Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Wyginacze łyżeczek
 
Katalog - dodano
 Szare Płaszcze: Rubież
- Marcin A. Guzek
 Saga Mrocznej Phoenix
- Stuart Moore
 Dystrykt Warszawa
- Rafał Babraj
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Diabeł wcielony
- Donald Ray Pollock
 
- skomentowano
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 Magia niszczy
- Ilona Andrews
 Harda horda
- antologia
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

Poczet dziwów miejskich - Krzysztof Piskorski

Kruczo-czarne opowieści


Kruk Rrax'ThwyrYdrwhyn przeszedł majestatycznie po gzymsie i schował się w mroku za plecami gargulca. Światło mu nie służyło, szczególnie o pierwszej w nocy. Oświetlić katedrę - też pomysł! Przez osiemset lat nie miała oświetlenia i nikomu to nie przeszkadzało!
Rrax wychylił na sekundę dziób, aby spojrzeć w dół. Wbudowane w chodnik reflektory poraziły mu wzrok. Ech! Wszystko przez niemieckich turystów. Żeby ich wszystkich...
Czasem Zhmf Spod Wzgórza śmiał się z Rraksowej nienawiści do Niemców. Cóż jednak mógł wiedzieć Zhmf? Przecież był tylko głupim, sklerotycznym bazyliszkiem. Poza tym przybył ledwie sto lat temu, uciekając z Krakowa, gdzie zaczęto przebudowywać kanały. Rrax tymczasem mieszkał w okolicy od samego początku.
Lubił wracać myślą do dni młodości, kiedy żył w chramie na szczycie Ślęży. To była dopiero, jak to się teraz mówi, fucha. Co tydzień ofiary, a cztery razy w roku taka wyżerka, że następnego dnia nie można się było ruszyć. Wtedy po raz ostatni Rrax jadł naprawdę dobry miód.
Ech! I ta nabożna cześć, jaką otaczano kruki. Mogłeś wlecieć komuś do chałupy, wyżreć całą kaszę z miski, a on patrzył jak zaczarowany i ani myślał przegnać! Dobrze było... I kruków jakby więcej. Za Henia Brodatego w okolicach grodu mieszkało ich ze trzydzieści. Dziś został już tylko Rrax. Niedawno ostatniego ze znajomych -Elmmr ezzfa'eta - dorwał na dachu jakiś gruby kocur.
Rraksowi udało się przetrwać w mieście, bo właściwie nie przypominał kruka. Niegdyś często przeklinał Stwórcę, że nie dał mu dodatkowych dziesięciu centymetrów skrzydeł, przez co uznawano go za dużego gawrona. Takie porównanie było oczywiście dla kruka obraźliwe, ale zdążył się już przyzwyczaić. Tym bardziej, że większych pobratymców dawno powywożono do rezerwatów przyrody. Najgorszym wrogiem kruka są, bowiem ornitolodzy. Jak cię jeden z drugim wytropi, to koniec. Uśpią i zabiorą na jakieś bezludzie, gdzie jest okropnie zimno i pełno dzikich zwierząt. A co może kulturalny, miejski kruk robić w takim miejscu?! Ech, żeby tych wszystkich ornitologów...
Nagle Rrax przerwał rozmyślania. Przekrzywił łepek, patrząc na niebo ponad katedrą. Do ziemi zbliżał się mały, świetlisty punkcik. Ludzie z reguły w tym momencie wypowiadali życzenia i robili inne głupie rzeczy. Rrax tylko się uśmiechnął (na tyle, na ile można się uśmiechnąć, mając dziób). Dokładnie wiedział, co znaczy „spadająca gwiazda". Ech! Czy ci wariaci na górze i na dole nigdy nie dadzą sobie spokoju? Od kiedy rozbili ostatnią bramę, coraz częściej pojawiają się w Strefie. I jak porządny kruk ma tu żyć? Jak nie turyści z Berlina, to wariat z zaświatów. Ech!

Porfirion siedział w głębokim fotelu, trzymając nogi na biurku. Lubił tę pozycję. Za młodu często bywał w Strefie i przejął wiele ludzkich nawyków. Oczywiście nie wszystkie dawały się łatwo przenieść na nowy grunt. Na przykład ciągle jeszcze miał problem z blatami. Musiał je często wymieniać, bo ostre racice bezlitośnie kaleczyły drewno.
Drzwi gabinetu rozsunęły się, ukazując kosmatą twarz Surtaka. Młodzik wyciągnął rękę w pozdrowieniu, a Porfirion odmachnął mu niedbale.
„No tak. Ani chwili spokoju" - pomyślał.
- Właśnie otrzymaliśmy komunikat - zameldował Surtak.
Porfirion zaczął szybko obstawiać w myślach. Znowu demonstracje w wyższych kręgach? Rezydent nie wrócił po wskazanym czasie? A może jakiemuś paranoikowi ubzdurało się, że wytropił sabotażystę?
- Niebianie wysłali do Strefy swojego agenta. Cholera - nie zgadł. Swoją drogą nie spodziewał się, że to będzie podobna błahostka. Czy nawet z taką rzeczą musieli do niego biegać? Popatrzył na czekającego w napięciu Surtaka.
- I co z tego?
Młodzik ściągnął ze zdziwienia wargi.
- Śmiem przypomnieć, że według paragrafu ósmego, artykułu dwudziestego piątego, mamy teraz prawo wysłać swojego.
- Ale w jakim celu, Surtaku?
- Żeby wyeliminować wroga i uniemożliwić mu podjęcie działań na neutralnym terenie.
Słysząc to, Porfirion tylko westchnął. Chwilę patrzył na ścianę, gdzie wisiała reprodukcja „Sądu Ostatecznego" Breughla. W końcu wyjął z szuflady talerzyk pełen malin. Wziął jedną, a resztę podsunął Surtakowi, dając znak, aby się częstował.
- Od dawna denerwuje mnie, że choć wojna się skończyła, młodzież jest szkolona w taki sposób, jakby wciąż trwała w najlepsze. Myślisz, że po co ten Niebianin zszedł na dół? Chodzi z pewnością o zbiegłego sługę lub zbuntowanego rezydenta...
Surtak skinął głową, ale otwarł usta.
- Nie przerywaj przełożonemu - ubiegł go Porfirion. -Słuchaj uważnie, chłopcze. Pozwólmy im prać swoje brudy. Po co mamy się mieszać? Niech polują na siebie, niech rozdzierają ich konflikty. Patrz daleko, Surtaku. Oczywiście, że zamierzam skorzystać z artykułu...
Przerwał na chwilę, aby zjeść jeszcze jedną malinę. Uwielbiał je, niestety na dole były towarem luksusowym. Rosły tylko w Strefie i za żadne skarby, podobnie jak większość roślin, nie chciały się przyjąć w zaświatach.
- Wyślę swojego adiutanta, ale nie po to, żeby bawił się w dziecinne podchody. O nie! Polecę mu kupić trochę owoców, rozejrzeć się za ciekawymi książkami. - Używanie Strefy w prywatnych celach jest niestosowne! - skrzywił się Surtak.
- Było niestosowne, mój drogi. Było. Teraz Strefa nie jest polem bitwy. Jej przynależność ustaliły po wsze czasy traktaty pokojowe. Powinniśmy zacząć korzystać z dóbr, jakie oferuje nam ludzkość. Czy myślisz, że Lucyfer sądzi inaczej? A widziałeś nowego Picassa, którego kazał kupić na aukcji w Nowym Jorku?
Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego w kantynie jest coraz więcej smakołyków z powierzchni? Młodzik nie dawał za wygraną.
- Ale Księga Upadłych mówi... - jęknął.
- Ty tylko swoje „ale" i „ale"! - Porfirion machnął ręką. - Mimo tego, co ci kładą do głowy w szkole, wojna już się skończyła: w dniu, w którym ja i moi chłopcy rozbiliśmy bramę. Nikt z góry nie przejdzie na dół i vice versa. Niech wypiją piwo, którego nawarzyli. W tym czasie najem się malin i pokontempluję Breughla. Zapamiętaj me słowa, chłopcze, bo więcej nie będę powtarzał! Zrozumiano?
- Tak jest!
- Odmaszerować! I przyślij mi adiutanta!

Najpierw poczułem dotyk zimnego bruku i okropne zawroty głowy. Z trudem podniosłem się na czworakach, otwierając oczy. Leżałem na środku ulicy. Wszystkie mięśnie bolały. Prawie już zapomniałem, jak to jest mieć ciało z krwi i kości. Dowlokłem się do najbliższej bramy, padłem plackiem na ziemię. Czekałem cierpliwie, aż świat przestanie się kręcić. Posadzka pachniała moczem.
Wreszcie zdołałem dźwignąć się jeszcze raz i usiąść pod murem. Oddychałem głęboko, łapiąc wielkie hausty zimnego powietrza. Skrzyp schodów! Błyskawicznie odwróciłem głowę, wbiłem wzrok w ciemność. Z pierwszego piętra schodził wąsaty mężczyzna w wyświechtanym swetrze. Ciekawe, gdzie się wybierał kilka minut po północy? Nieważne. Trzeba coś zrobić. W końcu nie mógł zobaczyć w swojej bramie dwumetrowego gołego faceta z wielkimi skrzydłami sterczącymi z pleców. Spojrzałem mu prosto w oczy, jak uczył archanioł Malachiasz.


Fragment udostępniony przez Wydawnictwo Fabryka Słów








Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2007-06-03 (1686 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej