziona? Został pojmany nad ciałem mojej córki, z bronią w ręku!!!
Dziewczyna pokręciła głową.
– W jego rękach nie było broni – to wiadomo na pewno.
– Jest mordercą!!!
– Nie wolno nazywać nikogo winnym przed udowodnieniem jego winy.
Tak, rozmowa z tym ożywionym „Zbiorem praw królestwa Erol” nie była łatwa.
– Uniewinnia go pani? – Szlachcic wpadł w furię, żyłka na jego skroni wybrzuszyła się, twarz poczerwieniała.
– Uniewinnić, jak również skazać może wyłącznie sąd królewski. Śledczy jedynie przedstawia sądowi uzyskane informacje.
– Zamordował moją córkę! Uduszę go własnymi rękami!!!
– Wówczas zostanie pan skazany za zabójstwo. Biorąc pod uwagę pańską pozycję i pochodzenie, najprawdopodobniej nie zostanie pan stracony, lecz skazany na dożywotnie więzienie.
Ta informacja wyraźnie ostudziła zapał księcia. Westchnął ciężko i spuścił głowę.
– Mogę zapłacić… – Wielmoża podjął ostatnią próbę przemówienia do nieugiętej dziewczyny. Obecność świadka przy próbie wręczenia łapówki zupełnie nie speszyła zrozpaczonego ojca.
– Informuję pana, że proponując mi pieniądze popełnia pan przestępstwo, podlegające karze więzienia do lat pięciu. – Żmija nie omieszkała osadzić rozpędzonego szlachcica.
– Więc czego pani chce?! – nie wytrzymał książę.
– Każdy śledczy pragnie tylko jednego – żeby sprawiedliwość zatriumfowała. Dlatego właśnie pracujemy bez wytchnienia.
Czyżby...? Należałoby raczej powiedzieć, że jeszcze nikt nie zdołał odkryć, jaką kość należałoby rzucić temu psu łańcuchowemu, żeby zechciał zrozumieć ludzką mowę. Chociaż, szczerze powiedziawszy, nieprzekupność Rinnelis była im bardzo na rękę. Kahe oczywiście zostanie powieszony, ale zgodnie z prawem i żaden z południowych Domów nie będzie mógł twierdzić, że ich pobratymca skazano wyłącznie z powodu nienawiści do rasy kahe. To znaczy, że nikt z wysoko postawionych nie będzie obwiniał Wydziału ani zarzucał mu niekompetencji, a co za tym idzie, nie będzie problemów z premiami – żadna ze spraw, które prowadzili podwładni laro Grossa nie mogła spowodować problemów. Jeśli nawet Tyen nie wydobędzie z nieludzia przyznania się do winy, to na pewno wykopie spod ziemi niepodważalne dowody jego winy. Żmija była najlepszą z najlepszych w swoim fachu, co należało bezstronnie przyznać.
– Mogę obiecać panu jedno: winny śmierci pańskiej córki zostanie znaleziony i oddany pod sąd. – Lare Tyen zlitowała się nieco nad arystokratą.
Książę przygarbił się, najwyraźniej uważał, że kara wymierzona przez sąd nie zdoła zaspokoić jego pragnienia zemsty.
– To najlepszy z moich śledczych, ekscelencjo – rzekł laro Gross, chcąc nieco ulżyć cierpieniom nieszczęsnego ojca. – Lare Tyen nie ma na swoim koncie ani jednej nie rozwiązanej sprawy.
– Wierzę – rzucił mężczyzna z cichą nienawiścią i pospiesznie opuścił gabinet naczelnika, ze złością trzaskając drzwiami.
Lare śledcza z nikłym zainteresowaniem popatrzyła za nim, pogrążona w swoich myślach.
Gdyby zabójcą był człowiek, laro Gross bez zastanowienia pomógłby krewnym zamordowanej i przestępca nie dożyłby dnia rozprawy, ale niestety podejrzanym był kahe, a to groziło poważnymi komplikacjami.
– Naprawdę nie ma żadnych dowodów przeciwko temu łajdakowi? – zapytał naczelnik
– Żadnych bezpośrednich – pokręciła głową Rinnelis, wzdychając.
– A narzędzie zbrodni? – stropił się Gross.
– Tak jak powiedziałam jego ekscelencji, na broni nie ma śladów kahe. – Lare Tyen wzruszyła ramionami.
– Został ujęty nad ciałem ofiary!
– To można by objaśnić na tysiąc sposobów – sparowała śledcza, krzywiąc się z irytacją. Jednak chwilę potem opanowała się i jej twarz znowu przybrała obojętny wyraz.
– A który z nich wybrał kahe?
– Żadnego – odpowiedziała żmija, mrużąc oczy. – Milczy. Nie chce podać nawet swojego imienia.
No, no, no… Znalazł się ktoś, kto nie zaczął gadać przy Tyen? Na jej przesłuchaniach ludzie szlochają, skręcając się ze strachu! Ona jest w stanie w ciągu jednej doby wydobyć zeznania z kamienia!
– Beznadziejny przypadek? – zapytał Gross, wzdrygając się w głębi ducha.
Lare Tyen wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
Laro Gross wzdrygnął się znowu.
– Dlaczego? Już go nadłamałam, za tydzień wszystko wyśpiewa. Nawet to, czego nie może wiedzieć… – dodała z tym samym uśmiechem.
Ten, kto nie znał dobrze tej suki, mógłby pomyśleć, że wyciąga zeznania torturami, w dodatku z ludzi niewinnych. Gdybyż tak było… Niestety, Rinnelis Tyen nie uciekała się do tortur, wolała naciskać na psychikę. Gdy zaś zyskała pewność, że podejrzany nie popełnił zarzucanego mu czynu, bez mrugnięcia okiem wypuszczała go ze swoich łap, grzecznie przepraszając.
– Coś się pani nie podoba w tej sprawie? – odważył się spytać laro Gross.
– Owszem. – Tyen skinęła głową z tak nieobecną miną, że stało się jasne: nie ma zamiaru dzielić się swoimi wątpliwościami. Jak zawsze zresztą. Rozkazywać jej się nie dało, a grożenie było bezsensowne i niebezpieczne.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2011-02-07 (1040 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej