Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Patronujemy
 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Błazen
 
Katalog - dodano
 Piękna krew
- Lucius Shepard
 Immersja
- Erick Pol
 Jadowity miecz
- Rafał Dębski
 Zabójcze maszyny
- Philip Reeve
 Ostatnie konklawe
- Marcin Wolski
 
- skomentowano
 Artefakt
- Maggie Furey
 Zamęt Nocy
- Patricia Briggs
 Toń
- Marta Kisiel
 Sztylet ślubny
- Aleksandra Ruda
 Marzyciel
- Laini Taylor
 

Robert Cichowlas & Kazimierz Kyrcz Jr. - wywiad



Anita Blaszkowska: Witam Was serdecznie i od razu dziękuję, że zgodziliście się udzielić mi wywiadu, w dodatku po raz drugi!

Robert Cichowlas:
Witaj.

Kazimierz Kyrcz Jr: Nam też bardzo miło znów z Tobą rozmawiać!


AB: Czytelnicy wyjątkowo życzliwie przyjęli wasze dotychczasowe książki. Pewnie wprawia Was to w dobre nastroje?

RC:
Oczywiście! Żałujemy tylko, że wydawnictwo Grasshopper nagle zamarło, bo myślę, że mieliśmy spore szanse na dodruk dwóch naszych pierwszych książek, które tam opublikowaliśmy. „Twarze szatana” i „Siedlisko” niemal już zniknęły z księgarskich półek.


AB: „Koszmar na miarę”, krwawa opowieść o sprzedawcach ekskluzywnej odzieży i ich przerażającym kierowniku, również bardzo przypadł mi do gustu. Nie uważacie, że powieść wyznaczyła nowy kierunek waszej twórczości?


KKJ:
Niezupełnie. Napisanie powieści w stylu oldschoolowych dokonań Mastertona było w pełni świadomym zagraniem, mającym na celu nie dopuszczenie do zaszufladkowania nas w jednej, konkretnej odmianie literackiego horroru. Po „Siedlisku”, które w ocenie zarówno czytelników jak i redakcji „Grabarza Polskiego” zostało uznane za najlepszą rodzimą powieść grozy A.D. 2009, zgodnie z regułami rynku powinniśmy opublikować „Siedlisko bis”. Jednak nie tędy droga, by zdążać po najmniejszej linii oporu. Jesteśmy jeszcze za młodzi na to, by po prostu odcinać kupony od tego co osiągnęliśmy.

RC: Ja tylko dodam, że każda kolejna nasza książka jest inna od poprzedniej. Staramy się nie wpadać w schematy. Tak długo, dopóki będziemy w stanie wymyślać nowe, możliwie najbardziej oryginalne historie, trwać będzie nasz duet.


 AB: Jaka jest w takim razie wasza recepta na sukces?

RC:
Tworzenie możliwie najbardziej oryginalnych opowieści. Pisanie pod publikę to sukces krótkotrwały, podobnie jak trend na daną konwencję, temat (jak choćby cykl Meyer i jej zakochane w sobie wampiry). Pisarz musi wiedzieć o czym pisze i lubić obszar, w jakim się porusza.

KKJ: Trzeba zawsze pisać o czymś istotnym, inaczej nie utrzyma się uwagi czytelnika. No i własnej, po przecież borykanie się z materiałem literackim jest jakimś wysiłkiem.

AB: „Efemeryda” to wasza czwarta wspólna książka. Czy pisanie jej było łatwiejsze od pozostałych?

RC:
Jedno musimy uściślić: to czwarta książka jaką wspólnie wypuściliśmy, ale pierwsza jaką napisaliśmy. Jakieś dwa lata temu zaczęliśmy tworzyć konspekt, który ewoluował do wielkości pełnowymiarowej powieści. Nie od razu jednak wysłaliśmy ją do wydawcy. Swoje musiała odleżeć. Po czasie wróciliśmy do niej, spojrzeliśmy świeżym okiem, zredagowaliśmy i wreszcie uznaliśmy, że jesteśmy gotowi pokazać ją szerszej publiczności. Przygotowywanie finalnej wersji zajęło nam wiele czasu i to wcale nie było łatwe.

KKJ: Mamy świadomość, że poprzednimi powieściami dosyć wysoko ustawiliśmy sobie poprzeczkę. Co oczywiste, chcemy być coraz lepsi i… nie ma co kryć – bywa to deprymujące.

AB: Co zainspirowało Was do napisania „Efemerydy”?

KKJ:
Myślę, że złożyło się na to wiele elementów, z których wyróżniłbym dwa: fascynację Roberta maszynami latającymi i mój paniczny strach przed nimi. Muszę się przyznać, że nigdy nie leciałem samolotem, boję się ich tak bardzo, że nawet kiedy pojechałem z moimi bliskimi na obiad do restauracji urządzonej w starym Tu-134, z nerwów ledwie udało mi się cokolwiek przełknąć.

AB: Dlaczego wybraliście akurat Gironę jako częściowe miejsce akcji?

RC:
Bo to niezwykle klimatyczne miejsce. Tamtejsze lotnisko znajduje się na pewnym odludziu. 100 km od Barcelony, ale i w odległości kilkunastu kilometrów od miasteczka Girona. Kiedy jadąc na wakacje, lądowałem w tamtym miejscu, w dodatku podczas nienajlepszej pogody, ciary po prostu mnie paraliżowały. Kocham latać, ale tamtego dnia, gdy podczas lądowania maszyną kołysało na wszystkie strony, a za oknem widać było jedynie mgłę, przez moment przeszło mi przez myśl, że to mój ostatni lot. Potem, gdy już wyszedłem z samolotu, sceneria tylko spotęgowała mój niepokój. Wiedziałem, że coś takiego trzeba opisać!

KKJ: Robert przesłał mi sporo fotek z tamtych wakacji… Nie miałem wątpliwości, że to wyjątkowo urokliwe miejsce. A zarazem tajemnicze, pobudzające wyobraźnię.

AB: Śledząc relacje z różnych konwentów czy w ogóle imprez około fantastycznych widać, że zdarza wam się bywać tu i ówdzie. Czy spotkania z czytelnikami są dla was gehenną czy raczej przyjemnością?

KKJ:
Przyjemnością przez duże „Pe”! Lubię poznawać nowych ludzi, no i spotykać starych kumpli. Wieczorki autorskie są po temu doskonałą okazją. Wymiana myśli i spostrzeżeń to coś co naprawdę mnie kręci.

RC: Ja też lubię spotykać starych kumpli, a i poznawanie nowych ludzi wychodzi mi coraz lepiej. Zatwardziałego introwertyka nie od razu jednak uczynisz ekstrawertykiem. Kiedy długo przebywam w tłumie, zaczynam się stresować i wycofywać w kąt. Dobrze, że nie zostałem aktorem, bo marny byłby ze mnie celebryta.

AB: Jakie macie plany na przyszłość? Kolejne książki w duecie czy może coś napisanego osobno?

RC:
W przygotowaniu jest nowy zbiór naszych opowiadań, zatytułowany roboczo „Powtórne przyjście”. Niebawem zamieścimy na ten temat to i ówdzie informacje. Wkrótce ukaże się również książka o Grahamie Mastertonie, jaką napisałem wraz z Piotrem Pocztarkiem.

KKJ: Po tym jak znów zostałem ojcem, moje możliwości czasowe uległy dalszemu ograniczeniu. Inna sprawa, że skończyłem czterdziestkę, no i czuję coraz większe ciśnienie, by napisać coś od początku do końca „własnego”. Nie oznacza to jednak, że mam zamiar pisać odtąd wyłącznie w pojedynkę. To nie wchodzi w grę.

AB: Słyszałam, że rodzina Roberta również się powiększyła. W jakim stopniu wpłynie to na waszą twórczość? Czy stanie się bardziej grzeczna, uładzona?

RC:
Bardziej grzeczna na pewno nie. Potrafię rozgraniczyć realia od świata zmyślonego. Swobodniej poruszam się w tym drugim, ale i twardo stąpam po pierwszym. W chwili obecnej mnóstwo czasu poświęcam synkowi i żonie i to dla mnie absolutny priorytet. Twórczość może na tym tylko zyskać.

KKJ: Akurat ja już po raz drugi zostałem ojcem, więc teoretycznie nie powinno to być dla mnie zbyt wielkim szokiem. Prawda jest taka, że rodzicielstwo działa wyjątkowo odświeżająco na psychikę – sprawia, że na wiele spraw patrzy się z zupełnie innego punktu widzenia. Nabiera się dystansu do codziennych problemów, a zarazem ujawnia się w człowieku pewna wrażliwość, która zwykle pod wpływem codzienności gdzieś się ukrywa… Dla każdego twórcy takie doświadczenia są cenne. Prędzej czy później na pewno z nich skorzystam.

AB: W takim razie mocno trzymam kciuki i czekam na wasze następne książki.

KKJ:
Zapewniamy, że będzie ich jeszcze wiele! A jeśli Wena pozwoli…

RC: Nie ma wyboru!

KKJ: …będą jeszcze lepsze od poprzednich.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2011-02-26 (1900 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej