Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Król Demon
 
Katalog - dodano
 Kroniki Jaaru. Tajemne imię
- Adam Faber
 Hajmdal. Księżyce monarchy
- Dariusz Domagalski
 Alyssa i czary
- A.G. Howard
 Prawda i iluzja
- Jennifer Sommersby
 Księżniczka Popiołu
- Laura Sebastian
 
- skomentowano
 Artefakt
- Maggie Furey
 Zamęt Nocy
- Patricia Briggs
 Toń
- Marta Kisiel
 Sztylet ślubny
- Aleksandra Ruda
 Marzyciel
- Laini Taylor
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

''Dwie karty'' - Agnieszka Hałas

#2


Wracając z powierzchni, Krzyczący nagle zorientował się, że skręcił w nie ten korytarz, co trzeba. Podziemia potrafiły być zdradzieckie, jeśli się dokładnie nie pilnowało trasy.
Zawrócił, ale na pierwszym rozwidleniu stanął zdezorientowany. Z czterech korytarzy wybrał po namyśle ten, który – jak mu się wydawało – prowadził we właściwym kierunku. Okazało się jednak, że nie był to dobry wybór. Korytarz co prawda opadał w dół, lecz wkrótce wypełnił się smrodem ścieków. Minąwszy zakręt, Krzyczący ujrzał przed sobą kanał o wartkim nurcie – jeden z tych, którymi płynęła doprowadzona z rzeki woda, unosząc nieczystości, spływające do morza. Jego brzegiem biegł wąski chodnik, a po drugiej stronie poruszało się kilka białych, niezgrabnych sylwetek. Golemy.
Żmij zamarł, ale po chwili dotarło do niego, że Jednoocy są zajęci pracą. Fragment korytarza był rozkuty i rozkopany; golemy wybierały ziemię łopatami, ładowały ją do koszy i wynosiły.
Brune zawahał się, w końcu jednak zszedł nad kanał. Zdążył już wykalkulować, że mimo wszystko bardziej opłaca mu się iść dalej, niż zawracać i błądzić. I ta decyzja okazała się błędem.
– Hej, Nils – usłyszał gdzieś blisko znajomy głos, niewyraźny od wódki. – Patrz no, kogo tu licho przyniosło.
Spod muru wstało chwiejnie trzech mężczyzn. Jednego z nich Krzyczący rozpoznał od razu – był to Riakin, jednooki przyboczny żebraczego króla. Jego dwaj towarzysze – jeden niski, zezowaty, drugi barczysty i wytatuowany od stóp do głów – też wydali się żmijowi znajomi.
Wszyscy trzej byli pijani, ale nie w sztok – raczej akurat w takim stopniu, żeby mieć ochotę na wszczęcie awantury. Krzyczącemu nie spodobały się ich miny.
Rozpoznali go, oczywiście, bo idąc na targowisko nie zadał sobie trudu, by zakamuflować się jako Mabius z Bardon, zasłonił iluzją tylko blizny. Teraz pomyślał, że to był błąd.
Za późno.
– No proszę – wycedził, stając tak, żeby dać do zrozumienia, że się ich nie boi. – Właśnie się zastanawiałem, co tu tak śmierdzi.
Bijąca od podpitych zbirów nienawiść była niemal namacalna.
– Nie lubimy cię, magu – warknął Riakin.
– I wzajemnie.
– Nie powinieneś się włóczyć samotnie – ciągnął jednooki z nieprzyjemnym uśmiechem. – Umiesz zabijać czarami, co? Ale teraz sobie nie poczarujesz. Nie na ich oczach. – Wskazał głową golemy.
Krzyczący zacisnął zęby, bo do niego też już dotarło, że jest w pułapce. W tej odległości od Jednookich nie mógł użyć nawet najprostszego zaklęcia – ani zesłać na przeciwników chwilowego pomieszania zmysłów, ani choćby przemienić noża w rapier.
– Teraz się zabawimy – stwierdził Riakin. – Założyłem się z Nilsem, że possiesz mi kutasa. Co ty na to?
Brune ze stoickim spokojem obrzucił go wzrokiem.
– Lepiej zaangażuj do tego mysz.
Ten niski zarechotał, ale Riakin zmienił się na twarzy.
– Ja ci, kurwa... błaźnie...
Wszystko potoczyło się tak szybko, że Krzyczący nie zdążył wyjąć sztyletu. Zgubiło go to, że nie spodziewał się błyskawicznego przejścia do rękoczynów. Sądził, że zbiry się nie odważą. Ale oni byli zbyt pijani, żeby się bać, zaś obecność golemów przeważyła szalę.
Na jego szczęście to były męty, nie wyćwiczeni wojownicy, a żmij bez magii też potrafił się bronić. Dlatego to, co miało być nieskomplikowanym, niewymagającym filozofii spuszczeniem cięgów, przerodziło się w szamotaninę. Próbowali go zepchnąć do kanału, ale wywinął się. Kopnął któregoś w goleń, sam dostał pięścią w twarz i zobaczył gwiazdy. Poczuł, że krwawi, pomyślał przelotnie, że chyba złamano mu nos. Ten niski złapał go z tyłu za ramię. Brune dźgnął na oślep łokciem, z satysfakcją rejestrując jęk bólu, wyrwał się i wreszcie zdołał sięgnąć po sztylet.
Niski typek zawył, a po chwili cofnął się, przyciskając do piersi krwawiącą rękę. Riakin oraz Nils popatrzyli na siebie i też dobyli noży.
Żarty się skończyły. Krzyczący błyskawicznie przekalkulował szanse. Dwa noże przeciwko jednemu – bez magii ja zabijam jednego drania, a drugi zabija mnie.
W tym samym momencie za plecami żmija zabrzmiał ochrypły bas, z takim spokojem, jakby przemawiał do bijących się uczniaków.
– Trzech na jednego? Nieładnie, chłopcy. A Helshor wie?
– Nie wtykaj nosa, gdzie nie trzeba, Veljanov – warknął Riakin, ale wyraźnie stracił ochotę do rozwiązywania sprawy za pomocą ostrza.
Krzyczący cofnął się, aby popatrzeć na nowo przybyłego, nie spuszczając jednocześnie oka z przeciwników. Otarł ręką zakrwawioną twarz, zły, że plami dobrą kurtkę i zły tak ogólnie, że wpakował się jak dureń.
Człowiek, który wyszedł z bocznego korytarza, był wysoki, barczysty i dzierżył okuty kij. W drugiej ręce niósł latarnię i dwie puste, pobrzękujące pułapki na szczury. Chociaż niemłody, wydawał się budzić w zbirach szacunek graniczący z lękiem.
– Won stąd – stwierdził krótko. – Ale już. Inaczej Helshor dowie się, kto nakazał spalić tamten magazyn z suknem na drugim poziomie, choć mieliście rozkaz, żeby go nie ruszać.
Riakin z zaciśniętymi zębami skinął na towarzyszy.
– Kiedyś się policzymy, dziadu – rzucił przez ramię Nils, ale Veljanov tylko pokazał mu kij, aż nadto wymownym gestem.
– Wszystko w porządku, synu? – spytał szorstko, kiedy tamci zniknęli w głębi korytarza.
– Powiedzmy. – Krzyczący wyjął chustkę i trzymał ją przy twarzy, odchylając głowę do tyłu. Czuł, że rozbity nos spuchł, oddychanie stało się trudniejsze.
Popatrzył w stronę golemów, ale te nadal z mrówczą cierpliwością rozkopywały ziemię i ładowały ją do koszy. W ciągu całego zajścia nawet na chwilę nie przerwały pracy.
Szczurołap przyjrzał mu się sceptycznie, kręcąc w palcach siwego wąsa.
– Po coś tu przyłaził? – odezwał się. – Podziemia to nie miejsce dla takich jak ty. Szukacie wrażeń, taka wasza... a potem, jak co się wydarzy, to zara jest szum.
– Ja mieszkam w Podziemiach – wzruszył ramionami żmij.
Veljanov wbił w niego badawcze spojrzenie. Krzyczący bez specjalnego wysiłku mógł się wsłuchać w jego myśli.
Wykształcony, psia jego krew. Albo handluje czymś zakazanym, albo fałszuje pieniądze, albo spiskuje przeciwko władzy... albo jest żmijem. Albo wszystko naraz.

– Chodź – odezwał się wreszcie szczurołap. – Tu niedaleko jest tawerna. Napijem się i pogadamy.


* * *



– Tędy. Uwaga na głowę. – Szczurołap musiał się schylić, żeby zmieścić się pod sklepieniem wąskiego korytarza. Brune z pewnym zdziwieniem odnotował, że choć zeszli głęboko, w tej partii lochów co kilkadziesiąt kroków stoją wypełnione świeciwem lampy.
– Który to poziom?
– Najniższy z użytkowanych. Niżej znajdziesz już jeno gruzy. Tfu, popatrz na to.
Żmij zakrył nos chustką, bo ogarnął ich smród padliny. W rogu korytarza leżał martwy homunkulus. Wyszczerzone w przedśmiertnym grymasie kły nadawały mu upiorny wygląd.
– Pewno coś zeżarł. Dobrze mu tak, gadowi. – Veljanov splunął z nienawiścią. – Widziałem takich, co po pijaku zasnęli pod murem i to tałatajstwo ich zagryzło. Są jeszcze cwańsze od szczurów. Tędy.
Skręcili w szerszy korytarz. Żmij wyczuł nieuchwytną zmianę aury; w pobliżu znajdowali się ludzie.
– Tutaj. – Szczurołap pchnął drzwi, umiejscowione w nieoświetlonej wnęce tak, że łatwo było je przeoczyć.
W obszernej, mrocznej sali unosił się zapach potraw i piwa. W szerokim kominku płonął ogień, przy którym grzał się odmieniec w łachmanach, o obliczu pokrytym sinymi guzami. Kilka innych postaci siedziało przy stołach, rozmawiając przyciszonymi głosami.
– Salon Scaraveshii – oznajmił Veljanov.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2011-04-05 (1197 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej